Z ostatniej chwili
Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu wprowadza akademicką terapię CAR-T w leczeniu chłoniakó

Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu wprowadza

akademicką terapię CAR-T w leczeniu chłoniaków



W Klinice Hematologii, Terapii Komórkowych i Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Medycznego (UMW) we Wrocławiu w sierpniu br. podano pierwsze w Polsce akademickie komórki CAR-T w terapii chłoniaka. To wydarzenie jest ważne nie tylko dla samej uczelni, lecz także całego systemu ochrony zdrowia. Po raz pierwszy w kraju zastosowano bowiem terapię CAR-T opracowaną i wytworzoną w ośrodku akademickim. Było to możliwe dzięki dofinansowaniu przez Agencję Badań Medycznych projektu badawczego oraz prywatnym darowiznom, wspierającym działania naukowe kliniki.

Terapia CAR-T polega na wykorzystaniu własnych limfocytów pacjenta, które – po odpowiedniej modyfikacji genetycznej – są zdolne do rozpoznawania i niszczenia komórek nowotworowych. Zmodyfikowane limfocyty pacjenta rozpoznają określony antygen (w przypadku chłoniaków jest to CD19) i skutecznie eliminują komórki nowotworowe, które go posiadają.

Zalety terapii akademickiej

Rozwój tej metody na świecie toczy się dwoma równoległymi torami. Z jednej strony są to komercyjne produkty firm farmaceutycznych, a z drugiej projekty prowadzone przez uniwersytety i ośrodki badawcze. Obie te ścieżki wzajemnie się uzupełniają.

– Wersja opracowywana w ośrodkach akademickich wyróżnia się kilkoma istotnymi zaletami – tłumaczy prof. Tomasz Wróbel, kierownik Kliniki Hematologii, Terapii Komórkowych i Chorób Wewnętrznych UMW. – Przede wszystkim jest znacznie tańsza od terapii komercyjnych – koszt jej wytworzenia jest co najmniej trzykrotnie niższy. Równie ważny jest czas. Cały proces, od momentu pobrania komórek do ich podania pacjentowi, jest nawet dwukrotnie szybszy niż w przypadku preparatów komercyjnych. Ma to ogromne znaczenie w leczeniu agresywnych nowotworów, gdzie czas odgrywa kluczową rolę.

Ważny jest także fakt, że akademicka terapia CAR-T otwiera możliwość leczenia pacjentów, którzy mają wskazania medyczne, ale z różnych powodów nie kwalifikują się do refundowanej terapii komercyjnej.

– Dotyczy to zwłaszcza osób starszych, po 70. roku życia, a także chorych z nietypowymi podtypami chłoniaka, którzy nie mieszczą się w kryteriach komercyjnych programów refundacyjnych – wyjaśnia prof. Anna Czyż, z-ca kierownika Kliniki Hematologiii, Terapii Komórkowych i Chorób Wewnętrznych UMW. – Dzięki temu ośrodki akademickie poszerzają dostęp do nowoczesnej immunoterapii. 76-letni pacjent ze wznową agresywnego chłoniaka, któremu jako pierwszemu podano w naszej klinice komórki CAR-T, nie miałby szans na refundację takiej terapii w wersji komercyjnej.

5 lat przygotowań

Projekt został sfinansowany przede wszystkim z grantu Agencji Badań Medycznych w wys. blisko 15 mln zł. Jego początki były możliwe także dzięki prywatnym darowiznom. Fundacje rodzin pacjentów, których bliscy zmarli na chłoniaka, jeszcze przed rozwojem tej technologii przekazały łącznie około 1,1 mln zł.

Środki te przeznaczono na zakup sprzętu i odczynników, co umożliwiło rozpoczęcie badań i przygotowanie projektu. Wsparcie prywatne uzupełniło zatem te obszary, które nie mogły być objęte finansowaniem grantowym, a jednocześnie stanowiło dowód zaufania i determinacji bliskich chorych w walce o rozwój nowych metod leczenia.

Droga do wdrożenia terapii na UMW była długa i wymagająca. Cały proces trwał około pięciu lat, z czego dwa lata poświęcono na fazę badawczo-produkcyjną. Najtrudniejsze okazały się kwestie formalnoprawne, wynikające z nowości technologii i dynamicznie zmieniających się regulacji w Polsce. Reprezentująca Agencję Badań Medycznych dr Kinga Stańczak-Mrozek poinformowała, że wrocławskiemu zespołowi jako pierwszemu w Polsce udało się pokonać wiele problemów, także regulacyjnych.

– Wasz sukces jest także sukcesem Agencji Badań Medycznych, która takie projekty, jak CAR-T, traktuje jako strategiczne inwestycje w rozwój polskiej medycyny – powiedziała. – Jest to także poświadczenie, że polskie ośrodki są w stanie rozwijać najnowocześniejsze terapie. Dzięki synergii nauki, kliniki i dofinansowaniu ze środków publicznych, polscy pacjenci mają szansę na leczenie na najwyższym poziomie.

Rektor UMW prof. Piotr Ponikowski podkreślił wagę pierwszego w Polsce zastosowania akademickiego CAR-T w kontekście ambicji Polski na polu medycznych innowacji.

– Cieszę się i jestem dumny, że UMW prowadzi innowacyjne badania kliniczne I i II fazy inicjowane przez naszych lekarzy – powiedział prof. Piotr Ponikowski, gratulując zespołowi pasji i determinacji w dążeniu do celu. – Akademickie CAR-T na Uniwersytecie Medycznym i w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu to przykład tego, jak można wygrać w wyścigu o wprowadzanie prawdziwych innowacji w leczeniu chorych ludzi.

Kluczowe dla projektu okazało się nawiązanie ścisłej współpracy z Regionalnym Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa (RCKiK) w Poznaniu, które dysponuje odpowiednimi warunkami do wytwarzania komórek. To właśnie tam, we współpracy zespołów RCKiK i UMW, produkowane są CAR-T, a następnie preparat w formie zamrożonej trafia z powrotem do Wrocławia, gdzie jest podawany pacjentowi. Produkcja komórek trwa 14 dni, a cała procedura od pobrania komórek do ich podania dwadzieścia jeden dni. Dyrektor RCKiK w Poznaniu dr Roman Klupieć nie krył satysfakcji z tego, że kierowana przez niego jednostka ma realny wpływ na leczenie pacjentów.

Terapia CAR-T, podobnie jak inne metody immunologiczne, może powodować działania niepożądane wynikające z gwałtownej aktywacji układu odpornościowego. Z tego powodu pacjent po podaniu preparatu musi pozostawać pod ścisłą obserwacją szpitalną przez co najmniej cztery tygodnie. Pierwsze efekty terapii można ocenić zwykle po miesiącu, choć w niektórych przypadkach pełna odpowiedź kliniczna rozwija się dopiero w ciągu trzech miesięcy od podania komórek.

– Wprowadzenie pierwszej w Polsce, w pełni akademickiej terapii CAR-T to dla nas bardzo ważny krok, dzięki któremu możemy zaoferować pacjentom innowacyjne leczenie, które jest przede wszystkim skuteczne podkreśla lek. Beata Freier, zastępca dyrektora ds. medycznych w obszarze zabiegowym i onkologicznym Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. – Co ważne, pacjent po podaniu CAR-T wymaga ścisłej obserwacji i kompleksowego wsparcia medycznego. Dlatego program prowadzimy w bezpiecznych warunkach klinicznych, z pełnym monitoringiem i procedurami reagowania. Rolą Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego jest, by innowacyjne terapie immunologiczne były dostępne szerszej grupie chorych jako realna opcja leczenia we wczesnych, kluczowych momentach choroby.

Perspektywy na przyszłość

Wrocławskie badanie obejmuje chorych na agresywne chłoniaki B-komórkowe, które są najczęściej występującym typem chłoniaka w Polsce. Każdego roku diagnozuje się 1-1,5 tysiąca nowych przypadków. Terapia akademicka we wrocławskiej klinice została włączona u pacjentów z wczesnym nawrotem choroby, występującym w ciągu 12 miesięcy od wcześniejszego leczenia, a także u osób obciążonych wysokim ryzykiem chemiooporności we wznowie chłoniaka.

– Nie jest to „ostatnia deska ratunku”, tylko wprowadzenie możliwie najwcześniej najbardziej skutecznej metody, aby wyleczyć chorych z wysokim ryzykiem oporności na inne metody leczenia – podkreśla prof. Tomasz Wróbel.

W pierwszej fazie badania przewidziano udział od dziewięciu do osiemnastu dorosłych pacjentów z całej Polski. Rekrutacja potrwa około półtora roku i jest otwarta dla pacjentów w całym kraju, kierowanych zwykle za pośrednictwem ośrodków hematologicznych z całej Polski.

W przyszłości wrocławskie projekty badawcze oparte na wypracowanych metodach produkcyjnych mogą objąć kolejne wskazania – ostrą białaczkę limfoblastyczną u dzieci, szpiczaka plazmocytowego, chłoniaka Hodgkina oraz ostrą białaczkę szpikową.

– Metoda ta ma także duży potencjał zastosowań poza hematologią – dodaje prof. Anna Czyż. – Jest skuteczna w leczeniu szeregu chorób autoimmunizacyjnych, w tym chorób reumatologicznych, neurologicznych, nefrologicznych, a także w terapii guzów litych, na przykład glejaków. Aby jednak ten rozwój był możliwy, konieczne jest stworzenie odpowiedniej infrastruktury.

Akademickie projekty nie tylko rozwijają technologię, lecz także poszerzają wskazania o przypadki niszowe, mniej atrakcyjne z perspektywy przemysłu farmaceutycznego, ale niezwykle istotne dla pacjentów z rzadkimi rozpoznaniami. Własne zaplecze biotechnologiczne daje uczelni niezależność od zagranicznych technologii, a w przyszłości może prowadzić do patentowania rozwiązań i ich komercjalizacji. To także inwestycja w naukę i miejsca pracy dla absolwentów kierunków biologicznych i biotechnologicznych, którzy mogą łączyć badania podstawowe z praktyką kliniczną.

– Celem naszego projektu jest nie tylko poszerzenie dostępu do tej terapii, ale również stworzenie stabilnej platformy do dalszych badań uniwersyteckich, obejmujących szersze wskazania i nowe technologie – podsumowuje kierownik kliniki. – To, że udało nam się doprowadzić projekt do tego etapu, jest przede wszystkim zasługą stworzenia multidyscyplinarnego zespołu. Właśnie tu leży przyszłość nie tylko terapii CAR-T, ale wszystkich terapii zaawansowanych. Bez profesjonalnego zarządzania projektem, doświadczonego zespołu badawczego, pisarskiego i wytwórczego, realizacja takiego badania byłaby niemożliwa. Dofinansowanie Agencji Badań Medycznych pozwoliło nam zbudować taki zespół i nabyć unikalne kompetencje. Wierzymy, że to pierwszy pacjent w jednym z wielu projektów, które w przyszłości umożliwią chorym dostęp do tej niezwykłej technologii. Dzisiejszy sukces to także moment podsumowań i koniecznych podziękowań – darczyńcom prywatnym, Agencji Badań Medycznych, władzom uczelni którzy zaufali, że mimo opóźnień uda nam się dokonać tego przełomu. Najbardziej jednak dziękuję moim bliskim współpracownikom – zespołowi CARMEN i wytwórczemu w RCKiK, którzy wierzyli w projekt i realizowali go pomimo wielu trudności.

alt alt alt alt alt alt

Źródło: Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu
 
Eksperci USK we Wrocławiu podpowiadają jak zaliczyć zdrowy start w nowy rok szkolny

Eksperci USK we Wrocławiu podpowiadają jak zaliczyć zdrowy start w nowy rok szkolny



Czy pierwszy dzwonek będzie dla dziecka powodem do radości czy źródłem stresem? Specjaliści Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu przygotowali praktyczne porady dla rodziców i opiekunów: jak wybrać tornister, dlaczego warto chodzić na WF, co zabrać na drugie śniadanie oraz jakie produkty powinny znajdować się w szkolnym sklepiku, by wspierać zdrowie i koncentrację uczniów.

