Szczepienie do jedyna droga na powrót do normalności

Szczepienie do jedyna droga na powrót do normalności


Wciąż wielu Polaków deklaruje, że nie zamierza się zaszczepić przeciwko SARS-CoV-2. Trudno przypuszczać, by wśród sceptyków znajdowali się wyłącznie przedstawiciele ruchów antyszczepionkowych, z którymi merytoryczna dyskusja jest niemożliwa. Nowej szczepionki obawiają się nawet osoby, które nie unikają obowiązkowych szczepień dzieci i nie negują w ogóle tej formy zabezpieczenia się przed groźnymi chorobami. O wątpliwościach związanych ze szczepionką przeciwko SARS-CoV-2 rozmawiamy z dr Małgorzatą Fleischer, konsultantem mikrobiologiem Zespołu Kontroli Zakażeń Szpitalnych Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

Czy zaszczepiła się już Pani przeciwko SARS-CoV-2?

Dr Małgorzata Fleischer: Zaszczepiłam się razem z całym Zespołem Kontroli Zakażeń Szpitalnych USK. Czekałam na taką możliwość od początku pandemii COVID-19. Uważam, że to jedyna droga na powrót do normalnego życia i zawodowego funkcjonowania bez obaw o zdrowie i życie swoje i naszych najbliższych. Reasumując - należy mieć obawy przed zakażeniem SARS-CoV-2 i skutkami takiej infekcji, a nie przed szczepieniem.

Pomińmy najbardziej absurdalne teorie spiskowe dotyczące szczepionek. Wśród argumentów przeciwników tego akurat szczepienia pojawiają się takie, które można uznać za merytoryczne. Np. to, że szczepionka przeciwko SARS-CoV-2 pojawiła się zbyt szybko. A skoro tak, to nie jest dostatecznie sprawdzona pod kątem bezpieczeństwa. Jak to jest z tym czasem, koniecznym do opracowania skutecznej i bezpiecznej szczepionki?

