Zgodnie z Ustawa z dnia 14 czerwca 2024 r. o ochronie sygnalistów jeśli byłeś świadkiem naruszenia, możesz zgłosić tą sytuację na adres: naruszenia@usk.wroc.pl
Z ostatniej chwili
Nagrody im. prof. Wiktora Brossa 2025: uhonorowano projekty, które realnie poprawiają leczenie pacjentów
Wrocław, 19.12.2025 r
Nagrody im. prof. Wiktora Brossa 2025: uhonorowano projekty, które realnie poprawiają leczenie pacjentów
Od przełomowych wdrożeń po projekty o ogromnym potencjale rozwojowym – nagrody im. prof. Wiktora Brossa po raz czwarty pokazały skalę innowacji tworzonych we Wrocławiu. Tegoroczna edycja konkursu, organizowanego w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym, potwierdza, że nowoczesna medycyna to nie pojedyncze sukcesy, lecz długofalowa praca zespołów, które konsekwentnie podnoszą standardy leczenia i opieki nad pacjentami.
Nagrody główne im. prof. Wiktora Brossa zostały wręczone laureatom już podczas tegorocznego Święta Uczelni Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, które odbyło się w Auli Leopoldina. To tam uhonorowano zwycięzców pierwszych miejsc w trzech kategoriach – projekty, które w ocenie kapituły w sposób najbardziej spektakularny i przełomowy wpłynęły na rozwój praktyki klinicznej oraz standardów leczenia pacjentów.
Kolejnym etapem konkursu jest dziś prezentacja i oficjalne wręczenie nagród zespołom wyróżnionym, czyli autorom projektów, które zajęły drugie i trzecie miejsca. To inicjatywy o wysokiej wartości klinicznej, organizacyjnej i naukowej, potwierdzające skalę innowacyjnych działań realizowanych w USK i UMW. Wyróżnienia te podkreślają, że rozwój nowoczesnej medycyny opiera się na ciągłości pracy zespołowej i konsekwentnym wdrażaniu rozwiązań, które realnie poprawiają jakość opieki nad pacjentami.
Do tegorocznej edycji konkursu zgłoszono 22 projekty. Kapituła, kierowana przezprof. dr. hab. Dariusza Janczaka, prorektora ds. klinicznych UMW i kierownika Kliniki Chirurgii Naczyniowej, Ogólnej i Transplantacyjnej USK, wyłoniła zwycięzców w trzech kategoriach oraz przyznała drugie i trzecie miejsca projektom, które w istotny sposób przyczyniają się do poprawy jakości leczenia i organizacji opieki zdrowotnej.
– Wręczenie nagród głównych podczas Święta Uczelni było symbolicznym zwieńczeniem tej edycji konkursu, ale równie istotne jest dziś podkreślenie projektów wyróżnionych – podkreśla prof. Dariusz Janczak. – To właśnie one pokazują szerokość i dojrzałość środowiska – wiele z tych inicjatyw już teraz realnie zmienia praktykę kliniczną i ma potencjał dalszego rozwoju.
Zdaniem członków kapituły jednym z kluczowych kryteriów oceny była interdyscyplinarność – warunek konieczny dla rozwoju współczesnej medycyny.
– Wyróżnione projekty są dowodem na to, że innowacja w medycynie nie ma jednego wymiaru. Chcemy podkreślić, że droga do realnej zmiany w medycynie nie zawsze kończy się na pierwszym miejscu – mówi dr Agnieszka Zdęba-Mozoła, Dyrektora ds. Personalnych i Jakości USK. – Wyróżnione projekty to inicjatywy o ogromnym potencjale rozwojowym, które już dziś wzmacniają codzienną praktykę kliniczną, a jutro mogą stać się nowymi standardami opieki nad pacjentem.
Organizacja procesów diagnostyczno-terapeutycznych
Kapituła ogłosiła także projekty wyróżnione:
· „Przezskórna krioablacja guzów nerek nawigowana tomografią komputerową i ultrasonograficzną”, realizowana przez zespoły Uniwersyteckiego Centrum Diagnostyki Obrazowej oraz Uniwersyteckiego Centrum Urologii USK;
· Projekt „Utworzenia w USK Biura ds. Transplantacji i Donacji”, które stało się kluczowym elementem koordynacji procesów transplantacyjnych i wsparcia żywego dawstwa.
Nowe technologie i metody terapeutyczne
Główna nagroda powędrowała do zespołu Kliniki Hematologii, Terapii Komórkowych i Chorób Wewnętrznych USK, który wdrożył lokalną produkcję komórek CAR-T anty-CD19 we współpracy z zapleczem naukowym UMW, znacząco skracając czas dostępu pacjentów do innowacyjnej terapii.
Wyróżnione projekty to:
· „Pierwsze zabiegi operacyjne u dzieci z zastosowaniem systemu robotycznego daVinci Xi”, przeprowadzone przez zespoły Kliniki Kardiochirurgii oraz Kliniki Chirurgii i Urologii Dziecięcej USK”;
·
· „Wdrożenie i rozwój techniki robotowej w nowotworach jelita grubego i trzustki”, realizowane w Uniwersyteckim Centrum Chirurgii Ogólnej i Onkologicznej USK.
Nowoczesne procedury terapeutyczne
Projekt autologicznej terapii genowej u niemowlęcia z letalnym wrodzonym niedoborem odporności SCID-RAG1, zrealizowany przez Klinikę Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej USK, został uhonorowany nagrodą główną tej kategorii jako jedno z najważniejszych osiągnięć klinicznych roku.
Wyróżnione inicjatywy to:
· „Best of the Best in Pediatric Surgery: torakoskopowe etapowe wydłużanie przełyku techniką wewnętrznej trakcji w leczeniu długoodcinkowego zarośnięcia przełyku u dzieci”, przeprowadzone we współpracy zespołów Kliniki Chirurgii i Urologii Dziecięcej oraz Kliniki Kardiochirurgii USK,
· „Leczenie biologiczne - rituksimabem, idiopatycznego zespołu nerczycowego
steroidozależnego lub z częstymi nawrotami”, rozwijane w Katedrze i Klinice Nefrologii Pediatrycznej USK.
Nagrody im. prof. Wiktora Brossa od lat pokazują, że siłą wrocławskiej medycyny jest konsekwentnie budowany ekosystem współpracy kliniczno-naukowej. Zarówno projekty nagrodzone, jak i wyróżnione potwierdzają, że innowacje wdrażane w USK i UMW mają charakter trwały, systemowy i odpowiadają na realne potrzeby pacjentów.
– Nowe technologie mają sens tylko wtedy, gdy realnie poprawiają życie pacjentów. Wszystkie wyróżnione zespoły udowodniły, że potrafią zamienić innowację w konkretną, skuteczną terapię – mówi prof. dr hab. Piotr Ponikowski, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i dyrektor Instytutu Chorób Serca USK. – Medycyna wymaga odwagi zarówno w myśleniu, jak i działaniu. Każdy z tych projektów jest dowodem, że nasi lekarze i naukowcy mają jej w sobie wyjątkowo dużo.
Uniwersytecka Sieć Edukacji Klinicznej łączy szpitale Dolnego Śląska w trosce o jakość leczenia
Wrocław, 17.12.2025 r
Uniwersytecka Sieć Edukacji Klinicznej łączy szpitale Dolnego Śląska w trosce o jakość leczenia
We Wrocławiu zainaugurowano działalność Uniwersyteckiej Sieci Edukacji Klinicznej (USEK) – inicjatywy integrującej środowisko medyczne regionu. Podczas pierwszego spotkania roboczego, które odbyło się w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym (USK), dyrektorzy szpitali powiatowych, marszałkowskich oraz przedstawiciele Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu wyznaczyli plan współpracy na rok 2026. Celem projektu jest stworzenie platformy wymiany wiedzy, która połączy kształcenie na poziomie akademickim z realiami codziennej pracy oddziałów szpitalnych.
Inicjatywa zrodziła się z potrzeby zagospodarowania potencjału, który drzemie nie tylko w wiodących ośrodkach klinicznych, ale także w mniejszych szpitalach Dolnego Śląska. Anna Paluchiewicz, pełnomocnik Rektora Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu oraz Dyrektora USK ds. USEK, podkreśla, że sieć ma być czymś więcej niż tylko formalnym porozumieniem. Ma to być żywy organizm - platforma łącząca naukę, dydaktykę i działalność kliniczną, służąca rozwiązywaniu problemów, z którymi mierzą się placówki ochrony zdrowia niezależnie od ich organu założycielskiego.
– Tworząc zarys tego przedsięwzięcia, założyłam, że będzie to platforma łącząca obszary związane stricte z kształceniem realizowanym w Uniwersytecie Medycznym z działalnością kliniczną i wyzwaniami, z którymi na co dzień mierzymy się we wszystkich szpitalach. W każdym z nich są osoby, które mają chęć, aspiracje, wiedzę i predyspozycje do tego, żeby rozwijać się w tych obszarach. Tworzymy miejsce do dyskusji, otwarte na problemy wszystkich organizacji w sieci.
Mapa drogowa na 2026 rok: Edukacja i logistyka pacjenta
Inauguracyjne spotkanie miało charakter warsztatowy i studyjny. Uczestnicy – reprezentujący szerokie spektrum placówek, od szpitali marszałkowskich po powiatowe – zdefiniowali kluczowe obszary działań na nadchodzący rok. Jednym z priorytetów jest podniesienie jakości kształcenia kadr medycznych. Dyrektorzy placówek, które przystąpiły do projektu, wyrazili duże zainteresowanie ofertą Uniwersytetu Medycznego, w tym studiami podyplomowymi oraz Szkołą Doktorską, widząc w tym szansę na rozwój kompetencji swoich pracowników.
Równie istotnym tematem stała się kwestia logistyki i opieki nad pacjentem, ze szczególnym uwzględnieniem kardiologii. Wizyta w Instytucie Chorób Serca USK we Wrocławiu stała się punktem wyjścia do dyskusji o tzw. „kanalizacji ruchu pacjentów”. Uczestnicy spotkania analizowali, jak usprawnić przepływ chorych między ośrodkami – zarówno przy kierowania trudnych przypadków do USK, jak i powrotu pacjentów do szpitali macierzystych.
– Krok po kroku dyskutując, doszliśmy do tego, że w 2026 roku podejmiemy próby wypracowania ścieżek kanalizacji pacjentów. Omówiliśmy szeroko te problemy, nie tylko w kontekście przyjęcia pacjenta przez nasz szpital, ale także powrotów pacjentów do jednostek zlokalizowanych najbliżej ich domu, czy też co zrobić w momencie, kiedy z danego ośrodka mamy dużą liczbę pacjentów, a niestety brakuje miejsc, przykładowo internistycznych. Nad szczegółami będziemy jeszcze pracować w najbliższych miesiącach - podsumowuje Anna Paluchiewicz.
Transfer technologii i dobrych praktyk
Spotkanie było także okazją do wizytacji kluczowych oddziałów wrocławskiego szpitala klinicznego. Goście mieli możliwość zapoznania się z pracą nowoczesnego bloku operacyjnego, Szpitalnego Oddziału Ratunkowego oraz obserwacji pracy robota chirurgicznego da Vinci. Dla zarządzających mniejszymi jednostkami była to inspiracja do wprowadzania zmian we własnych placówkach.
Jadwiga Radziejewska, dyrektor Zespołu Opieki Zdrowotnej w Kłodzku, wskazała na konkretne rozwiązania administracyjne z bloku operacyjnego, które planuje zaadaptować. Podkreśliła również, że relacja w ramach sieci jest obustronna – szpitale powiatowe mogą bowiem zaoferować bazę stażową i edukacyjną.
– My możemy się od dużego szpitala uniwersyteckiego uczyć bardzo dużo i przenosić to na swoje prowincjonalne szpitale i tereny. Z naszej strony oferujemy współpracę w zakresie bazy edukacyjnej dla studentów z naszego terenu bezpośrednio w naszym szpitalu – zarówno z pielęgniarstwa, ratownictwa, jak i z medycyny.
Z kolei Marek Ignac, naczelny pielęgniarz ze szpitala w Bolesławcu, zwrócił uwagę na rozwiązania systemowe mogące usprawnić pracę SOR-ów, które są newralgicznym punktem każdego szpitala.
– Zainteresowała mnie możliwość rozbudowania triażu na SOR-ze względem rozładowania karetek i kolejek oczekujących. Zdecydowanie ważne były kwestie podnoszenia wiedzy personelu, zarówno pielęgniarskiego, jak i lekarskiego. Mam nadzieję także na wymianę specjalistów i możliwość pracy w różnych jednostkach.
Wsparcie w procesach akredytacyjnych
Nieodłącznym elementem zarządzania współczesnym szpitalem jest dbałość o jakość i spełnianie najwyższych norm. Uczestnicy sieci zgodnie uznali, że wymiana doświadczeń w zakresie akredytacji, audytów ISO oraz autoryzacji NFZ będzie jednym z filarów współpracy. Dzielenie się wiedzą ma pomóc placówkom, które są dopiero przed tymi procesami, w uniknięciu błędów i sprawniejszym przejściu procedur.
Aspekt psychologiczny i menedżerski spotkania podkreśliła Martyna Grzelczak, prezes zarządu Głogowskiego Szpitala Powiatowo-Miejskiego. Wskazała, że w obliczu licznych problemów operacyjnych i strategicznych, poczucie wspólnoty i możliwość skonsultowania problemów z innymi dyrektorami jest wartością nie do przecenienia.
– Okazuje się, że nie jesteśmy sami, nie jesteśmy odosobnieni. Dzięki takim spotkaniom, ta wymiana praktyki, wiedzy i doświadczeń potrafi być bardzo budująca i wspierająca. Musimy po prostu wytrwać w tym zmieniającym się świecie i czasie, w jakim jesteśmy. Wytrwałość, wiara i ufność są dla nas kluczowe.
Uniwersytecka Sieć Edukacji Klinicznej rozpoczyna działalność z konkretnym planem i pełnym zaufaniem ze strony uczestników. Kolejne spotkania, planowane już na styczeń, mają przynieść szczegółowe rozwiązania omawianych problemów, realizując nadrzędny cel wszystkich zgromadzonych podmiotów: zapewnienie pacjentom na Dolnym Śląsku opieki medycznej na najwyższym możliwym poziomie.
Stanowisko w związku z publikacjami nt. pomieszczenia izolacyjnego w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym w USK we Wrocławiu
Stanowisko w związku z publikacjami nt. pomieszczenia izolacyjnego w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym w USK we Wrocławiu
Z niepokojem przyjmujemy opublikowane w mediach informacje, które w krzywdzący i niezgodny z faktami sposób przedstawiają warunki udzielania świadczeń w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym USK we Wrocławiu. Do naszego SOR codziennie trafiają najcięższe przypadki z całego regionu, a bezpieczeństwo pacjentów — w tym konieczność izolowania osób potencjalnie zakaźnych — jest dla nas priorytetem.
Pomieszczenie opisane w publikacji nie jest „składzikiem”, lecz dedykowaną salą do bezpiecznej izolacji pacjentów zakaźnych, zgodną z obowiązującymi procedurami. W sali znajduje się profesjonalny wózek sanitarny, standardowo stosowany w szpitalach u pacjentów, którzy nie mogą samodzielnie przejść do łazienki.
Publikowanie niezweryfikowanych opinii może podważać zaufanie do profesjonalnej pomocy medycznej, co w skrajnych przypadkach zagraża zdrowiu i życiu osób, które jej potrzebują. Wszystkie zgłoszenia pacjentów analizujemy indywidualnie i z należytą starannością, jednak kluczowe jest, by publiczna dyskusja opierała się na faktach, a nie na nieprawdziwych sugestiach.
Załączone poniżej zdjęcie najlepiej odzwierciedla rzeczywisty obraz wspomnianej sali i pokazuje, że nie jest to pomieszczenie gospodarcze, lecz w pełni wyposażona sala pacjencka.
Nowotwory dziecięce – terapia CAR-T zastosowana już po raz 50-ty u pacjenta pediatrycznego. USK we Wrocławiu wśród europejskich liderów
Wrocław, 3.12.2025 r.
Nowotwory dziecięce – terapia CAR-T zastosowana już po raz 50-ty u pacjenta pediatrycznego. USK we Wrocławiu wśród europejskich liderów
Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu umacnia swoją pozycję lidera, osiągając wskaźniki wyleczeń wyższe niż czołowe placówki zagraniczne. CAR-T należy do najbardziej zaawansowanych metod leczenia nowotworów krwi. Polega na pobraniu i modyfikacji komórek odpornościowych pacjenta, aby precyzyjnie rozpoznawały i niszczyły komórki nowotworowe. Dzięki doświadczeniu zespołu i konsekwentnemu rozwojowi terapii, nowoczesne metody leczenia trafiają dziś do pacjentów na coraz wcześniejszym etapie choroby.
Pięćdziesiątą pacjentką jest 9-letnia Antonina z Katowic, u której po przeszczepie szpiku doszło do nawrotu choroby. Prof. Krzysztof Kałwak, kierownik Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej USK we Wrocławiu nazywanej Przylądkiem Nadziei, podkreśla, że obecnie tę metodę stosuje się wcześniej, bez czekania na wielokrotne nawroty, oferując pacjentom znaczącą szansę na życie. Samo podanie zmodyfikowanych komórek poprzedza leczenie pomostowe.
– Przygotowanie do zabiegu trwa zwykle około miesiąca. W przypadku Tosi pobranie komórek odbyło się około dwóch miesięcy temu. Dziewczynka przyjechała do nas na krótką wizytę, podczas której jej komórki zostały wyizolowane i wysłane za granicę do zmodyfikowania, czyli uzbrojenia do walki z nowotworem – wyjaśnia prof. Krzysztof Kałwak.
Proces pomostowania odbył się w Katowicach, gdzie mała pacjentka była wcześniej leczona.
– Pomostowanie jest kluczowe, żeby zmniejszyć „ładunek” nowotworu, czyli liczbę blastów białaczkowych. Trwa to czasami miesiąc, czasami dwa. Natomiast już przed samym podaniem zmodyfikowanych komórek stosuje się tak zwaną chemioterapię limfodeplecyjną, która ułatwia wszczepienie nowych komórek. To są dwa małe woreczki po 5-10 mililitrów, które są na wagę życia – dodaje profesor.
Wrocławski ośrodek stał się pionierem tej terapii w Polsce. Data 3 marca 2020 roku zapisała się w historii polskiej medycyny – to wtedy po raz pierwszy w kraju zastosowano u dziecka terapię CAR-T. Metoda ta, będąca innowacyjną formą immunoterapii, polega na pobraniu od pacjenta jego własnych limfocytów T, a następnie ich genetycznej modyfikacji w laboratorium tak, aby potrafiły precyzyjnie rozpoznawać i niszczyć komórki nowotworowe.
Profesor Krzysztof Kałwak wspomina ten moment i pierwszego pacjenta, Olka, który wcześniej przez 7 lat bezskutecznie walczył z chorobą.
– Pierwszym pacjentem był Olek. Chłopiec przez 7 lat walczył nieskutecznie z ostrą białaczką limfoblastyczną. Miał za sobą kolejne wznowy, nieudane transplantacje i immunoterapię. Wreszcie, po zdobyciu akredytacji i środków finansowych, podaliśmy mu te pierwsze komórki – opowiada prof. Kałwak.
Po trzech miesiącach pacjent uzyskał „ujemną chorobę resztkową”. Wyzdrowiał. Jest w fantastycznej formie i nadrabia stracony czas.
– Dziś, praktycznie dorosły Olek, przyjeżdża do Przylądka raz na miesiąc. Otrzymuje wciąż immunoglobuliny, ponieważ terapia CAR-T działa tak dobrze, że jego organizm jeszcze ich nie produkuje. To jest tak zwany pożądany objaw uboczny. Zresztą najstarsza na świecie pacjentka, Emily Whitehead leczona w 2012 roku, ma to samo – cały czas ma komórki CAR-T w sobie. Z dotychczasowych obserwacji wynika, że większość pacjentów bardzo długo utrzymuje te namnożone komórki w swoim organizmie. Olek już prawie 6 lat – tłumaczy dr Monika Mielcarek-Siedziuk, pediatra, transplantolog dziecięcy, lekarka, która wykonała aferezy u wszystkich dzieci poddawanych terapii CAR-T.
W kolejce są następne dzieci, które kwalifikują się do terapii. Kolejne podanie planowane jest na koniec grudnia, a następne na styczeń przyszłego roku.
Wyniki lepsze niż w USA
Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu jest obecnie jednym z największych ośrodków terapii komórkowej w Europie. Spośród 50 leczonych pacjentów aż 47 otrzymało terapię z powodu ostrej białaczki limfoblastycznej B-komórkowej, a 3 z powodu chłoniaków złośliwych B opornych na leczenie. Warto zaznaczyć, że pierwsze dziesięcioro dzieci otrzymało leczenie zanim terapia została objęta refundacją – wówczas to zbiórki publiczne dały im nadzieję na zdrowie.
W ocenie prof. Krzysztofa Kałwaka skuteczność leczenia we Wrocławiu przewyższa światowe standardy.
– Terapia daje fantastyczne wyniki w ostrej białaczce limfoblastycznej. Obserwujemy 3-letnie przeżycie całkowite na poziomie ok. 82% w całej grupie, a w grupie dzieci, które otrzymały terapię z powodu wznowy po transplantacji, wskaźnik ten wynosi aż 87% – podkreśla prof. Kałwak. – Co więcej, nasze 2-letnie przeżycie wolne od wznowy przekracza 66%. Dla porównania, analogiczny wskaźnik w grupie amerykańskiej wynosi 50%.
W Polsce – poza Wrocławiem – jedynie ośrodek w Bydgoszczy posiada akredytację dla terapii CAR-T w białaczce u dzieci i dotychczas przeprowadził leczenie u 8 pacjentów.
Przyszłość to terapie genowe
Klinika konsekwentnie rozszerza zakres zaawansowanych terapii, pracując nad kolejnymi przełomowymi rozwiązaniami. Oprócz sukcesów w hematoonkologii, ośrodek wprowadził już terapię genową w rzadkim niedoborze odporności (RAG1-SCID).
– Jesteśmy liderem w regionie i stale poszerzamy nasze możliwości. Kwestią czasu jest uzyskanie akredytacji do terapii genowej w leukodystrofii metachromatycznej – zapowiada szef kliniki. – Kolejne kroki, które planujemy, to zastosowanie CAR-T w opornym na leczenie nerwiaku zarodkowym współczulnym. Projekt ten będziemy realizować we współpracy z ośrodkiem w Rzymie.
Dzięki determinacji zespołu prof. Kałwaka Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu stawia Polskę w ścisłej europejskiej czołówce walki z nowotworami dziecięcymi, oferując pacjentom dostęp do technologii medycznych XXI wieku.
Akademickie CAR-T – sukces i nowa perspektywa terapii w Polsce
Podobny sukces osiągnęli specjaliści USK zajmujący się dorosłymi pacjentami zmagającymi się z chłoniakiem. W sierpniu 2025 r. w Klinice Hematologii, Nowotworów Krwi i Transplantacji Szpiku Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu pod kierownictwem prof. Tomasza Wróbla po raz pierwszy w Polsce podano pacjentowi komórki CAR-T całkowicie wyprodukowane w ramach ośrodka akademickiego, bez udziału firm komercyjnych. Było to możliwe dzięki dofinansowaniu udzielonemu przez Agencję Badań Medycznych projektowi badawczemu Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu oraz prywatnym darowiznom, wspierającym działania naukowe kliniki. Akademickie CAR-T są znacznie tańsze od wersji komercyjnych i przy odpowiedniej infrastrukturze pozwalają skrócić czas od pobrania komórek do ich podania nawet dwukrotnie.
Dzięki temu terapia staje się bardziej dostępna — także dla pacjentów, którzy z różnych powodów nie kwalifikowaliby się do opcji refundowanych, np. ze względu na wiek czy nietypowy podtyp chłoniaka.
Pacjentem był mężczyzna z nawrotowym chłoniakiem. Jak podkreślają specjaliści, to historyczny moment. W pierwszej fazie badania przewidziano udział od dziewięciu do osiemnastu dorosłych pacjentów z całej Polski. Rekrutacja potrwa około półtora roku i jest otwarta dla pacjentów w całym kraju, którzy są zwykle kierowani przez opiekujące się nimi ośrodki.
– Terapia CAR-T to symbol zmiany, jaka dokonuje się w medycynie. To już nie tylko leczenie, ale całkowita zmiana w leczeniu pacjentów z chorobami nowotworowymi – podsumowuje Beata Freier, zastępca dyrektora ds. medycznych Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu i specjalistka onkologii. – Jesteśmy dumni, że to właśnie we Wrocławiu tworzymy polskie standardy nowoczesnej onkologii.
8 tysięcy dzieci, setki uratowanych istnień - USK we Wrocławiu podsumowuje 10 lat pracy Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej
Wrocław, 24 listopada 2025 r.