Dla wielu dzieci powrót do szkoły po wakacyjnej przerwie to prawdziwy powód do radości, w dodatku sporo z nich mówi o tym, że tęskni za kolegami czy koleżankami. Jednak już od pierwszych chwil muszą zmierzyć z wysiedzeniem w skupieniu 45 minut w szkolnej ławce, co jest nie lada wyzwaniem szczególnie dla małych dzieci. Specjaliści podkreślają, że umiejętność koncentracji można wyćwiczyć, choćby przez wspólne czytanie czy rozwiązywanie łamigłówek, ale dużo zależy też od nauczycieli, którzy prowadzą zajęcia. Pedagodzy mają swoje sposoby na zaangażowanie uczniów i sprawienie, aby lekcja nie była nudna i nie wymagała nieruchomego siedzenia na krześle. Jeśli zajęcia będą ciekawe, angażujące i wymagające interakcji, to jest duża szansa, że dzieciom może się spodobać i nie będą odliczać każdej minuty do następnego dzwonka co ma niebagatelny wpływ na efekty nauczania.



– W pierwszych dniach nowego roku szkolnego uczniowie, opiekunowie, nauczyciele i wychowawcy mają czas na wzajemne poznawanie się. Szczególnie kiedy dziecko rozpoczyna naukę w nowej placówce, warto wcześniej przyjść do szkoły, wziąć udział w spotkaniu klasowym, przedstawić się, poznać zasady panujące w nowej szkole – podpowiada Katarzyna Nowak, specjalistka psychologii klinicznej, specjalistka psychoterapii dzieci i młodzieży z Kliniki Psychiatrii USK we Wrocławiu. – Nowe obowiązki, nowe miejsce, nowe znajomości – to wszystko może budzić niepokój, dlatego warto posłuchać dziecka, z jakimi emocjami podchodzi do rozpoczęcia roku szkolnego.

Uczniowie, którzy mają pozytywne doświadczenia z poprzednich lat, będą cieszyć się ze spotkania z rówieśnikami, ale dla niektórych dzieci powrót do szkoły po wakacyjnej przerwie może oznaczać lęk. Często wiąże się on ze spotkaniem z grupą rówieśniczą, nauką i wymaganiami ze strony nauczycieli lub rodziców. Może pojawić się sporo obaw i pytań, dlatego bardzo ważne jest, aby właściwie rozpoznać przyczynę narastającego stresu.

Terapeutka zaleca, aby znaleźć czas dla dziecka, pytać i aktywnie słuchać, nie oceniać i nie komentować i co bardzo ważne, zadeklarować wsparcie.

– Nie należy bagatelizować obaw, nawet jeśli nam wydają się błahe, niepotrzebne czy nierealne. Rolą opiekunów jest zaproszenie do rozmowy, wspólne rozwiązywanie pojawiających się problemów oraz zachęcenie dziecka do otwarcia się na nowe doświadczenia. Warto także przećwiczyć potencjalne, trudne sytuacje. To może być odegranie scenki z udziałem dziecka, tak aby wiedziało, jak odpowiedzieć na ewentualną krytykę czy przejaw dezaprobaty – podkreśla ekspertka.

Powodów do obaw może być sporo, wylicza specjalistka.

– To mogą być opowieści z egzotycznych wakacji, modne ubrania czy drogie telefony, na które nie wszystkie dzieci stać. Dzieci potrafią być wobec siebie bardzo krytyczne i wymagające, dlatego warto pracować nad budowaniem poczucia wartości, różnorodności i wyjątkowości każdego człowieka.

Zdaniem Katarzyny Nowak trzeba tłumaczyć dziecku, że nie trzeba być najlepszym ze wszystkiego, nie każdy musi być olimpijczykiem, warto postawić na indywidualne zainteresowania i rozwijanie zdolności oraz talentów. Ważne, aby nauka czy zajęcia pozalekcyjne sprawiały dziecku radość, a nie były spełnieniem ambicji rodziców.

Warto też wiedzieć, gdzie można szukać pomocy, że zawsze można skorzystać z doświadczenia szkolnego pedagoga, psychologa lub psychiatry. Młodzi ludzie i ich najbliżsi mogą również czerpać korzyści z uczestnictwa w pozaszkolnych treningów umiejętności społecznych.

Szkoła oczami ortopedy

– To, że dziecko idzie do szkoły z ciężkim plecakiem i siedzi tam godzinami zdecydowanie pogarsza ogólną kondycję uczniów – zauważa dr Krzysztof Kołtowski, ortopeda i traumatolog z Oddziału Klinicznego Chirurgii Urazowo-Ortopedycznej Dziecięcej USK we Wrocławiu. – To jest diametralna zmiana w porównaniu do okresu wakacyjnego, gdzie jest zdecydowanie więcej ruchu na świeżym powietrzu. Dlatego warto wybrać odpowiedni, ergonomiczny plecak i sprawdzić, czy nie jest zbyt ciężki. Często uczniowie noszą na plecach rzeczy zupełnie zbędne, a do tego – jeśli korzystają z plecaków – to zakładają je na jedno ramię.

Specjalista podkreśla, że wybierając plecak, nie wystarczy kierować się kolorystyką czy modą, ale trzeba zwrócić uwagę na to, żeby stelaż był wzmocniony, koniecznie trzeba go nosić równomiernie, rozkładając ciężar symetrycznie na dwóch ramionach, a szelki muszą być odpowiednio dopasowane do sylwetki. Plecak nie powinien ważyć więcej niż pięć kilogramów, chociaż ten parametr w głównej mierze zależy od wagi i wzrostu dziecka. Rodzice również powinni zwracać uwagę na to, żeby nie było w nim niepotrzebnych rzeczy.

– Zeszyt nie musi być 96-kartkowy, może być cieńszy, książki można zostawiać w szkole albo nosić na zmianę z koleżanką czy kolegą z ławki mieszkającym blisko. Do tego warto sprawdzać, czy w tornistrze nie ma np. kanapek z całego tygodnia.

Codzienny ruch to podstawa zdrowia, dlatego jeśli to tylko możliwe i dopóki jest jeszcze ciepło, najlepiej do szkoły chodzić spacerem lub dojechać rowerem, koniecznie z kaskiem! Niektóre placówki celowo ograniczyły możliwość podjeżdżania samochodami pod samą bramę budynku, po to właśnie, żeby dzieci – a przy okazji opiekunowie – chodzili pieszo. Jak zauważa ekspert, siedzenie po 45 minut na lekcjach to naprawdę duże obciążenie dla kręgosłupa.

Z badań biomechanicznych wynika, że kręgosłup w odcinku lędźwiowym jest najbardziej obciążony właśnie w pozycji siedzącej, dlatego tak ważne są krótkie przerwy w czasie zajęć choćby na szybkie wyprostowanie się, odgięcie do tyłu i rozciągnięcie. Specjalista nie poleca popularnych “pajączków” czy innych sztucznych ortez, które mają mechanicznie prostować plecy. W ocenie specjalisty, poprawna pozycja powinna być utrzymywana czynnie poprzez układ mięśniowy, wystarczy o tym pamiętać. Warto też pamiętać, aby przerwy między lekcjami wykorzystywać na chodzenie, a nie siedzenie pod ścianą.

– Zwolnienia z lekcji wychowania fizycznego, o ile to nie jest uzasadnione medycznie na przykład z powodu urazu, to nie jest dobry pomysł – przekonuje ortopeda. Jak mówi, w swojej praktyce bardzo rzadko wystawia zwolnienia z lekcji wychowania fizycznego, nawet w przypadku dzieci ze skoliozami.

– Trzy godziny zajęć fizycznych w szkole, to idealny czas dla zdrowia. Zadaniem nauczyciela jest dobranie odpowiednich ćwiczeń, bo to ma być tak naprawdę zabawa ruchowa, w której dzieci będą chętnie uczestniczyć – dodaje specjalista.

Zdrowe przekąski do szkoły

– Długie godziny w szkole to nie tylko siedzenie w ławce. Po pewnym czasie spędzonym w szkolnych murach, najmłodsi sięgają po drugie śniadanie. Jeśli dajemy dziecku do szkoły kanapki, to pieczywo powinno być pełnoziarniste, a w śniadaniówce powinny znaleźć się też pokrojone warzywa czy owoce – podpowiada Olgierd Dróżdż z Kliniki Diabetologii, Nadciśnienia Tętniczego i Chorób Wewnętrznych USK we Wrocławiu. – Na szczęście szkolne sklepiki dziś już nie przypominają tych sprzed lat, kiedy królowały słodkie bułki, chipsy czy zapiekanki. Większość z nich oferuje sprawdzone produkty, zalecane przez dietetyków.

Eksperci podkreślają, że ważne też jest by dziecko miało ze sobą coś do picia, bo w szkole spędzi co najmniej kilka godzin. Niektóre szkoły mają swoje poidełka, ale jeśli nie, to przygotujmy dziecku niewielką butelkę z wodą. Zdecydowanie odradzane są słodzone napoje, podobnie jak batony czy cukierki.

Warto zwrócić uwagę na to, co jedzą uczniowie, bo statystyki są bardzo alarmujące. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia polskie dzieci tyją najszybciej w Europie, a to prosta droga do cukrzycy typu drugiego. Raport WHO wskazał, że nadwagę i otyłość odnotowano już aż u 32 proc. polskich dzieci w wieku 7-9 lat.

Szacuje się, że każdego roku w naszym kraju będzie przybywać 400 tys. dzieci z nadmierną masą ciała, w tym 80 tys. będzie chorowało na otyłość. Z danych Ministerstwa Zdrowia wynika, że obecnie ponad 22 proc. uczniów ma zbyt wysoką wagę, podczas gdy w latach 70. XX wieku problem dotyczył mniej niż 10 procent.

Zdaniem diabetologa rozwój technologii ułatwił dzieciom z cukrzycą typu pierwszego udział w zajęciach lekcyjnych czy w aktywności fizycznej. Dziś uczniowie z cukrzycą nie muszą kłuć się kilka razy dziennie, żeby kontrolować poziom cukru. Sensory monitorowania glikemii w czasie rzeczywistym przesyłają na telefon poziom cukru we krwi. Urządzenie wskazuje też tendencje i alarmuje, jeśli poziom jest zbyt niski.

– To rozwiązanie daje poczucie bezpieczeństwa uczniom, rodzicom i nauczycielom, którzy mają czas, aby odpowiednio zareagować w alarmowej sytuacji. W przypadku kiedy dziecko jest przytomne, zalecane jest przyjęcie 15 gramów węglowodanów, to może być nawet słodki sok, batonik czy cukierek. Po 15 minutach trzeba sprawdzić poziom cukru i jeśli się unormował, to jest po problemie. W przypadku ciężkiej hipoglikemii doraźnie należy zaaplikować glukagon, tzn. hormon peptydowy podwyższający poziom glukozy we krwi. Osoby chorujące na cukrzycę typu pierwszego są przeszkolone, mają taki zestaw przy sobie i wiedzą jak go użyć. Zresztą obsługa tego urządzenia jest tak prosta, że nie ma najmniejszego problemu, aby nawet osoba postronna mogła zaaplikować lek – przekonuje Olgierd Dróżdż.