Dr Małgorzata Fleischer: Czas konieczny do opracowania skutecznej i bezpiecznej szczepionki w dużej mierze zależy od rodzaju projektowanej szczepionki. W ograniczeniu chorób zakaźnych ogromną rolę odegrały tradycyjne szczepionki zawierające inaktywowane (zabite) lub żywe atenuowane (odzjadliwione, czyli pozbawione zdolności wywołania choroby) drobnoustroje, a także toksoidy, czyli toksyny bakteryjne pozbawione patogennego działania. Szczepionki te mają swoje zalety i wady. Żywe szczepionki atenuowane stwarzają ryzyko powrotu formy atenuowanej drobnoustroju do formy wysoce patogennej, natomiast szczepionki inaktywowane zawierają szeroki panel antygenów, a mimo to mogą nie być wystarczająco immunogenne ze względu na ograniczoną możliwość wytworzenia odpowiedzi komórkowej. Przygotowanie powyższych szczepionek wymaga czasu koniecznego do uzyskania hodowli drobnoustrojów, co stanowi istotny problem, zwłaszcza w przypadku wirusów, które namnażane są na liniach komórkowych lub np., tak jak wirusy grypy, na zarodkach kurzych. Nowsza generacja szczepionek to uznawane za bardzo bezpieczne tzw. szczepionki podjednostkowe, które nie zawierają drobnoustrojów chorobotwórczych, a jedynie ich fragmenty - wysoce oczyszczone, immunogenne antygeny, najczęściej białka, peptydy lub polisacharydy. Zwykle do uzyskania swoistego dla danego patogenu antygenu wykorzystywane są metody biologii molekularnej i technologia rekombinacji DNA. Jedną z pierwszych szczepionek tego typu jest dopuszczona do stosowanie u ludzi w 1986 r. szczepionka rekombinowana stosowana w profilaktyce WZW B, zawierająca jedynie antygen powierzchniowy wirusa HBV - HbsAg produkowany przez komórki drożdży, do których wprowadzono gen kodujący HBsAg. Rekombinacyjna technologia umożliwia także stosowanie szczepionek opartych na tzw. organizmach wektorowych, np. niechorobotwórczych lub atenuowanych wirusach, które zawierają materiał genetyczny pochodzący z drobnoustrojów chorobotwórczych i pozwalają na ekspresję in vivo antygenów niezbędnych do uzyskania oczekiwanej odpowiedzi humoralnej i komórkowej. Główną zaletą stosowania wektorów wirusowych jest ich zdolność do wywołania silnej odpowiedzi immunologicznej. Najnowsza generacja szczepionek to szczepionki na bazie kwasów nukleinowych: DNA lub RNA. Obiecujące są łatwość ich projektowania, dużo szybszy czas produkcji, a także profil bezpieczeństwa biologicznego. Mówiąc o krótkim czasie, w jakim pojawiły się dwie aktualnie dopuszczone do stosowania szczepionki warto pamiętać, że każda z nich przeszła wymagane wieloetapowe badania. Pierwszy etap to badania in vitro oraz badania na modelach zwierzęcych, które wykazały, że szczepionki te mają działanie ochronne przed COVID-19 i są bezpieczne pod kątem właściwości toksykologicznych i farmakologicznych. Kolejnym etapem były badania kliniczne z udziałem zdrowych ochotników (badania kliniczne I i II fazy) prowadzone w celu między innymi określenia najczęstszych działań niepożądanych. Ostatni z etapów (badanie kliniczne III fazy) miał na celu wykazanie skuteczności szczepionki oraz ocenę jej profilu bezpieczeństwa. W ostatnim etapie badań wymagany jest udział 30 tysięcy ochotników – w przypadku szczepionki firmy Pfizer było to ponad 43 tysiące osób: średnia wieku wynosiła 52 lata, a 22 proc. stanowiły osoby ≥ 65 lat do 91 lat (89 lat w grupie zaszczepionej), 46 proc. uczestników miało co najmniej jedną chorobę współistniejącą, która zwiększa ryzyko ciężkiej choroby COVID-19 (astma, przewlekła choroba płuc, cukrzyca, nadciśnienie; 35 proc. uczestników było otyłych, a kolejne 35 proc. miało nadwagę). Wprowadzenie szczepionek do profilaktyki nie jest też decyzją firmy, która ją wyprodukowała. Za dopuszczenie do obrotu szczepionek w Europie odpowiada Komisja Europejska, która przed podjęciem decyzji musi uzyskać pozytywną rekomendację Komitetu ds. Produktów Leczniczych Stosowanych u Ludzi działającego w ramach Europejskiej Agencji Leków (European Medicines Agency - EMA).

Na czym polega technologia mRNA i od jak dawna jest znana?