8 tysięcy dzieci, setki uratowanych istnień - USK we Wrocławiu podsumowuje 10 lat pracy Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej
Ponad 8000 pacjentów, dla których domem stała się Klinika Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, to najbardziej wymierny efekt 10 lat działalności kliniki w nowej lokalizacji. W tym miejscu, znanym również jako Ponadregionalne Centrum Onkologii Dziecięcej Przylądek Nadziei, specjaliści leczą dzieci z chorobami nowotworowymi nie tylko z Dolnego Śląska, ale i z całego kraju, pozostając jednym z największych tego typu ośrodków w Europie. W planach jest także utworzenie w Klinice europejskiego centrum doskonałości w leczeniu chorób rzadkich i ultrarzadkich przy pomocy terapii komórkowych.
- Niewątpliwie jesteśmy największym ośrodkiem onkologii i transplantologii dziecięcej w Polsce. Jeśli chodzi o Europę, w przypadku transplantacji, większy jest tylko ośrodek w Rzymie, więc rzeczywiście jesteśmy w ścisłej czołówce. Plasujemy się na 2-3 miejscu w Europie, biorąc pod uwagę liczbę transplantacji u dzieci. Od 2015 roku w Przylądku przeprowadziliśmy ich ponad 750 – wylicza prof. Krzysztof Kałwak, szef kliniki.
Przez dekadę działalności w kampusie przy ulicy Borowskiej oddziały Kliniki były domem około 8 tysięcy pacjentów, a drugie tyle otrzymało pomoc w przyklinicznych przychodniach.
Przeprowadzka z poniemieckiego budynku przy ulicy Bujwida do nowej siedziby w 2015 roku dała nie tylko więcej przestrzeni, ale przede wszystkim standardy sanitarne na miarę XXI wieku. Klinika jest o 25% większa pod względem liczby miejsc. Dysponuje łącznie 70 łóżkami stacjonarnymi (onkologicznymi i przeszczepowymi) oraz stanowiskami do przyjęć w trybie jednodniowym, gdzie każdego dnia pomoc otrzymuje od 20 do 30 dzieci.
Przełomowe terapie: Olek i Olaf zwyciężyli
Wrocławski ośrodek stał się pionierem nowoczesnych terapii w Polsce. Data 3 marca 2020 roku zapisała się w historii medycyny – to wtedy po raz pierwszy w kraju zastosowano u dziecka terapię CAR-T. Metoda ta jest innowacyjną formą immunoterapii. Polega na pobraniu od pacjenta jego własnych limfocytów T (komórek odpornościowych), a następnie zmodyfikowaniu ich genetycznie w laboratorium tak, aby potrafiły precyzyjnie rozpoznawać i niszczyć komórki nowotworowe.
– Pierwszym pacjentem był Olek. Chłopiec przez 7 lat walczył nieskutecznie z ostrą białaczką limfoblastyczną. Miał za sobą kolejne wznowy, nieudane transplantacje i immunoterapie. Wreszcie, po zdobyciu akredytacji i środków finansowych, podaliśmy mu te pierwsze komórki. Po trzech miesiącach pacjent uzyskał „ujemną chorobę resztkową”. Wyzdrowiał. Dziś Olek jest w fantastycznej formie, nadrabia stracony czas – opowiada prof. Kałwak.
Obecnie terapię CAR-T otrzymało już 49 pacjentów Przylądka, a w planach są kolejne zabiegi, co stawia Wrocław w europejskiej czołówce.
Kolejnym kamieniem milowym było zastosowanie pierwszej w Polsce terapii genowej u dziecka z wrodzonym niedoborem odporności RAG 1. Zabieg ten polega na pobraniu od chorego komórek macierzystych hematopoezy i wysłaniu ich do specjalistycznego laboratorium (w tym przypadku ośrodka w Leiden w Holandii). Tam komórki są wzbogacane o brakujący, prawidłowy gen, bez którego dziecko pozbawione jest odporności. Tak „naprawione” komórki wracają do Wrocławia i są podawane pacjentowi po zastosowaniu chemioterapii.
– Olaf urodził się na Islandii, gdzie rozpoznano u niego ciężki wrodzony niedobór odporności. Tacy pacjenci bez leczenia umierają zazwyczaj w ciągu 6-9 miesięcy. Dostęp do terapii genowej ma ośrodek w Holandii i my, we Wrocławiu. Olaf stał się czwartym pacjentem na świecie i pierwszym poza Holandią, który otrzymał tę przełomową terapię. Minął już ponad rok od zabiegu, który przeprowadziliśmy 14 października 2024 roku. Dziś chłopiec jest zdrowym, pogodnym dzieckiem, a jego odporność nie różni się od rówieśników – dodaje prof. Kałwak.
Od wyroku do wyleczenia – perspektywa 40 lat
Dla prof. Bernardy Kazanowskiej, związanej z wrocławską onkologią od ponad czterech dekad, historia kliniki to droga od bezsilności do światowych standardów. Wspominając początki przy ulicy Wrońskiego i później Bujwida, lekarka wskazuje na dramatyczny wpływ warunków sanitarnych na losy dzieci.
– Niestety możliwości terapeutyczne były zupełnie inne, a przede wszystkim była ogromna ilość powikłań infekcyjnych i z tego powodu dzieci odchodziły. Kiedyś „rak” to był wyrok. Jak ktoś dowiadywał się o chorobie, to była tragedia – mogliśmy uratować zaledwie 20% dzieci – wspomina prof. Kazanowska.
Stare mury uniemożliwiały skuteczną izolację, a brak wentylacji sprzyjał groźnym infekcjom grzybiczym. Dziś, dzięki nowoczesnej infrastrukturze Przylądka i postępowi medycyny, statystyki są diametralnie inne. – W przypadku białaczek i chłoniaków wyleczalność sięga nieprawdopodobnego poziomu 90-95%. To ogromny skok, który dokonał się na przestrzeni jednego życia zawodowego – podkreśla prof. Kazanowska.
Budowa: Walka o mury, które leczą
Decyzja o budowie nowego budynku była podyktowana nie tylko chęcią rozwoju, ale palącą koniecznością. Stary budynek przy ulicy Bujwida dosłownie się rozpadał.
– Warunki oprócz tego, że urągały standardom europejskim, to bywały wręcz śmiertelnie niebezpieczne – mówi prof. Alicja Chybicka, wieloletnia szefowa kliniki i inicjatorka budowy, przywołując sytuację, gdy nasiąknięty wodą sufit runął na łóżko w jednej z sal, szczęśliwie pustą.
Projekt nowej kliniki, wzorowany na ośrodkach we Frankfurcie nad Menem czy Tybindze, sfinansowała Fundacja „Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową”. Jednak zebranie funduszy na samą budowę szło opornie. – Te pieniądze zbierały się szalenie wolno. Chyba do dzisiaj nie byłoby tej kliniki, gdyby to tempo się utrzymało – przyznaje prof. Chybicka.
Przełom nastąpił dzięki determinacji i politycznemu zaangażowaniu. Wykorzystując szansę na zagospodarowanie niewykorzystanych środków unijnych, w jedną noc dostosowano kosztorys inwestycji. Dzięki temu udało się pozyskać 85 milionów złotych z UE i 15 milionów z Ministerstwa Zdrowia. – Jak już weszliśmy do gotowej kliniki, zobaczyliśmy piękne, nowoczesne, przestronne pomieszczenia na europejskim poziomie. To była wielka radość – podsumowuje prof. Chybicka.
Filar rozwoju
Klinika ma strategiczne znaczenie nie tylko dla pacjentów i ich rodzin, ale również dla całego szpitala. To miejsce, które wyznacza kierunki rozwoju pediatrii onkologicznej w regionie i wzmacnia kompetencje USK jako ośrodka najwyższej referencyjności w zakresie leczenia chorób nowotworowych i nienowotworowych u dzieci.
– To miejsce jest jednym z kluczowych elementów naszego szpitala. To tutaj trafiają najciężej chorujące dzieci z całego Dolnego Śląska i wielu innych regionów kraju. Dzięki doświadczeniu zespołów, specjalistycznej infrastrukturze i zaawansowanym terapiom, możemy zapewniać im leczenie na poziomie porównywalnym z najlepszymi ośrodkami w Europie – podkreśla onkolog Beata Freier, zastępca dyrektora ds. medycznych Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. – Jednocześnie rozwój tej kliniki wpływa na cały szpital – przyciąga specjalistów i buduje potencjał, z którego korzystają także inne oddziały.
Widząc rosnące potrzeby pacjentów pediatrycznych, USK konsekwentnie inwestuje w rozwój infrastruktury dziecięcej. Największym projektem jest budowa Uniwersyteckiego Centrum Pediatrycznego — nowoczesnego kompleksu, który skupi większość specjalistycznych oddziałów dziecięcych w jednym miejscu, zwiększając dostępność i ciągłość leczenia. To kolejny krok w stronę stworzenia wrocławskiego centrum referencyjnego dla najmłodszych pacjentów wymagających opieki wielodyscyplinarnej.
Siła wsparcia: Fundacja Na Ratunek Dzieciom z Choroba Nowotworową
Klinika, znana również jako Przylądek Nadziei, to nie tylko lekarze i specjalistyczny personel, ale także potężne zaplecze społeczne. Od 34 lat klinikę wspiera Fundacja „Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową”, która tylko w ostatnich dwóch latach przekazała na rzecz pacjentów ponad 5 milionów złotych.
Wsparcie fundacji obejmuje zarówno leczenie – w tym finansowanie niezwykle kosztownych leków i terapii nierefundowanych – jak i opiekę holistyczną: psychologiczną, rehabilitacyjną, edukacyjną i socjalną. To również doposażanie oddziałów, organizacja turnusów, wsparcie rodzin w kryzysie oraz tworzenie bezpiecznych przestrzeni dla dzieci, dzięki którym klinika staje się miejscem nie tylko leczenia, lecz także codziennego życia.
– Od początku to partnerstwo miało jeden, nadrzędny cel – ratowanie zdrowia i życia dzieci – podkreśla Anna Apel, prezes Fundacji. – Możemy błyskawicznie reagować i finansować m.in. kosztowne, często ratujące życie terapie.
Na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat Fundacja przekazała także:
● ponad 17 milionów zł na procedury medyczne,
● ponad 5 milionów zł na badania naukowe,
● 9,5 miliona zł na wsparcie psychospołeczne,
● 12 milionów zł na szkolenia i rozwój personelu medycznego,
● oraz niezliczoną liczbę godzin warsztatów i działań wspierających, realizowanych dzięki zaan-gażowaniu naszych wolontariuszy.
Przylądek jutra
– Klinika to nie tylko budynek. To idea, dla której pracuje olbrzymi, 200-osobowy zespół: lekarze, pielęgniarki, pracownicy laboratorium i administracji – mówi prof. Krzysztof Kałwak.
Ośrodek nieustannie się rozwija. Działają tu m.in. poradnia przeszczepowa, krzepnięcia, malformacji czy poradnia ozdrowieńców. Jest też hotel dla rodziców, którzy przyjeżdżają do Wrocławia z całej Polski i często zostają z dziećmi długie tygodnie, a nawet miesiące. Przylądek to także Klinika Mentalna, gdzie mali pacjenci i ich opiekunowie mogą liczyć na wsparcie psychologiczne. W planach jest jednak dalsza rozbudowa – stworzenie Quality Treatment Center.
– Mam nadzieję, że w przyszłym roku powstanie centrum dedykowane terapii genowej w ciężkiej, śmiertelnej chorobie, jaką jest leukodystrofia metachromatyczna. Będziemy siódmym ośrodkiem w Europie i jedynym w Europie Środkowo-Wschodniej oferującym to nowatorskie leczenie. Chcemy być Centrum, które leczy pacjentów onkologicznych, ale również wszelkie niedobory odporności i choroby metaboliczne, czyli choroby rzadkie i ultrarzadkie – zapowiada prof. Krzysztof Kałwak.
W ciągu 10 lat działalności w nowej siedzibie klinika udzieliła pomocy ponad 8000 małym pacjentom, przeprowadziła przeszło 750 transplantacji i wdrożyła pionierskie terapie CAR-T, z których do tej pory skorzystało 49 dzieci. Już 1 grudnia zaplanowano 50. wykorzystanie tej metody leczenia. Klinika to dziś nie tylko największy tego typu ośrodek w Polsce, ale też jedno z trzech najważniejszych miejsc leczenia nowotworów dziecięcych w Europie. I wciąż dynamicznie się rozwija – z myślą o kolejnych tysiącach dzieci i ich rodzin.
Czad, mróz i śliskie chodniki. Eksperci USK we Wrocławiu tłumaczą kto jesienią i zimą trafia na SOR
Wrocław, 21 listopada 2025
Czad, mróz i śliskie chodniki.
Eksperci USK we Wrocławiu tłumaczą kto jesienią i zimą
trafia na SOR
Jesień i zima to czas, w którym każdego roku do Szpitalnych Oddziałów Ratunkowych trafiają dziesiątki pacjentów z poważnymi zatruciami tlenkiem węgla, urazami po upadkach na oblodzonych nawierzchniach czy objawami wychłodzenia. Tylko w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu, już na początku sezonu grzewczego, pojawiły się pierwsze przypadki zatruć czadem – gazem, który pozostaje niewyczuwalny i niezwykle niebezpieczny. Specjaliści ostrzegają: czad, niska temperatura i śliskie chodniki mogą być groźne zwłaszcza dla osób starszych, przewlekle chorych i kobiet w ciąży. Warto wiedzieć, jak zapobiegać tym zagrożeniom i jak reagować, gdy do nich dojdzie.
Tlenek węgla, potocznie nazywany czadem, nie ma zapachu, koloru ani smaku. Jest produktem ubocznym niepełnego spalania paliw i – choć niewidoczny – w dużym stężeniu może zabić w ciągu kilku minut. Sezon zatruć w Polsce zaczyna się jesienią i trwa do wczesnej wiosny. W skali kraju, według szacunków, dochodzi nawet do 4 tysięcy takich przypadków rocznie.
– Niestety, najczęściej są to zatrucia mnogie – czyli dotyczące więcej niż jednej osoby. Często do szpitala trafiają całe rodziny. Tak było kilkanaście dni temu, gdy przyjęliśmy małżeństwo z Wrocławia. Dzięki szybkiej reakcji jednej z osób udało się wezwać pomoc i uniknąć tragedii. Przyczyną była niesprawna instalacja gazowa w mieszkaniu sąsiadki –
relacjonuje dr Janusz Sokołowski, kierownik Szpitalnego Oddziału Ratunkowego USK we Wrocławiu.
W organizmie czad wypiera tlen z czerwonych krwinek, prowadząc do niedotlenienia tkanek i narządów. W wysokich stężeniach może spowodować omdlenie, utratę przytomności, a nawet śmierć – zanim ofiara zorientuje się, że jest w niebezpieczeństwie.
– Jeżeli wejdziemy do łazienki, w której znajduje się duże stężenie czadu, nagłym objawem może być utrata przytomności. W mniej gwałtownych przypadkach pojawiają się objawy niespecyficzne: ból głowy, zawroty, nudności, czasem wymioty –
tłumaczy dr Sokołowski.
– U osób z chorobami serca mogą wystąpić bóle w klatce piersiowej, zaburzenia rytmu serca, a nawet objawy przypominające udar.
Szczególnie narażone są kobiety w ciąży – hemoglobina płodu silniej wiąże tlenek węgla niż hemoglobina dorosłych. W efekcie nawet krótkotrwała ekspozycja na czad może być groźna zarówno dla matki, jak i dla dziecka. Może dojść do poronienia lub trwałych uszkodzeń u płodu.
Jak zapobiegać zatruciom i jak reagować?
Do zatrucia najczęściej dochodzi w wyniku wadliwego działania pieców, kominków, gazowych podgrzewaczy wody czy silników spalinowych uruchamianych w zamkniętych pomieszczeniach, takich jak garaże czy warsztaty. Szczelnie zamknięte drzwi i okna oraz niedrożne przewody wentylacyjne mogą uniemożliwić odpływ gazów i doprowadzić do tragedii.
– Każdego roku bierzemy udział w dziesiątkach interwencji związanych z czadem. W wielu przypadkach kluczowe było działanie czujnika i szybkie wezwanie pomocy –
mówi mł. bryg. mgr inż. Tomasz Szwajnos, zastępca Komendanta Miejskiego Państwowej Straży Pożarnej we Wrocławiu.
– Apelujemy, by nie bagatelizować obowiązku przeglądów instalacji i nie zasłaniać kratek wentylacyjnych. To może uratować życie.
Jeśli podejrzewamy zatrucie, najważniejsze jest zadbanie o własne bezpieczeństwo – przewietrzenie pomieszczenia i szybkie wezwanie pogotowia. Trzeba jednak pamiętać, by nie wchodzić gwałtownie do łazienki czy kuchni, w której ktoś stracił przytomność – może to grozić kolejnym zatruciem.
– Kilka lat temu przyjęliśmy czworo studentów zatrutych czadem. Wszyscy rzucili się na ratunek nieprzytomnej osobie, ale w niewielkim pomieszczeniu stężenie gazu było tak duże, że sami stracili przytomność –
przypomina dr Sokołowski.
Podstawowym leczeniem w takich przypadkach jest tlenoterapia – już w karetce pacjent otrzymuje tlen w wysokim stężeniu, który wypiera tlenek węgla z hemoglobiny. W cięższych zatruciach lekarze mogą zdecydować o zastosowaniu leczenia w komorze hiperbarycznej.
W Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu, obok Szpitalnego Oddziału Ratunkowego działa jedyny na Dolnym Śląsku przykliniczny całodobowy Ośrodek Tlenoterapii Hiperbarycznej. Do dyspozycji pacjentów są dwie komory – jednoosobowa oraz wieloosobowa, mieszcząca jednocześnie do 12 osób.
– Dzięki współpracy z Ośrodkiem tlenoterapii możemy leczyć niemowlęta, kobiety ciężarne czy seniorów, w tym pacjentów wymagających terapii respiratorem. Pacjenci oddychają w komorze czystym tlenem pod zwiększonym ciśnieniem. W lżejszych przypadkach po takim zabiegu mogą wrócić do domu jeszcze tego samego dnia. Część chorych wymaga jednak dłuższej obserwacji –
mówi kierownik SOR USK we Wrocławiu.
Zatrucie tlenkiem węgla może prowadzić do tzw. późnych następstw neurologicznych – problemów z pamięcią, koncentracją, zaburzeń osobowości czy napadów padaczkowych. Im szybciej wdrożone zostanie leczenie, tym większe szanse na uniknięcie powikłań.
Wychłodzenie organizmu – zagrożenie, które przychodzi powoli
Zimą, obok zatruć, odnotowywane są również przypadki wychłodzenia organizmu. Do hipotermii może dojść nawet przy dodatnich temperaturach, jeśli organizm przez długi czas jest narażony na zimno, wilgoć i brak ruchu. W grupie podwyższonego ryzyka znajdują się osoby starsze, przewlekle chore, w kryzysie bezdomności, a także osoby z zaburzeniami krążenia.
Objawy wychłodzenia mogą być mylące – pojawiają się drżenie mięśni, senność, osłabienie i dezorientacja. W zaawansowanym stadium mogą wystąpić zaburzenia mowy, utrata przytomności i zatrzymanie krążenia. Dlatego nie należy lekceważyć nawet pozornie niewinnych symptomów.
– Wychłodzenie to stan zagrażający życiu, który często rozwija się powoli i podstępnie. Część pacjentów trafia do nas z zaawansowaną hipotermią, mimo że przebywali na mrozie tylko „chwilowo”, np. czekając na przystanku –
zaznacza dr Goutham Chourasia, zastępca kierownika Szpitalnego Oddziału Ratunkowego USK.
– Kluczowe jest sprawne, efektywne ogrzanie chorego i monitorowanie funkcji życiowych – u osób starszych czy osłabionych każda godzina ma znaczenie.
Odpowiednia odzież, unikanie przebywania na mrozie przez dłuższy czas i szybkie reagowanie na zmiany samopoczucia to kluczowe elementy profilaktyki. Warto też zwracać uwagę na osoby przebywające na zewnątrz – zwłaszcza w okolicach klatek schodowych, wiat przystankowych czy ogródków działkowych.
Poślizgnięcia i urazy – sezon zimowych upadków
W okresie zimowym do Szpitalnych Oddziałów Ratunkowych trafia również wielu pacjentów z urazami spowodowanymi poślizgnięciem się na oblodzonej nawierzchni. Złamane kończyny, skręcenia, stłuczenia głowy i urazy kręgosłupa są najczęstszymi skutkami nieostrożnego poruszania się w trudnych warunkach.
Szczególnie niebezpieczne są poranki, kiedy chodniki i schody bywają najbardziej śliskie. Seniorzy oraz osoby z ograniczoną sprawnością ruchową są w tej sytuacji wyjątkowo narażeni. Nawet pozornie błahy upadek może u nich prowadzić do długotrwałej hospitalizacji i ograniczenia samodzielności.
– U pacjentów w podeszłym wieku nawet niewielki uraz może oznaczać konieczność operacji i kilkutygodniowej rekonwalescencji. Złamania szyjki kości udowej czy urazy nadgarstka to codzienność w sezonie zimowym –
podkreśla prof. dr hab. Paweł Reichert, kierownik Kliniki Ortopedii, Traumatologii Narządu Ruchu i Chirurgii Ręki USK we Wrocławiu.
– W przypadku osób starszych często dochodzi też do powikłań, które mogą prowadzić do znacznego pogorszenia ogólnego stanu zdrowia.
Warto poruszać się ostrożnie, nie spieszyć się i unikać miejsc, które nie zostały odpowiednio zabezpieczone. Odpowiednie obuwie i zachowanie szczególnej ostrożności to proste, ale skuteczne środki zapobiegawcze.
Kluczowe miejsce na mapie bezpieczeństwa
Działający od przeszło 15 lat Szpitalny Oddział Ratunkowy USK we Wrocławiu jest kluczowym elementem systemu ratunkowego na Dolnym Śląsku – każdego roku przyjmuje ponad 60 000 pacjentów, co oznacza, że każdego dnia trafia tu średnio około 170 osób.
Choć zagrożenia jesiennych i zimowych miesięcy są zróżnicowane, łączy je jedno – w wielu przypadkach można im skutecznie zapobiec. Eksperci z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu przypominają, że na co dzień, w trosce o bezpieczeństwo swoje i naszych najbliższych, kluczowe znaczenie ma szybka reakcja, znajomość objawów zagrożenia oraz właściwe zabezpieczenie domu i otoczenia. Regularne przeglądy instalacji grzewczych, zadbanie o sprawną wentylację, odpowiedni ubiór oraz ostrożność podczas poruszania się po śliskich nawierzchniach to proste działania, które mogą uchronić przed poważnym urazem czy utratą zdrowia – a niekiedy nawet życia.
Jak rosną „mali wojownicy”? W USK we Wrocławiu o długiej drodze wcześniaków i wsparciu rodzin
Wrocław, 17.11.2025
Jak rosną „mali wojownicy”?
W USK we Wrocławiu o długiej drodze wcześniaków
i wsparciu rodzin
Co dziesiąte dziecko na świecie rodzi się przedwcześnie, a ok. 1% wszystkich urodzonych noworodków stanowią te najmniejsze, urodzone przed 28 tygodniem ciąży z masą ciała poniżej 1000g. Każde z nich wymaga wtedy intensywnej, wielospecjalistycznej opieki. Klinika Neonatologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu (USK) – jedna z największych i najlepiej wyposażonych w regionie – każdego roku otacza opieką setki noworodków wymagających takiego wsparcia. Ze względu na najwyższy stopień referencyjności i trafiające tu najtrudniejsze przypadki, wśród noworodków aż 15% stanowią wcześniaki. W sobotę, 15 listopada w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu zorganizowano tradycyjne już spotkanie z okazji Światowego Dnia Wcześniaka.
– To dzień, który przypomina nam, że każda walka o życie i zdrowie wcześniaka zaczyna się od wspólnego zaufania: rodziny i zespołu medycznego. Spotkania z dziećmi, które urodziły się zbyt wcześnie, a dziś wracają do nas jako pełne energii maluchy czy nastolatki, są największą nagrodą za pracę całego zespołu –
mówi prof. dr hab. Barbara Królak-Olejnik, kierownik Kliniki Neonatologii USK we Wrocławiu.
Dzięki pracy doświadczonych neonatologów, pielęgniarek, psychologów i fizjoterapeutów, dzieci przedwcześnie urodzone coraz częściej wracają do domu w dobrym stanie, a z czasem rozwijają się tak samo, jak ich rówieśnicy.
Wcześniactwo to doświadczenie, które wykracza daleko poza pierwsze dni w szpitalu. Eksperci podkreślają, że szybkie wsparcie rodziny oraz ścisła współpraca całego zespołu specjalistów mogą znacząco wpłynąć na rozwój dziecka. Zwracają również uwagę, że w kolejnych latach kluczową rolę odgrywa systematyczna, dobrze zaplanowana opieka rozwojowa. Spotkania takie jak to pokazują, że wspólny wysiłek naprawdę przynosi efekty. Aby zapewnić jeszcze bardziej kompleksową opiekę najmłodszym pacjentom, szpital, jako jedyny ośrodek na Dolnym Śląsku, uczestniczy w pilotażowym programie KORD.