Cukrzyca nie jest powodem do zwolnienia z lekcji wychowania fizycznego, także osoby z osobistymi pompami insulinowymi, mogą normalnie uczestniczyć w zajęciach. Wysiłek fizyczny dobrze wpływa na poziomy cukru, trzeba jedynie dostosować dawki insuliny, tak aby nie doprowadzić do hipoglikemii.

alt alt alt alt alt alt
 
Ogłoszenie o zamiarze zniszczenia dokumentacji medycznej
Działając na podstawie art. 29 ust. 2 Ustawy z dnia 6 listopada 2008 o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta (tekst jednolity: Dz. U. 2024.581) oraz §6 pkt. 7 Rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 6 kwietnia 2020 r. w sprawie rodzajów, zakresu i wzorów dokumentacji medycznej oraz sposobu jej przetwarzania (Dz U. 2024.798) Uniwersytecki Szpital Kliniczny im. Jana Mikulicza-Radeckiego we Wrocławiu, ul. Borowska 213 informuje, że zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa, indywidualna dokumentacja medyczna z poniżej wymienionych jednostek, po upływie okresów przechowywania, zostanie zniszczona w sposób uniemożliwiający identyfikację pacjenta, którego dotyczyła:

1.Kliniki Nefrologii i Medycyny Transplantacyjnej z 2004 r.,
2.Kliniki Chirurgii Ogólnej, Gastroenterologicznej i Endokrynologicznej z 2004 r.,
3.Kliniki Chorób Wewnętrznych, Alergologii i Geriatrii z 2004 r.,
4.Kliniki Angiologii, Nadciśnienia Tętniczego i Diabetologii z 2004 r.,
5.Kliniki Chirurgii Naczyniowej, Ogólnej i Transplantacyjnej z 2004 r.,
6.Kliniki Gastroenterologii i Hepatologii z 2004 r.,
7.Kliniki Chirurgii Przewodu Pokarmowego z 2004 r.,
8.Kliniki Chirurgii Urazowej i Chirurgii Ręki z 2004 r.,
9.Kliniki Nefrologii Pediatrycznej z 2002 r.,
10.Kliniki Ginekologii z 2002 r.,
11.Kliniki Chorób Wewnętrznych i Zawodowych z 2004 r.,
12.Kliniki Chirurgii Serca z 2004 r.,
13.Kliniki Chirurgii Szczękowej z 2004 r.,
14.Kliniki Endokrynologii Wieku Rozwojowego z 2002 r.,
15.Kliniki Chirurgii i Urologii Dziecięcej z 2002 r.,
16.Kliniki Dermatologii 2003 - 2004 r.,
17.Kliniki Endokrynologii, Diabetologii, Leczenia Izotopami 2003 – 2004 r.,
18.Kliniki Pediatrii i Gastroenterologii 2001 - 2002 r.,
19.Kliniki Kardiologii 2004 r.,
20.Kliniki Ginekologiczno-Położniczej z 2002 r.,
21.Kliniki Pediatrii i Chorób Infekcyjnych z 2002 r.,
22.Kliniki Pediatrii, Alergologii i Kardiologii z 2002 r.,
23.Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii z 2003 - 2004 r.,
24.Kliniki Otolaryngologii, Chirurgii Głowy i Szyi SPSK1 z 2000 – 2004 r.,
25.Kliniki Hematologii i Chorób Rozrostowych Krwi z 2003 – 2004 r.,
26.Kliniki Chirurgii Ogólnej i Chirurgii Onkologicznej SPSK1 z 2002 – 2004 r.,
27.Poradni Elektrostymulacji i Zaburzeń Rytmu Serca z 2003 – 2004 r.

Dokumentacja indywidualna wewnętrzna przewidziana do zniszczenia może zostać wydana za pokwitowaniem, na wniosek pacjenta lub osoby przez niego upoważnionej do uzyskania dokumentacji.

W związku z powyższym, prosimy osoby zainteresowane odbiorem własnej indywidualnej dokumentacji medycznej, aby zgłaszały się do Archiwum Zakładowego Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego im. Jana Mikulicza-Radeckiego we Wrocławiu, ul. Borowska 213 do dnia 07 września 2025 roku z dowodem osobistym lub innym dokumentem tożsamości ze zdjęciem w dniach: środa i czwartek, w godz. od 8 do 14 po uprzednim umówieniu się pod numerem telefonicznym (71) 733 16 10 lub (71) 733 15 11.

Po ww. terminie dokumentacja medyczna, zgodnie z obowiązującą procedurą, zostanie zniszczona.

Dyrektor USK
 
Eksperci USK we Wrocławiu ostrzegają: WZW A nie robi sobie wakacji – zaszczep się i myj ręce
Wrocław, 29 lipca 2025 r.

Eksperci USK we Wrocławiu ostrzegają: WZW A nie robi sobie wakacji – zaszczep się i myj ręce



Mycie rąk i szczepienia – to podstawowe zasady uniknięcia zakażenia wirusowym zapaleniem wątroby (WZW) – szczególnie podczas wakacji – przypominają specjaliści z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu (USK). Badania potwierdzają, że brudne ręce są przyczyną licznych chorób, a w niektórych regionach świata nawet śmierci. W Polsce od 2021 roku odnotowuje się wzrost zachorowań.

U dorosłych zakażenie wirusem HAV wywołującym WZW typu A, potocznie nazywane żółtaczką pokarmową i chorobą brudnych rąk, ma z reguły nagły początek i przebieg wymagający pobytu w szpitalu. Wystarczy odruchowo dotknąć nieumytymi rękami okolic oczu, nosa czy ust i jesteśmy narażeni na ogromne ryzyko infekcji.

– Najlepszym zabezpieczeniem przed tak zwaną chorobą brudnych rąk, czyli wirusowym zapaleniem wątroby typu A jest szczepienie, warto je zrealizować i mieć spokojną głowę, tym bardziej że są szczepionki dwuwalentne, czyli połączenie szczepionki przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu A i przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B. W ten prosty sposób zabezpieczamy się długoterminowo, na około 10 lat – podkreśla prof. dr hab. Jarosław Drobnik, naczelny epidemiolog Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

Z danych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH – PIB wynika, że w 2022 roku w Polsce zgłoszono 233 przypadki wirusowego zapalenia wątroby typu A, czyli ponad dwa razy więcej niż w 2021 r. W 2024 to już 319 osób, natomiast w tym roku odnotowano dwukrotny wzrost liczby przypadków WZW A w stosunku do tego okresu przed rokiem. Eksperci podkreślają, że prawdziwa skala zakażeń może być znacznie większa – spora grupa osób przechodzi chorobę bezobjawowo i nie jest diagnozowana. Chociaż Polska należy do krajów o bardzo niskiej zachorowalności na WZW A, nie możemy jednak tracić czujności – przypominają eksperci USK w związku z niedawnym Światowym Dniem WZW, który obchodzony jest rokrocznie 28 lipca.

Higiena przede wszystkim – jedzenie i podróże bez ryzyka

Ważnym aspektem jest higiena. Mycie rąk to prosty i skuteczny sposób, by zatrzymać rozprzestrzenianie się zakażeń, niestety często jest bagatelizowany. Staranne mycie rąk mydłem i wodą może spowodować ograniczenie liczby przypadków biegunki prawie o połowę.

– W sytuacji, kiedy siadamy do posiłku, bezwzględnie musimy pamiętać o umyciu rąk, szczególnie po skorzystaniu z toalety, ale nie tylko. Warto też np. w restauracji przetrzeć podane przez obsługę sztućce – przypomina prof. Drobnik.

Ekspert przypomina także, że jeśli lubimy w czasie wyjazdów korzystać ze street foodów, zwróćmy uwagę na to, w jakich warunkach są przygotowywane posiłki. Oczywiście nie przeprowadzimy kontroli na zapleczu, ale czasem da się zauważyć bałagan i jeśli coś budzi nasze wątpliwości, to lepiej zrezygnować i zjeść w bezpiecznym miejscu. Jeśli ktoś brudnymi rękami przygotowuje dla nas posiłek, to nawet jeśli sami zachowamy zasady higieny, istnieje ryzyko zakażenia. Specjalista dodaje, że najbezpieczniejsze są tak zwane „potrawy z ognia”, bo jest szansa, że w ten sposób unikniemy chorób wirusowych, jak i bakteryjnych związanych z zakażeniem przewodu pokarmowego.

– Starajmy się nie jeść od razu owoców czy warzyw zakupionych na bazarze czy przy drodze. Zawsze powinniśmy je przepłukać. Natomiast w miejscach, gdzie warunki sanitarne odbiegają od standardów europejskich, warto zwrócić uwagę na wodę i używać jej tylko z oryginalnie zamykanych butelek. Warto pamiętać o kostkach lodu do napojów, bo one też mogą być przygotowywane z wody bieżącej, a nie przegotowanej czy butelkowanej – dodaje prof. Drobnik.

ABC objawów i leczenia

Typowe objawy wirusowego zapalenia wątroby typu A (WZW A) ze strony układu pokarmowego to nudności, wymioty, brak apetytu, bóle brzucha, wzdęcia. Może także pojawić się żółtaczka lub objawy przypominające przeziębienie jak: gorączka, osłabienie, bóle mięśni i stawów.

Nie u wszystkich takie objawy się pojawią, niektórzy przejdą to zakażenie łagodnie, w niemal stu procentach objawy są uleczalne – podkreśla dr Jakub Zelig, specjalista chorób wewnętrznych, gastroenterologii i chorób zakaźnych z Kliniki Gastroenterologii, Hepatologii i Chorób Wewnętrznych USK we Wrocławiu.


U dzieci zazwyczaj choroba ma łagodniejszy przebieg, często też bezobjawowy. Natomiast dorośli chorują ciężej, zazwyczaj pełnoobjawowo. Dolegliwości pojawiają się około 2 do 7 tygodni od momentu zakażenia i mogą trwać przez wiele tygodni, a nawet miesięcy. Niestety starszy wiek ma wpływ na ciężkość przebiegu choroby.

Dr Jakub Zelig zaznacza, że zakażenie onkogennym wirusem HBV wywołującym wirusowe zapalenie wątroby typu B (WZW B) często daje podobne objawy jak w typie A, ale u większości pacjentów pozostaje na długo lub nawet na zawsze. Do zakażenia dochodzi głównie przez krew lub niezabezpieczone kontakty seksualne.

– Jeśli ktoś raz miał kontakt z wirusem HBV, to prawdopodobnie niewielka ilość materiału genetycznego tego wirusa pozostaje w jądrach komórkowych hepatocytów. U niektórych chorych może to być postać utajona, bez objawów, ale u innych możemy mieć do czynienia z przewlekle aktywnym WZW B – wyjaśnia dr Zelig. – U tych pacjentów możemy podawać leki, które spowodują, że wirus przestanie być aktywny, ale takie leczenie można przerwać tylko w szczególnych sytuacjach, bo wirus wróci do swojej aktywności.

Podobnie, jak w przypadku WZW B, zakażenie wirusem wywołującym WZW C przenoszone jest drogą krwiopochodną.

Wirusowe zapalenie wątroby typu C zazwyczaj nie ma ostrej fazy, ona się zdarza rzadko, najczęściej jest to takie ciche zakażenie bez objawów, aż ktoś się zorientuje, że coś się dzieje niedobrego z wątrobą. Może występować zmęczenie, złe samopoczucie czy obniżenie nastroju. W takim przypadku ważna jest diagnostyka. Lekarz POZ może zlecić badania w kierunku HBV, HCV i HIV lub skierować pacjenta do specjalistycznej poradni – tłumaczy dr Zelig.

Chociaż w przypadku wirusowego zapalenia wątroby typu C nie ma szczepionki, to dostępne jest leczenie, które trwa zazwyczaj 2-3 miesiące i ma prawie stuprocentową skuteczność.
 



 
Unikalna operacja rekonstrukcji tchawicy
Wrocław, 24 lipca 2025 r.

Międzynarodowa ekipa lekarzy uratowała Hanię – unikalna operacja rekonstrukcji tchawicy w USK we Wrocławiu



Przyjechali po pomoc z drugiego końca Polski. Specjaliści z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu (USK) podjęli się skomplikowanej operacji wrodzonej wady tchawicy u 4-letniego dziecka. Niezwykle rzadki zabieg, unikalny w skali świata, poprzedzony wielomiesięcznymi przygotowaniami i konsultacjami międzynarodowymi, daje szansę na pełen oddech u małej Hani. A to wszystko przy „wyłączonym” oddechu dziecka.

Dziewczynka urodziła się z wrodzoną wadą tchawicy – przez pierwsze lata życia rodzice i lekarze obserwowali charakterystyczny świszczący oddech, który początkowo uznawano za przejściową sapkę niemowlęcą. Diagnoza była jednak zdecydowanie poważniejsza – znaczne zwężenie światła tchawicy oraz dodatkowe niefizjologiczne odgałęzienie tchawicy wymagały specjalistycznej interwencji chirurgicznej. Po dwóch latach badania, diagnozowania i szukania rozwiązania w Szczecinie stało się jasne, że bez operacji się nie obejdzie. Rodzinie wskazano Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu, jako miejsce oferujące najwyższy poziom kompetencji w zakresie leczenia chirurgicznego tego typu złożonych wad wrodzonych.

Hania rozwijała się podobnie do innych dzieci, ale od urodzenia głośno oddychała i z miesiąca na miesiąc było coraz gorzej. Lekarze liczyli na to, że wraz ze wzrostem problemy miną – opowiada pani Wioletta , mama dziewczynki. – Niestety w pewnym momencie lekarz poinformował nas, że wada jest poważna i nikt w Szczecinie nie podejmie się operacji, ale jednocześnie wskazał, gdzie szukać pomocy. To wtedy dowiedzieliśmy się, że najlepszym adresem będzie USK we Wrocławiu i prof. Dariusz Patkowski, uznany ekspert zajmujący się chirurgią dziecięcą.