Dr Małgorzata Fleischer: Pierwsze badania nad wykorzystywaniem mRNA do transferu informacji genetycznej prowadzono już na początku lat 90-tych XX wieku, ale badania związane z wykorzystaniem mRNA do konstruowania szczepionek zostały zainicjowane nieco później. Głównym problemem okazały się: niestabilność mRNA w porównaniu z DNA i jego szybka degradacja w warunkach in vivo co udało się rozwiązać poprzez zastosowanie pewnych modyfikacji. Szczepionki RNA były testowane w wielu badaniach na modelach zwierzęcych, trwają badania fazy 1 nad zastosowaniem szczepionek RNA w profilaktyce zakażeń HIV i wirusa Zika, a zakończono badania I fazy dotyczące ich zastosowania w profilaktyce wścieklizny i grypy. W przypadku wścieklizny badania prowadzono w latach 2013-2016, a ich wyniki opublikowano w 2017 r. w prestiżowym czasopiśmie Lancet. Możliwości zastosowania RNA rozszerzono ostatnio o preparaty przeznaczone do stosowania w chorobach nieinfekcyjnych (szczepionki przeciwnowotworowe - badania fazy I / II dotyczące raka prostaty). Szczepionki oparte na mRNA mają tę zaletę, że są one wytwarzane w systemach bezkomórkowych, co pozwala wyeliminować ryzyko ich skażenia żywymi drobnoustrojami, a wchodzący w skład szczepionki mRNA nie ma możliwości włączenia się do materiału genetycznego człowieka i ma ograniczony czas przetrwania w naszych komórkach. Szczepionki mRNA firm Pfizer/BioNTech i Modena przeciw COVID-19 zawierają, zamknięty w kapsułce z nanocząsteczek lipidowych, matrycowy kwas rybonukleinowy - mRNA kodujący białko S (kolca) wirusa SARS-CoV-2. Białko S jest białkiem fuzyjnym typu I zlokalizowanym na powierzchnia wirionu. Składa się z dwóch podjednostek, z S1 odpowiedzialnej za wiązanie z receptorem ACE2 i S2 umożliwiającej fuzję z błoną komórki ludzkiej. Białko S jest głównym antygenem indukującym odpowiedź immunologiczną. Kapsułka lipidowa otaczająca mRNA pełni funkcję ochronną i transportową umożliwiając wejście mRNA do cytoplazmy komórki ludzkiej. Na podstawie mRNA w naszych komórkach syntetyzowane jest białko S, które po przetransportowaniu na powierzchnię komórki pobudza odpowiedź humoralną opartą na wytwarzaniu przeciwciał neutralizujących i odpowiedź komórkową. Powstające przeciwciała blokują zakażanie naszych komórek a odpowiedź komórkowa pozwala szybko usunąć zakażone wirusem komórki i w ten sposób ograniczyć rozprzestrzenianie się zakażenia. Zawarty w szczepionce mRNA nie ma zdolności do samokopiowania, nie przenika do jądra komórkowego, nie ulega odwrotnej transkrypcji do DNA, a więc nie spowoduje zmiany naszego genomu. Po ograniczonych obecnością adenozyn cyklach translacji (syntezy białka S) mRNA ulega degradacji. Należy jeszcze raz podkreślić, że produkcja szczepionki opartej na mRNA nie wymaga pracy z wirusem, a czas potrzebny do jej wyprodukowania jest znacznie krótszy w porównaniu z tradycyjnymi szczepionkami, co ma ogromne znaczenie w takiej sytuacji, jak obecna pandemia. To prawda, że szczepionki mRNA nigdy wcześniej nie były stosowane u ludzi na tak szeroką skalę, należy jednak jeszcze raz podkreślić, że badania nad wykorzystaniem mRNA w opracowaniu szczepionek trwają od wielu lat, a wiedza potrzebna do wyprodukowania takich szczepionek była gromadzona latami.

Kolejna wątpliwość wiąże się z niedawnym odkryciem nowe go typu koronawirusa w Wielkiej Brytanii, który pojawił się już po opracowaniu szczepionki. Czy wobec tego będzie ona skuteczna, a skoro ten wirus ulega szybkim mutacjom, to jakim sposobem szczepionka może za tym „nadążyć”? Po co mam się szczepić, jeśli za chwilę wirus się zmieni, więc szczepionka mnie nie uchroni? Podobne wątpliwości pojawiają się zresztą też w odniesieniu do szczepień przeciwko grypie, a pogłębiają je informacje o tym, że w niektórych latach szczepionka bywa „nietrafiona”.