Program kompleksowej opieki rozwojowej nad dziećmi urodzonymi przedwcześnie KORD realizowany jest od 2024 roku w 8 ośrodkach w Polsce, w tym także w Klinice Neonatologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego. Model koordynowanej i kompleksowej opieki rozwojowej zakłada prowadzenie procesu diagnostyczno-terapeutycznego w ośrodkach koordynujących mających doświadczenie w opiece nad wcześniakami w oparciu o wielodyscyplinarny zespół, w skład którego wchodzą specjaliści z różnych dziedzin medycyny. Celem pracy zespołu jest wyrównywanie ewentualnych nieprawidłowości rozwojowych w porównaniu do dzieci urodzonych o czasie.
- W ramach KORD zapewniamy dostęp do interwencji diagnostyczno-leczniczych, które są niezbędne do optymalnego rozwoju dziecka urodzonego przedwcześnie. Dzieci objęte są m.in. ambulatoryjną opieką specjalistów neonatologii, neurologii, okulistyki, endokrynologii, gastroenterologii, kardiologii, chirurgii oraz ortopedii. Mają również zapewnioną opiekę psychologa, rehabilitację leczniczą, a rodzice mogą skorzystać z porad żywieniowych -
wymienia prof. Królak-Olejnik
- Opieką nad dzieckiem w programie KORD zajmujemy się od daty wypisu noworodka ze szpitala do ukończenia 3 roku życia. Aktualnie w naszym szpitalu w programie uczestniczy ponad 50 noworodków urodzonych przed ukończeniem 32 tygodnia ciąży.
Wcześniactwo – wyzwania i nadzieje
Choć współczesna neonatologia pozwala ratować i wspierać dzieci urodzone nawet znacznie przed terminem, wcześniactwo niesie ze sobą ryzyko wielu wyzwań zdrowotnych – zarówno w pierwszych miesiącach życia, jak i w kolejnych latach. Najmłodsi pacjenci mogą mierzyć się m.in. z zaburzeniami oddychania wynikającymi z niedojrzałości płuc, problemami z utrzymaniem temperatury, trudnościami w karmieniu, niedokrwistością, a także ryzykiem infekcji, które u wcześniaków przebiegają zwykle ciężej. U części dzieci pojawiają się również powikłania okulistyczne (takie jak retinopatia wcześniacza), neurologiczne czy związane z układem pokarmowym. Właśnie dlatego tak ważna jest wielospecjalistyczna opieka już od pierwszych dni życia.
Wyzwania związane z wcześniactwem dotyczą także rodziców. Miesiące spędzone w szpitalu, niepewność o zdrowie dziecka, a później – konieczność częstych konsultacji i badań – to dla wielu rodzin ogromne obciążenie emocjonalne i organizacyjne. Wielu rodziców podkreśla, jak kluczowa była dla nich obecność personelu, wsparcie psychologiczne i poczucie, że nie są sami. Dlatego w organizowanych spotkaniach tak ważną rolę odgrywa rozmowa – nie tylko z lekarzami, lecz także między samymi rodzicami, którzy mogą wymienić się doświadczeniami i zobaczyć, że trudny początek nie zamyka drogi do zdrowego rozwoju.
Wielu dorosłych, którzy urodzili się przedwcześnie, żyje dziś w pełni aktywnie, ucząc się, pracując i rozwijając tak samo jak ich rówieśnicy.
Droga wcześniaka: opieka, rozwój i codzienne wyzwania
Podczas kolejnej edycji, organizowanego od przeszło dekady wydarzenia, dzieci i ich bliscy mogli nie tylko ponownie spotkać personel, który towarzyszył im w najtrudniejszych chwilach, ale także wziąć udział w przygotowanych atrakcjach - animacjach, zajęciach muzykoterapii, strefie zabaw, a także wykonać pamiątkowe zdjęcia z rozwieszonymi, symbolicznymi fioletowymi skarpetkami – znakiem solidarności z wcześniakami na całym świecie. Był czas na mniej formalne rozmowy z lekarzami i specjalistami, którzy odpowiedzieli na pytania dotyczące dalszej opieki i rozwoju dzieci urodzonych przedwcześnie.
Również w poprzednich edycjach, spotkania gromadziły kilkadziesiąt rodzin – zarówno tych, które właśnie kończyły hospitalizację, jak i rodziców starszych dzieci. Pojawiali się też młodzi dorośli, którzy przyszli na świat jako wcześniaki i chcieli opowiedzieć swoją historię. Dla wielu uczestników był to czas wzruszeń, ale też ogromnej wdzięczności i wspólnego świętowania.
– Wcześniactwo to początek wyjątkowej drogi. Naszym zadaniem – jako zespołu medycznego – jest wspieranie tej drogi na każdym etapie. Cieszymy się, że każdego roku możemy spotkać się z naszymi małymi bohaterami i ich rodzinami –
podkreśla prof. Królak-Olejnik.
Wsparcie edukacyjne dla rodzin wcześniaków
Spotkanie edukacyjne, objęte patronatem Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego oraz Rektora Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, przygotował zespół Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu z myślą o wszystkich, którzy towarzyszą dzieciom w ich pierwszych, często trudnych tygodniach życia. To także sposób na budowanie wspólnoty – rodziców, specjalistów i dzieci, które kiedyś łączył oddział neonatologiczny.
By jeszcze skuteczniej wspierać rodziców wcześniaków, zespół USK we Wrocławiu przygotował także drugą broszurę edukacyjną „Superbohaterowie w pieluszkach? Tak!”. W pierwszej publikacji zawarto informacje mające pomóc rodzinom w pierwszych miesiącach opieki nad dzieckiem urodzonym przedwcześnie. Zawiera ona również najważniejsze informacje o pobycie noworodka na oddziale neonatologicznym a także dotyczące zdrowia i rozwoju wcześniaków. Druga edycja wyjaśnia, dlaczego właściwie dobrane szczepienia odgrywają kluczową rolę w ochronie najmłodszych przed groźnymi infekcjami. Materiały opracowano tak, aby stanowiły realne wsparcie w codziennych decyzjach i pomagały rodzicom czuć się pewniej w nowej, wymagającej sytuacji.
Zdrowie nerek, fakty i mity na temat ich leczenia – eksperci z USK we Wrocławiu zapraszają na spotkanie edukacyjne
Wrocław, 14.11.2025
Zdrowie nerek, fakty i mity na temat ich leczenia
– eksperci z USK we Wrocławiu zapraszają na spotkanie edukacyjne
Szacuje się, że w Polsce nawet 4,5 miliona osób - czyli aż 10-15% populacji - może mieć przewlekłą chorobę nerek. Niepokój specjalistów budzi to, że tylko niewielki odsetek pacjentów jest tego świadomy. Co niszczy nerki? Jak prosty zestaw badań raz w roku może uchronić przed poważnymi skutkami niewydolności nerek? I dlaczego leczenia dializami nie są wyrokiem, a mogą być „pomostem do nowego życia”? Na te i inne pytania odpowiedzą nefrolodzy z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu (USK) podczas otwartego spotkania edukacyjnego dla pacjentów i ich rodzin.
– Po pierwsze, nerki nie bolą i bez badań profilaktycznych nie dowiemy się, że zaczyna się dziać coś, co może doprowadzić do ich niewydolności –
tłumaczy prof. dr hab. Mirosław Banasik, kierownik Kliniki Nefrologii, Medycyny Transplantacyjnej i Chorób Wewnętrznych USK. Ekspert zaznacza, że kluczowe jest uświadomienie pacjentom, jak ważne są proste badania profilaktyczne.
– Wystarczy raz w roku kontrolnie wykonać proste badanie ogólne moczu oraz oznaczenie kreatyniny we krwi wraz ze wskaźnikiem filtracji kłębuszkowej eGFR, które może zlecić lekarz rodzinny.
Przewlekła choroba nerek (PChN), zwana też przewlekłą niewydolnością nerek, to postępujące i nieodwracalne uszkodzenie funkcji nerek, trwające powyżej 3 miesięcy. Nerki stopniowo tracą zdolność do oczyszczania krwi, usuwania toksyn, regulacji ciśnienia i równowagi wodno-elektrolitowej. Choroba długo może przebiegać bezobjawowo – aż do momentu, gdy dojdzie do poważnego pogorszenia funkcji nerek i pojawi się konieczność leczenia nerkozastępczego: dializ lub przeszczepienia nerki.
Do najczęstszych przyczyn i czynników ryzyka PChN należą wiek, cukrzyca, nadciśnienie tętnicze, choroby autoimmunologiczne (np. toczeń trzewny), a także przebyte stany zapalne nerek i długotrwałe stosowanie niektórych leków. Wczesne wykrycie choroby umożliwia nawet znaczne spowolnienie jej postępu i uniknięcie dramatycznych powikłań.
Eksperci chcą uświadomić pacjentom, jak codzienne nawyki mogą niszczyć nerki oraz jak wygląda nowoczesne leczenie nerkozastępcze. W organizowanym w najbliższą sobotę, 15 listopada o godz. 9:30 spotkaniu wezmą udział między innymi prof. Mirosław Banasik oraz dr hab. Sławomir Zmonarski, specjalizujący się w dializoterapii.
Grzechy, które niszczą nerki
Okazuje się, że często szkodzimy sobie nieświadomie – kierując się modą, reklamami lub niepełną wiedzą.
– Chcemy pokazać zainteresowanym, co robić, aby nie szkodzić własnym nerkom. Życie z nimi jest trochę jak obsługa kredytu bankowego, jaki dała nam natura. Jeżeli zaniedbamy obsługę tego kredytu, przychodzą wyższe odsetki, które kumulują się tak mocno, że stają się poważnym problemem –
mówi dr Sławomir Zmonarski, specjalista w Klinice Nefrologii, Medycyny Transplantacyjnej i Chorób Wewnętrznych USK.
Do najczęstszych „grzechów” przeciwko nerkom specjalista zalicza palenie tytoniu, konsumpcję dużych ilości mocnego alkoholu, ale też stosowanie jednostronnych, restrykcyjnych diet, takich jak dieta ketogenna.
– Ogromnym problemem jest też długotrwałe stosowanie popularnych leków przeciwbólowych z grupy NLPZ (niesteroidowych leków przeciwzapalnych). Mamy pacjentów, którzy stosują je latami, a to bardzo negatywnie odbija się na nerkach. Szkodzą im też środki odurzające, jak amfetamina czy kokaina, a nawet... zatajanie przed kolejnymi lekarzami leków przepisanych przez innych specjalistów –
wylicza dr Zmonarski.
Dializa to nie wyrok, a pomost do nowego życia
Spotkanie edukacyjne dla pacjentów to okazja do rozmowy o tym, jak przygotować się do leczenia, gdy rozpoznana została przewlekła choroba nerek.
– Dla wielu pacjentów informacja o konieczności rozpoczęcia dializ brzmi jak wyrok –
zauważa dr Sławomir Zmonarski i tłumaczy, że celem spotkania jest odczarowanie mitów.
– Gdy pacjenci słyszą, że czeka ich dializoterapia, często wpadają w przerażenie. Chcemy pokazać, że przy obecnych możliwościach, leczenie to pozwala pacjentom prawie normalnie funkcjonować. Co więcej, dializoterapia jest dziś pomostem do nowego życia, które zaczyna się po przeszczepieniu nerki –
dodaje.
Jak podkreślają eksperci, kluczowy jest wybór metody leczenia. Nowoczesna dializa otrzewnowa (wykonywana przez pacjenta samodzielnie w domu) jest znacznie łagodniejsza niż klasyczna hemodializa (wykonywana w szpitalu czy stacji dializ) i pozwala na normalne funkcjonowanie.
– Hemodializa jest zabiegiem cyklicznym, w związku z tym musi być gwałtowniejsza. Przy takim leczeniu czynność własnych nerek wygasa szybciej. Z kolei dializa otrzewnowa, nad którą pacjent ma większą kontrolę, działa powoli, jest metodą ciągłą. To daje dłuższe zachowanie czynności własnych nerek. Mamy pacjentów, którzy pracują i prowadzą aktywny tryb życia. U niektórych pacjentów jesteśmy w stanie zorganizować leczenie tak, że pacjent dializuje się tylko w nocy –
wyjaśnia dr Zmonarski.
Zdaniem specjalisty, dzięki dializom otrzewnowym, gdy ostatecznie pacjent otrzymuje przeszczep nerki, wyjściowo jest w znacznie lepszym stanie biologicznym. Nowa nerka, bo mowa jest o pojedynczym przeszczepieniu, jest mniej obciążona, dzięki zachowaniu lepszej sprawności nerki własnej pacjenta.
Przeszczep – najlepsza terapia
Eksperci są zgodni, że prawdziwym celem leczenia nerkozastępczego jest bezpieczne doprowadzenie pacjenta do transplantacji. Jak wylicza prof. Banasik, doświadczenie wrocławskiej kliniki jest ogromne.
– Obecnie pod opieką kliniki znajduje się około 1200 pacjentów po przeszczepieniu nerki. Co cieszy, około 120 z nich żyje z przeszczepioną nerką ponad 20 lat, a około 30 osób funkcjonuje z przeszczepem już powyżej 30 lat. Szacujemy, że łącznie w roku bieżącym uda nam się przeprowadzić około 80 przeszczepień nerek, w tym 8 od dawców żywych.
Profesor dodaje, że najlepszym scenariuszem jest wykonanie przeszczepu zanim pacjent w ogóle będzie wymagał dializ.
– Przeszczepienie wyprzedzające, określane po angielsku jako „pre-emptive”, pozwala pacjentowi całkowicie ominąć obciążający okres dializoterapii. Wymaga to jednak odpowiednio wczesnego przygotowania i diagnostyki –
wyjaśnia prof. Banasik.
Dlaczego warto przyjść na spotkanie edukacyjne
Spotkanie odbędzie się w sobotę, 15 listopada, o godz. 9:30 w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym przy ul. Borowskiej 213 we Wrocławiu. Wydarzenie potrwa około 3–4 godziny i będzie połączone z praktycznymi pokazami oraz możliwością zadawania pytań specjalistom.
W programie omówione będą zasady dbałości o własne nerki, żywienia w przewlekłej chorobie nerek oraz rola fizjoterapii (m.in. w ograniczaniu potrzeby stosowania leków przeciwbólowych). Eksperci wyjaśnią także na czym polega dializa otrzewnowa oraz pokażą jak wymienia się płyn dializacyjny.
Udział w spotkaniu jest bezpłatny, obowiązują jednak wcześniejsze zapisy – telefonicznie pod numerem
519 303 211 (do godz. 18:00, 14.11.2025) oraz poprzez dedykowany formularz online,
dostępny pod linkiem: https://tiny.pl/vs37-019
Liczba miejsc jest ograniczona.
Organizatorzy zapraszają wszystkich zainteresowanych – zarówno osoby, które chcą dowiedzieć się jak dbać o zdrowie nerek, jak i pacjentów przygotowujących się do leczenia nerkozastępczego.
Spotkanie ma pomóc rozwiać obawy, uporządkować wiedzę i pokazać, że współczesne metody leczenia nerek pozwalają na pełne, aktywne życie.
Wrocławskie „serce” bije jeszcze mocniej - kardiologia i kardiochirurgia w USK we Wrocławiu z dofinansowaniem
Wrocław, 14 listopada 2025
Wrocławskie „serce” bije jeszcze mocniej
- kardiologia i kardiochirurgia w USK we Wrocławiu
z dofinansowaniem
Rozbudowa zaplecza intensywnej terapii, utworzenie nowej sali hybrydowej i doposażenie Klinik Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu (USK) to kolejne kroki w kierunku zapewnienia pacjentom jeszcze szybszego dostępu do nowoczesnych terapii i skuteczniejszego leczenia chorób układu krążenia. Projekt „Efektywność, dostępność i jakość systemu ochrony zdrowia w dziedzinie kardiologii i kardiochirurgii” zgłoszony przez USK, uzyskał siódmy wynik w kraju, dzięki czemu szpital otrzyma 30 milionów złotych z Krajowego Planu Odbudowy.
– To nie rewolucja, tylko konsekwentne działanie – krok dalej w doskonaleniu tego, co już działa wyjątkowo dobrze –
zaznacza prof. Piotr Ponikowski, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i dyrektor Instytutu Chorób Serca USK we Wrocławiu.
– Naszą ambicją jest, by pacjent trafiający do naszego szpitala miał nieprzerwany dostęp do najskuteczniejszej terapii w kraju – niezależnie od tego, czy wymaga natychmiastowej interwencji, czy długotrwałej opieki.
Jednym z najważniejszych elementów projektu jest utworzenie nowej sali w Oddziale Anestezjologii i Intensywnej Terapii – z pięcioma stanowiskami dla pacjentów we wstrząsie kardiogennym. Oznacza to większe możliwości leczenia w stanach, w których o życiu decydują minuty.
Nowoczesna infrastruktura i kolejne zakupy wyposażenia, sprawdzonego już przez ekspertów szpitala – m.in. respiratorów, pomp infuzyjnych, systemów monitorujących, aparatury ECMO czy urządzeń przyłóżkowych – pozwolą na szybsze i bardziej zintegrowane działania terapeutyczne, dzięki czemu pomoc ma szansę trafić do jeszcze większej liczby pacjentów.
Dzięki takiemu zapleczu wzmocnione zostanie również funkcjonowanie tzw. Shock Teamu. Wrocławski zespół specjalistów, działający w Instytucie Chorób Serca USK, był pierwszym tego typu teamem w Polsce. To interdyscyplinarna grupa anestezjologów, kardiologów, kardiochirurgów, perfuzjonistów i pielęgniarek intensywnej terapii, którzy całą dobę reagują błyskawicznie, wspólnie podejmując decyzje dotyczące leczenia pacjentów we wstrząsie kardiogennym czyli najcięższym stanie niewydolności krążenia. Jego powstanie wyznaczyło standardy postępowania, z którego dziś korzystają inne ośrodki w kraju.
Hybrydowa sala zabiegowa – nowy standard leczenia
Kolejnym etapem będzie adaptacja i utworzenie drugiej sali hybrydowej, umożliwiającej jednoczesne wykonywanie zabiegów kardiochirurgicznych i kardiologii interwencyjnej. Takie rozwiązanie pozwala leczyć najbardziej złożone przypadki w jednym miejscu, bez konieczności przenoszenia pacjenta między salami operacyjnymi.
W nowej sali znajdzie się m.in. nowy angiograf dwupłaszczyznowy, system zarządzania obrazowaniem, kolumny zabiegowe oraz aparaty do znieczulenia.
– Hybrydowa sala zabiegowa to już codzienność w naszej pracy –
tłumaczy dr hab. Wiktor Kuliczkowski, prof. UMW, kierownik Pracowni Hemodynamiki w Instytucie Chorób Serca USK we Wrocławiu, będący jednocześnie koordynatorem zespołu SHOCK TEAM.
– Druga taka sala pozwoli nam jeszcze lepiej planować zabiegi, szybciej reagować w nagłych sytuacjach i zapewniać pacjentom leczenie na europejskim poziomie.
Wrocławscy specjaliści będą mogli wykonywać m.in. przezcewnikowe implantacje zastawek (TAVI), naprawy zastawki mitralnej i zabiegi usuwania skrzeplin. Oznacza to mniej inwazyjne procedury, krótszy pobyt w szpitalu i szybszy powrót do sprawności.
Wymiana i modernizacja sprzętu
Trzecim elementem projektu będzie modernizacja i doposażenie Instytutu w nowoczesną aparaturę diagnostyczną i zabiegową. W planach znajduje się zakup ultrasonografów echokardiograficznych o wysokiej rozdzielczości, systemów do badań elektrofizjologicznych, stacji do rekonstrukcji trójwymiarowych obrazów serca oraz nowego aparatu do krążenia pozaustrojowego.
– Dążymy do tego, by pacjent kardiologiczny miał zapewnioną kompleksową, nieprzerwaną opiekę – od pierwszego kontaktu z lekarzem, przez leczenie szpitalne, aż po rehabilitację i powrót do pełnej aktywności –
podkreśla lek. Maciej Kamiński, zastępca Dyrektora ds. Medycznych w Obszarze Zachowawczym i Pediatrycznym USK.
– Nasz zespół stale rozwija zakres wykonywanych procedur, wprowadza nowe metody leczenia i udoskonala te, które już przynoszą świetne efekty. Dzięki pozyskanym środkom będziemy mogli tę wizję realizować jeszcze skuteczniej.
Nowa aparatura poszerzy możliwości diagnostyczne i terapeutyczne, ułatwi szybsze wykrywanie zaburzeń rytmu, precyzyjne planowanie zabiegów oraz skuteczniejsze monitorowanie pacjentów w trakcie terapii i po jej zakończeniu.
Wrocławskie serce polskiej kardiologii
Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu jest jednym z najważniejszych ośrodków leczenia chorób układu krążenia w Polsce. Jako ośrodek III poziomu referencyjnego, działający w ramach Krajowej Sieci Kardiologicznej, każdego roku udziela pomocy tysiącom pacjentów. Specjaliści USK wykonują najbardziej zaawansowane procedury – od zabiegów w krążeniu pozaustrojowym, przez procedury hybrydowe, po transplantacje serca.
– W interwencyjnym leczeniu chorób serca kluczowe jest zaufanie w zespole i wspólne decyzje podejmowane w odpowiednim momencie. Dobra organizacja pracy i doświadczenie specjalistów pozwalają nam reagować szybko, ale też z wyczuciem –
podkreśla prof. Michał Zakliczyński, kierownik Oddziału Transplantacji Mechanicznego Wspomagania Krążenia USK.
– Bez wsparcia nowoczesnych technologii byłoby to znacznie trudniejsze, a często nawet niemożliwe.
Wrocławski ośrodek od lat należy do krajowej czołówki w zakresie transplantacji serca. Od początku programu przeszczepowego Instytutu Chorób Serca w USK we Wrocławiu wykonano już 224 transplantacje serca. Tylko w 2024 roku przeprowadzono ich 49 – najwięcej w Polsce wśród dorosłych pacjentów, a w bieżącym roku, do początku listopada, już 45.
Takie wyniki nie byłyby możliwe bez konsekwentnego rozwoju i inwestycji w nowoczesną infrastrukturę. Projekt rozbudowy i modernizacji zaplecza kardiologicznego i kardiochirurgicznego USK we Wrocławiu będzie dofinansowany z Krajowego Planu Odbudowy w ramach inwestycji D1.1.1 „Rozwój i modernizacja infrastruktury centrów opieki wysokospecjalistycznej i innych podmiotów leczniczych w obszarze kardiologii ośrodków zakwalifikowanych do OK II oraz OK III” dla III poziomu zabezpieczenia opieki kardiologicznej Krajowej Sieci Kardiologicznej (KSK). W naborze do programu wpłynęło 129 wniosków z całej Polski, w tym 25 od ośrodków III poziomu referencyjnego. Do wsparcia finansowego rekomendowano 22 przedsięwzięcia – wśród nich projekt Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego, który uzyskał siódmy najwyższy wynik w kraju.
– Ciągłe inwestycje w nowoczesną infrastrukturę i technologie to nie tylko poprawa warunków pracy zespołów, ale przede wszystkim realna poprawa bezpieczeństwa i jakości leczenia pacjentów –
podsumowuje Beata Freier, zastępca Dyrektora ds. Medycznych w Obszarze Zabiegowym i Onkologicznym USK we Wrocławiu.
– Wysokie miejsce w rankingu i dofinansowanie projektu to również dowód zaufania do naszych specjalistów i potwierdzenie, że warto rozwijać miejsca, w których doświadczenie i nowoczesność idą w parze.
40 lat po pierwszej transplantacji serca w Polsce – w USK we Wrocławiu podwójne święto, wykonano dwa przeszczepienia w jeden dzień
Wrocław, 5 listopada 2025
40 lat po pierwszej transplantacji serca w Polsce – w USK we Wrocławiu podwójne święto, wykonano dwa przeszczepienia w jeden dzień
Dokładnie 40 lat po historycznej pierwszej transplantacji serca w Polsce, wykonanej przez zespół prof. Zbigniewa Religi, lekarze Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu (USK) mieli podwójną okazję do świętowania. W okrągłą rocznicę eksperci USK wykonali dwa zabiegi transplantacyjne. W jedną z akcji transportowych zaangażowany był śmigłowiec Policji oraz nowoczesny system Sherpa Pack, który pozwala na bezpieczny transport serca w kontrolowanych warunkach.
To już 224 transplantacja wykonana przez zespół USK we Wrocławiu. Dla specjalistów to dowód sukcesu, jakim było uruchomienie programu transplantacji serca w Instytucie Chorób Serca utworzonym przez prof. Piotra Ponikowskiego, rektora Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Pokazuje to też jak bardzo rozwinęła się transplantologia w ostatnich dekadach – i jak ważną rolę odgrywa dziś wrocławski ośrodek.
– Transplantologia to nie tylko historia, to szansa na nowe życie konkretnego człowieka. Jestem dumny, że właśnie dziś dokładnie 40 lat od pierwszego przeszczepu serca historia zatacza koło i we Wrocławiu, w USK ratujemy życie kolejnych pacjentów przeszczepiając dwa serca w tym samym dniu. Marzenia się spełniają - wiemy że było warto podjąć to wyzwanie przed kilkoma laty – podkreśla prof. Piotr Ponikowski, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i dyrektor Instytutu Chorób Serca USK we Wrocławiu. Dla nas ta rocznica ma wymiar bardzo praktyczny – pokazuje, że polska medycyna nie stoi w miejscu. Dziś dysponujemy technologią, doświadczeniem i zespołami, które pozwalają działać szybko, skutecznie i bezpiecznie.