Diagnoza i decyzja o operacji

Dokumentacja ze szczecińskiego szpitala została przesłana do USK, wtedy rozpoczął się długi okres konsultacji i przygotowań. – Największym problemem u Hani było to, że na długości około 5 centymetrów, tchawica była zwężona do średnicy około trzech milimetrów, a powinna mieć co najmniej 6-8 milimetrów – tłumaczy prof. dr hab. Dariusz Patkowski , kierownik Kliniki Chirurgii i Urologii Dziecięcej USK we Wrocławiu. – W związku z tym dziewczynka miała ograniczony dostęp do odpowiedniej ilości powietrza, szczególnie przy wysiłku. O ile jeszcze w spoczynku, to mogło wystarczyć, to już przy jakiejkolwiek aktywności fizycznej pojawiała się duszność. Hania miała bardzo dużo szczęścia, dlatego że jakakolwiek większa infekcja dróg oddechowych mogłaby spowodować niewydolnością oddechową.


Niezbędna współpraca wielu zespołów

Zabieg był poprzedzony wielomiesięcznymi przygotowaniami zarówno ze strony zespołu anestezjologów, kardiochirurgów i chirurgów dziecięcych, w tym konsultacjami międzynarodowymi. Do Wrocławia na zaproszenie prof. Patkowskiego przyjechał prof. Patricio Varela – uznany specjalista z Chile, posiadający jedno z najbogatszych w świecie doświadczeń w leczeniu wad tchawicy.
Operacja polegała na przeprowadzeniu tzw. sliding tracheoplasty (operacyjna metoda leczenia długoodcinkowego zwężenia tchawicy, polegająca na podłużnym przecięciu tchawicy w płaszczyźnie przednio-tylnej, zsunięciu jej końców i ich ponownym zespoleniu w celu trwałego poszerzenia światła). Ryzyko związane z zabiegiem było ogromne, a w przypadku niepowodzenia brak alternatywnych rozwiązań. Co więcej w trakcie operacji konieczne było również wyłączenie własnego oddechu dziecka i wprowadzenie krążenia pozaustrojowego.

Niezbędna była precyzyjna koordynacja zespołu anestezjologów, perfuzjonistów i kardiochirurgów – podkreśla dr Roman Przybylski, prof. UMW , kierownik Oddziału Kardiochirurgii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, odpowiedzialny za część kardiochirurgiczną operacji. – Zastosowaliśmy optymalne rozwiązania, które pozwoliły podłączyć płuco-serce i bezpiecznie przeprowadzić pacjentkę przez najbardziej krytyczne etapy zabiegu.

W operację zaangażowanych było łącznie kilkadziesiąt osób – anestezjolodzy, kardiochirurdzy, perfuzjoniści, chirurdzy dziecięcy, pielęgniarki i wielu więcej specjalistów. Zespoły działały w pełnej koordynacji, a całość poprzedzały liczne symulacje i scenariusze przygotowujące do procedury. Wydrukowano także model tchawicy dziewczynki, na którym planowano szczegóły zabiegu.

Ten zabieg to przykład najwyższego poziomu medycyny zespołowej i dowód, że interdyscyplinarność i doświadczenie naszych specjalistów mogą realnie zmieniać rokowania w najtrudniejszych przypadkach – podkreśla dr Marcin Drozd , dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. – Tego rodzaju operacje pokazują, czym naprawdę jest szpital najwyższego stopnia referencyjności. Tylko w tak dużym, wielospecjalistycznym ośrodku możliwe jest zintegrowanie wiedzy, doświadczenia i zaplecza technologicznego różnych zespołów – od chirurgii dziecięcej po kardiochirurgię i perfuzję. To także ogromne wyzwanie organizacyjne, które wymaga sprawnego zarządzania i precyzyjnej logistyki, dlatego szczerze gratuluję wszystkim zespołom. Ta operacja i wiele innych potrzeb najmłodszych pacjentów, które spotykamy na co dzień pokazują, że nasz plan na uruchomienie kardiologii pediatrycznej i programu kardiochirurgii dziecięcej, jako element zapewnienie ciągłości opieki – od diagnozy, przez leczenie chirurgiczne – jest niezbędny.


Efekty i rokowania

Przez cały czas trwania operacji przed drzwiami czekali rodzice Hani. Dziś wspominają, że to była wieczność.

Prof. Dariusz Patkowski obiecał nam, że jak tylko będzie mógł, wyjdzie z bloku operacyjnego i opowie o przebiegu zabiegu. I rzeczywiście, kiedy lekarz pojawił się w drzwiach i powiedział, że wszystko poszło dobrze, mogliśmy odetchnąć z ulgą – mówią poruszeni rodzice. – Dopiero tu we Wrocławiu przekonaliśmy się, jak bardzo poważna była ta sytuacja i jak skomplikowana była sama operacja.

Na finalne efekty operacji trzeba jeszcze poczekać, bo u dziewczynki muszą się wygoić blizny, ale wszystko wskazuje na to, że udało się osiągnąć zamierzony cel, i że Hania będzie mogła oddychać pełną piersią. Teraz pozostaje rehabilitacja i obserwacja.

Rodzice Hani przyznają, że w pierwszych dniach po operacji łapali się na tym, że w nocy przykładali ucho do piersi córki, bo nie było słychać jej oddechu, a oni byli przyzwyczajeni, że z drugiego pokoju było słychać świst. Dzisiaj dziewczynka czuje się dobrze i właśnie, po blisko miesiącu spędzonym w szpitalu wraca do domu.

***

prof. Patricio Jose Varela Balbontin – chirurg dziecięcy, profesor Universidad de Chile, uzyskał tytuł doktora medycyny na Uniwersytecie Chilijskim. Rezydenturę chirurgiczną odbył w Szpitalu Dziecięcym Mackenna w Chile. Jego specjalizacja z chirurgii dziecięcej obejmowała chirurgię małoinwazyjną w Centrum Medycznym Le Bonheur Children w Memphis w stanie Tennessee. Prof. Varela zyskał międzynarodowe uznanie dzięki swojej specjalizacji w zakresie wad rozwojowych klatki piersiowej i chirurgii tchawicy u dzieci.
Podczas swojego pobytu we Wrocławiu dodatkowo wykonał zabieg korekcyjny lejkowatej klatki piersiowej, wygłosił także dwa wykłady pt.: „ Congenital Tracheal Anomalies” oraz „Pectus Excavatum. Where we came from” , które były transmitowane przez internet w ramach międzynarodowej organizacji „International Pediatric Live Surgery Online Group” , której prezesem jest prof. Dariusz Patkowski

prof. dr hab. Dariusz Patkowski – specjalista chirurgii i urologii dziecięcej, kierownik Katedry i Kliniki Chirurgii i Urologii Dziecięcej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, od 1986 roku nieprzerwanie związany z Uniwersyteckim Szpitalem Klinicznym we Wrocławiu.
Laureat nagrody „Best of the best in Pediatric Surgery 2024”, nagrody Miasta Wrocławia, wyróżniony medalem prof. Jana Kossakowskiego przez Polskie Towarzystwo Chirurgów Dziecięcych. Wybitny ekspert w dziedzinie chirurgii endoskopowej dzieci, szczególnie noworodków z wadami wrodzonymi. Autor laparoskopowej techniki PIRS stosowanej od 20 lat w leczeniu przepukliny pachwinowej u dzieci na całym świecie. Jako pierwszy w Polsce wykonał torakoskopowe zespolenie zarośniętego przełyku u noworodka. Wprowadził autorską technikę operacyjną wewnętrznej trakcji w leczeniu długoodcinkowego zarośnięcia przełyku. Należy do nielicznego grona chirurgów dziecięcych na świecie z największą liczbą wykonanych zabiegów endoskopowych u noworodków ze zarośnięciem przełyku (ponad 400 pacjentów). Operacje wykonał w ponad 20 krajach.
Organizator i wykładowca na kongresach i kursach w kilkudziesięciu państwach, w tym w IRCAD (Francja). Był zapraszany do wygłoszenia prestiżowych wykładów m.in.:
• Wykładu im. Karla Storza: “Thoracoscopic approach for esophageal atresia, a game changer?” na zjeździe British Association of Pediatric Surgeons (BAPS), Birmingham, Wielka Brytania (2022),
• Wykładu European Journal of Pediatric Surgery: “Esophageal atresia – what could make a difference?” na zjeździe European Union of Pediatric Surgeons Associations (EUPSA), Bolonia, Włochy (2024),
• Wykładu Journal of Pediatric Surgery: “Open your mind, not the chest” na zjeździe International Pediatric Endosurgery Group (IPEG), Las Vegas, USA (2024).




 
Mózg pod presją.
Wrocław, 21 lipca 2025 r.

Mózg pod presją.

Neurolodzy USK we Wrocławiu biją na alarm:

choroby mózgu to epidemia XXI wieku


Żyjemy coraz dłużej, ale niekoniecznie zdrowiej. Choroby mózgu – przez dekady marginalizowane – dziś stanowią największe zagrożenie dla samodzielności i jakości życia milionów ludzi. W Światowy Dzień Mózgu, który przypada 22 lipca eksperci z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu przypominają: choroby neurologiczne są dziś pierwszą przyczyną niepełnosprawności i drugą najczęstszą przyczyną zgonów na świecie. W Polsce – podobnie jak w całej Europie – liczba pacjentów z udarem czy otępieniem rośnie lawinowo. Dotyka już nie tylko seniorów.

W Polsce rocznie 80–90 tysięcy osób doznaje udaru mózgu. Coraz więcej z nich to ludzie młodzi – przed czterdziestką. Jeszcze kilka lat temu stanowili mniej niż 10% pacjentów, dziś to już prawie 20% przypadków. Jednocześnie – jak ostrzegają neurolodzy – co kilkanaście lat podwaja się liczba osób starszych cierpiących na choroby otępienne.

– To nie jest już wyłącznie problem medyczny, ale społeczny. Choroby neurologiczne często odbierają ludziom samodzielność, czynią ich zależnymi od opieki bliskich lub instytucji. Nie wiem czy my, jako społeczeństwo, jesteśmy na to gotowi – podkreśla dr hab. Sławomir Budrewicz, prof. UMW, kierownik Uniwersyteckiego Centrum Neurologii i Neurochirurgii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu (USK). – Potrzeba wielu specjalistów, programów wsparcia, ale też edukacji. Tymczasem zachorować może każdy z nas.

Zaczęło się od zjazdu, dziś to globalny apel – czas przestać ignorować fakty

Światowy Dzień Mózgu obchodzony jest każdego roku 22 lipca – na pamiątkę założenia Światowej Federacji Neurologii w 1975 r. Od tamtej pory neurologia zmieniła się diametralnie. I choć współczesna medycyna przynosi spektakularne postępy, choroby mózgu są dziś jednym z najpoważniejszych wyzwań zdrowotnych świata.
Choroby neurodegeneracyjne mają wiele przyczyn – to m.in. starzenie się organizmu, czynniki genetyczne i naczyniowe, ale w dużej mierze styl życia.

– Wysoki cholesterol, cukrzyca, choroby naczyniowe czy palenie papierosów – wszystko to wprost przekłada się na zdrowie neurologiczne – wylicza dr Paweł Urbanowski, specjalista neurologii z Uniwersyteckiego Centrum Neurologii i Neurochirurgii USK. – Mózg nie boli, ale choruje – cicho i długo. Często zbyt długo.

Tylko do USK we Wrocławiu trafia rocznie ponad 1500 pacjentów z udarem mózgu – to średnio 30 nowych osób tygodniowo. Dzięki nowoczesnym metodom leczenia – takim jak tromboliza dożylna i trombektomia mechaniczna – wiele z tych osób wraca do samodzielności. Szpital dysponuje jednym z najlepiej rozwiniętych systemów leczenia ostrej fazy udaru w regionie, z zespołem dostępnym 24/7. Ale jak podkreślają specjaliści – czas reakcji od wystąpienia objawów do rozpoczęcia leczenia ma kluczowe znaczenie, bo każda minuta niedokrwienia to miliony obumierających komórek nerwowych.

I uczulają na łańcuch przeżycia -
Utrudniona mowa,
Dłoń opadająca,
Asymetria ust,
Reaguj natychmiast.