Dr Małgorzata Fleischer: Wirus SARS-CoV-2 nie należy do szczególnie zmiennych wirusów, jednak, podobnie jak w przypadku innych drobnoustrojów, może dochodzić do spontanicznych mutacji i zmian w genomie wirusa. Zwykle w takiej sytuacji w wyniku selekcji „wygrywają” w populacji te warianty wirusów, które w wyniku mutacji nabyły zdolność łatwiejszego rozprzestrzeniania się i lepszej adaptacji do organizmu gospodarza. Mutacje zachodzą najczęściej w sytuacji przedłużonej infekcji u pojedynczego pacjenta, zwykle osoby z obniżoną odpornością (próba ucieczki wirusa przed odpowiedzią immunologiczną chorego) lub w organizmach podatnych na zakażenie zwierząt i ponownego przeniesienia już zmutowanego wirusa na człowieka. Przykładem zmian, do których prawdopodobnie doszło w organizmach zwierzęcych są opisane mutacje białek kolca w wirusie SARS-CoV-2 izolowanym od norek w Danii i Holandii. Nie wiemy, w jaki sposób powstał nowy wariant SARS-CoV-2, określany jako SARS-CoV-2 VUI 202012/01 (Variant Under Investigation, rok 2020, miesiąc 12, wariant 01). Wariant ten został zauważony w Wielkiej Brytanii 8 grudnia 2020 r. Niecałe dwa tygodnie później został uznany za typ wirusa zdolnego do szybszego rozprzestrzeniania się w populacji na podstawie 4-krotnego wzrostu liczby przypadków COVID-19 w południowo-wschodniej Anglii, gdzie potwierdzono zakażenia nowym wariantem SARS-CoV-2. Na podstawie sekwencjonowania genomu (w Wielkiej Brytanii istnieje uznane konsorcjum zajmujące się sekwencjonowaniem genomu SARS-CoV-2 o nazwie COG-UK) wykazano, że SARS-CoV-2 VUI 202012/01 ma szereg mutacji w grupie których dziewięć dotyczy genu kodującego białko kolca (S), a dwie z nich są szczególnie istotne. Jedna z nich skutkuje zwiększeniem siły wiązania kolca z receptorem ACE-2, a druga jest związana z utratą dwóch aminokwasów w białku kolca i ma prawdopodobnie znaczenie w unikaniu odpowiedzi immunologicznej u niektórych pacjentów z obniżoną odpornością. Wykazano w badaniach retrospektywnych, że nowy typ SARS-CoV-2 tak naprawdę pojawił się w Anglii już 20 września 2020 r. a w grudniu w Londynie stanowił już przyczynę 60 proc. wszystkich przypadków COVID-19. Według ECDC do 20 grudnia przypadki zakażeń SARS-CoV-2 VUI 202012/01 zgłosiła Dania, Holandia i Belgia, a także potwierdzono takie zakażenia w Australii. Nadal nie ma jednak pełnej zgodności co do tego, czy nowy wariant jest rzeczywiście bardziej zakaźny. Nie potwierdzono jak dotąd cięższego przebiegu zakażenia czy wyższej śmiertelności w COVID-19 wywołanym SARS-CoV-2 VUI 202012/01. Mutacje obserwowane w nowym wariancie są związane z miejscem wiązania receptora i innymi strukturami powierzchniowymi i mogą zmienić właściwości antygenowe wirusa. Na podstawie liczby i lokalizacji mutacji białek kolców, wydaje się prawdopodobne pewne zmniejszenie neutralizacji wirusa SARS-CoV-2 VUI 202012/01 przez indukowane szczepionką przeciwciała, ale jak dotąd nie ma na to dowodów. Nowy wariant oczywiście może mieć przede wszystkim wpływ na zwiększone ryzyko ponownej infekcji. Prawdopodobnie większy powód do niepokoju to wariant pochodzący z Afryki Południowej, gdzie naukowcy zsekwencjonowali genomy wirusów izolowanych w trzech prowincjach, w których rośnie liczba przypadków COVID-19. Okazało się, że wariant ten jest odmienny od wariantu brytyjskiego, chociaż mutacje dotyczą również genu kodującego białko kolca. Prawdopodobnie rozprzestrzenia się łatwiej w populacji i może powodować cięższą chorobę u młodych ludzi i osób zdrowych. Według ekspertów właśnie ten wariant może stanowić problem w kontekście ochronnego działania szczepionki. W chwili obecnej trudno jednak ocenić rzetelnie sytuację także z tego powodu, że występowanie nowych wariantów wirusa SARS-CoV-2 na świecie nie jest znane, ponieważ w wielu krajach sekwencjonowanie wirusa prowadzone jest w niewielkim zakresie lub nie ma go wcale. Co do pytania związanego z „nietrafioną” szczepionką przeciwko grypie i niepokojem w związku z tym o skuteczność szczepień stosowanych w profilaktyce COVID-19, to warto podkreślić, że z powodu zupełnie innych zasad konstrukcji i produkcji szczepionek w przypadku COVID-19 istnieje możliwość szybkiego reagowania na pojawiające się w wyniku mutacji nowe typy wirusa. Szczepionkę opartą na mRNA można łatwo zmodyfikować i wyprodukować w czasie kilku-kilkunastu dni. Szczepionka stosowana w profilaktyce grypy uzyskiwana jest zwykle po około 6 miesiącach, a więc szybka reakcja na brak „trafności” i w konsekwencji szybka zmiana składu szczepionki nie jest możliwa.