W 1985 roku, kiedy prof. Zbigniew Religa dokonywał pierwszej w Polsce transplantacji serca, sama idea przeszczepiania narządów nie była już medyczną nowością. Nowatorskim obszarem pozostawało natomiast mechaniczne wspomaganie krążenia – technologia, której prof. Religa był gorącym orędownikiem i wizjonerem. Dziś ta metoda stanowi integralną część nowoczesnej transplantologii, a w USK we Wrocławiu wykorzystywana jest z ogromną skutecznością w terapii pacjentów z ciężką niewydolnością serca.
– To piękne domknięcie pewnej idei – mówi prof. Michał Zakliczyński, kierownik Oddziału Transplantacji Mechanicznego Wspomagania Krążenia USK. – Dziś nie tylko kontynuujemy dzieło prof. Religi, ale też rozwijamy technologie, o których on marzył. Mechaniczne wspomaganie krążenia, które kiedyś było eksperymentem, stało się skutecznym, bezpiecznym i szeroko stosowanym leczeniem pomostowym i docelowym.
Wrocławski ośrodek od kilku lat należy do krajowej czołówki w zakresie transplantologii serca. Od początku programu transplantacji wykonano tu już ponad 200 transplantacji serca, w samym 2024 roku było to 49 przeszczepień – najwięcej w Polsce u dorosłych pacjentów, a w tym roku, do początku listopada, 43. Zespół Instytutu Chorób Serca USK stale wdraża innowacyjne rozwiązania, które zwiększają bezpieczeństwo pacjentów i skuteczność leczenia.
– Nowoczesne systemy transportowe, takie jak Sherpa Pack, pozwalają utrzymać serce w optymalnej temperaturze i warunkach przez cały czas podróży – od momentu pobrania do implantacji. To nie tylko technologia, ale realne narzędzie, które przekłada się na wyniki leczenia – dodaje prof. Zakliczyński.
System Sherpa Pack został wykorzystany po raz pierwszy w Polsce przez zespół USK we Wrocławiu jesienią 2025 roku. Urządzenie pozwala utrzymać stałą, niską temperaturę serca i monitorować warunki transportu, co minimalizuje ryzyko uszkodzenia tkanek.
– Każda minuta i każde wahanie temperatury ma znaczenie. W tej dziedzinie nie ma miejsca na przypadek – precyzja logistyki, koordynacja i współpraca są równie ważne, jak sama operacja. Dzięki doświadczeniu zespołu i wsparciu nowoczesnych rozwiązań możemy zapewnić naszym pacjentom najwyższy poziom bezpieczeństwa – zaznacza dr Roman Przybylski prof. UMW, kierownik Kliniki Kardiochirurgii USK.
Transplantacje serca w USK to efekt pracy kilkudziesięciu osób – lekarzy, pielęgniarek, perfuzjonistów, anestezjologów, koordynatorów i zespołów transportowych.
– To zawsze praca zespołowa. Za każdą taką operacją stoją ludzie, którzy potrafią działać w pełnej synchronizacji, często w nocy, pod presją czasu. To właśnie ta współpraca pozwala nam mówić o sukcesie – podkreśla Beata Freier, zastępca Dyrektora ds. Medycznych w Obszarze Zabiegowym i Onkologicznym USK.
Równolegle do dynamicznego rozwoju klinicznego dołącza się także środowisko naukowe. Polscy specjaliści z ośrodków transplantacyjnych, w 40 lat po pierwszej transplantacji serca powołują Polskie Towarzystwo Transplantacji Serca, Płuc i Mechanicznego Wspomagania Krążenia – organizację, która ma integrować ekspertów, promować najwyższe standardy leczenia i wspierać jeszcze silniejszy rozwój tego obszaru medycyny w kraju.
12 dolnośląskich szpitali połączyło siły. USK we Wrocławiu koordynatorem pierwszej w Polsce Sieci Udarowej
Wrocław, 4 listopada 2025
12 dolnośląskich szpitali połączyło siły.
USK we Wrocławiu koordynatorem pierwszej w Polsce
Sieci Udarowej
Na Dolnym Śląsku powstał pionierski w skali kraju projekt medyczny – Dolnośląska Sieć Udarowa. To zintegrowany system oparty na nowoczesnej technologii i współpracy 12 szpitali regionu, który ma usprawnić diagnostykę i leczenie udarów mózgu. Dla pacjentów oznacza to szybszy dostęp do najskuteczniejszych terapii, a tym samym – większą szansę na pełny powrót do zdrowia i uniknięcie trwałej niepełnosprawności, niezależnie od tego, w której części województwa potrzebują pomocy.
Rolę lidera konsorcjum objął Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu (USK), dysponujący największym w regionie zapleczem klinicznym, naukowym i dydaktycznym w zakresie neurologii oraz leczenia udarów. Zespół specjalistów USK odpowiada za koordynację wdrożenia nowoczesnych narzędzi diagnostycznych i organizacyjnych oraz za prowadzenie szkoleń dla personelu medycznego w ośrodkach partnerskich.
Na potrzebę jeszcze lepszej i szybszej diagnostyki od dawna zwraca uwagę dr Marta Nowakowska-Kotas, dolnośląski konsultant wojewódzki ds. neurologii, specjalistka w Klinice Neurologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. Jak sama przyznaje, idea narodziła się z codziennych obserwacji i doświadczeń wyniesionych z pracy na oddziale.
– Jako lekarz dyżurujący na neurologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego mam do czynienia z pacjentami przywożonymi do Wrocławia z różnych zakątków Dolnego Śląska. Nie wszystkim byliśmy w stanie pomóc, bo czas dotarcia do szpitala i postawienie diagnozy był zbyt długi – mówi dr Marta Nowakowska-Kotas.
– Pewnego dnia, po szczególnie trudnym dyżurze na neurologii, napisałam list do Marszałka Województwa Dolnośląskiego. Zawarłam w nim apel o wsparcie i stworzenie systemu, dzięki któremu każdy mieszkaniec regionu, niezależnie od miejsca zamieszkania, miałby równy i szybki dostęp do najlepszej diagnostyki i leczenia udaru mózgu.
Projekt o wartości blisko miliona złotych został sfinansowany ze środków Urzędu Marszałkowskiego i wpisuje się w strategię tworzenia nowoczesnej, zintegrowanej opieki zdrowotnej w regionie.
Sztuczna inteligencja pomoże neurologom
Sieć będzie wspierało innowacyjne oprogramowanie Brainomix wykorzystujące sztuczną inteligencję (AI) do błyskawicznej analizy badań tomografii komputerowej. Narzędzie to zostanie wdrożone we wszystkich 12 oddziałach udarowych w regionie. Już jest wdrożone w trzech.
– To potężne narzędzie pomagające w analizie obrazów. By przeanalizować ogrom danych wystarczy teraz 9 minut. W warunkach ostrego dyżuru – czyli w kluczowych, pierwszych minutach od przyjazdu pacjenta do szpitala – pomaga nam, neurologom i radiologom, podejmować krytyczne decyzje diagnostyczne –
wyjaśnia dr Nowakowska-Kotas.
Jak podkreślił prof. Piotr Ponikowski, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i dyrektor Instytutu Chorób Serca USK, z pełnym przekonaniem można powiedzieć, że żyjemy w czasach przełomu technologicznego.
– Medycyna korzysta z technologii od zawsze, dziś coraz bardziej skomplikowane algorytmy są w stanie wesprzeć lekarzy. W naturalny sposób wdrażamy je w USK – który jest wysokospecjalistycznym szpitalem i idealnym miejscem do realizacji takich projektów. Na jedną rzecz chciałbym zwrócić uwagę – na zapisaną w naszej strategii współpracę. Ten projekt dobrze ją ilustruje. Współpraca szpitali z Dolnego Śląska staje się benchmarkiem dla całego kraju –
podkreślił rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu prof. Piotr Ponikowski.
Lek. Maciej Kamiński
, zastępca Dyrektora ds. Medycznych w Obszarze Zachowawczym i Pediatrycznym USK we Wrocławiu USK we Wrocławiu dodaje, że projekt jest przykładem nowoczesnej organizacji leczenia opartej na współdziałaniu i technologii.
– To rozwiązanie, które łączy szpitale, a przede wszystkim – łączy ludzi w trosce o życie drugiego człowieka –
zaznacza lek. Maciej Kamiński, Zastępca Dyrektora ds. Medycznych.
– Dolnośląska Sieć Udarowa to nie tylko technologia, ale przede wszystkim nowoczesna organizacja opieki, w której liczy się czas, współpraca i wymiana wiedzy. Dzięki wspólnemu systemowi diagnostycznemu i telemedycynie zyskujemy możliwość szybszej konsultacji między ośrodkami, a to oznacza, że pacjent może otrzymać właściwe leczenie nawet w szpitalu powiatowym, zanim trafi do ośrodka referencyjnego. To ogromna wartość, zwłaszcza dla oddziałów zachowawczych, gdzie liczy się trafna diagnoza, szybkie wdrożenie leczenia i ciągłość opieki. Cieszy nas, że kolejny raz nasi specjaliści przyczyniają się do zwycięstwa w tej walce – o zdrowie, sprawność i życie pacjentów z całego regionu.
Telemedycyna i szybsze decyzje o leczeniu
System w czasie rzeczywistym odpowiada na kluczowe pytania: czy pacjent ma udar, jakiego jest on rodzaju (niedokrwienny czy krwotoczny) oraz czy doszło do zablokowania dużej tętnicy mózgowej.
– Co więcej, jeśli pacjent został znaleziony i nie wiemy dokładnie, kiedy udar wystąpił, oprogramowanie potrafi oszacować czas zachorowania i pokazać, czy jest jeszcze obszar mózgu, który możemy uratować. To potężne narzędzie, które pomaga nam kwalifikować pacjentów do najnowocześniejszych terapii, takich jak podanie leków trombolitycznych czy trombektomia mechaniczna –
dodaje dr Nowakowska-Kotas.
Drugim filarem sieci jest telemedycyna, czyli usprawniona komunikacja między szpitalami. Gdy system wykryje niedrożność dużego naczynia, lekarz z lokalnego ośrodka może natychmiast skonsultować przypadek z jednym z trzech wysokospecjalistycznych centrów referencyjnych – USK we Wrocławiu, Dolnośląskim Szpitalem Specjalistycznym im. T. Marciniaka oraz Zespołem Opieki Zdrowotnej w Bolesławcu – które wykonują zabiegi trombektomii mechanicznej.
– Do tej pory konsultacje opierały się na słownym przekazie. Teraz lekarz, oprócz danych klinicznych, będzie mógł udostępnić obrazy z tomografu w czasie rzeczywistym. Dzięki temu radiolog interwencyjny, czyli specjalista wykonujący trombektomię, od razu widzi, czy zabieg jest technicznie możliwy. Decyzja o transporcie pacjenta zapada szybciej i jest w pełni obiektywna –
podkreśla dr Nowakowska-Kotas.
Czas na wagę życia
W leczeniu udaru czas ma kluczowe znaczenie. Każda minuta opóźnienia to ryzyko nieodwracalnych zmian w mózgu.
– Każde 15 minut szybszego wdrożenia leczenia to jest o 4% mniejsze ryzyko trwałej niepełnosprawności. Lekarz wyposażony w urządzenie do telemonitoringu będzie działał szybciej, sprawniej, a diagnoza będzie dokładniejsza –
mówi dr Nowakowska-Kotas.
Dzięki sieci, pacjenci z całego Dolnego Śląska zyskają równy dostęp do nowoczesnych metod leczenia – bez względu na to, jak daleko od Wrocławia wystąpi udar.
– Uruchomienie Dolnośląskiej Sieci Udarowej to bardzo ważna chwila dla Dolnośląskiej Ochrony Zdrowia, bo oprócz talentu i doświadczenia naszych medyków, nowoczesnego sprzętu, to czas jest tym elementem, który często decyduje, czy pacjent odzyska zdrowie, czy wręcz uratujemy jego życie –
podkreśla Jarosław Rabczenko, członek zarządu województwa dolnośląskiego. – Chciałbym podziękować wszystkim, którzy przyłożyli rękę do bardzo ważnego projektu, jakim jest spięcie dwunastu szpitali w Dolnośląską Sieć Udarową. Dziękuję pomysłodawcy, dziękuję wszystkim, którzy będą za moment ratowali zdrowie i życie, ale też chciałbym podziękować radnym. Inicjatywa, która jest unikalna w skali kraju, ale również w skali światowej, będzie jeszcze lepiej służyła nie tylko Dolnoślązakom.
Symboliczne podpisanie umowy konsorcjum Dolnośląskiej Sieci Udarowej odbyło się 4 listopada i było elementem procesu wdrażania oprogramowania w poszczególnych placówkach, który ma zakończyć się do końca roku.
– W 2024 roku udaru mózgu doznało ponad 5000 mieszkańców Dolnego Śląska, a liczby te rosną z roku na rok. Pacjenci są coraz młodsi. Statystyki Światowej Organizacji Udaru Mózgu są nieubłagane: jeden na czterech z nas dostanie udaru. Tworząc tę sieć, nie tylko pomagamy naszym pacjentom – pracujemy dla nas wszystkich, dla naszych rodzin i dla siebie –
podsumowuje dr Marta Nowakowska-Kotas.
Informacja organizacyjna dla pacjentów – 10 listopada dniem wolnym
Informacja organizacyjna dla pacjentów –
10 listopada dniem wolnym
Szanowni Państwo,
uprzejmie informujemy, że 10 listopada 2025 r. (poniedziałek) będzie w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu dniem wolnym od pracy.
Tego dnia nie będą czynne: część administracyjna szpitala, rejestracja, poradnie specjalistyczne oraz pracownie diagnostyczne wykonujące badania dla pacjentów ambulatoryjnych. Nie będą również realizowane planowe przyjęcia do oddziałów szpitalnych.
Nie ulega natomiast zmianie praca Szpitalnego Oddziału Ratunkowego, w tym czasie będzie funkcjonować w trybie całodobowym.
Prosimy o uwzględnienie tej informacji przy planowaniu wizyt i badań.
Decyzja została podjęta zgodnie z przepisami Kodeksu pracy i wynika z organizacji pracy szpitala w związku ze świętem przypadającym w sobotę 1.11.2025 r.
Dodatkowe godziny pracy Punktu Pobrań w Strzelinie
Dodatkowe godziny pracy Punktu Pobrań w Strzelinie
Od dawcy do biorcy - bezpieczna podróż serca
Wrocław, 23 października 2025 r.
Od dawcy do biorcy – bezpieczna podróż serca. W USK we Wrocławiu pierwszy raz w Polsce wykorzystano nowy system transportu organu
Każda udana transplantacja serca to nie tylko sukces medycyny, ale przede wszystkim nowa szansa na życie dla pacjenta – podkreślają specjaliści Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. Dlatego eksperci ośrodka pierwszy raz w Polsce wykorzystali nowoczesny system transportu organów, który pozwala utrzymać serce dawcy w optymalnych warunkach od momentu pobrania aż do przeszczepienia. Innowacyjne rozwiązanie, stosowane dotąd w czołowych ośrodkach Europy i Stanów Zjednoczonych, znacząco zmniejsza ryzyko uszkodzenia tkanek i poprawia wyniki leczenia po transplantacji. Dla zespołu Instytutu Chorób Serca USK to kolejny krok w kierunku zapewnienia pacjentom najwyższych standardów terapii i jakości opieki – na poziomie światowej czołówki transplantologii.
Wykorzystanie nowego systemu transportu organów wpisuje się w konsekwentnie realizowaną strategię rozwoju Instytutu Chorób Serca Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu – ośrodka, który od lat wyznacza kierunki rozwoju nowoczesnej kardiologii, kardiochirurgii i transplantologii w Polsce. Dla pacjentów to gwarancja jeszcze większego bezpieczeństwa, szansa na krótszy czas rekonwalescencji i lepsze wyniki leczenia po przeszczepie.
Specjaliści USK podkreślają, że każdy etap procedury transplantacyjnej ma ogromne znaczenie, a transport serca dawcy to moment szczególnie wrażliwy. Dlatego zespół Instytutu Chorób Serca, gdy tylko jest taka możliwość, wykorzystuje rozwiązania, które podnoszą standardy bezpieczeństwa i jakości leczenia, dając pacjentom pewność, że organ trafiający do biorcy jest w możliwie najlepszym stanie.
Od początku programu transplantacji serca w USK wykonano 222 procedury, w samym tylko 2024 roku w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu przeszczepiono 49 serc – to, jak wskazują dane Poltransplantu, najwyższy wynik w kraju wśród ośrodków wykonujących transplantacje serca u dorosłych. Ten sukces to efekt nie tylko najwyższych kompetencji zespołu medycznego, lecz także rosnącej świadomości społecznej w zakresie donacji narządów.
Stabilne warunki – lepsze wyniki leczenia
Dotychczas organy transportowano w warunkach statycznego chłodzenia – w pojemnikach z lodem i dedykowanym płynem. Choć metoda ta była stosowana przez dziesięciolecia, nie pozwalała na pełną kontrolę temperatury i środowiska, w jakim przechowywano serce. Nowy system umożliwia utrzymanie stabilnych warunków przez cały czas transportu, co minimalizuje ryzyko uszkodzenia tkanek i poprawia jakość organu w chwili przeszczepienia.
System SherpaPak CTS to urządzenie, które pozwala także na bieżące monitorowanie parametrów środowiska oraz lokalizacji organu, dzięki czemu personel ma pełną kontrolę nad procesem i może natychmiast reagować w razie jakichkolwiek odchyleń. Badania prowadzone w wiodących ośrodkach transplantacyjnych w Europie i USA potwierdzają, że wykorzystanie zamkniętych, kontrolowanych systemów transportu poprawia przeżywalność pacjentów i ogranicza ryzyko powikłań po przeszczepie. Z analizy rejestru GUARDIAN-Heart prowadzonego przez producenta urządzenia wynika, że zastosowanie systemu wiąże się m.in. z mniejszą koniecznością stosowania mechanicznego wspomagania krążenia w pierwszej dobie po przeszczepie, spadkiem ryzyka ciężkiej dysfunkcji przeszczepionego serca, redukcją niewydolności prawej komory oraz wzrostem rocznego przeżycia.
Zespół, technologia i doświadczenie – przepis na sukces przeszczepu
Zakup systemu sfinansowano z funduszy własnych Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu w ramach działań strategicznych, których celem jest podnoszenie jakości opieki nad pacjentami i rozwój innowacyjnych procedur medycznych.
– Zastosowanie tego systemu to dowód, że polska transplantologia kardiologiczna dorównuje czołowym ośrodkom europejskim. Dzięki doświadczeniu naszych specjalistów i nowoczesnym metodom zabezpieczenia oraz monitorowania organu możemy jeszcze lepiej chronić to, co dla naszych pacjentów najcenniejsze – podkreśla prof. Roman Przybylski, kierownik Kliniki Kardiochirurgii USK.
Jak zauważa prof. Michał Zakliczyński, kierownik Oddziału Transplantacji Mechanicznego Wspomagania Krążenia USK, skuteczna transplantacja to nie tylko mistrzostwo chirurgiczne, ale również doskonale skoordynowany proces. – Od momentu pobrania narządu do jego implantacji liczy się zgranie całego zespołu, każda minuta i możliwość pełnej kontroli każdego elementu procedury. Dzięki takim rozwiązaniom mamy pełną kontrolę nad tym, co dzieje się z sercem w czasie podróży, a to bezpośrednio wpływa na powodzenie przeszczepu – zaznacza.
Znaczenie wykorzystania nowego rozwiązania podkreśla także Mateusz Rakowski, kierownik Biura ds. Transplantacji i Donacji USK: – Każda nowoczesna technologia wprowadzana do praktyki klinicznej przekłada się na realne korzyści dla pacjentów. Dla osób po przeszczepie oznacza to większe bezpieczeństwo, stabilniejszy przebieg rekonwalescencji pooperacyjnej i szansę na szybszy powrót do pełni życia.
Inwestycja w jakość i przyszłość
Zakup systemu sfinansowano z funduszy własnych Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu w ramach działań strategicznych, których celem jest podnoszenie jakości opieki nad pacjentami i rozwój innowacyjnych procedur medycznych.
– Wprowadzanie takich rozwiązań to nie tylko kwestia innowacji, ale także odpowiedzialności. Naszym obowiązkiem jako szpitala uniwersyteckiego jest zapewnienie pacjentom najwyższego możliwego poziomu bezpieczeństwa oraz stworzenie zespołom medycznym warunków pracy opartych na wiarygodnych danych – mówi Beata Freier, zastępca Dyrektora ds. Medycznych w Obszarze Zabiegowym i Onkologicznym USK.
Instytut Chorób Serca USK we Wrocławiu pozostaje jednym z wiodących ośrodków kardiologicznych i kardiochirurgicznych w Polsce, prowadząc kompleksową diagnostykę, leczenie i transplantacje serca oraz implantacje zaawansowanych systemów wspomagania krążenia. Wprowadzenie nowoczesnego systemu transportu organów to kolejny krok w rozwoju wrocławskiej transplantologii i potwierdzenie, że Dolny Śląsk pozostaje miejscem, gdzie pacjenci otrzymują leczenie na najwyższym światowym poziomie.
Ponad 700 dzieci objętych programem wczesnego wykrywania wad rozwojowych w USK we Wrocławiu – jest jeszcze szansa na zgłoszenia
Wrocław, 20 października 2025 r.
Ponad 700 dzieci objętych programem wczesnego wykrywania wad rozwojowych w USK we Wrocławiu – jest jeszcze szansa na zgłoszenia
Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu (USK) prowadzi program wczesnego wykrywania wad rozwojowych u noworodków i niemowląt. Projekt realizowany przez Klinikę Pediatrii, Endokrynologii, Diabetologii i Chorób Metabolicznych oraz Uniwersyteckie Centrum Chorób Rzadkich, ma na celu skrócenie drogi do trafnej diagnozy i wczesnego rozpoczęcia terapii u dzieci do 12. miesiąca życia. W najbliższych tygodniach klinika może przyjąć na badana jeszcze kilkuset młodych Dolnoślązaków.
Od momentu uruchomienia programu – w maju 2023 roku – pomocą objęto już ponad 700 dzieci z całego regionu, a do końca roku klinika może przyjąć jeszcze kilkuset najmłodszych pacjentów. Finansowe wsparcie zapewnia Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego. Jak zwracają uwagę eksperci, wczesna diagnoza to fundament skutecznej terapii.
– Podstawą każdej terapii jest diagnostyka, która z założenia musi być szybka i skuteczna – podkreśla prof. dr hab. Robert Śmigiel, kierownik Kliniki Pediatrii, Endokrynologii, Diabetologii i Chorób Metabolicznych USK. – W chorobach rzadkich to skomplikowane wyzwanie, ale nasze badania pokazują, że inwestycja w ten obszar po prostu się opłaca. Korzystają absolutnie wszyscy – pacjent, rodzina, lekarze i cały system ochrony zdrowia.
Jak dodaje ekspert, wczesne rozpoznanie zaburzeń rozwojowych ma ogromne znaczenie dla dalszego życia dziecka. Pozwala nie tylko na szybkie wdrożenie leczenia, ale też na odpowiednie wsparcie terapeutyczne i psychologiczne całej rodziny.
Od początku 2024 roku zespół kliniki zrealizował 1041 konsultacji lekarskich, 511 konsultacji psychologicznych, 82 ultrasonograficzne badania diagnostyczne, 160 konsultacji fizjoterapeutycznych oraz 175 szerokoprzepustowych badań genetycznych.
– Badania WES solo i trio oraz panele NGS to narzędzia, które umożliwiają postawienie diagnozy tam, gdzie inne metody zawodzą. Dzięki nim udało się rozpoznać rzadkie choroby genetyczne i rozpocząć leczenie na wczesnym etapie, co w wielu przypadkach może zatrzymać lub ograniczyć skutki choroby – dodaje prof. Śmigiel.
Historie, które zmieniają życie
Jednym z przykładów skuteczności programu jest historia Leona, chłopca urodzonego z achondroplazją – rzadką chorobą genetyczną prowadzącą do niskorosłości.
– W standardowych warunkach jego diagnoza mogłaby trwać miesiącami, a nawet latami. Jednak dzięki pionierskiemu programowi wczesnego wykrywania wad rozwojowych neonatolodzy błyskawicznie skontaktowali się z naszym zespołem. Leon nie tylko otrzymał szybkie rozpoznanie, ale jako jeden z pierwszych pacjentów w regionie został włączony do innowacyjnego programu lekowego. Dziś ma szansę na normalne życie i rozwój – mówi mgr Marlena Telenga, koordynatorka projektu.
Historia Leona to tylko jedna z wielu. Wśród przebadanych dzieci są także Pola, Marysia i Adaś – pacjenci, u których wczesne wykrycie wad rozwojowych pozwoliło na szybkie wdrożenie leczenia i kompleksową opiekę specjalistów.
Według danych z programu przesiewowego z początku września skuteczność diagnostyczna badań genetycznych sięga 68 procent. Oznacza to, że u blisko siedmiorga na dziesięcioro dzieci udaje się znaleźć genetyczną przyczynę problemów zdrowotnych – wynik, który w praktyce klinicznej uznawany jest za bardzo wysoki.