Przełomy w neurologii. Od leczenia objawowego do leczenia przyczynowego

Do początku XXI wieku neurologia była dziedziną, w której większość chorób leczono wyłącznie objawowo. Pacjenci i ich rodziny musieli przez lata mierzyć się z postępującą utratą sprawności, bez realnej nadziei na zatrzymanie choroby. Dziś wiele z tych chorób można leczyć przyczynowo. Przykład? Rdzeniowy zanik mięśni (SMA), choroba genetyczna, która jeszcze niedawno prowadziła do nieuchronnej śmierci. Teraz, dzięki terapiom genowym, dzieci mogą rozwijać się i żyć normalnie.

Lipiec przyniósł kolejny przełom. Międzynarodowy zespół naukowców Światowego Konsorcjum Proteomiki Neurodegeneracyjnej opublikował jedną z największych zharmonizowanych baz danych proteomicznych, czyli białek odpowiedzialnych za choroby neurodegeneracyjne.
– To milowy krok. Teraz wiemy, które białko odpowiada za którą chorobę. Możemy celować precyzyjnie – nie tylko w skutki, ale w źródło problemu. W najbliższych latach możemy spodziewać się nowych przyczynowych terapii tych nieuleczalnych schorzeń – wyjaśnia dr Urbanowski.

W Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu pacjenci z chorobami neurologicznymi mają dostęp do nowoczesnych terapii, w tym również leczenia zaawansowanej postaci choroby Parkinsona. Stosuje się tu zarówno leczenie operacyjne, jak i terapie infuzyjne – dojelitowe wlewy lewodopy oraz podskórne podawanie apomorfiny, dobierane indywidualnie do stanu chorego. Prowadzone są także kwalifikacje do głębokiej stymulacji mózgu DBS i nowoczesnych form podawania leków, a cały proces – od diagnostyki po kontynuację leczenia – odbywa się w jednym ośrodku.

– To jedyne miejsce w regionie oferujące tak kompleksowe podejście do leczenia chorób zwyrodnieniowych układu nerwowego, łączące opiekę neurologiczną, neurochirurgiczną i wsparcie długoterminowe – podkreśla dr hab. Sławomir Budrewicz, prof. UMW. – Jako ośrodek uniwersytecki prowadzimy także kwalifikacje do innowacyjnych terapii biologicznych i terapii w ramach badań klinicznych.

Rzadkie, ale nie marginalne. Neurologia w centrum uwagi

Ponad 50 procent wszystkich chorób rzadkich dotyczy układu nerwowego – to najwięcej spośród wszystkich dziedzin medycyny. Choć pojedyncze schorzenia występują zwykle rzadko, jako grupa stanowią ogromne wyzwanie diagnostyczne, terapeutyczne i społeczne. Pacjenci często latami szukają rozpoznania, a kiedy je otrzymują – brakuje ośrodków, które oferują specjalistyczne leczenie.

– Nie da się budować nowoczesnej opieki zdrowotnej bez inwestycji w neurologię. To właśnie tu technologia, genetyka i farmakologia zmieniają się najszybciej – i mogą zmieniać ludzkie życie naprawdę radykalnie – podsumowuje prof. Budrewicz. – Światowy Dzień Mózgu to nie święto neurologów. To apel do nas wszystkich. Zadbajmy o to, co najcenniejsze – nasze zdolności poznawcze, pamięć, samodzielność. Gdy mózg zawodzi, cierpi całe życie.

alt
alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt
 
Tylko kilka takich operacji w Polsce w roku – pacjent USK we Wrocławiu w ciągu jednego dnia dostał nowe serce, nową nerkę i szansę na życie
Wrocław, 18 lipca 2025 r.

Tylko kilka takich operacji w Polsce w roku – pacjent USK we Wrocławiu w ciągu jednego dnia dostał nowe serce, nową nerkę i szansę na życie



W ciągu jednej, słonecznej niedzieli dostał nowe serce i nową nerkę – 42 letni pacjent Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu otrzymał szansę na życie. Na ten skomplikowany i rzadko wykonywany zabieg przez blisko pół roku czekał w szpitalnej sali. Co ważne, w skali całej Polski rocznie przeprowadza się tylko kilka takich procedur. Ten dzień odmienił również życie dwóch innych pacjentów, którzy otrzymali nowe nerki.

Jednoczasowe zabiegi, podczas których dochodzi do transplantacji serca i nerki, wykonuje się niezwykle rzadko, statystycznie w skali Polski jest ich mniej niż pięć w ciągu roku (w 2024 r. – dwa). W Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym takich operacji do tej pory było w sumie cztery i co najważniejsze za każdym razem z pełnym sukcesem, pacjenci wrócili do zdrowia – oceniają klinicyści.

Na taki podwójny przeszczep od dawna czekał pacjent z przewlekłą niewydolnością serca i przewlekłą chorobą nerek. W ostatnich miesiącach przed zabiegiem nie można już było go wypisać do domu, jego serce utraciło zdolność pracy – tłumaczy prof. dr hab. Michał Zakliczyński, kierownik Oddziału Transplantacji Serca i Mechanicznego Wspomagania Krążenia Instytutu Chorób Serca USK we Wrocławiu.

Znalezienie odpowiedniego dawcy, który mógłby przekazać oba narządy jednej osobie, jest bardzo trudne, dlatego takie operacje wykonuje się bardzo rzadko.

Pacjent prawie mieszkał na naszym oddziale, przy czym był bardzo cierpliwy – przyznaje prof. Zakliczyński. – W miesiącach poprzedzających transplantację był zależny od dożylnego podawania leków inotropowych, które wspomagały jego serce. Próbowaliśmy go wypisać do domu, chociaż na kilka dni, żeby mógł odpocząć od szpitala, ale wracał szybciej niż się tego można było spodziewać i dalej czekał.

Mężczyzna znajdował się na pilnej liście do przeszczepu, był na jej szczycie, bo do życia potrzebował dwóch organów. Po jednej nieudanej próbie, szczęście się do niego uśmiechnęło. Znalazł się dawca idealny dla 42-latka. Dzięki dobrze rozwiniętej współpracy między ośrodkami przeszczepowymi, narządy błyskawicznie trafiły do szpitala przy ul. Borowskiej, co jest szczególnie ważne w przypadku kondycji serca do przeszczepu.

Chronologicznie wyglądało to tak, że o godzinie 8:00 rano serce było już na sali operacyjnej, o godzinie 12:00 kardiochirurdzy skończyli przeszczep serca, ustabilizowali pacjenta, a o godzinie 18:00 zespół chirurgów naczyniowych przeszczepił mu nerkę – wspomina Mateusz Rakowski, kierownik Biura ds. Transplantacji i Donacji USK we Wrocławiu. – Tego samego dnia, o godzinie 22:30 pacjent był już przytomny i kazał pozdrowić kolegów z oddziału.

Tak skomplikowany proces wymagał nie tylko błyskawicznej logistyki, ale przede wszystkim perfekcyjnej koordynacji wszystkich zaangażowanych zespołów medycznych. – Jednoczasowa transplantacja jest trudniejsza od pojedynczego zabiegu, wymaga połączenia i skoordynowania pracy dwóch zespołów chirurgicznych. Również pacjent musi być odpowiednio przygotowany do takiego zabiegu. Ważne jest, aby przeprowadzana w pierwszej kolejności transplantacja serca, przebiegła bez komplikacji. Pacjent musi być w stabilnym stanie, aby można było rozpocząć kolejną transplantację – mówi dr Maciej Bochenek, kardiochirurg, transplantolog z Instytutu Chorób Serca USK we Wrocławiu.

Ten typ operacji jest najlepszy w przypadku pacjentów, którzy potrzebują nowego serca i nerki, jeśli tylko wskazania medyczne na niego pozwalają.

W tym przypadku samo serce nie rozwiązałoby problemu, bo nerki tego pacjenta od dawna były niewydolne i żył tylko dzięki dializoterapii – wyjaśnia prof. dr hab. Dariusz Janczak, kierownik Kliniki Chirurgii Naczyniowej, Ogólnej i Transplantacyjnej USK. – Co nas bardzo cieszy, nowa nerka od razu podjęła pracę, co doskonale rokuje dla tego chorego.

Wspomniana niedziela była szczególna nie tylko ze względu na jednoczasowe przeszczepienie dwóch narządów. Tego samego dnia, oprócz jednoczasowego przeszczepienia serca i nerki, w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu przeprowadzono również dwie inne procedury przeszczepowe nerek u innych pacjentów. Cztery transplantacje narządów w ciągu doby pokazują wyjątkową mobilizację i doświadczenie zespołów medycznych i logistyki. W sytuacjach, gdy każda minuta jest cenna, wsparcie ze strony policji czy wojska pozwala skrócić czas od pobrania do przeszczepienia, co ma bezpośrednie przełożenie na skuteczność zabiegów i rokowania pacjentów.

To dzięki takiemu podejściu USK we Wrocławiu stał się jednym z liderów transplantologii. Według danych rejestru transplantacyjnego we wrocławskim ośrodku w zaledwie 4 lata wykonano 212 transplantacji serca (najwięcej w Polsce w 2024 r.), a tylko w tym roku aż 33 takie procedury. Od 1992 roku we wrocławskim ośrodku wykonano 1123 przeszczepień nerek, z czego tylko w tym roku 47.

Eksperci podkreślają, że choć rozwój medycyny transplantacyjnej w Polsce pozwala dziś skutecznie ratować życie pacjentów oczekujących na przeszczep, to liczba dostępnych narządów wciąż pozostaje niewystarczająca w stosunku do potrzeb. Dlatego niezwykle istotne jest nie tylko wspieranie idei dawstwa pośmiertnego, ale także promowanie przeszczepień od żywych dawców – zwłaszcza w przypadku nerek, które mogą być przekazywane przez osoby bliskie: członków rodziny, partnerów życiowych czy przyjaciół.

Przeszczepy od żywych dawców charakteryzują się bardzo dobrą przeżywalnością przeszczepionego narządu i często krótszym czasem oczekiwania na zabieg. Są to procedury planowane z dużym wyprzedzeniem, poprzedzone kompleksowymi badaniami i kwalifikacją medyczną oraz psychologiczną obu stron – dawcy i biorcy. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że może pomóc swoim bliskim jeszcze za życia, dzieląc się tym, co najcenniejsze. Wystarczy decyzja i odwaga, by zrobić ten krok – mówi prof. dr hab. Mirosław Banasik, kierownik Kliniki Nefrologii, Medycyny Transplantacyjnej i Chorób Wewnętrznych USK. – To forma świadomej troski i solidarności, której nie sposób przecenić.

Rozmowa o dawstwie w gronie rodziny, znajomych czy współpracowników ma kluczowe znaczenie. Buduje świadomość, zmniejsza lęk i uprzedzenia, a w wielu przypadkach może stanowić pierwszy krok do uratowania życia osobie bliskiej. Dlatego lekarze apelują: warto rozmawiać, warto być gotowym – bo decyzja o dawstwie to decyzja o szansie na życie.

Szpital uniwersytecki w systemie ochrony zdrowia pełni szczególną rolę. To jednostka najwyższej referencyjności, która jest w stanie zapewnić pacjentom z całego regionu wysokospecjalistyczną, interdyscyplinarną i zgodną z najnowszymi trendami opiekę medyczną. Tak widzimy swoją rolę, dlatego rozwijamy obszary wymagające największej ekspertyzy i tak duży nacisk kładziemy na jakość kształcenia dobrze przygotowanych do zawodu kadr medycznych. Są niedziele, w które zdarzają się spektakularne historie, ale sztuka polega na tym, by dzień po dniu nasi pacjenci leczeni byli sprawnie, skutecznie i z dostępem do najnowszych technologii. To jest cel, który sobie stawiamy – podkreśla prof. dr hab. Piotr Ponikowski, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i dyrektor Instytutu Chorób Serca.

Kontakt:
Stefan Augustyn
Pełnomocnik Dyrektora ds. Komunikacji

e-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
tel. +48 885 835 033, 71 733 10 56
 
 
Liczy się moc słowa - dziennikarze czytają dzieciom w ramach kampanii „Bajka na zdrowie” w USK we Wrocławiu
Wrocław, 10 lipca 2025 r.