Uporządkujmy niektóre pojęcia, bo w wielu mediach używa się ich zamiennie, a laikowi trudno się w tym rozeznać. Co oznaczają słowa „mutacja”, „szczep”, „odmiana”, „typ” w odniesieniu do koronawirusa?

Dr Małgorzata Fleischer: Mutacja to trwała zmiana w informacji genetycznej wirusa która polega na substytucji (zamianie) pojedynczego nukleotydu, albo delecji (utraty) lub insercji (wstawienia) jednego lub kilku nukleotydów w kwasie nukleinowym stanowiącym genom wirusa. Mutacje mogą być spontaniczne (w grupie RNA wirusów występują z częstością 1 na 10 000 nukleotydów) lub indukowane czynnikami fizycznymi lub chemicznymi. Skutkiem mutacji zachodzących w materiale genetycznym jest zmiana antygenów np. białek lub glikoprotein wirusa, co w konsekwencji prowadzi do zróżnicowania genotypowego w obrębie danego gatunku i powstania tzw. pseudotypów (ang. viral quasispecies). Powszechnie nazywane są one często „typem” lub „odmianą”. Określenie „szczep” stosowane jest zwykle w odniesieniu do bakterii i oznacza bakterie danego gatunku, pochodzące od jednej komórki bakteryjnej, a więc o tym samym genotypie.

Sens szczepienia może podważać też brak wiedzy o tym, na jak długo zapewni ono ochronę. Czy będzie to miesiąc, dwa, może rok? Czy naukowcy coś na ten temat naprawdę wiedzą? Czy też to dopiero okaże się w praktyce?

Dr Małgorzata Fleischer: Zdecydowanie czas utrzymywania się odporności poszczepiennej będzie mógł być oceniony w przyszłości. W tej chwili żadna z dwóch firm, które wprowadziły swoje szczepionki do profilaktyki COVID-19, nie deklaruje gwarantowanego okresu „ochronnego”. Wiemy, że odpowiedź na szczepienie uzyskiwana jest średnio u około 95 proc. szczepionych, natomiast - podobnie jak po przechorowaniu - nie jest znany czas utrzymywania się odpowiedzi humoralnej i odpowiedzi komórkowej. Zarówno firma Pfizer-BioNTech, jak i firma Moderna planują dwuletni okres dalszej obserwacji uczestników badań 2/3 fazy w celu oceny skuteczności szczepionek przeciwko COVID-19.

W mediach już opisano przypadek osoby, która wkrótce po szczepieniu zachorowała na COVID-19. Jeśli to prawda, to o czym może świadczyć?

Dr Małgorzata Fleischer: To prawda, również we Wrocławiu zdarzyły się zachorowania, do których doszło w pierwszym tygodniu po szczepieniu. Wynika to z faktu, że oczekiwaną odpowiedź na szczepienie uzyskujemy dopiero po 7 dniach od drugiej dawki szczepionki podawanej 3 tygodnie (szczepionka Pfizer-BioNTech) lub 4 tygodnie (szczepionka Moderna) po dawce pierwszej. Czas do uzyskania właściwej odpowiedzi poszczepiennej wynosi zatem 4-5 tygodni. W tym okresie może dojść do zachorowania w wyniku zakażenia, do którego doszło jeszcze przed podaniem pierwszej dawki szczepionki (okres inkubacji choroby 2-14 dni, średnio 5-7 dni) lub zakażenie nastąpiło już po podaniu pierwszej dawki w wyniku jeszcze niewystarczającej do ochrony przed infekcją odpowiedzi poszczepiennej. Proszę także pamiętać, że pozostanie niewielki odsetek (średnio około 5 proc.) osób które nie odpowiedzą na szczepienie.