Bezpłatna diagnostyka nadal dostępna
Do programu można zgłaszać dzieci zamieszkałe na Dolnym Śląsku, które nie ukończyły 12. miesiąca życia. Co istotne, nie jest wymagane skierowanie od specjalisty ani długa historia leczenia.
– Zgłaszać mogą się do nas wszyscy rodzice, lekarze i terapeuci, którzy mają jakikolwiek niepokój związany z rozwojem małego pacjenta – tłumaczy Marlena Telenga. – Przyjmujemy dzieci z problemami, które pojawiły się tuż po urodzeniu, jak i te, które ujawniły się w kolejnych miesiącach. Mogą to być wady słuchu, wady narządów, ale także opóźnienie rozwoju psychoruchowego. Jeśli rozwój dziecka budzi wątpliwości – warto się zgłosić.
Program obejmuje również dzieci przebywające w pieczy zastępczej lub w trakcie procesu adopcyjnego. W takich przypadkach szybka diagnostyka pozwala potwierdzić lub wykluczyć genetyczne przyczyny problemów zdrowotnych, w tym np. alkoholowy zespół płodowy (FAS). To z kolei znacząco przyspiesza procedury adopcyjne i zwiększa szanse dziecka na znalezienie nowego domu.
Jak się zgłosić?
Zgłoszenia do programu realizowanego przez specjalistów z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego przyjmowane są bez skierowania.
W wiadomości e-mail należy podać:
● imię i nazwisko dziecka,
● dane opiekuna prawnego,
● numer telefonu kontaktowego,
● krótki opis obserwowanych objawów oraz, jeśli to możliwe, dołączyć dotychczasową dokumentację medyczną.
Wiadomość należy wysłać na adres poczty elektronicznej:
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
.
Po analizie dokumentacji przez konsylium lekarskie koordynator kontaktuje się z opiekunem, aby ustalić indywidualną ścieżkę diagnostyczną i terminy badań.
Dzieci włączone do programów lekowych
Dzieci włączone do programów lekowych otrzymają terapię
W związku z pytaniami rodziców dzieci chorych na achondroplazję Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu zapewnia, że nie wstrzyma terapii lekowej u żadnego z dzieci włączonego do programu. Jednostka oferuje wysokospecjalistyczne rozwiązania niedostępne w większości ośrodków.
Dyrekcja jest w stałym kontakcie z kierownictwem Dolnośląskiego Oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia, dlatego nie ma wątpliwości co do zrozumienia wagi sprawy i chęci znalezienia rozwiązania. Programy lekowe, zwłaszcza te dotyczące najmłodszych pacjentów, będą w pierwszej kolejności finansowane. Wszystkie dzieci włączone do leczenia, będą je kontynuować, dla żadnego z nich nie zabraknie leku.
Zmiana organizacji ruchu
Szanowni Państwo,
informujemy o zmianie organizacji ruchu na drodze prowadzącej do jednostek szpitala zlokalizowanych w Uniwersyteckim Centrum Wsparcia Badań Klinicznych (z tyłu budynku Wydziału Farmaceutycznego UMW przy ul. Borowskiej 211).
Kogo dotyczą zmiany?
Pacjentów Kliniki Alergologii i Chorób Wewnętrznych:
* oddział jednodniowy (diagnostyczne pobyty dzienne, immunoterapia na jady owadów)
* ośrodek prowadzenia programów lekowych NFZ
* poradnia alergologiczna
Pacjentów Kliniki Reumatologii i Chorób Wewnętrznych:
* ośrodek prowadzenia programów lekowych NFZ
* ośrodek badań klinicznych
* oddział jednodniowy
Co się zmieniło?
Dotychczasowe drogi prowadzące do wspomnianych jednostek szpitala przez ul. B. Bobrańskiego będą niedostępne dla ruchu pieszego oraz samochodów.
Przygotowane zostały nowe trasy komunikacyjne.
Prosimy o zapoznanie się z mapą, na której zaznaczone zostały nowe trasy:
* droga przejścia z głównego budynku szpitala – kolor żółty
* droga przejścia z przystanku MPK – kolor różowy
* droga dojazdu dla samochodów – niebieskie kropki
Zmiany mają związek z rozpoczęciem prac budowlanych nowego budynku dydaktycznego Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.
Przepraszamy za wszelkie utrudnienia i dziękujemy za wyrozumiałość.
Oświadczenie w sprawie powierzenia usług pomocniczych
Oswiadczenie w sprawie powierzenia firmie zewnętrznej usług pomocniczych w USK
Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu nieustannie inwestuje w rozwiązania, które bezpośrednio przekładają się na zdrowie i bezpieczeństwo pacjentów. Naszym celem jest skrócenie czasu oczekiwania na badania, szybsza diagnostyka i szerszy dostęp do nowoczesnych terapii. Już dziś realizujemy projekty warte kilkadziesiąt milionów złotych – od budowy laboratorium diagnostyki genetycznej wspierającego leczenie chorób rzadkich, hematologicznych i onkologicznych, przez wymianę tomografu komputerowego, po instalację drugiego systemu robotycznego da Vinci i uruchomienie nowej sali hybrydowej. Planujemy rozbudowę intensywnej terapii, poszerzenie opieki nad dziećmi w zakresie kardiologii i kardiochirurgii oraz podniesienie standardu sal izolacyjnych dla pacjentów z chorobami nowotworowymi krwi. W perspektywie kilku lat powstaną także dwa strategiczne ośrodki – Uniwersyteckie Centrum Pediatryczne i nowy kompleks hematoonkologii z radioterapią – które zmienią oblicze opieki nad pacjentami we Wrocławiu i regionie
Pacjenci oczekują od nas szybkiej, nowoczesnej i bezpiecznej opieki – i właśnie w tym kierunku konsekwentnie zmierzamy.
Po analizach ekonomicznych zdecydowaliśmy o powierzeniu usług pomocniczych firmie zewnętrznej. Dzięki temu rozwiązaniu w ciągu najbliższych czterech lat zaoszczędzimy od 18 do 20 milionów złotych rocznie. Te środki w całości wrócą do pacjentów – w postaci skróconych kolejek, dokładniejszych badań, dostępu do innowacyjnych terapii i większego komfortu leczenia.
Mamy świadomość, że zmiana ta dotyka osób, które przez lata pracowały na rzecz szpitala. Dlatego podstawowym warunkiem udziału w przetargu jest przejęcie pracowników działu higieny wraz z zachowaniem dotychczasowych zasad wynagradzania i zabezpieczeniem stabilnych form zatrudnienia, zgodnie z art. 23¹ k.p. Zależy nam, aby pracownicy zachowali bezpieczeństwo zawodowe i mogli w pełni skupić się na swojej pracy. Decydując się na skorzystanie z usług wyspecjalizowanego podmiotu, kierujemy się bowiem nie tylko dobrem pacjentów, lecz także i naszych pracowników.
Podobne rozwiązania są już od lat stosowane w wielu szpitalach w Polsce i w innych sektorach usług publicznych. Praktyka pokazuje, że powierzenie usług pomocniczych zewnętrznym firmom pozwala placówkom skoncentrować wszystkie zasoby na tym, co najważniejsze – na szybkim i skutecznym leczeniu pacjentów. Takie doświadczenia mamy również w Klinice Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej, znanej również jako Przylądek Nadziei, gdzie współpraca z wyspecjalizowaną firmą umożliwia skoncentrowanie się na medycynie najwyższej jakości i ma wyraźnie więcej plusów niż minusów.
Chcemy podkreślić, że sprawa ma charakter merytoryczny i na tym poziomie chcemy prowadzić dialog – z pacjentami, pracownikami i całym otoczeniem szpitala.
W imieniu Dyrekcji Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu
dr Marcin Drozd
Dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu
Gigantyczny projekt USK we Wrocławiu – powstanie Uniwersyteckie Centrum Onkologii z Ośrodkiem Radioterapii
Wrocław, 6.10.2025 r.
Gigantyczny projekt USK we Wrocławiu – powstanie Uniwersyteckie Centrum Onkologii z Ośrodkiem Radioterapii
Prawie 400 mln zł pochłonie budowa Uniwersyteckiego Centrum Onkologii z Ośrodkiem Radioterapii. Zupełnie nowy projekt Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu został ogłoszony w poniedziałek, 6 października. Nieprzypadkowo, bo październik to miesiąc, gdy dużo uwagi poświęca się profilaktyce i leczeniu nowotworów. Wybudowany z wykorzystaniem najnowszych technologii, sześciokondygnacyjny budynek o powierzchni ponad 21 tys. m kw. powstanie w głównym kampusie szpitala przy ul. Borowskiej. Wkrótce ruszają prace projektowe. Potwierdzeniem znaczenia inwestycji jest fakt, że projekt USK znalazł się na najnowszej liście rankingowej projektów strategicznych przeznaczonych do dofinansowania z Funduszu Medycznego.
Projekt zakłada skonsolidowanie kluczowych kompetencji i zasobów w jednym, funkcjonalnie połączonym centrum, co skróci czas diagnostyki i poprawi komfort leczenia pacjentów.
– Uniwersyteckie Centrum Onkologii z Ośrodkiem Radioterapii to kolejny ważny krok w rozwoju naszego szpitala i uczelni.
Stworzymy nowoczesny ośrodek onkologiczny, w którym pacjent otrzyma kompleksową, holistyczną opiekę – od diagnostyki po najnowocześniejsze terapie – a warto pamiętać,
że pierwsze w Polsce akademickie komórki CAR-T podano właśnie u nas. To również szansa na przeniesienie oddziałów z historycznych budynków do przestrzeni
odpowiadających współczesnym standardom leczenia. Nowa przestrzeń pozwoli to wszystko zorganizować lepiej - w jednym miejscu i w
pełni wykorzystać potencjał naukowy oraz kliniczny, z wymierną korzyścią dla pacjentów, specjalistów i studentów - mówi prof. dr hab. Piotr Ponikowski, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.
Obecnie finalizowany jest wybór wykonawcy projektu, który założenia ma przełożyć na konkretne rozwiązania funkcjonalne – krótsze i bardziej intuicyjne trasy pacjentów, logiczne połączenia między jednostkami oraz bezpieczną separację stref czystych i brudnych.
– Konsolidacja rozproszonych dziś jednostek w jednym, logicznie zaprojektowanym budynku to lepsza logistyka leczenia, krótsze
czasy oczekiwania między etapami diagnostyki i terapii, a dla personelu bardziej ergonomiczne warunki pracy – podkreśla dr Marcin Drozd,
dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. – Zaplanowaliśmy szerokie konsultacje z zespołami klinicznymi i działami wspierającymi,
aby rozwiązania projektowe precyzyjnie odpowiadały realnym potrzebom.
Jedna ścieżka dla pacjenta: Od diagnozy po innowacyjne terapie
Równolegle dopracowywane są rozwiązania organizacyjne z naciskiem na hospitalizację jednodniową i skrócone ścieżki ambulatoryjne, co pozwoli na pomoc większej liczbie pacjentów i podniesie komfort terapii. Nowy budynek będzie funkcjonalnie połączony z istniejącymi już obiektami szpitala przy ul. Borowskiej.
– Hematoonkologia to dziedzina, w której o wyniku leczenia decyduje synergia:
doświadczenie zespołu, dostęp do procedur wysokospecjalistycznych i właściwa organizacja opieki.
Nowe warunki w nowoczesnym obiekcie zapewnią jednolitą ścieżkę pacjenta – od poradni i diagnostyki obrazowej oraz medycyny nuklearnej,
przez hospitalizację jednodniową, po leczenie stacjonarne, transplantacje komórek krwiotwórczych i terapie komórkowe, w tym CAR-T,
a także radioterapię – zaznacza prof. dr hab. Tomasz Wróbel, kierownik Katedry i Kliniki Hematologii, Nowotworów Krwi i Transplantacji Szpiku USK.
– Dzięki temu spodziewamy się dalszej poprawy wyników i bezpieczeństwa terapii. Obecna baza starego kampusu jest do rozwoju już zwyczajnie niedopasowana.
W nowym obiekcie znajdą się m.in. oddziały hematologiczny i onkologiczny wraz z jednostkami pobytu dziennego, oddział transplantacji szpiku z pracownią aferezy oraz izby przyjęć, poradnie (hematologiczną, onkologiczną, transplantologiczną, chirurgii i ginekologii onkologicznej z gabinetami diagnostyczno-zabiegowymi), a także zaplecze diagnostyczne: rezonans magnetyczny, tomografia komputerowa, rentgenodiagnostyka, densytometria, medycyna nuklearna i pozytonowa tomografia emisyjna. Integralną częścią projektu jest Ośrodek Radioterapii – oddział stacjonarny z 14 łóżkami, poradnia, pracownie teleradioterapii i brachyterapii – oraz bank tkanek i komórek, dział nadzoru radiologicznego, medyczne laboratorium diagnostyczne wraz z przestrzenią administracyjną.
– Dla pacjentów onkologicznych liczy się nie tylko dostęp do nowoczesnych terapii, ale także poczucie bezpieczeństwa i ciągłość opieki.
Nowe centrum pozwoli nam prowadzić diagnostykę i leczenie w jednym, zintegrowanym miejscu – od badań obrazowych i ambulatoryjnych konsultacji,
po hospitalizację i radioterapię. To ogromna wartość, bo w chorobach nowotworowych czas i sprawna koordynacja działań mają kluczowe znaczenie – podkreśla
lek. Izabella Dębicka, pełnomocnik rektora UMW i dyrektora USK ds. onkologii.
Priorytet: Komfort i bezpieczeństwo. Nowoczesne warunki i zapewnione finansowanie
Całość inwestycji pochłonie 380 mln zł. Ponad 170 mln zł zainwestuje USK, pozostałą kwotę - prawie 210 mln zł - placówka może pozyskać z Funduszu Medycznego. Projekt USK znalazł się na opublikowanej niedawno liście rankingowej konkursu na wybór propozycji projektów strategicznych z obszaru onkologicznego.
– Zabezpieczenie tak znaczących środków finansowych to dowód zaufania i potwierdzenie, że nasza wizja rozwoju onkologii została doceniona.
Rozpoczynamy od przygotowania projektu i dokumentacji, wymaganych uzgodnień i decyzji administracyjnych oraz dopracowania
założeń organizacyjnych dla jednostek przenoszonych do nowego obiektu. To gigantyczna praca, która nie byłaby możliwa bez zaangażowania zespołu fachowców,
którym należą się podziękowania – dodaje Agata Lisiewicz-Kaleta, zastępca dyrektora ds. operacyjnych USK.
Uniwersyteckie Centrum Onkologii z Ośrodkiem Radioterapii – to sześciokondygnacyjny budynek o powierzchni ponad 21 000 m kw. Według planu przewidziano 83 miejsca dla pacjentów hospitalizowanych w pokojach jedno- i dwuosobowych z własnymi łazienkami oraz 48 miejsc na oddziałach pobytu dziennego (18 w części hematologicznej i 30 w części onkologicznej). W tej liczbie łóżek znajdziemy dodatkowe 5 miejsc w Oddziale Klinicznym Transplantacji Szpiku oraz 6 w Oddziale Klinicznym Hematologicznym Pobytu Dziennego. Przedsięwzięcie zakłada realizację obiektu wraz z infrastrukturą towarzyszącą – drogami wewnętrznymi, terenami zielonymi i miejscami postojowymi – a także kompleksowym wyposażeniem wnętrz. Projekt kładzie nacisk na aspekt ekonomiczny i środowiskowy, w tym niskoenergetyczną eksploatację oraz doposażenie i wymianę przestarzałej aparatury medycznej i niemedycznej.
Skupienie świadczeń w jednym miejscu oznacza skrócenie czasu diagnozy, łatwiejszą koordynację terapii, szybszy dostęp do konsultacji wielospecjalistycznych i zaawansowanej diagnostyki. Dla pacjentów to wyższy komfort i bezpieczeństwo leczenia, a dla zespołów klinicznych – spójne standardy postępowania i ściślejsza współpraca.
Sama budowa ma się rozpocząć jeszcze w 2026 r. i zakończyć w trzy lata.
Klinika Hematologii, Nowotworów Krwi i Transplantacji Szpiku USK corocznie udziela około 18 000 porad ambulatoryjnych, realizuje blisko 5 000 hospitalizacji jednodniowych i około 1 200 hospitalizacji stacjonarnych, wykonuje również około 1 000 aferez leczniczych oraz nawet 140 transplantacji.
Achondroplazja: nowa nadzieja dla dzieci — terapia celowana dostępna w USK we Wrocławiu
Wrocław, 26.09.2025 r.
Achondroplazja: nowa nadzieja dla dzieci —
terapia celowana dostępna w USK we Wrocławiu
Przełomowe leczenie dla dzieci z achondroplazją dostępne jest już dla pacjentów Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu (USK). To rzadka choroba genetyczna, która powoduje między innymi niskorosłość. Włączenie do drogiego, ale refundowanego leczenia wymaga precyzyjnej kwalifikacji, ale efekty są spektakularne - potwierdzają lekarze i rodzice chorych.
Szacuje się, że w Polsce z achondroplazją żyje około 200 osób. W Klinice Pediatrii, Endokrynologii, Diabetologii i Chorób Metabolicznych USK we Wrocławiu do nowoczesnej terapii lekiem celowanym zakwalifikowano 21 pacjentów, z czego 17 już otrzymuje wosorytyd - lek, który pozwala ograniczyć negatywne skutki choroby. Kierownik kliniki, prof. dr hab. Robert Śmigiel, podkreśla, że zastosowanie tej terapii ma kolosalne znaczenie, ponieważ widoczny niski wzrost to tylko jeden z problemów.
– Achondroplazja jest źródłem niepełnosprawności, bólu i niekończącego się cierpienia, dlatego że dotyczy wszystkich kości, nie tylko kości długich, ale też kręgosłupa, czaszki czy stawów biodrowych. Wraz z wiekiem problemy pogłębiają się, stają się coraz bardziej uciążliwe i bolesne –
wyjaśnia prof. Śmigiel.
Osoby z achondroplazją z powodu nietypowego wyglądu często spotykają się z wykluczeniem społecznym, przemocą i brakiem zrozumienia. W konsekwencji mają też zwiększone ryzyko zachorowania na depresję czy inne choroby będące efektem chronicznego stresu.
Nowoczesne leczenie zmienia życie chorych
Przez lata jedyną formą leczenia było bolesne i kontrowersyjne chirurgiczne wydłużanie kości. Niektórym pacjentom proponowana była operacja metodą Ilizarowa, pochodzącą z lat 50. XX wieku. Kości były najpierw łamane, potem rozciągane specjalnym aparatem. Pacjent po operacji wymagał wielomiesięcznej rehabilitacji, a czasem nigdy nie wracał do całkowitej sprawności. Często dzieci leczone tą metodą doświadczały traumy wynikającej z długotrwałego bólu i ograniczonych możliwości ruchu. Genetyk, prof. Śmigiel przyznaje, że pojawienie się w Polsce na początku 2025 roku nowej terapii celowanej było przełomowe dla chorych na achondroplazję.
– To jest po prostu dla mnie cud medycyny. Pojawiło się precyzyjne leczenie, lek wosorytyd, który działa bezpośrednio na przyczynę choroby, odblokowując receptor FGFR3 hamujący wzrost kości –
podkreśla kierownik kliniki.
– Wosorytyd nie tylko sprzyja wzrostowi, ale przede wszystkim znacząco zmniejsza ryzyko poważnych powikłań, takich jak zwężenie kanału kręgowego, ucisk na rdzeń kręgowy i chroniczny ból. To oznacza, że możemy leczyć chorobę, która do tej pory była uznawana za nieuleczalną –
dodaje.
Koszty leczenia i kryteria kwalifikacji
Lek jest dostępny w Polsce w ramach programu lekowego od stycznia 2025 roku i podawany jest w postaci codziennych zastrzyków. Jest przeznaczony dla dzieci w wieku od 4 miesięcy do zakończenia wzrostu kości, co zazwyczaj ma miejsce między 16. a 18. rokiem życia. Eksperci z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego podkreślają, że wczesne rozpoczęcie leczenia ma kluczowe znaczenie dla jego skuteczności.
– Im szybciej lek zostanie wprowadzony, tym lepszy efekt można osiągnąć. Szacuje się, że terapia może zwiększyć ostateczny wzrost pacjenta nawet o 20 cm, co dla mężczyzny oznacza osiągnięcie wzrostu około 150 cm –
wyjaśnia dr Aleksandra Bodetko z Kliniki Pediatrii, Endokrynologii, Diabetologii i Chorób Metabolicznych USK we Wrocławiu.
– Podawanie leku wymaga codziennych zastrzyków, ale jest na tyle proste, że rodzice mogą nauczyć się je wykonywać w domu po krótkiej hospitalizacji.
Leczenie wozorytydem jest bardzo kosztowne – rocznie to ponad milion złotych. Terapia jest w pełni refundowana przez Narodowy Fundusz Zdrowia, ale wymaga precyzyjnej kwalifikacji.
– Ośrodkiem referencyjnym na Dolnym Śląsku jest Klinika Pediatrii, Endokrynologii, Diabetologii i Chorób Metabolicznych USK we Wrocławiu, gdzie prowadzimy leczenie wielu rzadkich chorób u dzieci –
informuje prof. Robert Śmigiel.
– O kwalifikacji decyduje Zespół Koordynacyjny do spraw Leczenia Chorób Ultrarzadkich, który zbiera się raz w miesiącu. Trzeba mieć potwierdzoną genetycznie achondroplazję. Dziecko musi mieć wykonany szereg dodatkowych badań, które robimy w ramach hospitalizacji. Niestety łagodniejsza postać choroby, hipochondroplazja, nie jest refundowana. Trwają jeszcze badania kliniczne, które oceniają skuteczność tego leczenia –
tłumaczy ekspert.
Historia Julka, który zyskał nadzieję
Obecnie w klinice USK we Wrocławiu nowoczesną terapię otrzymuje 17 pacjentów. Czterech kolejnych jest przygotowywanych do włączenia do programu lekowego, ale finansowanie nie jest pewne.
Jednym z pacjentów jest 11-letni Julian, który korzysta z terapii od maja tego roku. Jak mówi jego mama, Joanna Hodun-Ogonowska, na pełne efekty leczenia trzeba jeszcze poczekać, ale już widać poprawę.
– Mierzymy jego rączki, nóżki i trochę ruszyło się, więc jesteśmy wniebowzięci. Wiemy, że to są działania długofalowe i trzeba dać sobie jeszcze trochę czasu. Obserwując opisy osób, które dłużej przyjmują lek, jesteśmy pełni nadziei –
opowiada.
Mama Julka wspomina, że na początku codzienne zastrzyki były trudne, ale syn jest już na tyle duży, że rozumie, iż to leczenie ułatwi mu życie.
Efekty nie tylko medyczne
Celem leczenia jest nie tylko poprawa wzrostu, ale także poprawa jakości życia, zmniejszenie bólu i umożliwienie pacjentom wykonywania codziennych czynności, takich jak choćby samodzielne wstawanie po upadku. Dzięki temu lek ma znaczenie nie tylko medyczne, ale i społeczne.
– Chcielibyśmy pokazać przede wszystkim fenomen rozwoju medycyny w dziedzinie chorób rzadkich. Nowoczesny lek w sposób celowany, precyzyjny potrafi dotrzeć do źródła choroby i tam ją leczyć –
podsumowuje profesor.
Mama Julka dodaje, że mentalność społeczna się zmienia i jej syn jest już traktowany lepiej niż jeszcze kilka lat temu.
– Generalnie mamy szczęście do ludzi, Julek ma dużo wsparcia od kolegów –
wyznaje.
– Natomiast jak gdzieś wyjeżdżamy, wzbudza zainteresowanie i komentarze. No, bo jest inny, ale powinniśmy oswajać społeczeństwo, a nie chować się w domach. Wspomina również, że z mężem aktywnie działali na rzecz zmiany postrzegania achondroplazji, doprowadzając do usunięcia zdjęcia „człowieka z cyrku” z Wikipedii.
Według statystyk w Europie częstość występowania achondroplazji wynosi 3,72 na sto tysięcy urodzeń. W naszym regionie, zdaniem specjalistów, rodzi się około dwojga dzieci na sto tysięcy urodzeń rocznie. W klinice USK we Wrocławiu leczone są dzieci z Dolnego Śląska, a także z województw opolskiego i lubuskiego.
– Jako szpital uniwersytecki mamy obowiązek i przywilej wyznaczania nowych standardów leczenia w Polsce. To, że nasi pacjenci mogą korzystać z leczenia uważanego jeszcze niedawno za nieosiągalne, jest dla nas ogromnym sukcesem, ale również motywacją, aby walczyć o dostęp do nowoczesnych terapii dla każdego pacjenta. Dla całego zespołu naszego szpitala to dowód, że wspólnym wysiłkiem nauki i klinicystów oraz wsparciem systemu ochrony zdrowia można realnie zmieniać życie dzieci i ich rodzin –
podkreśla dr Marcin Drozd, dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.