Liczy się moc słowa - dziennikarze czytają dzieciom w ramach kampanii „Bajka na zdrowie” w USK we Wrocławiu



Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu (USK) po raz kolejny zaprosił swoich najmłodszych pacjentów w podróż do świata wyobraźni. Po pierwszej, wiosennej edycji kampanii „Bajka na zdrowie”, w której bajki czytali znani wrocławscy artyści, tym razem do akcji dołączyli dziennikarze – na co dzień relacjonujący życie regionu. Przedstawiciele wrocławskich redakcji sięgnęli po najnowszą książkę stworzoną przez zespół USK dla dzieci i ich rodzin, by przypomnieć, że nic nie zastąpi ciepłego głosu drugiego człowieka.

Kampania ma na celu zwrócenie uwagi na ogromną rolę czytania w szpitalnej codzienności – szczególnie na oddziałach dziecięcych i intensywnej terapii.

Chcemy zachęcać rodziców, by zamiast sięgać po telefon lub tablet, wybierali książkę i własny głos. To coś pozornie błahego, ale jak podkreślają również nasi specjaliści, może mieć wielkie znaczenie – mówi dr Marcin Drozd, dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. – Obecność bliskiej osoby i wspólna lektura potrafią skutecznie oswoić lęk, odciągnąć uwagę dziecka od trudnych procedur, a przede wszystkim – budować więź. Wszystko to ma pozytywny wpływ na proces leczenia. Właśnie dlatego jako Uniwersytecki Szpital Kliniczny, jeden z największych polskich szpitali, w którym co roku leczymy tysiące dzieci, organizujemy tę kampanię. Cieszę się, że przedstawiciele mediów dołączyli do naszej akcji i razem możemy zrobić coś fajnego dla naszych najmłodszych pacjentów. Jest to tym bardziej wartościowe, że na co dzień często współpracujemy przy realizacji redakcyjnych materiałów, które również wspierają budowanie postaw prozdrowotnych. Dla odmiany dzisiaj kolejny raz pokazujemy, że te starania mogą wychodzić poza ramy stricte leczenia, że ważne jest kompleksowe ujęcie procesu powrotu do zdrowia.

Dodajmy, że w pierwszej edycji inicjatywy, zrealizowanej w Światowy Dzień Książki 23 kwietnia 2025 roku, w rolę lektorów wcielili się Justyna Szafran, aktorka i solistka Teatru Muzycznego Capitol, oraz Robert Gonera, aktor i producent kreatywny. Akcja miała nie tylko promować czytanie, ale także zwracać uwagę na problem nadużywania elektroniki w szpitalnej rzeczywistości.

– Coraz częściej widzimy, że dzieci w salach są „otulane” nie niebem opowieści, a niebieskim światłem ekranów. Tymczasem badania jasno pokazują: mózg dziecka, nawet uśpiony przez leki, rejestruje dźwięki, emocje, głos bliskiej osoby – mówiła w kwietniu prof. dr hab. Marzena Zielińska, kierująca Oddziałem Anestezjologii i Intensywnej Terapii Dziecięcej USK. – Czytanie to jeden z najprostszych i najskuteczniejszych sposobów, by pomóc dziecku oswoić trudne chwile.

Książeczki na zdrowie, bez recepty

W akcję włączono czytanie książek stworzonych specjalnie z myślą o małych pacjentach onkologicznych.

Pierwsze trzy publikacje opracowane w USK we Wrocławiu były tłumaczeniami wersji poradnika przygotowanego przez brytyjską organizację chorych na białaczkę – Children’s Cancer and Leukemia Group. Szpital dostał zgodę na adaptację tekstów do polskich warunków i sam opracował stronę graficzną. Publikacje przygotowane dzięki wsparciu sponsorów oraz partnerów projektu - Fundacji Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową i firmy Nettle – spotkały się z tak pozytywnym przyjęciem, że są obecnie wykorzystywane dla polskich pacjentów leczonych w Anglii i Irlandii. Książki – pięknie ilustrowane i dostosowane do możliwości poznawczych dzieci – poruszają trudne tematy w sposób delikatny i zrozumiały. „Mój brat lub siostra ma nowotwór” tłumaczy sytuację rodzeństwu chorego dziecka. „Ani wypadają włosy” oswaja temat utraty włosów i reakcji otoczenia. „Wojtek i Zosia idą na radioterapię” pomaga przygotować się do procedury naświetlań.

Najnowsza publikacja – poradnik „Kuba i Martynka w szpitalu” tłumaczy, czym są długoterminowe dostępy naczyniowe – takie jak Broviac czy port. Choć na co dzień niewidoczne, odgrywają kluczową rolę w leczeniu – ułatwiają terapię, zmniejszają ból, towarzyszą pacjentom przez wiele miesięcy.

Opracowano ją w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu, w ramach współpracy Działu Farmacji Klinicznej USK, Katedry i Zakładu Farmakologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Autorkami pomysłu są dr Olga Fedorowicz, dr Krystyna Okoniewska i mgr Ewa Zygadło-Kozaczuk.

– Naturalnym odbiorcą naszych działań są dzieci z Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej USK, które często nie rozumieją, co dzieje się wokół nich – mówi dr Olga Fedorowicz z Działu Farmacji Klinicznej, koordynatorka projektu. – O szczegółach leczenia informowani są zazwyczaj dorośli, a najmłodsi pacjenci pozostają w świecie domysłów i niepokoju. Dlatego tak ważne było dla nas przygotowanie m.in. książeczki „Kuba i Martynka w szpitalu”, która w prosty, zrozumiały sposób tłumaczy szpitalną rzeczywistość – dodaje.

Pokazuje, że szpital to nie tylko zabiegi i badania, ale również miejsce, w którym można zadawać pytania, czuć się bezpiecznie i odnaleźć rytm codzienności. Książeczka powstała na podstawie doświadczeń pacjentów i zespołu terapeutycznego – tak, by jak najlepiej odpowiadać na realne potrzeby najmłodszych.

To dla nas jedna z najważniejszych publikacji – podkreśla dr Olga Fedorowicz. – Pomaga dziecku zrozumieć, co się dzieje z jego ciałem, dlaczego niektóre rzeczy wyglądają inaczej niż dotychczas i że wszystko, co dzieje się wokół, ma swój sens i cel. Daje poczucie sprawczości i zmniejsza lęk – a to ogromnie ważne w procesie terapii.

Jak mówią twórcy, adresatami wszystkich publikacji są nie tylko dzieci, ale także ich opiekunowie, którzy dostają poradnik o tym, jak rozmawiać z małym pacjentem i prawidłowo opiekować się chorym. Na końcu każdej książeczki jest też miejsce na opisanie przez dziecko własnej historii. Co istotne, najnowsze wydanie – „Kuba i Martynka w szpitalu”, zostało w całości opracowane w USK we Wrocławiu, a autorką tekstu jest jedna z pomysłodawczyń, mgr Ewa Zygadło-Kozaczuk.

Powstanie serii książeczek edukacyjnych było możliwe dzięki zaangażowaniu partnerów i sponsorów. To dzięki ich wsparciu finansowemu możliwe było przygotowanie publikacji, ich druk oraz bezpłatne udostępnienie pacjentom i ich rodzinom.

Słowa, które mogą leczyć

Specjaliści podkreślają, że wspólne czytanie nie tylko wspiera rozwój dziecka i pogłębia relację z rodzicem, ale może także działać terapeutycznie. Tymczasem wciąż obserwuje się niepokojące trendy – dzieci coraz więcej czasu spędzają przed ekranami. Według raportu „Internet dzieci 2025” już 92% dzieci w wieku 7–14 lat korzysta z internetu codziennie, spędzając online średnio 4,5 godziny dziennie.

Zależy nam, by w szpitalnych salach wracała kultura wspólnego czytania i obecności – mówi dr hab. Monika Szewczuk-Bogusławska, dolnośląski konsultant w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży, specjalistka z Uniwersyteckiego Centrum Zdrowia Psychicznego USK we Wrocławiu – Literatura daje możliwość rozmowy, opisu emocji i wspólnego przeżywania. To nie tylko zdrowy nawyk, ale też skuteczna forma wspierania dziecka w chorobie.

Specjaliści od słów mają moc

Cieszy mnie, że redaktorzy i redaktorki na co dzień współtworzący z nami materiały edukacyjne i informacyjne o terapii nowotworów, tym razem osobiście dołączyli do wsparcia naszych małych pacjentów – mówi prof. dr hab. Krzysztof Kałwak, kierownik Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej USK. – Ich zaangażowanie ma szczególną wartość – pokazuje dzieciom i rodzinom, że są widziani i ważni również poza salą szpitalną.

Dziennikarze odwiedzili dzieci w Klinice i przeczytali im fragmenty najnowszej książeczki oraz inne, wybrane przez najmłodszych tytuły. W wydarzeniu wzięli udział przedstawiciele telewizji TVN24, TVP3 Wrocław, Gazety Wrocławskiej, Radia Wrocław i RMF FM. Ich obecność i zaangażowanie w kampanię miały wymiar symboliczny i terapeutyczny zarazem – podkreślały, że w świecie zdominowanym przez technologię warto wrócić do prostego aktu czytania i budowania relacji przez słowo.

Kampania „Bajka na zdrowie” to nie tylko akcja promująca czytanie – to przypomnienie, że słowo ma moc. Wystarczy usiąść, otworzyć książkę i przeczytać dziecku bajkę – a czasem po prostu powiedzieć: jestem przy Tobie, będzie dobrze.

alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt
 
Trampoliny, hulajnogi i skoki do wody – letnie zagrożenia oczami lekarzy USK we Wrocławiu
Wrocław, 27 czerwca 2025 r.

Trampoliny, hulajnogi i skoki do wody –

letnie zagrożenia oczami lekarzy USK we Wrocławiu



Wakacje to czas zwiększonej liczby urazów – do Oddziału Klinicznego Chirurgii Urazowo-Ortopedycznej Dziecięcej Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu trafia nawet trzy razy więcej pacjentów niż w innych miesiącach. Najczęściej są to dzieci i młodzież z kontuzjami po zabawie na świeżym powietrzu, ale rośnie też liczba poważnych wypadków z udziałem rowerzystów, motocyklistów i użytkowników hulajnóg. W przededniu rozpoczęcia wakacji specjaliści z USK we Wrocławiu apelują o rozwagę i ostrożność.

W okresie wakacyjnym do Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu (USK) trafia znacznie więcej pacjentów z urazami niż w innych porach roku – przypominają specjaliści. Zwiększona aktywność fizyczna, dłuższy czas spędzany na świeżym powietrzu oraz mniejsza kontrola dorosłych nad młodzieżą i dziećmi sprawiają, że latem liczba kontuzji wzrasta nawet kilkakrotnie.

– Najczęściej są to pacjenci z urazami kończyn górnych i dolnych, które powstają wskutek upadków z roweru, hulajnogi, deskorolki czy podczas zabawy na trampolinie – mówi dr hab. Wiktor Urbański, który od kilku tygodni kieruje pracami Oddziału Klinicznego Chirurgii Urazowo-Ortopedycznej Dziecięcej USK we Wrocławiu, specjalista neurochirurgii. – Letnie miesiące sprzyjają aktywności, ale niestety nie zawsze idzie za tym zachowanie zasad bezpieczeństwa, zwłaszcza u dzieci i nastolatków.

Z obserwacji lekarzy wynika, że w wakacje urazów wśród dzieci może być nawet dwa do trzech razy więcej niż w pozostałych miesiącach. Przez cały 2024 rok pod opiekę ortopedów Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu trafiło 691 dzieci, a w bieżącym roku, do trzeciej dekady czerwca przyjęto już 398 dzieci. Wśród najmłodszych wakacyjnych pacjentów dominują – na szczęście – niegroźne złamania, skręcenia i stłuczenia, jednak już u starszej młodzieży i dorosłych częściej dochodzi do poważniejszych uszkodzeń. W takich przypadkach pomoc nierzadko muszą nieść również specjaliści z Kliniki Neurochirurgii.

– Wypadki przy wysokiej prędkości na hulajnodze, motocyklu czy rowerze, szczególnie w połączeniu z brakiem kasku, mogą skutkować urazami głowy, złamaniami kręgosłupa, a nawet trwałym kalectwem – podkreśla
dr Krzysztof Kołtowski , ortopeda i traumatolog z Oddziału Klinicznego Chirurgii Urazowo-Ortopedycznej Dziecięcej USK we Wrocławiu. – Urazy najczęściej dotyczą nie tylko kierujących, ale także przechodniów, którzy niespodziewanie znajdą się na torze jazdy.