Są też informacje o pacjentach powtórnie ulegających zakażeniu w krótkim czasie. Można z tego wysnuć wniosek, że jeśli przechorowanie nie zapewnia odporności, to szczepienie też jej nie zapewni. Czy to słuszny sposób myślenia?

Dr Małgorzata Fleischer: Obserwowane są przypadki ponownego zachorowania na COVID-19, co może być wynikiem słabej odpowiedzi immunologicznej na wcześniejsze zakażenie lub efektem zakażenia nowym typem wirusa SARS-CoV-2. Nie przekreśla to wartości szczepień, ponieważ w pierwszym przypadku wzmocnią one odpowiedź immunologiczną, a w drugim ochronią przed zakażeniem „klasycznym” czyli niezmienionym typem wirusa, który z całą pewnością nie przestanie krążyć w naszej populacji.

„Nie będę królikiem doświadczalnym, poczekam, aż się zaszczepią tysiące osób i dopiero wtedy zdecyduję” - takich głosów też nie brakuje, a wiążą się one z obawami o skutki uboczne czy też działania niepożądane. Nie da się zaprzeczyć, że jedne i drugie zawsze mogą się zdarzyć. I to nieważne, że prawdopodobieństwo jest niewielkie, może się przecież przytrafić właśnie mnie. Jaki kontrargument ma tutaj nauka?

Dr Małgorzata Fleischer: Szczepienia mają znaczenie nie tylko dla osób indywidualnych, ale może nawet przede wszystkim dla populacji i są one zawsze bardziej bezpieczną drogą do osiągnięcia odporności populacyjnej a więc wygaszenia epidemii czy pandemii niż zakażenia i zachorowania. Zakładając, że połowa z nas bojąc się ewentualnych skutków ubocznych zrezygnuje ze szczepienia, nie osiągniemy celu, jakim jest powrót do normalności.

W historii nie brakuje przykładów leków uznawanych za bezpieczne, których stosowanie dopiero z czasem wykazało dramatyczne efekty. Najbardziej znany to talidomid, powodujący uszkodzenia płodu. Takie przypadki mogą powodować obawy wobec wszelkich farmaceutycznych nowości. Skąd mamy wiedzieć, że jakiś środek, dopiero co dopuszczony do stosowania, i tym razem nie okaże się szkodliwy?

Dr Małgorzata Fleischer: Pełnej, tzw. stuprocentowej pewności, że wprowadzany właśnie do leczenia lek, czy tak jak w tym przypadku nowa szczepionka na etapie dopuszczenia do obrotu nigdy nie ma. Produkty te są zatwierdzane do użycia na podstawie wyników badań, o których wcześniej wspomniałam, w tym badań klinicznych I, II i III fazy. FDA i EMA zatwierdzają produkty, w przypadku których uznano, że są one skuteczne i bezpieczne, ale zawsze w trakcie już stosowania farmaceutyków i szczepionek obowiązuje zgłaszanie działań niepożądanych, co oznacza stałe monitorowanie bezpieczeństwa ich stosowania. Zaskakująca wydaje się obawa o bezpieczeństwo stosowania nowych szczepionek w kontekście masowego stosowania (bez większych obaw) parafarmaceutyków, które nie podlegają kontroli takiej jak leki i szczepionki.

Czy szczepionki mRNA są bezpieczne dla kobiet w ciąży?

Dr Małgorzata Fleischer: Dane obserwacyjne wskazują, że kobiety w ciąży z COVID-19 mają zwiększone ryzyko ciężkiego przebiegu choroby i przedwczesnego porodu. Obecnie istnieje niewiele danych na temat bezpieczeństwa stosowania szczepionek COVID-19 w tym szczepionek mRNA, u kobiet w ciąży, ponieważ ta grupa populacji nie uczestniczyła w badaniach klinicznych. Badania na modelach zwierzęcych nie wykazały negatywnego wpływu szczepienia na rozwój płodu i przebieg ciąży. Opierając się na aktualnej wiedzy, eksperci uważają, że szczepionki mRNA prawdopodobnie nie stanowią zagrożenia dla kobiety w ciąży lub płodu. Uznano, że jeśli kobieta w ciąży należy do grupy, której zaleca się podanie szczepionki COVID-19 (np. personel medyczny), może zdecydować się na szczepienie. Nie ma zaleceń dotyczących rutynowych testów ciążowych przed otrzymaniem szczepionki COVID-19. Kobiety, które próbują zajść w ciążę, nie muszą unikać ciąży po szczepieniu mRNA COVID-19. Podobnie, mimo że nie ma danych dotyczących bezpieczeństwa szczepionek COVID-19 u matek karmiących i wpływu szczepionek mRNA COVID-19 na karmione piersią niemowlęta uważa się, że szczepionki mRNA nie stanowią zagrożenia dla niemowlęcia karmionego piersią a osoba karmiąca należąca do grupy, której zaleca się podanie szczepionki COVID-19 (np. personel medyczny), może zdecydować się na szczepienie.