Wstrząśnięci, niezmieszani. Specjaliści USK we Wrocławiu tworzą grupę wsparcia dla pacjentów po wstrząsie kardiogennym
Wrocław, 29.09.2025 r
Wstrząśnięci, niezmieszani. Specjaliści USK we Wrocławiu tworzą grupę wsparcia dla pacjentów po wstrząsie kardiogennym
Pacjenci po wstrząsie kardiogennym podkreślają, że leczenie medyczne to nie wszystko – równie ważna jest pomoc w radzeniu sobie z emocjami i powrót do codzienności po traumatycznym doświadczeniu. Odpowiadając na tę potrzebę, zespół ekspertów Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu (USK) formuje grupę wsparcia psychologicznego dla pacjentów, którzy przeszli wstrząs kardiogenny. Decyzja ta to efekt pierwszego w Polsce spotkania tego typu, podczas którego chorzy niedawno mieli okazję porozmawiać z lekarzami, pielęgniarkami i rehabilitantami tworzącymi tzw. SHOCK TEAM w USK. Eksperci Instytutu Chorób Serca USK opowiadają o tej inicjatywie w Światowym Dniu Serca, który przypada na 29 września.
Wstrząs kardiogenny to ciężkie, bezpośrednie zagrożenie życia – serce nie jest w stanie pompować wystarczającej ilości krwi, przez co narządy pozostają niedotlenione. Wymaga natychmiastowej interwencji, by zapobiec niewydolności wielonarządowej i zgonowi.
Inicjatywa spotkania pacjentów z zespołem medycznym powstała na wzór podobnych wydarzeń organizowanych w innych europejskich ośrodkach. W Polsce po raz pierwszy zorganizowaną ją niedawno właśnie we Wrocławiu.
– Chcieliśmy, aby pacjenci mogli nie tylko zobaczyć osoby, które leczyły ich w najtrudniejszych chwilach, ale też porozmawiać o doświadczeniach – mówi dr hab. Wiktor Kuliczkowski, prof. UMW, kierownik Pracowni Hemodynamiki w Instytucie Chorób Serca USK we Wrocławiu, będący jednocześnie koordynatorem zespołu SHOCK TEAM. – Z drugiej strony, dla nas – lekarzy, pielęgniarek, rehabilitantów – to niezwykle ważne spotkanie, bo mogliśmy zobaczyć pacjentów, którzy dzięki naszej pracy żyją i funkcjonują. To daje ogromną motywację.
W trakcie pierwszego spotkania zorganizowanego niedawno w ramach projektu „Wstrząśnięty, niezmieszany” pacjenci podkreślali, że po wypisie ze szpitala często mierzą się z wieloma trudnościami. Wiele osób doświadcza objawów stresu pourazowego – lęku o życie, powracających wspomnień i obaw przed kolejnym kryzysem zdrowotnym. Często każdy ból w klatce piersiowej czy zaburzenie rytmu serca wywołuje u nich panikę i prowadzi do kolejnych wizyt na SOR-ze.
Grupa wsparcia psychologicznego – kontynuacja leczenia
Właśnie dlatego specjaliści USK powołują grupę wsparcia psychologicznego, którą poprowadzą specjaliści z Kliniki Psychiatrii USK we Wrocławiu. Będzie to miejsce, w którym pacjenci spotkają się z osobami o podobnych doświadczeniach, a jednocześnie uzyskają fachową pomoc psychologiczną.
– Wielu chorych przyznaje, że nie ma z kim rozmawiać o tym, co przeżyli. Część szuka pomocy u psychologów czy psychiatrów, ale to rozwiązania doraźne. Naszą ambicją jest stworzenie bezpiecznej przestrzeni, gdzie pacjenci będą mogli liczyć na specjalistów, którzy znają ich historię i rozumieją, przez co przeszli – tłumaczy dr Dorota Szczęśniak z Kliniki Psychiatrii USK.
SHOCK TEAM – współpraca, która ratuje życie
Wstrząs kardiogenny to jeden z najcięższych stanów w kardiologii, związany z bardzo wysoką śmiertelnością. W Polsce około 60% pacjentów z tym rozpoznaniem umiera w szpitalu. W Instytucie Chorób Serca USK i Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, dzięki pracy interdyscyplinarnego zespołu SHOCK TEAM, śmiertelność wewnątrzszpitalną udało się obniżyć do 35%.
SHOCK TEAM to zespół kardiologów, kardiochirurgów i anestezjologów, którzy wspólnie podejmują decyzje o leczeniu i działają w trybie natychmiastowym. To model pracy stosowany w najlepszych ośrodkach na świecie. Od 2020 roku, kiedy rozpoczął działalność, wrocławski SHOCK TEAM przyjął także wielu pacjentów z innych szpitali Dolnego Śląska, zapewniając im dostęp do najnowocześniejszych metod leczenia, takich jak mechaniczne wspomaganie krążenia (Impella, ECMO) czy transplantacja serca.
– Udało nam się osiągnąć wyniki zbliżone do tych notowanych w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej – podkreśla prof. Wiktor Kuliczkowski, który wraz z zespołem jest autorem tego unikatowego projektu i dodaje: – To efekt połączenia nowoczesnych technologii i pracy zespołowej. Ale równie ważne jest to, by pacjent nie został sam po opuszczeniu szpitala. Grupa wsparcia psychologicznego będzie naturalnym uzupełnieniem tego, co robimy na oddziale.
Nowy etap opieki
Planowana grupa wsparcia to kolejny krok w budowaniu kompleksowej opieki nad pacjentami po wstrząsie kardiogennym. W przyszłości zespół USK rozważa także stworzenie dedykowanej ścieżki konsultacyjnej dla tych chorych, aby mieli łatwiejszy i szybszy dostęp do lekarza w razie wątpliwości.
– Wysiłek naszych zespołów obserwuję na co dzień. Widzę zaangażowanie non-stop: informację i reakcję niezależnie od pory i dnia tygodnia. To nie są tylko słowa - to codzienna rzeczywistość, która ratuje życie. To szczególnie ważne, bo wstrząs kardiogenny to jedno z najtrudniejszych wyzwań medycznych. Kiedy mówimy o procentach i statystykach, łatwo zapomnieć, że za nimi stoją konkretni ludzie - pacjenci i ich rodziny, którzy przeżyli traumę śmiertelnego zagrożenia. Dlatego cieszę się, że Instytut Chorób Serca nie poprzestał na doskonałej opiece interwencyjnej. Dzięki modelowi SHOCK TEAM, skoordynowanej pracy kardiologów, kardiochirurgów, anestezjologów i perfuzjonistów, udało się obniżyć śmiertelność wewnątrzszpitalną i to jest ogromny sukces, z którego wszyscy możemy być dumni – mówi prof. dr hab. Piotr Ponikowski, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i dyrektor Instytutu Chorób Serca USK i dodaje: – Medycyna to nie tylko procedury i urządzenia - choć i one mają zasadnicze znaczenie (mówię tu o mechanicznych systemach wspomagania krążenia, o operacjach ratujących życie, o możliwościach przeszczepowych). Równie ważna jest opieka po wyjściu ze szpitala: pomoc psychologiczna, wsparcie rehabilitacyjne, dostęp do informacji i poczucie bezpieczeństwa. Inicjatywa „Wstrząśnięty, niezmieszany” oraz powoływana grupa wsparcia psychologicznego to naturalne uzupełnienie naszych działań medycznych. Dają one pacjentom przestrzeń, by opowiedzieć swoją historię, przepracować lęk i odbudować codzienność.
Uniwersytet Medyczny i Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu zacieśniają współpracę z dolnośląskimi szpitalami
Wrocław, 25.09.2025 r.
Uniwersytet Medyczny i Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu zacieśniają współpracę z dolnośląskimi szpitalami
Uniwersytet Medyczny im. Piastów Śląskich we Wrocławiu (UMW) oraz Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu (USK), podczas ostatniego posiedzenia Senatu UMW powołały wspólnego Pełnomocnika ds. Uniwersyteckiej Sieci Edukacji Klinicznej (USEK). Ta decyzja stanowi kluczowy krok w zacieśnianiu strategicznej współpracy z dolnośląskimi szpitalami, a jej nadrzędnym celem jest podniesienie jakości kształcenia kadr medycznych oraz opieki zdrowotnej w całym regionie.
Nowym pełnomocnikiem została Anna Paluchiewicz, kierownik Działu Zarządzania Zespołami Ludzkimi Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.
– Uniwersytecka Sieć Edukacji Klinicznej to platforma współpracy mająca na celu ścisłą integrację edukacji, badań naukowych i praktyki klinicznej – wyjaśnia Anna Paluchiewicz. – Projekt zakłada stworzenie spójnego systemu, który umożliwi wspólne kształcenie studentów kierunków medycznych oraz zapewni warunki do systematycznego rozwoju zawodowego personelu.
Główne zadania sieci obejmują rozwój kadr medycznych, wdrażanie wspólnych standardów leczenia oraz optymalizację procesów i procedur, a w następstwie lepsze wykorzystania istniejących zasobów i infrastruktury szpitalnej. Inicjatywa będzie również wspierać rozwój innowacji oraz realizację wspólnych projektów badawczych, co pozwoli na efektywne łączenie najnowszych osiągnięć nauki z codzienną praktyką medyczną.
Działania podejmowane w ramach USEK mają bezpośrednio przyczynić się do rozwoju kompetencji personelu medycznego i systematycznej poprawy bezpieczeństwa pacjentów na Dolnym Śląsku. Wspólne powołanie Pełnomocnika wyznacza kolejny etap w realizacji tego ambitnego przedsięwzięcia, które ma trwale wzmocnić system opieki zdrowotnej w regionie.
– Współczesna medycyna opiera się na współpracy i ciągłym rozwoju. Powołanie USEK to fundament pod budowę silnego ekosystemu medycznego na Dolnym Śląsku – podkreśla dr Marcin Drozd, dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. – Ta platforma nie tylko zoptymalizuje wykorzystanie naszych wspólnych zasobów, ale przede wszystkim stworzy unikalne warunki do kształcenia najlepszych studentów i rozwoju zawodowego kadry medycznej. To inwestycja w ludzi, którzy stanowią o sile naszego szpitala i całej regionalnej opieki zdrowotnej.
– Udało nam się osiągnąć wyniki zbliżone do tych notowanych w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej – podkreśla prof. Wiktor Kuliczkowski, który wraz z zespołem jest autorem tego unikatowego projektu i dodaje: – To efekt połączenia nowoczesnych technologii i pracy zespołowej. Ale równie ważne jest to, by pacjent nie został sam po opuszczeniu szpitala. Grupa wsparcia psychologicznego będzie naturalnym uzupełnieniem tego, co robimy na oddziale.
Nowy etap opieki
Planowana grupa wsparcia to kolejny krok w budowaniu kompleksowej opieki nad pacjentami po wstrząsie kardiogennym. W przyszłości zespół USK rozważa także stworzenie dedykowanej ścieżki konsultacyjnej dla tych chorych, aby mieli łatwiejszy i szybszy dostęp do lekarza w razie wątpliwości.
– Wysiłek naszych zespołów obserwuję na co dzień. Widzę zaangażowanie non-stop: informację i reakcję niezależnie od pory i dnia tygodnia. To nie są tylko słowa - to codzienna rzeczywistość, która ratuje życie. To szczególnie ważne, bo wstrząs kardiogenny to jedno z najtrudniejszych wyzwań medycznych. Kiedy mówimy o procentach i statystykach, łatwo zapomnieć, że za nimi stoją konkretni ludzie - pacjenci i ich rodziny, którzy przeżyli traumę śmiertelnego zagrożenia. Dlatego cieszę się, że Instytut Chorób Serca nie poprzestał na doskonałej opiece interwencyjnej. Dzięki modelowi SHOCK TEAM, skoordynowanej pracy kardiologów, kardiochirurgów, anestezjologów i perfuzjonistów, udało się obniżyć śmiertelność wewnątrzszpitalną i to jest ogromny sukces, z którego wszyscy możemy być dumni – mówi prof. dr hab. Piotr Ponikowski, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i dyrektor Instytutu Chorób Serca USK i dodaje: – Medycyna to nie tylko procedury i urządzenia - choć i one mają zasadnicze znaczenie (mówię tu o mechanicznych systemach wspomagania krążenia, o operacjach ratujących życie, o możliwościach przeszczepowych). Równie ważna jest opieka po wyjściu ze szpitala: pomoc psychologiczna, wsparcie rehabilitacyjne, dostęp do informacji i poczucie bezpieczeństwa. Inicjatywa „Wstrząśnięty, niezmieszany” oraz powoływana grupa wsparcia psychologicznego to naturalne uzupełnienie naszych działań medycznych. Dają one pacjentom przestrzeń, by opowiedzieć swoją historię, przepracować lęk i odbudować codzienność.
Źródło: Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu
Źródło: Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu
Odporność populacyjna to nasza tarcza. Ekspert USK we Wrocławiu o nadchodzącym sezonie infekcyjnym, znaczeniu szczepień i dezinformacji
Wrocław, 16.09.2025 r.
Odporność populacyjna to nasza tarcza.
Ekspert USK we Wrocławiu
o nadchodzącym sezonie infekcyjnym,
znaczeniu szczepień i dezinformacji
Nowa szczepionka przeciw grypie jest już dostępna, a 22 września pojawi się zaktualizowany preparat na COVID-19. Mimo to w Polsce wciąż szczepi się zaledwie kilka procent populacji. O ryzyku bagatelizowania grypy i znaczeniu szczepień mówi ekspert z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.
Szczepienia to jedna z najskuteczniejszych metod profilaktyki zdrowotnej – chronią nie tylko osobę zaszczepioną, ale też jej bliskich i całe społeczeństwo. W przypadku grypy czy COVID-19 szczepionka zmniejsza ryzyko ciężkiego przebiegu choroby, hospitalizacji, a także groźnych powikłań, takich jak zapalenie płuc, niewydolność krążeniowo-oddechowa czy nawet udar i zawał. Eksperci podkreślają, że koszt szczepienia – często dostępnego bezpłatnie – jest nieporównywalnie niższy od kosztów leczenia i długotrwałej rekonwalescencji.
Budowanie tzw. odporności populacyjnej ma kluczowe znaczenie, zwłaszcza w sezonie zwiększonej zachorowalności. Im więcej osób się zaszczepi, tym mniejsze są szanse na szybkie rozprzestrzenianie się wirusa i tym lepiej chronione są osoby szczególnie narażone – seniorzy, przewlekle chorzy czy pacjenci z obniżoną odpornością. To właśnie w tej grupie grypa i COVID mogą prowadzić do najpoważniejszych powikłań, a nawet zgonów.
Lekarze z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu przypominają, że najlepszy moment na szczepienie przeciw grypie to początek sezonu jesienno-zimowego, zanim liczba zachorowań gwałtownie wzrośnie. Z kolei zaktualizowana szczepionka przeciw COVID-19, dostępna już od konca września, pozwala przygotować organizm na nowe warianty wirusa.
Choć wciąż niewielu Polaków decyduje się na szczepienia, eksperci apelują: to najprostszy sposób, by uniknąć powikłań, a często uratować życie. Realnym zagrożeniem i czymś co zniechęca do tej formy zabezpieczenia zdrowia, mogą być rozsiewane fake newsy i dezinformacja.
W dobie mediów społecznościowych niezwykle ważna jest czujność wobec tych zjawisk często dotykających tematyki szczepień. Fałszywe informacje często bazują na emocjach i mogą negatywnie nastawiać do działań profilaktycznych, które ratują zdrowie i życie. Eksperci apelują, by korzystać wyłącznie ze sprawdzonych źródeł – takich jak komunikaty Ministerstwa Zdrowia, Głównego Inspektoratu Sanitarnego czy rekomendacje lekarzy. To wiedza oparta na badaniach naukowych, a nie na opiniach z forów internetowych, pozwala podejmować bezpieczne i odpowiedzialne decyzje zdrowotne.
Warto też pamiętać, że współczesna dezinformacja przybiera coraz bardziej wyrafinowane formy. Dzięki narzędziom sztucznej inteligencji można dziś w kilka chwil wygenerować realistyczne obrazy czy nagrania, które mają uwiarygodnić fałszywe treści. Takie materiały bywają trudne do odróżnienia od prawdziwych i mogą wywoływać nieuzasadniony lęk lub poczucie fałszywego bezpieczeństwa. W ostatnim czasie zaczęły się pojawiać fałszywe nagrania i materiały, wykorzystujące wizerunek ekspertów USK. Choć wyglądają na realne, to materiały te są fałszywe. Dlatego tak ważne jest krytyczne podejście do informacji znalezionych w internecie oraz weryfikowanie ich w sprawdzonych źródłach – u lekarzy, w oficjalnych komunikatach USK, czy wspomnianych instytucji zdrowia publicznego lub stronach organizacji naukowych.
„Rozsądek i profilaktyka to nasza najlepsza broń” – podkreśla prof. dr hab. Jarosław Drobnik – naczelny epidemiolog Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.
* * *
Poniżej przesyłamy pełny tekst wywiadu z prof. dr. Hab. Jarosławem Drobnikiem, naczelnym epidemiologiem USK we Wrocławiu.
Czy to jest nowy rodzaj szczepionki przeciw grypie i czy można już decydować się na szczepienie?
Tak, powoli trafia na rynek. To nie jest zupełnie nowa szczepionka, raczej kolejne warianty tej, którą znamy od lat. Co roku eksperci analizują prawdopodobieństwo wystąpienia określonych mutacji wirusa grypy i na tej podstawie przygotowuje się preparat na nadchodzący sezon. Od kilku lat dostępne są szczepionki czterowalentne, które zabezpieczają przed wszystkimi najczęściej występującymi wariantami.
Tyle że poprzednie lata pokazują bardzo niskie zainteresowanie – raptem 3–5 procent Polaków się szczepi. Widać teraz większy ruch?
Na szczęście nie maleje, ale nadal to zdecydowanie za mało. Kilkuprocentowa wyszczepialność jest absolutnie niezadowalająca. Młodzi często myślą, że „są niezniszczalni” i nawet jeśli zachorują, przejdą grypę lekko. To mit. A osoby starsze, szczególnie z grup ryzyka, powinny pamiętać o szczepieniu bezwzględnie. Warto podkreślić, że badania pokazały: po przechorowaniu grypy w ciągu kilku tygodni rośnie ryzyko udaru i zawału. Szczepionka zmniejsza to ryzyko. Do tego często jest darmowa, a leczenie objawowe i tak kosztuje – i to nie tylko pieniądze, ale też absencję w pracy i powrót do łóżka. Trudno mi zrozumieć, dlaczego ludzie z tego nie korzystają.
Przeciwnicy szczepień podnoszą argument o powikłaniach po szczepionce. Spotyka się Pan z tym w praktyce?
A dlaczego nie mówią o powikłaniach po samej grypie? O kosztach, o zgonach wśród osób starszych? Kilka lat temu w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym analizowaliśmy wpływ grypy na seniorów z wielochorobowością. Wyniki jasno pokazały: ryzyko zgonu u tych pacjentów jest sześciokrotnie wyższe niż w innych grupach. Grypa obciąża serce, płuca, szybko prowadzi do niewydolności krążeniowo-oddechowej, zapaleń płuc czy oskrzeli. To prosta droga do poważnych powikłań. Namawiam wszystkich znajomych seniorów do szczepienia – wielu z nich korzysta. Niestety, w tym roku widziałem kilka przypadków osób starszych, które się nie zaszczepiły i zmarły właśnie z powodu takich powikłań.
Wrzesień to dopiero początek sezonu infekcyjnego. Widać już wzrost zachorowań?
Na grypę jeszcze nie – to dopiero czas na szczepienie, najlepszy moment, by zbudować odporność. Jeśli chodzi o COVID – rzeczywiście obserwujemy lekkie „drgnięcie”, ale w moim szpitalu na razie nie ma problemu. Przypadków jest trochę więcej, ale to nadal poziom ambulatoryjny.
Szef GIS mówił o 10 tysiącach zachorowań tygodniowo.
Tak i to bardzo prawdopodobne. Większość przypadków COVID ma dziś przebieg ambulatoryjny, ale bywa uciążliwy. Ostatnio wielu moich znajomych miało objawy gastryczne, przypominające tzw. „grypę jelitową”, bardzo oporną na leczenie. Widzimy też sporo dolegliwości ze strony górnych dróg oddechowych i pokarmowych. Szczęśliwie, nie wymagają one hospitalizacji. Natomiast u osób, które przeszły COVID, obserwujemy utrzymujące się osłabienie, problemy z koncentracją, okresowe „przymgławienie”. To ewidentnie efekt zakażenia.
Za chwilę, 22 września, ma być nowa szczepionka na COVID – na nowy wariant?
Tak, technologia mRNA pozwala dość szybko aktualizować preparaty. Oczywiście wirusa nie dogonimy, bo mutuje znacznie szybciej niż grypa, ale szczepionka zawsze pobudza układ odpornościowy. Nawet jeśli nie zapobiega samemu zakażeniu, to znacząco – właściwie całkowicie – chroni przed ciężkim przebiegiem choroby.
Czwartą dawkę przyjęło niewiele osób. Czy liczy Pan, że piąta spotka się z większym zainteresowaniem?
Organizacja czwartej dawki rzeczywiście była niefortunna – weszła późno, na szczycie zachorowań, do tego z problemami z dostępnością. Liczę, że teraz nowe rozporządzenia poszerzą dostęp, zwłaszcza w aptekach. Już pierwsze punkty POZ szczepią, dostępność poprawia się z dnia na dzień.
Co do masowych szczepień – nie jestem optymistą. Brakuje edukacji zdrowotnej, a dyskusja o zdrowiu w szkołach sprowadzana jest do polityki. To dla mnie jako lekarza, epidemiologa i ojca naprawdę przykre. Liczę przede wszystkim na rozsądek tych, którzy już się szczepili i mogą zachęcać innych.
Czy można przyjąć jednocześnie szczepionkę na grypę i COVID?
Tak, nie ma przeciwwskazań. Trzeba tylko pamiętać, żeby nie podawać obu dawek w to samo ramię. Może pojawić się lekkie złe samopoczucie, ale doświadczenie pokazuje, że to w pełni bezpieczne i bardzo praktyczne rozwiązanie.
Rodzice dają przykład dzieciom. A czy rozważa się obowiązkowe szczepienia dla personelu medycznego?
Na razie nie – nie ma rejestru, nie ma przymusu. Obowiązek dotyczy tylko WZW typu B. Ale uważam, że temat powinien być szerszy. Nie tylko medycy powinni dawać przykład. Moim zdaniem w okresach wzrostu zachorowań przyjęcia planowe do szpitala mogłyby być warunkowane szczepieniem – bo pacjent może być bezobjawowym nosicielem i zarazić innych.
Ale takich wymogów teraz nie stosujecie.
Nie mamy takich narzędzi. Przed pandemią wprowadziliśmy w naszym szpitalu zasadę, że na oddziałach wysokiego ryzyka, np. internistycznych czy geriatrycznych, planowe przyjęcia w sezonie grypowym były uzależnione od szczepienia. Początkowo budziło to emocje, ale starsi pacjenci rozumieli sytuację i akceptowali ten warunek. Niestety COVID przerwał ten projekt.
Dziś pozostaje więc jedynie zalecenie.
Tak. Jeśli trafiasz do szpitala, pamiętaj: twój stan zdrowia sprawia, że jesteś podatniejszy na zakażenia. Spotykasz też innych pacjentów i odwiedzających, którzy mogą być nosicielami. To dodatkowe ryzyko, więc szczepienie to po prostu rozsądny wybór.
Kontakt:
Tomasz Król, Rzecznik Prasowy USK we Wrocławiu
tel. 71 733 10 55, 662 232 599, e-mail:
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
Co czwarty pacjent ma zmiany przedrakowe. Wywiad z ekspertem USK we Wrocławiu o profilaktyce raka jelita grubego
Wrocław, 19.09.2025 r.
Co czwarty pacjent ma zmiany przedrakowe.
Wywiad z ekspertem USK we Wrocławiu
o profilaktyce raka jelita grubego
Ponad 25 procent pacjentów badanych profilaktycznie w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu ma zmiany, które mogą prowadzić do rozwoju raka jelita grubego. Najbardziej niepokojące jest to, że większość z nich o tym nie wie, bo nie ma żadnych objawów. Jest jednak proste rozwiązanie, które ratuje życie: kolonoskopia. Nadal jednak pacjenci mają obawy przed badaniem. Jak przełamać strach? Jak wygląda badanie w znieczuleniu? Kto może skorzystać z bezpłatnych badań przesiewowych? O tym wszystkim opowiada Jarosław Wierzbicki, kierownik Działu Diagnostyki Endoskopowej USK we Wrocławiu, ekspert z ponad 30-letnim doświadczeniem.
W Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu wykonywanych jest ponad 2000 badań przesiewowych rocznie. Aż u co czwartego pacjenta wykrywane są zmiany przedrakowe, które w wielu przypadkach można usunąć od razu podczas kolonoskopii. Co szczególnie istotne, to najskuteczniejsze badanie profilaktyczne w kierunku raka jelita grubego – nowotworu, który co roku diagnozowany jest u tysięcy Polaków. Dzięki temu pacjent unika rozwoju choroby nowotworowej, często nawet nie zdając sobie sprawy, że był w grupie ryzyka – większość osób nie ma bowiem żadnych objawów.