Szybka zabawa, długotrwałe skutki

Zespół specjalistów USK szczególną uwagę zwraca również na skutki wypadków motocyklowych, których liczba rośnie już od maja – wraz z początkiem sezonu. Do szpitala regularnie trafiają osoby z wielomiejscowymi obrażeniami, które wymagają natychmiastowej, skoordynowanej pomocy wielu zespołów klinicznych.

Wśród wakacyjnych urazów powracającym zagrożeniem są także skutki skoków do wody – szczególnie na tzw. „główkę” w nieznanym miejscu lub płytkiej wodzie. Skok może prowadzić do urazu głowy, utraty przytomności, a nawet uszkodzenia rdzenia kręgowego.

– W najgorszym przypadku może dojść do uszkodzenia rdzenia kręgowego i czterokończynowego porażenia. Liczne kampanie społeczne przynoszą efekty, bo jeszcze kilka lat temu w wakacje tak zwany skoczek trafiał się co najmniej raz w tygodniu, teraz to jest raczej jeden taki przypadek na miesiąc, ale i tak. To dalej o jeden przypadek za dużo – zaznacza dr Goutham Chourasia, z-ca kierownika Szpitalnego Oddziału Ratunkowego USK we Wrocławiu.

W ramach Szpitalnego Oddziału Ratunkowego USK we Wrocławiu funkcjonuje jedyne na Dolnym Śląsku Centrum Leczenia Urazów Wielonarządowych i Mnogich. Miejsce, gdzie w pierwszej kolejności trafiają dzieci z najcięższymi, nie tylko wakacyjnymi obrażeniami, które następnie po wstępnej kwalifikacji, przekazywane są pod dalszą opiekę ekspertów m.in. z Oddziału kierowanego przez dra Urbańskiego. Dzięki doświadczeniu specjalistów USK i nowoczesnemu zapleczu, najmłodsi pacjenci mogą liczyć na szybką i skuteczną pomoc. To tu medycyna ratunkowa działa na najwyższym poziomie – także w czasie wakacji.

Rozmowy na wagę zdrowia

Latem do szpitali trafiają również osoby poszkodowane w wyniku zażycia alkoholu lub substancji psychoaktywnych. Eksperci zwracają uwagę na wzrost liczby upadków z wysokości, niestety często związanych z próbami samobójczymi wśród młodzieży i młodych dorosłych. Dlatego w wakacje warto obserwować swoich najbliższych i rozmawiać z nimi. Czasem jedno słowo może odwieść kogoś od tragicznych w skutkach decyzji.

Mimo zwiększonej liczby nagłych interwencji, Oddział Kliniczny Chirurgii Urazowo-Ortopedycznej Dziecięcej USK nie przerywa zaplanowanych wcześniej hospitalizacji. Eksperci dostrzegają też, że część rodzin po „wewnętrznych” ustaleniach decyduje się celowo wykorzystać czas wakacyjny na przeprowadzenie planowych zabiegów ortopedycznych, tak aby dzieci mogły wrócić do pełnej sprawności przed rozpoczęciem roku szkolnego. Eksperci sugerują, że przy lżejszych zabiegach to może być dobry pomysł, jednak okres upałów nie jest wskazany do planowania rozległych zabiegów chirurgicznych, które wymagają dłuższego leczenia ran w domu, z uwagi na niesprzyjające temu temperatury i możliwość utrudnionego gojenia.

– W przededniu wakacji apelujemy do rodziców i opiekunów o większą czujność, a do młodzieży o rozwagę. Wakacje to czas odpoczynku i nie powinien kończyć się na szpitalnym oddziale – podsumowuje dr hab. Wiktor Urbański.

alt alt alt
 
Ranking U.S. News

Ranking U.S. News: kardiolodzy z Uniwersytetu Medycznego

i Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego

we Wrocławiu w światowej elicie badań nad chorobami serca


W najnowszym zestawieniu U.S. News Best Global Universities 2025–2026 – jednym z trzech najbardziej prestiżowych rankingów oceniających uczelnie wyższe - Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu znalazł się na 13. miejscu na świecie w obszarze badań chorób serca i układu krążenia – spośród ponad 2 250 klasyfikowanych uczelni. To wyróżnienie potwierdza, że Wrocław należy do grona kluczowych ośrodków kardiologicznych na świecie.

Za sukcesem stoi zespół Instytutu Chorób Serca działający w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym, który w ciągu zaledwie kilku lat stał się jednym z kluczowych filarów naukowych i klinicznych Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu; widocznym i uznawanym w środowisku międzynarodowym. Ranking, oparty wyłącznie na twardych danych bibliometrycznych z Web of Science, światowej bazy naukowej – takich jak cytowalność, jakość publikacji, skala współpracy zagranicznej – wskazuje, że to właśnie uniwersytecka kardiologia we Wrocławiu wyznacza dziś standardy w Europie.

W kategoriach udziału prac wśród 1% i 10% najczęściej cytowanych artykułów, wrocławska kardiologia uplasowała się w pierwszej dziesiątce światowej – co świadczy nie tylko o wysokiej produktywności, ale przede wszystkim o jakości badań naukowych prowadzonych w Instytucie.

Jednostka, której naukowcy współpracują z najlepszymi zespołami z USA, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Szwecji, Francji i Kanady, stała się przykładem jak połączyć nowoczesne podejście kliniczne z badaniami, które kształtują światową wiedzę o chorobach serca. To właśnie ta synergia – między nauką a praktyką – sprawia, że Instytut Chorób Serca to dziś najbardziej rozpoznawalny naukowo obszar badawczy Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Za naukowym sukcesem w rankingu stoją nie tylko dane bibliometryczne, lecz także wpływ ekspertów Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu na kształtowanie globalnych standardów leczenia w ostatnich 10 latach.

- Polska kardiologia nie powinna mieć kompleksów, wręcz przeciwnie jest narodowym powodem do dumy - udowadniamy to na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu - najlepszej polskiej uczelni medycznej w światowych rankingach. Dysponujemy nieporównywalnie mniejszym zespołem i budżetem niż większość ujętych w zestawieniu uczelni. Stawiając jednak zawsze jakość badań na pierwszym miejscu znaleźliśmy sposób na niwelowanie tych różnic. Cieszę się, że kolejne pokolenie moich współpracowników zaczyna zasiadać w gremiach decydujących o europejskich wytycznych, organizuje badania we współpracy z zagranicznymi partnerami z najlepszych uczelni na świecie, planuje współpracę z międzynarodowymi koncernami w ramach wieloośrodkowych badań klinicznych. Tylko działając w dużej skali, w międzynarodowych grupach jesteśmy w stanie zbudować widoczność i rozpoznawalność. Dziś kluczowym wyzwaniem dla Instytutu jest stworzenie takiego środowiska pracy, by młodzi, ambitni naukowcy z całego świata chcieli właśnie tu zaczynać swoją ścieżkę kariery. Na takim modelu oparte są najlepsze zespoły badawcze w Europie i USA. Aktualnie planujemy stworzenie naukowego i klinicznego konsorcjum z uczelniami z Wielkiej Brytanii i Niemiec, które stanie się centrum doskonałości w zakresie kompleksowego leczenia kardiomiopatii w tej części Europy. Mamy świadomość, że dziś przewagę naukową budują interdyscyplinarne zespoły i tak chcemy pracować. Ten ranking niewątpliwie nam w tym pomoże – mówi prof. Piotr Ponikowski, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, dyrektor Instytutu Chorób Serca.

Zespół z Wrocławia aktywnie uczestniczy w wielu międzynarodowych, wieloośrodkowych badaniach klinicznych o przełomowym znaczeniu, których wyniki nie tylko trafiają do prestiżowych czasopism, ale realnie zmieniają praktykę kliniczną na całym świecie.

Kluczowe dane

•    2. miejsce na świecie – za wpływ naukowy publikacji (tzw. znormalizowany wskaźnik cytowań, NCI), który pokazuje jak często i jak znacząco prace z Wrocławia są cytowane przez innych naukowców na świecie.
•    4. miejsce na świecie – pod względem udziału publikacji należących do 1% najczęściej cytowanych globalnie – to badania, które realnie zmieniają światową wiedzę o chorobach serca.
•    10. miejsce na świecie – za udział publikacji w top 10% najczęściej cytowanych artykułów, co potwierdza utrzymującą się wysoką jakość prac naukowych
•    20. miejsce na świecie – w kategorii współpraca międzynarodowa (w relacji do średniej krajowej), co pokazuje, że naukowcy z Wrocławia pracują globalnie, w międzynarodowych konsorcjach.
•    42. miejsce na świecie – pod względem łącznej liczby cytowań w dziedzinie chorób serca.
•    UMW jest liderem w Polsce pod względem cytowań, odpowiada za ok. 23% wszystkich cytowań w kardiologii w Polsce.
To jedne z najwyższych pozycji w historii polskiej nauki nie tylko w dziedzinie nauk medycznych.

Innowacje z Wrocławia zmieniają praktykę kliniczną


Instytut Chorób Serca łączy najwyższą jakość naukową z wdrożeniami klinicznymi:

•    Ponad 200 przeszczepów serca w 4 lata – najszybciej rozwijające się centrum transplantologii serca
     w Polsce.
•    Pionierski w kraju i jeden z nielicznych w Europie program leczenia wstrząsu kardiogennego.
•    Program leczenia pozaszpitalnych nagłych zatrzymań krążenia z implantacją systemu ECMO
•    Rozwój nowych technik leczenia ostrej niewydolności serca
•    Leczenie kardiochirurgiczne złożonych wad wrodzonych serca u dorosłych
•    Pierwsza w Polsce przezcewnikowa implantacja zastawki mitralnej Tendyne – zabieg na bijącym sercu,
     bez otwierania klatki piersiowej.
•    Zabiegi AngioVac – usuwanie zakrzepów z serca bez skalpela, z minimalnym ryzykiem.

O Instytucie Chorób Serca

Instytut Chorób Serca – jednostka Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu działająca w ramach Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego – działa zaledwie od sześciu lat, a już dziś pełni funkcję jednostki referencyjnej dla kraju. Jego działalność opiera się na szybkiej i kompleksowej diagnostyce pozwalającej na wybór najlepszej metody leczenia, maksymalnie krótkim pobycie w szpitalu oraz zintegrowanej ambulatoryjnej opiece specjalistycznej w zakresie chorób układu sercowo-naczyniowego.

Dzięki tej strategii, Instytut zyskał szerokie uznanie nie tylko w rankingach naukowych, ale także w praktyce klinicznej – wdrażając rozwiązania, które w Polsce często były stosowane po raz pierwszy. Choć to najmłodszy ośrodek transplantacyjny w kraju, w ciągu zaledwie 4 lat eksperci z instytutu przeprowadzili ponad 200 przeszczepów serca oraz 80 systemów długoterminowego wspomagania pracy lewej komory, stając się liderem w tej dziedzinie.
Przed kilkoma tygodniami wrocławski zespół jako pierwszy w Polsce wykonał zabieg przezcewnikowej implantacji zastawki mitralnej Tendyne na bijącym sercu, bez konieczności otwierania klatki piersiowej – po zakończeniu międzynarodowych badań klinicznych. To przykład skutecznego połączenia wiedzy kardiologów, kardiochirurgów, echokardiografistów i anestezjologów.
W Instytucie stosuje się nowoczesne metody leczenia zaburzeń rytmu serca w tym leczenie migotania przedsionków z wykorzystaniem elektroporacji wspieranej systemem 3D.
Instytut przygotowuje się również do otwarcia kompleksowego centrum kardiologii i kardiochirurgii dziecięcej – z myślą o najmłodszych pacjentach z wadami serca.

alt alt alt alt

Źródło: Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu
 
Polskie Towarzystwo Patologów wybrało władze
Wrocław, 24 czerwca 2025 r.

Polskie Towarzystwo Patologów wybrało władze



Podczas XXIII Zjazdu Polskiego Towarzystwa Patologów, który odbył się we Wrocławiu, prof. Piotr Donizy został wybrany na stanowisko prezesa elekta PTP. Funkcję tę będzie pełnił w kadencji 2025–2028.