Jak jednym zdaniem przekonywałaby Pani do szczepienia kogoś, kto się jeszcze waha, nie zna się na medycynie, a jednocześnie ma wiele obaw? Załóżmy, że jest to osoba rozsądna, która nie neguje istnienia pandemii, nie uważa że COVID-19 to tylko przeziębienia i że wraz ze szczepionką otrzyma mikrochipa do inwigilacji.

Dr Małgorzata Fleischer: Należy pamiętać o podstawowej zasadzie „lepiej zapobiegać niż leczyć” i mieć świadomość tego, że przebieg COVID-19 może być bardzo różny, w tym ciężki, z dużym ryzykiem zgonu i powikłań u ozdrowieńców. Szczepienie zdecydowanie daje nam szansę na zachowanie zdrowia i życia.

I jeszcze pytanie niezwiązane z samym szczepieniem: jaka jest szansa na to, że SARS-CoV-2 po prostu zniknie lub jego kolejna mutacja przestanie być groźna dla ludzkiego zdrowia?

Dr Małgorzata Fleischer: Szanse te są bardzo trudne do oceny. Z grupy dotąd znanych beta-koronawirusów SARS-CoV-1 pojawił się w Chinach w 2002 roku, wywołał ponad 8 000 zakażeń, głównie w 2003 r. i zniknął, a MERS-CoV występuje od czerwca 2012 r., głównie w Arabii Saudyjskiej, ale liczba potwierdzonych laboratoryjnie przypadków nie przekroczyła trzech tysięcy. SARS-CoV-2 pod tym względem jest zupełnie inny - wywołał prawdziwą pandemię, więc prawdopodobieństwo, że zniknie jest niestety bliskie zera. Miejmy nadzieję ze globalna akcja szczepień wystarczy do wygaszenia pandemii. Optymistyczny wariant wskazuje, że możliwe będzie to na przełomie lat 2021/2022, a w roku 2022 będziemy mogli być może swobodnie podróżować do krajów, które opanują epidemię COVID-19. Może się jednak tak zdarzyć, że w wyniku niechęci do szczepień pozostaniemy krajem o wysokim wskaźniku zapadalności na COVID-19, co może skutkować czasowym ograniczeniem lub wstrzymaniem przemieszczania się z Polski do innych krajów i odwrotnie, ale również pogorszeniem się kondycji fizycznej, psychicznej i ekonomicznej Polaków. Bardzo prawdopodobne jest to, że wirus pozostanie już z nami na zawsze. Oznacza to konieczność stałego monitorowania sytuacji epidemiologicznej z oceną pojawiania się nowych wariantów wirusa SARS-CoV-2 i prowadzeniem szczepień w schemacie być może podobnym jak w profilaktyce grypy. Najmniej prawdopodobna wydaje się możliwość pojawienia się mutacji skutkujących zmniejszeniem się patogenności SARS-CoV-2, ale być może szczepienia i naturalna ekspozycja na wirusa ograniczą odsetek przypadków o ciężkim przebiegu i zmniejszą śmiertelność w COVID-19.

Rozmawiała: Alicja Giedroyć, Borowska 213 (styczeń 2021)
Fot. . Tomasz Golla (zdjęcie wykonane przed epidemią)


 

Studenci materiały szkoleniowe i informacje

materialy_szkoleniowe.jpg
Obraz_425.jpg

BIP

bip_maly.gif