Procedura jest bezpieczna, przeprowadzana w znieczuleniu i z zachowaniem pełnej intymności. Pacjent otrzymuje specjalne jednorazowe spodenki, a komfort zapewnia sedacja dożylna, którą stosuje się w standardzie. Kolonoskop wyposażony w kamerę pozwala lekarzowi dokładnie obejrzeć jelito, usunąć ewentualne polipy i pobrać materiał do badania histopatologicznego. Przy odpowiednim przygotowaniu – przede wszystkim oczyszczeniu jelita dzień przed badaniem – kolonoskopia jest szybka i wiarygodna, a po jej zakończeniu pacjent może wrócić do codziennych czynności.
Specjaliści USK podkreślają, że profilaktyka ratuje życie. Program badań przesiewowych dostępny jest bez skierowania dla osób w wieku 50–65 lat oraz dla pacjentów po 40. roku życia z obciążeniami rodzinnymi. Wystarczy spełnić kryteria wiekowe i zgłosić się do pracowni endoskopowej.
– Zdarza się, że pacjenci odkładają badanie z obawy przed dyskomfortem, ale to właśnie profilaktyczna kolonoskopia daje największą szansę, by w porę zapobiec chorobie i uniknąć skomplikowanego leczenia onkologicznego – zaznaczają eksperci.
* * *
Poniżej przesyłamy pełny tekst wywiadu z drem Jarosławem Wierzbickim, kierownikiem Pracowni Endoskopowej USK we Wrocławiu.
Pracownia endoskopowa działająca przy USK należy do jednej z największych w regionie. Ilu pacjentów zgłasza się na kolonoskopię?
– Wykonujemy ponad 14 000 badań przewodu pokarmowego rocznie, w tym ponad 2000 kolonoskopii przesiewowych, dedykowanych pacjentom w wieku 50–65 lat (bez podejrzeń raka) oraz osobom po 40. roku życia z obciążeniami rodzinnymi. Program przesiewowy, dostępny bez skierowania, przynosi wymierne korzyści – wykrywalność polipów gruczołowych (stanów przedrakowych) wynosi ponad 25%. Dla wielu pacjentów to duże zaskoczenie, bo nie mieli żadnych objawów. Być może właśnie to, że zdecydowali się na badanie profilaktyczne, uratowało im życie. Choć u niektórych zdarzały się sporadyczne krwawienia, często wiązane z hemoroidami, większość pacjentów zgłasza się bez jakichkolwiek symptomów. Do programu można przystąpić bez objawów i bez skierowania – wystarczy spełnić kryteria wiekowe lub rodzinne. Warunkiem jest również to, by w ciągu ostatnich 10 lat nie była wykonywana kolonoskopia.
Co dzieje się w przypadku wykrycia zmiany w jelicie grubym?
– U większości pacjentów polipy, które mają do 15 mm, usuwamy od razu w pierwszym badaniu. Bardzo duże polipy usuwamy, odsyłając pacjenta do polipektomii w warunkach naszego szpitala. Usunięte zmiany poddawane są badaniu histopatologicznemu i na tej podstawie ustalane jest dalsze postępowanie. Może to być kolejna kolonoskopia za kilka lat, albo nadzór, jeśli była to zmiana w postaci dużej dysplazji lub przedinwazyjnego raka. Pacjent może być również kwalifikowany do leczenia operacyjnego, jeśli zmiana jest inwazyjna.
Kolonoskopia wciąż budzi obawy i skrępowanie. Jak w praktyce wygląda badanie?
– Staramy się maksymalnie zadbać o intymność pacjenta. Badany ma możliwość przebrania się w osobnym pomieszczeniu i otrzymuje jednorazową bieliznę – do kolonoskopii są to specjalne spodenki. Badania wykonujemy w sedacji dożylnej (znieczuleniu). Wyjątek stanowią pacjenci, którzy wyraźnie proszą o badanie bez znieczulenia. Standardem jest jednak znieczulenie dożylne. Bardzo ważne jest zapewnienie komfortu pacjentowi, ponieważ badania te są często wykonywane wielokrotnie. Jeśli pacjent zrazi się przy pierwszym podejściu, to później albo nie przyjdzie, albo będzie unikał badania. To ważne, aby miał komfort w trakcie i po badaniu, i żeby nie był do tego zniechęcony.
Bez znieczulenia kolonoskopia może być bolesna?
– To badanie może być co najmniej nieprzyjemne, zwłaszcza u pacjentów, którzy mają skomplikowaną budowę jelita, a tacy też się zdarzają. Przede wszystkim u pacjentów po przebytych zabiegach operacyjnych, szczególnie kobiet po dużych zabiegach ginekologicznych. W miejsce usuniętych narządów rodnych wchodzi jelito, powstają zrosty, zagięcia nieanatomiczne, co utrudnia przejście i czyni badanie bardziej bolesnym.
Wielu pacjentów zastanawia się, jak wygląda samo narzędzie i jak przebiega badanie. Może Pan opisać krok po kroku, na czym polega kolonoskopia?
– Są to kolonoskopy specjalnie przystosowane do wykonywania tych badań. Są dłuższe od większości endoskopów do badania górnego odcinka przewodu pokarmowego. Grubość wynosi około 11-12 mm, w zależności od typu urządzenia. Do światła jelita podaje się gaz – można wykonywać w atmosferze powietrza albo w atmosferze dwutlenku węgla. Badania w dwutlenku węgla są lepiej tolerowane przez pacjentów, łatwiej jest wykonać nawet badanie bez znieczulenia, a uczucie wzdęcia po badaniu szybciej znika. Na końcu kolonoskopu znajduje się kamera, która umożliwia nam obejrzenie wszystkich zmian po rozpompowaniu światła przewodu pokarmowego. Mamy też możliwość płukania w trakcie badania, pobierania wycinków szczypcami oraz wprowadzania narzędzi do usunięcia zmian w świetle jelita.
Jak głęboko wprowadzany jest kolonoskop i czy pacjent może się obawiać, że uszkodzi Pan jelito?
– Standardowe kolonoskopy mają długość 130 lub 160 cm, to tak zwane długie endoskopy. Staramy się osiągać blisko 100% długości całego jelita. Nie musimy wprowadzać endoskopu na całą głębokość, bo przy prawidłowo założonym endoskopie jelito nasuwa się na endoskop. Osiągnięcie kątnicy, czyli końcówki jelita grubego, najczęściej mamy na 60-80 cm.
Jak przygotować się do badania, żeby było ono jak najbardziej wiarygodne?
– Bardzo ważne jest kilkudniowe zachowanie odpowiedniej diety. Pacjent jest informowany przy rejestracji, jaka to powinna być dieta przez kilka dni. Dzień przed badaniem trzeba wypić płyn, którym jelito jest oczyszczone. To może być nieprzyjemne, ale staramy się stosować takie środki, które są lepiej tolerowane, jeśli chodzi o wymioty. Przeciętnie przed badaniem trzeba wypić od 3 do 4 litrów płynu. Są stosowane różne środki, niektóre z nich są całkiem dobrze tolerowane, nie przypominają już wody z mydłem, są smakowe. Wystarczy wypić małą ilość płynu, popijając dużą ilością wody, i to jest łatwiejsze do zniesienia
Kiedy najlepiej zrobić kolonoskopię?
– Programy profilaktyczne są konstruowane tak, aby uzyskać największy efekt przy określonych nakładach finansowych, więc dotyczą grup największego ryzyka i największej szansy na wychwycenie stanów przednowotworowych. Natomiast sporadycznie zdarza się, że groźne polipy gruczołowe występują u osób nawet w wieku 18, 19 lat, a zdecydowanie poniżej 40 czy 50 roku życia. Na pewno wcześniej niż przewiduje to program przesiewowy powinny zgłaszać się na badanie osoby, u których pojawiają się niepokojące objawy, np. krew utajona w stolcu, a już szczególnie, jeśli obserwują ewidentnie jawne krwawienie z odbytu, albo osoby obciążone po 40. roku życia, w szczególności te obciążone nowotworami w rodzinie.
Czym ryzykujemy nie badając się?
– W złym scenariuszu rozwojem raka jelita grubego, który jest jednym z najczęstszych i najgroźniejszych nowotworów. Konsekwencje mogą być różne: od leczenia operacyjnego, konieczności poddania się radio- lub chemioterapii, lub obu jednocześnie. Istnieje zagrożenie pojawienia się przerzutów i zagrożenie życia. Nie wszyscy z inwazyjnym rakiem przeżywają, mimo że mamy do dyspozycji coraz bardziej zaawansowane i skuteczne terapie.
W swojej wieloletniej praktyce widzi Pan, że za późno się zgłaszamy?
– Zgłaszalność pacjentów zdecydowanie poprawia się w ostatnich latach, choć nie można mówić o radykalnym wzroście. Natomiast zdarzają się pacjenci, którzy już mieli usuwane groźne zmiany, potem sobie zlekceważyli problem i przychodzą z rakiem. To jest ich duża niefrasobliwość, bo wiedzieli, że mają na przykład obciążenie rodzinne, mieli polipy i wiedzieli, że mieli wykonać badanie po kilku latach, a przychodzą po 10 czy kilkunastu latach już z inwazyjnym rakiem. Takie przypadki niestety też się zdarzają
Jak już kogoś przekonaliśmy, że warto się badać, to powiedzmy jeszcze, jak długo trzeba czekać?
– Na badanie przesiewowe pacjenci czekają zazwyczaj nie dłużej niż miesiąc, choć zależy to od okresu. Zdarzają się momenty, gdy zgłasza się ich więcej i czas oczekiwania nieco się wydłuża, ale bywa też odwrotnie – w okresach wakacyjnych czy świątecznych badanie można wykonać szybciej, nawet w czasie krótszym niż miesiąc. Znacznie dłużej trzeba czekać ze skierowaniem od lekarza podstawowej opieki zdrowotnej – w trybie planowym termin sięga prawie roku. Takie są średnie realia we Wrocławiu, jeśli chodzi o planowe kolonoskopie. Warto jednak pamiętać, że zmiany w jelicie grubym nie rozwijają się błyskawicznie, dlatego czas oczekiwania – poza sytuacjami pilnymi – nie jest czynnikiem decydującym. W przypadku pacjentów zakwalifikowanych jako pilni, kolejka wynosi około trzech miesięcy. Oczywiście zdarzają się indywidualne przypadki, w których – po konsultacji i uzasadnieniu medycznym – badanie można przeprowadzić wcześniej. Trzeba podkreślić, że w ostatnich latach NFZ znacząco zwiększył liczbę kontraktowanych świadczeń, co stanowi duży krok naprzód. Rośnie także świadomość społeczna, a wraz z nią zapotrzebowanie na tego typu badania. Co istotne, świadczenia endoskopowe nie są limitowane, co pokazuje, jak duża i wciąż rosnąca jest potrzeba ich wykonywania.
Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu walczy z nowotworami głowy i szyi – nie zwlekaj, nie ignoruj objawów, zadzwoń
Wrocław, 18.09.2025 r.
Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu
walczy z nowotworami głowy i szyi – nie zwlekaj,
nie ignoruj objawów, zadzwoń
„Równy Dostęp – Równe Szanse” – to hasło XIII edycji Europejskiego Tygodnia Profilaktyki Nowotworów Głowy i Szyi. W akcję aktywnie włącza się Klinika Otolaryngologii, Chirurgii Głowy i Szyi Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu (USK). Celem kampanii, trwającej od 15 do 20 września, jest zwiększenie społecznej świadomości na temat objawów oraz czynników ryzyka.
Klinika Otolaryngologii, Chirurgii Głowy i Szyi USK już od jej pierwszej edycji w 2013 roku aktywnie uczestniczy w europejskiej kampanii. Jak mówi prof. dr hab. Tomasz Zatoński, kierownik kliniki, głównym celem jest dotarcie do potencjalnych pacjentów i objęcie ich kompleksowym leczeniem już na początkowym etapie rozwoju choroby.
– Edukacja jest skierowana nie tylko do potencjalnych pacjentów, ale także do lekarzy rodzinnych, stomatologów, pielęgniarek, a nawet członków rodziny czy sąsiadów. Ich czujność może pomóc w zauważeniu symptomów, które osoba chorująca może przeoczyć – zaznacza prof. Zatoński.
Specjaliści z wrocławskiej kliniki podkreślają, że nowotwory głowy i szyi coraz częściej dotyczą osób młodych i aktywnych, a obok tradycyjnych czynników ryzyka, takich jak długotrwałe palenie tytoniu i nadużywanie alkoholu, coraz większe znaczenie ma wirus brodawczaka ludzkiego (HPV). Kluczowe jest zwrócenie uwagi na objawy, które mogą być łatwe do zbagatelizowania. Prof. Zatoński apeluje, by każdy, kto zaobserwuje u siebie jeden z kluczowych objawów, utrzymujący się dłużej niż trzy tygodnie, zgłosił się do laryngologa.
– Niepokojąca powinna być przewlekła chrypka, ból, drapanie gardła, jednostronny wyciek z nosa, zmiany na błonie śluzowej, jamy ustnej czy języka albo guz na szyi – wymienia ekspert.
– To są takie objawy, które nie powinny trwać dłużej niż kilka dni, a jeżeli trwają dłużej niż trzy tygodnie, to na pewno jest to powód, żeby zgłosić się do laryngologa.
W ramach XIII Europejskiego Tygodnia Profilaktyki Nowotworów Głowy i Szyi, Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu udostępnia specjalny numer telefonu do konsultacji. Jak tłumaczy prof. Zatoński każdy, kto ma wymienione wyżej objawy, a oprócz tego jest palaczem, ma ryzyko infekcji wirusem brodawczaka ludzkiego i chce się zbadać, może zatelefonować na ten numer.
– Po wstępnej ocenie telefonicznej pacjenci zostaną zaproszeni na badanie endoskopowe nosa, nosogardła, gardła i krtani bez skierowania i niepotrzebnych formalności. W razie potrzeby wykonywane będą także dalsze badania, takie jak USG szyi, tomografia komputerowa czy rezonans magnetyczny, a także biopsje w celu potwierdzenia charakteru histopatologicznego guza – wyjaśnia.
Rocznie na Dolnym Śląsku diagnozuje się około 200-230 przypadków nowotworów głowy i szyi. Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu zapewnia pełen zakres potrzeb zabiegowych, realizując procedury chirurgiczne wykonywane przez otolaryngologów i chirurgów szczękowo-twarzowych, w zależności od lokalizacji guza. Szpital oferuje również leczenie niechirurgiczne, takie jak radioterapia i chemioterapia.
– Jesteśmy w stanie realizować procedury chirurgiczne, które tym pacjentom mogą zapewnić zdrowie czy uratować życie. Jeżeli tylko dotrą do nas w odpowiednio wczesnym stadium choroby – dodaje prof. Zatoński.
Wrocławska klinika zajmuje się diagnostyką i leczeniem nowotworów jamy ustnej, gardła, krtani, ślinianek, nosa, nosogardła, zatok, uszu, a także zmian w węzłach chłonnych szyi, które mogą być zmianami przerzutowymi lub mieć etiologię hematologiczną.
– Dzięki działaniom edukacyjnym obserwowana jest rosnąca świadomość społeczeństwa. Coraz rzadziej trafiamy takie monstrualnie duże guzy, które 10, 15 lat temu zdarzały się w centrum Wrocławia i nikt na to nie reagował. Sąsiadka, rodzina, nikt nie zwracał uwagi na to, że proszę pani, ma pani na szyi guz wielkości grejpfruta, to chyba trzeba pójść z tym do laryngologa. Teraz takie sytuacje są rzadsze - wyjaśnia.
Kampania edukacyjna ma również za zadanie zwalczać błędne opinie i nieprawdziwe informacje krążące w internecie, na przykład twierdzenie, że lepiej guza nie ruszać, bo się rozsieje.
Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu zachęca do czujności i skorzystania z oferowanej pomocy w ramach XIII Europejskiego Tygodnia Profilaktyki Nowotworów Głowy i Szyi.
Zadzwoń i skonsultuj się 24 września (środa) w godz. 10.00-13.00 pod nr tel. +48 519 303 211.
Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu wprowadza akademicką terapię CAR-T w leczeniu chłoniakó
Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu wprowadza
akademicką terapię CAR-T w leczeniu chłoniaków
W Klinice Hematologii, Terapii Komórkowych i Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Medycznego (UMW) we Wrocławiu w sierpniu br. podano pierwsze w Polsce akademickie komórki CAR-T
w terapii chłoniaka. To wydarzenie jest ważne nie tylko dla samej uczelni, lecz także całego systemu ochrony zdrowia. Po raz pierwszy w kraju zastosowano bowiem terapię CAR-T opracowaną
i wytworzoną w ośrodku akademickim. Było to możliwe dzięki dofinansowaniu przez Agencję Badań Medycznych projektu badawczego oraz prywatnym darowiznom, wspierającym działania naukowe kliniki.
Terapia CAR-T polega na wykorzystaniu własnych limfocytów pacjenta, które – po odpowiedniej modyfikacji genetycznej – są zdolne do rozpoznawania i niszczenia komórek nowotworowych. Zmodyfikowane limfocyty pacjenta rozpoznają określony antygen (w przypadku chłoniaków jest to CD19) i skutecznie eliminują komórki nowotworowe, które go posiadają.
Zalety terapii akademickiej
Rozwój tej metody na świecie toczy się dwoma równoległymi torami. Z jednej strony są to komercyjne produkty firm farmaceutycznych, a z drugiej projekty prowadzone przez uniwersytety i ośrodki badawcze. Obie te ścieżki wzajemnie się uzupełniają.
– Wersja opracowywana w ośrodkach akademickich wyróżnia się kilkoma istotnymi zaletami – tłumaczy prof. Tomasz Wróbel, kierownik Kliniki Hematologii, Terapii Komórkowych i Chorób Wewnętrznych UMW. – Przede wszystkim jest znacznie tańsza od terapii komercyjnych – koszt jej wytworzenia jest co najmniej trzykrotnie niższy. Równie ważny jest czas. Cały proces, od momentu pobrania komórek do ich podania pacjentowi, jest nawet dwukrotnie szybszy niż w przypadku preparatów komercyjnych. Ma to ogromne znaczenie w leczeniu agresywnych nowotworów, gdzie czas odgrywa kluczową rolę.
Ważny jest także fakt, że akademicka terapia CAR-T otwiera możliwość leczenia pacjentów, którzy mają wskazania medyczne, ale z różnych powodów nie kwalifikują się do refundowanej terapii komercyjnej.
– Dotyczy to zwłaszcza osób starszych, po 70. roku życia, a także chorych z nietypowymi podtypami chłoniaka, którzy nie mieszczą się w kryteriach komercyjnych programów refundacyjnych – wyjaśnia prof. Anna Czyż, z-ca kierownika Kliniki Hematologiii, Terapii Komórkowych i Chorób Wewnętrznych UMW. – Dzięki temu ośrodki akademickie poszerzają dostęp do nowoczesnej immunoterapii. 76-letni pacjent ze wznową agresywnego chłoniaka, któremu jako pierwszemu podano w naszej klinice komórki CAR-T, nie miałby szans na refundację takiej terapii w wersji komercyjnej.
5 lat przygotowań
Projekt został sfinansowany przede wszystkim z grantu Agencji Badań Medycznych w wys. blisko 15 mln zł. Jego początki były możliwe także dzięki prywatnym darowiznom. Fundacje rodzin pacjentów, których bliscy zmarli na chłoniaka, jeszcze przed rozwojem tej technologii przekazały łącznie około 1,1 mln zł.
Środki te przeznaczono na zakup sprzętu i odczynników, co umożliwiło rozpoczęcie badań
i przygotowanie projektu. Wsparcie prywatne uzupełniło zatem te obszary, które nie mogły być objęte finansowaniem grantowym, a jednocześnie stanowiło dowód zaufania i determinacji bliskich chorych
w walce o rozwój nowych metod leczenia.
Droga do wdrożenia terapii na UMW była długa i wymagająca. Cały proces trwał około pięciu lat, z czego dwa lata poświęcono na fazę badawczo-produkcyjną. Najtrudniejsze okazały się kwestie formalnoprawne, wynikające z nowości technologii i dynamicznie zmieniających się regulacji w Polsce. Reprezentująca Agencję Badań Medycznych dr Kinga Stańczak-Mrozek poinformowała, że wrocławskiemu zespołowi jako pierwszemu w Polsce udało się pokonać wiele problemów, także regulacyjnych.
– Wasz sukces jest także sukcesem Agencji Badań Medycznych, która takie projekty, jak CAR-T, traktuje jako strategiczne inwestycje w rozwój polskiej medycyny – powiedziała. – Jest to także poświadczenie, że polskie ośrodki są w stanie rozwijać najnowocześniejsze terapie. Dzięki synergii nauki, kliniki
i dofinansowaniu ze środków publicznych, polscy pacjenci mają szansę na leczenie na najwyższym poziomie.
Rektor UMW prof. Piotr Ponikowski podkreślił wagę pierwszego w Polsce zastosowania akademickiego CAR-T w kontekście ambicji Polski na polu medycznych innowacji.
– Cieszę się i jestem dumny, że UMW prowadzi innowacyjne badania kliniczne I i II fazy inicjowane przez naszych lekarzy – powiedział prof. Piotr Ponikowski, gratulując zespołowi pasji i determinacji w dążeniu do celu. – Akademickie CAR-T na Uniwersytecie Medycznym i w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu to przykład tego, jak można wygrać w wyścigu o wprowadzanie prawdziwych innowacji w leczeniu chorych ludzi.
Kluczowe dla projektu okazało się nawiązanie ścisłej współpracy z Regionalnym Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa (RCKiK) w Poznaniu, które dysponuje odpowiednimi warunkami do wytwarzania komórek. To właśnie tam, we współpracy zespołów RCKiK i UMW, produkowane są CAR-T, a następnie preparat w formie zamrożonej trafia z powrotem do Wrocławia, gdzie jest podawany pacjentowi. Produkcja komórek trwa 14 dni, a cała procedura od pobrania komórek do ich podania dwadzieścia jeden dni. Dyrektor RCKiK w Poznaniu dr Roman Klupieć nie krył satysfakcji z tego, że kierowana przez niego jednostka ma realny wpływ na leczenie pacjentów.
Terapia CAR-T, podobnie jak inne metody immunologiczne, może powodować działania niepożądane wynikające z gwałtownej aktywacji układu odpornościowego. Z tego powodu pacjent po podaniu preparatu musi pozostawać pod ścisłą obserwacją szpitalną przez co najmniej cztery tygodnie. Pierwsze efekty terapii można ocenić zwykle po miesiącu, choć w niektórych przypadkach pełna odpowiedź kliniczna rozwija się dopiero w ciągu trzech miesięcy od podania komórek.
– Wprowadzenie pierwszej w Polsce, w pełni akademickiej terapii CAR-T to dla nas bardzo ważny krok, dzięki któremu możemy zaoferować pacjentom innowacyjne leczenie, które jest przede wszystkim skuteczne podkreśla lek. Beata Freier, zastępca dyrektora ds. medycznych w obszarze zabiegowym
i onkologicznym Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. – Co ważne, pacjent po podaniu CAR-T wymaga ścisłej obserwacji i kompleksowego wsparcia medycznego. Dlatego program prowadzimy w bezpiecznych warunkach klinicznych, z pełnym monitoringiem i procedurami reagowania. Rolą Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego jest, by innowacyjne terapie immunologiczne były dostępne szerszej grupie chorych jako realna opcja leczenia we wczesnych, kluczowych momentach choroby.
Perspektywy na przyszłość
Wrocławskie badanie obejmuje chorych na agresywne chłoniaki B-komórkowe, które są najczęściej występującym typem chłoniaka w Polsce. Każdego roku diagnozuje się 1-1,5 tysiąca nowych przypadków. Terapia akademicka we wrocławskiej klinice została włączona u pacjentów z wczesnym nawrotem choroby, występującym w ciągu 12 miesięcy od wcześniejszego leczenia, a także u osób obciążonych wysokim ryzykiem chemiooporności we wznowie chłoniaka.
– Nie jest to „ostatnia deska ratunku”, tylko wprowadzenie możliwie najwcześniej najbardziej skutecznej metody, aby wyleczyć chorych z wysokim ryzykiem oporności na inne metody leczenia – podkreśla prof. Tomasz Wróbel.
W pierwszej fazie badania przewidziano udział od dziewięciu do osiemnastu dorosłych pacjentów z całej Polski. Rekrutacja potrwa około półtora roku i jest otwarta dla pacjentów w całym kraju, kierowanych zwykle za pośrednictwem ośrodków hematologicznych z całej Polski.
W przyszłości wrocławskie projekty badawcze oparte na wypracowanych metodach produkcyjnych mogą objąć kolejne wskazania – ostrą białaczkę limfoblastyczną u dzieci, szpiczaka plazmocytowego, chłoniaka Hodgkina oraz ostrą białaczkę szpikową.
– Metoda ta ma także duży potencjał zastosowań poza hematologią – dodaje prof. Anna Czyż. – Jest skuteczna w leczeniu szeregu chorób autoimmunizacyjnych, w tym chorób reumatologicznych, neurologicznych, nefrologicznych, a także w terapii guzów litych, na przykład glejaków. Aby jednak ten rozwój był możliwy, konieczne jest stworzenie odpowiedniej infrastruktury.
Akademickie projekty nie tylko rozwijają technologię, lecz także poszerzają wskazania o przypadki niszowe, mniej atrakcyjne z perspektywy przemysłu farmaceutycznego, ale niezwykle istotne dla pacjentów z rzadkimi rozpoznaniami. Własne zaplecze biotechnologiczne daje uczelni niezależność od zagranicznych technologii, a w przyszłości może prowadzić do patentowania rozwiązań i ich komercjalizacji. To także inwestycja w naukę i miejsca pracy dla absolwentów kierunków biologicznych i biotechnologicznych, którzy mogą łączyć badania podstawowe z praktyką kliniczną.
– Celem naszego projektu jest nie tylko poszerzenie dostępu do tej terapii, ale również stworzenie stabilnej platformy do dalszych badań uniwersyteckich, obejmujących szersze wskazania i nowe technologie – podsumowuje kierownik kliniki. – To, że udało nam się doprowadzić projekt do tego etapu, jest przede wszystkim zasługą stworzenia multidyscyplinarnego zespołu. Właśnie tu leży przyszłość nie tylko terapii CAR-T, ale wszystkich terapii zaawansowanych. Bez profesjonalnego zarządzania projektem, doświadczonego zespołu badawczego, pisarskiego i wytwórczego, realizacja takiego badania byłaby niemożliwa. Dofinansowanie Agencji Badań Medycznych pozwoliło nam zbudować taki zespół i nabyć unikalne kompetencje. Wierzymy, że to pierwszy pacjent w jednym z wielu projektów, które w przyszłości umożliwią chorym dostęp do tej niezwykłej technologii. Dzisiejszy sukces to także moment podsumowań i koniecznych podziękowań – darczyńcom prywatnym, Agencji Badań Medycznych, władzom uczelni którzy zaufali, że mimo opóźnień uda nam się dokonać tego przełomu. Najbardziej jednak dziękuję moim bliskim współpracownikom – zespołowi CARMEN i wytwórczemu w RCKiK, którzy wierzyli w projekt i realizowali go pomimo wielu trudności.
Źródło: Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu
Eksperci USK we Wrocławiu podpowiadają jak zaliczyć zdrowy start w nowy rok szkolny
Eksperci USK we Wrocławiu podpowiadają jak zaliczyć zdrowy start w nowy rok szkolny
Czy pierwszy dzwonek będzie dla dziecka powodem do radości czy źródłem stresem? Specjaliści Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu przygotowali praktyczne porady dla rodziców i opiekunów: jak wybrać tornister, dlaczego warto chodzić na WF, co zabrać na drugie śniadanie oraz jakie produkty powinny znajdować się w szkolnym sklepiku, by wspierać zdrowie i koncentrację uczniów.
Dla wielu dzieci powrót do szkoły po wakacyjnej przerwie to prawdziwy powód do radości, w dodatku sporo z nich mówi o tym, że tęskni za kolegami czy koleżankami. Jednak już od pierwszych chwil muszą zmierzyć z wysiedzeniem w skupieniu 45 minut w szkolnej ławce, co jest nie lada wyzwaniem szczególnie dla małych dzieci. Specjaliści podkreślają, że umiejętność koncentracji można wyćwiczyć, choćby przez wspólne czytanie czy rozwiązywanie łamigłówek, ale dużo zależy też od nauczycieli, którzy prowadzą zajęcia. Pedagodzy mają swoje sposoby na zaangażowanie uczniów i sprawienie, aby lekcja nie była nudna i nie wymagała nieruchomego siedzenia na krześle. Jeśli zajęcia będą ciekawe, angażujące i wymagające interakcji, to jest duża szansa, że dzieciom może się spodobać i nie będą odliczać każdej minuty do następnego dzwonka co ma niebagatelny wpływ na efekty nauczania.
– W pierwszych dniach nowego roku szkolnego uczniowie, opiekunowie, nauczyciele i wychowawcy mają czas na wzajemne poznawanie się. Szczególnie kiedy dziecko rozpoczyna naukę w nowej placówce, warto wcześniej przyjść do szkoły, wziąć udział w spotkaniu klasowym, przedstawić się, poznać zasady panujące w nowej szkole – podpowiada Katarzyna Nowak, specjalistka psychologii klinicznej, specjalistka psychoterapii dzieci i młodzieży z Kliniki Psychiatrii USK we Wrocławiu.
– Nowe obowiązki, nowe miejsce, nowe znajomości – to wszystko może budzić niepokój, dlatego warto posłuchać dziecka, z jakimi emocjami podchodzi do rozpoczęcia roku szkolnego.
Uczniowie, którzy mają pozytywne doświadczenia z poprzednich lat, będą cieszyć się ze spotkania z rówieśnikami, ale dla niektórych dzieci powrót do szkoły po wakacyjnej przerwie może oznaczać lęk. Często wiąże się on ze spotkaniem z grupą rówieśniczą, nauką i wymaganiami ze strony nauczycieli lub rodziców. Może pojawić się sporo obaw i pytań, dlatego bardzo ważne jest, aby właściwie rozpoznać przyczynę narastającego stresu.
Terapeutka zaleca, aby znaleźć czas dla dziecka, pytać i aktywnie słuchać, nie oceniać i nie komentować i co bardzo ważne, zadeklarować wsparcie.
– Nie należy bagatelizować obaw, nawet jeśli nam wydają się błahe, niepotrzebne czy nierealne. Rolą opiekunów jest zaproszenie do rozmowy, wspólne rozwiązywanie pojawiających się problemów oraz zachęcenie dziecka do otwarcia się na nowe doświadczenia. Warto także przećwiczyć potencjalne, trudne sytuacje. To może być odegranie scenki z udziałem dziecka, tak aby wiedziało, jak odpowiedzieć na ewentualną krytykę czy przejaw dezaprobaty – podkreśla ekspertka.
Powodów do obaw może być sporo, wylicza specjalistka.
– To mogą być opowieści z egzotycznych wakacji, modne ubrania czy drogie telefony, na które nie wszystkie dzieci stać. Dzieci potrafią być wobec siebie bardzo krytyczne i wymagające, dlatego warto pracować nad budowaniem poczucia wartości, różnorodności i wyjątkowości każdego człowieka.
Zdaniem Katarzyny Nowak trzeba tłumaczyć dziecku, że nie trzeba być najlepszym ze wszystkiego, nie każdy musi być olimpijczykiem, warto postawić na indywidualne zainteresowania i rozwijanie zdolności oraz talentów. Ważne, aby nauka czy zajęcia pozalekcyjne sprawiały dziecku radość, a nie były spełnieniem ambicji rodziców.
Warto też wiedzieć, gdzie można szukać pomocy, że zawsze można skorzystać z doświadczenia szkolnego pedagoga, psychologa lub psychiatry. Młodzi ludzie i ich najbliżsi mogą również czerpać korzyści z uczestnictwa w pozaszkolnych treningów umiejętności społecznych.
Szkoła oczami ortopedy
– To, że dziecko idzie do szkoły z ciężkim plecakiem i siedzi tam godzinami zdecydowanie pogarsza ogólną kondycję uczniów – zauważa dr Krzysztof Kołtowski, ortopeda i traumatolog z Oddziału Klinicznego Chirurgii Urazowo-Ortopedycznej Dziecięcej USK we Wrocławiu. – To jest diametralna zmiana w porównaniu do okresu wakacyjnego, gdzie jest zdecydowanie więcej ruchu na świeżym powietrzu. Dlatego warto wybrać odpowiedni, ergonomiczny plecak i sprawdzić, czy nie jest zbyt ciężki. Często uczniowie noszą na plecach rzeczy zupełnie zbędne, a do tego – jeśli korzystają z plecaków – to zakładają je na jedno ramię.
Specjalista podkreśla, że wybierając plecak, nie wystarczy kierować się kolorystyką czy modą, ale trzeba zwrócić uwagę na to, żeby stelaż był wzmocniony, koniecznie trzeba go nosić równomiernie, rozkładając ciężar symetrycznie na dwóch ramionach, a szelki muszą być odpowiednio dopasowane do sylwetki. Plecak nie powinien ważyć więcej niż pięć kilogramów, chociaż ten parametr w głównej mierze zależy od wagi i wzrostu dziecka. Rodzice również powinni zwracać uwagę na to, żeby nie było w nim niepotrzebnych rzeczy.
– Zeszyt nie musi być 96-kartkowy, może być cieńszy, książki można zostawiać w szkole albo nosić na zmianę z koleżanką czy kolegą z ławki mieszkającym blisko. Do tego warto sprawdzać, czy w tornistrze nie ma np. kanapek z całego tygodnia.
Codzienny ruch to podstawa zdrowia, dlatego jeśli to tylko możliwe i dopóki jest jeszcze ciepło, najlepiej do szkoły chodzić spacerem lub dojechać rowerem, koniecznie z kaskiem! Niektóre placówki celowo ograniczyły możliwość podjeżdżania samochodami pod samą bramę budynku, po to właśnie, żeby dzieci – a przy okazji opiekunowie – chodzili pieszo. Jak zauważa ekspert, siedzenie po 45 minut na lekcjach to naprawdę duże obciążenie dla kręgosłupa.
Z badań biomechanicznych wynika, że kręgosłup w odcinku lędźwiowym jest najbardziej obciążony właśnie w pozycji siedzącej, dlatego tak ważne są krótkie przerwy w czasie zajęć choćby na szybkie wyprostowanie się, odgięcie do tyłu i rozciągnięcie. Specjalista nie poleca popularnych “pajączków” czy innych sztucznych ortez, które mają mechanicznie prostować plecy. W ocenie specjalisty, poprawna pozycja powinna być utrzymywana czynnie poprzez układ mięśniowy, wystarczy o tym pamiętać. Warto też pamiętać, aby przerwy między lekcjami wykorzystywać na chodzenie, a nie siedzenie pod ścianą.
– Zwolnienia z lekcji wychowania fizycznego, o ile to nie jest uzasadnione medycznie na przykład z powodu urazu, to nie jest dobry pomysł – przekonuje ortopeda. Jak mówi, w swojej praktyce bardzo rzadko wystawia zwolnienia z lekcji wychowania fizycznego, nawet w przypadku dzieci ze skoliozami.
– Trzy godziny zajęć fizycznych w szkole, to idealny czas dla zdrowia. Zadaniem nauczyciela jest dobranie odpowiednich ćwiczeń, bo to ma być tak naprawdę zabawa ruchowa, w której dzieci będą chętnie uczestniczyć – dodaje specjalista.
Zdrowe przekąski do szkoły
– Długie godziny w szkole to nie tylko siedzenie w ławce. Po pewnym czasie spędzonym w szkolnych murach, najmłodsi sięgają po drugie śniadanie. Jeśli dajemy dziecku do szkoły kanapki, to pieczywo powinno być pełnoziarniste, a w śniadaniówce powinny znaleźć się też pokrojone warzywa czy owoce – podpowiada Olgierd Dróżdż z Kliniki Diabetologii, Nadciśnienia Tętniczego i Chorób Wewnętrznych USK we Wrocławiu. – Na szczęście szkolne sklepiki dziś już nie przypominają tych sprzed lat, kiedy królowały słodkie bułki, chipsy czy zapiekanki. Większość z nich oferuje sprawdzone produkty, zalecane przez dietetyków.
Eksperci podkreślają, że ważne też jest by dziecko miało ze sobą coś do picia, bo w szkole spędzi co najmniej kilka godzin. Niektóre szkoły mają swoje poidełka, ale jeśli nie, to przygotujmy dziecku niewielką butelkę z wodą. Zdecydowanie odradzane są słodzone napoje, podobnie jak batony czy cukierki.
Warto zwrócić uwagę na to, co jedzą uczniowie, bo statystyki są bardzo alarmujące. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia polskie dzieci tyją najszybciej w Europie, a to prosta droga do cukrzycy typu drugiego. Raport WHO wskazał, że nadwagę i otyłość odnotowano już aż u 32 proc. polskich dzieci w wieku 7-9 lat.
Szacuje się, że każdego roku w naszym kraju będzie przybywać 400 tys. dzieci z nadmierną masą ciała, w tym 80 tys. będzie chorowało na otyłość. Z danych Ministerstwa Zdrowia wynika, że obecnie ponad 22 proc. uczniów ma zbyt wysoką wagę, podczas gdy w latach 70. XX wieku problem dotyczył mniej niż 10 procent.
Zdaniem diabetologa rozwój technologii ułatwił dzieciom z cukrzycą typu pierwszego udział w zajęciach lekcyjnych czy w aktywności fizycznej. Dziś uczniowie z cukrzycą nie muszą kłuć się kilka razy dziennie, żeby kontrolować poziom cukru. Sensory monitorowania glikemii w czasie rzeczywistym przesyłają na telefon poziom cukru we krwi. Urządzenie wskazuje też tendencje i alarmuje, jeśli poziom jest zbyt niski.
– To rozwiązanie daje poczucie bezpieczeństwa uczniom, rodzicom i nauczycielom, którzy mają czas, aby odpowiednio zareagować w alarmowej sytuacji. W przypadku kiedy dziecko jest przytomne, zalecane jest przyjęcie 15 gramów węglowodanów, to może być nawet słodki sok, batonik czy cukierek. Po 15 minutach trzeba sprawdzić poziom cukru i jeśli się unormował, to jest po problemie. W przypadku ciężkiej hipoglikemii doraźnie należy zaaplikować glukagon, tzn. hormon peptydowy podwyższający poziom glukozy we krwi. Osoby chorujące na cukrzycę typu pierwszego są przeszkolone, mają taki zestaw przy sobie i wiedzą jak go użyć. Zresztą obsługa tego urządzenia jest tak prosta, że nie ma najmniejszego problemu, aby nawet osoba postronna mogła zaaplikować lek – przekonuje Olgierd Dróżdż.
Cukrzyca nie jest powodem do zwolnienia z lekcji wychowania fizycznego, także osoby z osobistymi pompami insulinowymi, mogą normalnie uczestniczyć w zajęciach. Wysiłek fizyczny dobrze wpływa na poziomy cukru, trzeba jedynie dostosować dawki insuliny, tak aby nie doprowadzić do hipoglikemii.
Ogłoszenie o zamiarze zniszczenia dokumentacji medycznej
Działając na podstawie art. 29 ust. 2 Ustawy z dnia 6 listopada 2008 o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta (tekst jednolity: Dz. U. 2024.581) oraz §6 pkt. 7 Rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 6 kwietnia 2020 r. w sprawie rodzajów, zakresu i wzorów dokumentacji medycznej oraz sposobu jej przetwarzania (Dz U. 2024.798) Uniwersytecki Szpital Kliniczny im. Jana Mikulicza-Radeckiego we Wrocławiu, ul. Borowska 213 informuje, że zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa, indywidualna dokumentacja medyczna z poniżej wymienionych jednostek, po upływie okresów przechowywania, zostanie zniszczona w sposób uniemożliwiający identyfikację pacjenta, którego dotyczyła:
1.Kliniki Nefrologii i Medycyny Transplantacyjnej z 2004 r.,
2.Kliniki Chirurgii Ogólnej, Gastroenterologicznej i Endokrynologicznej z 2004 r.,
3.Kliniki Chorób Wewnętrznych, Alergologii i Geriatrii z 2004 r.,
4.Kliniki Angiologii, Nadciśnienia Tętniczego i Diabetologii z 2004 r.,
5.Kliniki Chirurgii Naczyniowej, Ogólnej i Transplantacyjnej z 2004 r.,
6.Kliniki Gastroenterologii i Hepatologii z 2004 r.,
7.Kliniki Chirurgii Przewodu Pokarmowego z 2004 r.,
8.Kliniki Chirurgii Urazowej i Chirurgii Ręki z 2004 r.,
9.Kliniki Nefrologii Pediatrycznej z 2002 r.,
10.Kliniki Ginekologii z 2002 r.,
11.Kliniki Chorób Wewnętrznych i Zawodowych z 2004 r.,
12.Kliniki Chirurgii Serca z 2004 r.,
13.Kliniki Chirurgii Szczękowej z 2004 r.,
14.Kliniki Endokrynologii Wieku Rozwojowego z 2002 r.,
15.Kliniki Chirurgii i Urologii Dziecięcej z 2002 r.,
16.Kliniki Dermatologii 2003 - 2004 r.,
17.Kliniki Endokrynologii, Diabetologii, Leczenia Izotopami 2003 – 2004 r.,
18.Kliniki Pediatrii i Gastroenterologii 2001 - 2002 r.,
19.Kliniki Kardiologii 2004 r.,
20.Kliniki Ginekologiczno-Położniczej z 2002 r.,
21.Kliniki Pediatrii i Chorób Infekcyjnych z 2002 r.,
22.Kliniki Pediatrii, Alergologii i Kardiologii z 2002 r.,
23.Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii z 2003 - 2004 r.,
24.Kliniki Otolaryngologii, Chirurgii Głowy i Szyi SPSK1 z 2000 – 2004 r.,
25.Kliniki Hematologii i Chorób Rozrostowych Krwi z 2003 – 2004 r.,
26.Kliniki Chirurgii Ogólnej i Chirurgii Onkologicznej SPSK1 z 2002 – 2004 r.,
27.Poradni Elektrostymulacji i Zaburzeń Rytmu Serca z 2003 – 2004 r.
Dokumentacja indywidualna wewnętrzna przewidziana do zniszczenia może zostać wydana za pokwitowaniem, na wniosek pacjenta lub osoby przez niego upoważnionej do uzyskania dokumentacji.
W związku z powyższym, prosimy osoby zainteresowane odbiorem własnej indywidualnej dokumentacji medycznej, aby zgłaszały się do Archiwum Zakładowego Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego im. Jana Mikulicza-Radeckiego we Wrocławiu, ul. Borowska 213 do dnia 07 września 2025 roku z dowodem osobistym lub innym dokumentem tożsamości ze zdjęciem w dniach: środa i czwartek, w godz. od 8 do 14 po uprzednim umówieniu się pod numerem telefonicznym (71) 733 16 10 lub (71) 733 15 11.
Po ww. terminie dokumentacja medyczna, zgodnie z obowiązującą procedurą, zostanie zniszczona.
Dyrektor USK
Eksperci USK we Wrocławiu ostrzegają: WZW A nie robi sobie wakacji – zaszczep się i myj ręce
Wrocław, 29 lipca 2025 r.
Eksperci USK we Wrocławiu ostrzegają: WZW A nie robi sobie wakacji – zaszczep się i myj ręce
Mycie rąk i szczepienia – to podstawowe zasady uniknięcia zakażenia wirusowym zapaleniem wątroby (WZW) – szczególnie podczas wakacji – przypominają specjaliści z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu (USK). Badania potwierdzają, że brudne ręce są przyczyną licznych chorób, a w niektórych regionach świata nawet śmierci. W Polsce od 2021 roku odnotowuje się wzrost zachorowań.
U dorosłych zakażenie wirusem HAV wywołującym WZW typu A, potocznie nazywane żółtaczką pokarmową i chorobą brudnych rąk, ma z reguły nagły początek i przebieg wymagający pobytu w szpitalu. Wystarczy odruchowo dotknąć nieumytymi rękami okolic oczu, nosa czy ust i jesteśmy narażeni na ogromne ryzyko infekcji.
– – Najlepszym zabezpieczeniem przed tak zwaną chorobą brudnych rąk, czyli wirusowym zapaleniem wątroby typu A jest szczepienie, warto je zrealizować i mieć spokojną głowę, tym bardziej że są szczepionki dwuwalentne, czyli połączenie szczepionki przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu A i przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B. W ten prosty sposób zabezpieczamy się długoterminowo, na około 10 lat – podkreśla prof. dr hab. Jarosław Drobnik, naczelny epidemiolog Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.
Z danych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH – PIB wynika, że w 2022 roku w Polsce zgłoszono 233 przypadki wirusowego zapalenia wątroby typu A, czyli ponad dwa razy więcej niż w 2021 r. W 2024 to już 319 osób, natomiast w tym roku odnotowano dwukrotny wzrost liczby przypadków WZW A w stosunku do tego okresu przed rokiem. Eksperci podkreślają, że prawdziwa skala zakażeń może być znacznie większa – spora grupa osób przechodzi chorobę bezobjawowo i nie jest diagnozowana. Chociaż Polska należy do krajów o bardzo niskiej zachorowalności na WZW A, nie możemy jednak tracić czujności – przypominają eksperci USK w związku z niedawnym Światowym Dniem WZW, który obchodzony jest rokrocznie 28 lipca.
Higiena przede wszystkim – jedzenie i podróże bez ryzyka
Ważnym aspektem jest higiena. Mycie rąk to prosty i skuteczny sposób, by zatrzymać rozprzestrzenianie się zakażeń, niestety często jest bagatelizowany. Staranne mycie rąk mydłem i wodą może spowodować ograniczenie liczby przypadków biegunki prawie o połowę.
– – W sytuacji, kiedy siadamy do posiłku, bezwzględnie musimy pamiętać o umyciu rąk, szczególnie po skorzystaniu z toalety, ale nie tylko. Warto też np. w restauracji przetrzeć podane przez obsługę sztućce – przypomina prof. Drobnik.
Ekspert przypomina także, że jeśli lubimy w czasie wyjazdów korzystać ze street foodów, zwróćmy uwagę na to, w jakich warunkach są przygotowywane posiłki. Oczywiście nie przeprowadzimy kontroli na zapleczu, ale czasem da się zauważyć bałagan i jeśli coś budzi nasze wątpliwości, to lepiej zrezygnować i zjeść w bezpiecznym miejscu. Jeśli ktoś brudnymi rękami przygotowuje dla nas posiłek, to nawet jeśli sami zachowamy zasady higieny, istnieje ryzyko zakażenia.
Specjalista dodaje, że najbezpieczniejsze są tak zwane „potrawy z ognia”, bo jest szansa, że w ten sposób unikniemy chorób wirusowych, jak i bakteryjnych związanych z zakażeniem przewodu pokarmowego.
– – Starajmy się nie jeść od razu owoców czy warzyw zakupionych na bazarze czy przy drodze. Zawsze powinniśmy je przepłukać. Natomiast w miejscach, gdzie warunki sanitarne odbiegają od standardów europejskich, warto zwrócić uwagę na wodę i używać jej tylko z oryginalnie zamykanych butelek. Warto pamiętać o kostkach lodu do napojów, bo one też mogą być przygotowywane z wody bieżącej, a nie przegotowanej czy butelkowanej – dodaje prof. Drobnik.
ABC objawów i leczenia
Typowe objawy wirusowego zapalenia wątroby typu A (WZW A) ze strony układu pokarmowego to nudności, wymioty, brak apetytu, bóle brzucha, wzdęcia. Może także pojawić się żółtaczka lub objawy przypominające przeziębienie jak: gorączka, osłabienie, bóle mięśni i stawów.
– Nie u wszystkich takie objawy się pojawią, niektórzy przejdą to zakażenie łagodnie, w niemal stu procentach objawy są uleczalne – podkreśla dr Jakub Zelig, specjalista chorób wewnętrznych, gastroenterologii i chorób zakaźnych z Kliniki Gastroenterologii, Hepatologii i Chorób Wewnętrznych USK we Wrocławiu.
U dzieci zazwyczaj choroba ma łagodniejszy przebieg, często też bezobjawowy. Natomiast dorośli chorują ciężej, zazwyczaj pełnoobjawowo. Dolegliwości pojawiają się około 2 do 7 tygodni od momentu zakażenia i mogą trwać przez wiele tygodni, a nawet miesięcy. Niestety starszy wiek ma wpływ na ciężkość przebiegu choroby.
Dr Jakub Zelig zaznacza, że zakażenie onkogennym wirusem HBV wywołującym wirusowe zapalenie wątroby typu B (WZW B) często daje podobne objawy jak w typie A, ale u większości pacjentów pozostaje na długo lub nawet na zawsze. Do zakażenia dochodzi głównie przez krew lub niezabezpieczone kontakty seksualne.
– Jeśli ktoś raz miał kontakt z wirusem HBV, to prawdopodobnie niewielka ilość materiału genetycznego tego wirusa pozostaje w jądrach komórkowych hepatocytów. U niektórych chorych może to być postać utajona, bez objawów, ale u innych możemy mieć do czynienia z przewlekle aktywnym WZW B – wyjaśnia dr Zelig. – U tych pacjentów możemy podawać leki, które spowodują, że wirus przestanie być aktywny, ale takie leczenie można przerwać tylko w szczególnych sytuacjach, bo wirus wróci do swojej aktywności.
Podobnie, jak w przypadku WZW B, zakażenie wirusem wywołującym WZW C przenoszone jest drogą krwiopochodną.
– Wirusowe zapalenie wątroby typu C zazwyczaj nie ma ostrej fazy, ona się zdarza rzadko, najczęściej jest to takie ciche zakażenie bez objawów, aż ktoś się zorientuje, że coś się dzieje niedobrego z wątrobą. Może występować zmęczenie, złe samopoczucie czy obniżenie nastroju. W takim przypadku ważna jest diagnostyka. Lekarz POZ może zlecić badania w kierunku HBV, HCV i HIV lub skierować pacjenta do specjalistycznej poradni – tłumaczy dr Zelig.
Chociaż w przypadku wirusowego zapalenia wątroby typu C nie ma szczepionki, to dostępne jest leczenie, które trwa zazwyczaj 2-3 miesiące i ma prawie stuprocentową skuteczność.