Prof. Piotr Donizy to specjalista patomorfolog z Katedry Patologii Klinicznej i Doświadczalnej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu oraz Zakładu Patomorfologii i Cytologii Klinicznej Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego. Jego zainteresowania naukowe koncentrują się wokół patologii nowotworów skóry, w szczególności czerniaka i raka z komórek Merkla, a także nefropatologii i patologii transplantacyjnej. Prowadzi badania nad markerami prognostycznymi i predykcyjnymi oraz nowoczesnymi metodami diagnostyki histopatologicznej.

Współpracuje z renomowanymi ośrodkami naukowymi na świecie, takimi jak Harvard Medical School, Massachusetts General Hospital czy Instytut Curie. Jest autorem ponad 90 publikacji naukowych (łączne IF > 270), które były cytowane ponad 1200 razy. Laureat wielu prestiżowych wyróżnień, m.in. Nagród Naukowych „Polityki”, tytułu „Supertalentu w Medycynie”, Stypendium Ministra Edukacji i Nauki, stypendium Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej (NAWA) oraz nagrody Polskiego Towarzystwa Chirurgii Onkologicznej.

Prof. Donizy odbył liczne staże naukowo-diagnostyczne w uznanych ośrodkach zagranicznych, w tym na Harvard Medical School, Columbia University, Institut Curie, University Hospital of Basel oraz University of Bari. Od 2022 roku pełni funkcję przewodniczącego Oddziału Wrocławskiego Polskiego Towarzystwa Patologów.

Łączy działalność naukową, dydaktyczną i kliniczną, angażując się w kształcenie nowych pokoleń patomorfologów. Ceniony jest za nowoczesne podejście do diagnostyki oraz aktywne zaangażowanie w rozwój polskiej patomorfologii.

 
Pierwszy w Polsce zabieg Tendyne
Wrocław, 18 czerwca 2025 r.

Minimalnie inwazyjnie, maksymalnie skutecznie – pierwszy w Polsce zabieg Tendyne w USK we Wrocławiu



Specjaliści z Instytutu Chorób Serca (IChS) Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu (USK) przeprowadzili nowatorski zabieg przezcewnikowej implantacji zastawki mitralnej na bijącym sercu, bez otwierania klatki piersiowej. To pierwszy w Polsce tego typu zabieg wykonany po zakończeniu wieloletnich badań klinicznych. Pacjent z ciężką niewydolnością serca i objawami drastycznie ograniczającymi codzienne funkcjonowanie czuje się dobrze i wrócił już do domu. Minimalnie inwazyjnie, maksymalnie skutecznie – tak można podsumować tę nowatorską metodę leczenia.

To przełomowa procedura, która daje realną szansę pacjentom wykluczonym z dotychczasowych możliwości leczenia – mówi dr hab. Piotr Kübler, prof. UMW , kardiolog inwazyjny z Instytutu Chorób Serca USK we Wrocławiu. – Jesteśmy przekonani, że nasi pacjenci muszą mieć możliwość leczenia na światowym poziomie, aktualnie dostępnymi metodami.

Zabieg wykonano u pacjenta, który skarżył się na nasilone objawy duszności, ograniczające nawet najprostsze codzienne czynności, jak przejście kilku kroków czy nieprzerwany sen. Dostępne metody leczenia – farmakoterapia, klasyczna chirurgia czy zabieg MitraClip – nie były w jego przypadku możliwe do zastosowania, między innymi ze względu na wiek, wcześniejsze operacje na sercu i stan zdrowia. Implantacja zastawki mitralnej Tendyne stanowiła dla pacjenta jedyną szansę.

Tendyne wprowadziliśmy w fizjologiczny pierścień okalający zastawkę, do bijącego serca przez niewielkie nacięcie w jego koniuszku – dodaje prof. Kübler. – Było to możliwe po wcześniejszym, niewielkim nacięciu międzyżebrowym, wykonanym przez kolegów z zespołu kardiochirurgicznego. Dzięki temu operacja była zdecydowanie mniej obciążająca dla pacjenta.

Niedomykalność zastawki mitralnej (MR) często towarzyszy niewydolności serca, która jest w Polsce najczęstszą samoistną przyczyną zgonów, a według danych cierpi na nią ponad milion osób. Co istotne, statystyki te obejmują wyłącznie pacjentów z rozpoznaną chorobą. Warto dodać, że leczenie szpitalne niewydolności serca pochłania większość budżetu przeznaczonego na terapię tego schorzenia.


Nowa technologia – nowe możliwości

Zastawka Tendyne to pierwsze w Europie rozwiązanie dopuszczone do szerokiego zastosowania klinicznego w leczeniu niedomykalności mitralnej za pomocą techniki przezcewnikowej, bez konieczności otwierania klatki piersiowej i zatrzymywania serca. Trójpłatkowa zastawka osadzona na samorozprężalnym stencie z nitinolu – stopu o tzw. pamięci kształtu – pozwala na jej dostarczenie do wnętrza serca w formie kompaktowej, a następnie rozłożenie w miejscu chorobowo zmienionej naturalnej (natywnej) zastawki pacjenta. Unikalna cecha systemu Tendyne polega na jego stabilizacji poprzez specjalną “kotwicę” – więzadło łączące implant z koniuszkiem serca, przez który został wprowadzony.

To nowatorskie rozwiązanie łączy w sobie najwyższą precyzję z minimalną inwazyjnością – podkreśla dr Maciej Bochenek , zastępca lekarza kierującego Oddziałem Kardiochirurgii IChS USK we Wrocławiu. – W porównaniu do dotychczasowych metod leczenia przezcewnikowego w obrębie zastawki mitralnej, system Tendyne umożliwia nie tylko dokładne dopasowanie rozmiaru i pozycji, ale również korektę ustawienia w czasie rzeczywistym – co jest nie do przecenienia w kontekście anatomicznych różnic między pacjentami i znacznie zwiększa bezpieczeństwo procedury i minimalizuje ryzyko komplikacji przy implantacji.

Dzięki temu system Tendyne stanowi dziś jedną z najnowocześniejszych metod leczenia ciężkiej niedomykalności mitralnej – szczególnie u pacjentów starszych, po przebytych zawałach serca, wcześniejszych operacjach kardiochirurgicznych lub obciążonych wieloma schorzeniami współistniejącymi, dla których każda alternatywna forma leczenia wiązałaby się z bardzo wysokim ryzykiem.


Bezpieczeństwo i interdyscyplinarna współpraca

Choć droga do wdrożenia nowego narzędzia była długa i skomplikowana, ostatecznie zastawka nowego typu przeszła rygorystyczne badania i dziś wiemy, że jest prawdziwą rewolucją – mówi prof. dr hab. Krzysztof Reczuch , kierownik Kliniki Kardiologii USK we Wrocławiu. – Dzięki doświadczeniu naszego zespołu, ścisłej współpracy kardiologów, kardiochirurgów, echokardiografistów i anestezjologów, a także gotowości do sięgania po rozwiązania jeszcze nigdzie wcześniej w Polsce nie stosowane, udało się przeprowadzić ten zabieg z sukcesem.

Do wykonania zabiegu konieczne było ścisłe przygotowanie i przeszkolenie wszystkich członków zespołu.

Dzięki wspólnemu doświadczeniu i intensywnym przygotowaniom, zabieg przebiegł bez powikłań – zaznacza dr Barbara Barteczko , kardioanestezjolog z Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii USK we Wrocławiu. – Pacjent został wybudzony tego samego dnia, a już w ciągu pierwszych dni zgłaszał znaczną poprawę komfortu oddychania i mógł wrócić do domu.

Wsparciem był również obecny podczas zabiegu dr Christian Munoz-Guijosa, szef kardiochirurgii ze szpitala uniwersyteckiego w Madrycie. Był tzw. proktorem – doświadczonym operatorem z zagranicy, który bacznie obserwował pierwsze wdrożenia tej technologii.

Choć była to nasza pierwsza implantacja tego typu zastawki, każdy krok został dokładnie zaplanowany i przećwiczony, także na specjalistycznych symulatorach – dodaje kardiochirurg dr Maciej Bochenek.

W czasie całego zabiegu stałą weryfikację położenia zastawki i jej bezpieczne osadzenie, zapewniało wsparcie specjalistów z Zakładu Obrazowania Układu Sercowo-Naczyniowego IChS.

Echokardiografia przezprzełykowa jest kluczowa w trakcie zabiegu implantacji zastawki Tendyne – zapewnia nam precyzyjne obrazowanie struktur serca w czasie rzeczywistym – mówi dr hab. Tomasz Witkowski , echokardiografista zabiegowy z Instytutu Chorób Serca USK we Wrocławiu. – Dzięki niej możemy bezpiecznie przeprowadzić procedurę, kontrolując każdy etap implantacji, co nie byłoby możliwe przy klasycznym USG przezklatkowym. To właśnie rola echokardiografisty: być oczami zespołu operacyjnego w sercu pacjenta.

Również cały proces diagnostyczny kwalifikacji pacjenta do tej procedury, wymagał podejścia multimodalnego z wykorzystaniem echokardiografii przezklatkowej, przezprzełykowej oraz tomografii komputerowej.

Głowicę echokardiograficzną wprowadza się do przełyku, który jest położony bardzo blisko serca. Umożliwia to dokładną wizualizację każdego etapu zabiegu, co jest oczywiście niezbędne dla operatora, oraz precyzyjne pozycjonowanie zastawki i natychmiastowe wykrycie ewentualnych nieprawidłowości i ich korektę – mówi lek. Magdalena Krawczyk , echokardiografistka zabiegowa z Instytutu Chorób Serca USK we Wrocławiu.

Jak podkreślają eksperci USK, zabieg nie był jednorazowym wydarzeniem, lecz początkiem kompleksowego programu leczenia pacjentów z ciężką niedomykalnością mitralną, dla których dotychczasowe metody nie były wskazane. Wrocławski szpital już teraz prowadzi kwalifikacje kolejnych pacjentów.

Przez lata nie było skutecznych rozwiązań dla pacjentów z ciężką niedomykalnością mitralną, którzy nie kwalifikowali się ani do klasycznej operacji, ani do zabiegu MitraClip – mówi prof. dr hab. Piotr Ponikowski , dyrektor Instytutu Chorób Serca USK, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu – To osoby obciążone wieloma chorobami, zazwyczaj w podeszłym wieku, u których nawet niewielki wysiłek powodował duszność, a objawy uniemożliwiały im normalne funkcjonowanie. Implantacja zastawki Tendyne jest dla nich przełomową szansą – terapią, której dotąd po prostu nie było. Możliwość zastosowania nowego narzędzia cieszy podwójnie, bo stanowi zachętę również dla przyszłych adeptów medycyny by wybierali właśnie Uniwersytet Medyczny i Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu jako miejsce dla rozwoju swojej kariery. Kolejny raz nasi specjaliści pokazują, że są pierwsi nie tylko w rankingach, ale również liderami w niesieniu pomocy pacjentom.


Leczenie przyszłości – już dziś dostępne we Wrocławiu

Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu to dziś jeden z nielicznych ośrodków w Europie, który oferuje pełne spektrum przezcewnikowych metod leczenia chorób zastawkowych – od zabiegów TAVI, przez MitraClip i TriClip, po najnowsze rozwiązanie: zastawkę Tendyne.

Jako szpital uniwersytecki nie tylko czujemy odpowiedzialność za najwyższy poziom opieki, ale też nie boimy się sięgać po rozwiązania, po które nikt wcześniej w Polsce nie sięgnął – podkreśla dr Marcin Drozd , dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. – Naszym priorytetem jest dawanie pacjentom realnej szansy na dłuższe i lepsze życie, nawet w najtrudniejszych przypadkach.

Ośrodek oferuje im pełną, interdyscyplinarną opiekę – od kwalifikacji, przez zabieg, aż po długoterminowe leczenie w poradni niewydolności serca. Jak podkreślają specjaliści szpitala, to nie wizja przyszłości – to rzeczywistość dostępna już dziś, właśnie we Wrocławiu.

* * *

Pionierski zabieg został wykonany przez zespół:

dr hab. Piotr Kübler, prof. UMW, kardiolog inwazyjny,
dr Maciej Bochenek, kardiochirurg,
dr hab. Tomasz Witkowski, echokardiografista zabiegowy,
dr Barbarą Barteczko, kardioanestezjolog,
lek. Magdalena Krawczyk, echokardiografistka zabiegowa,
dr Michał Kosowski, kardiolog inwazyjny,
dr Rafał Nowicki, kardiochirurg,
oraz zespół pielęgniarski i techniczny.


 
Nietypowy zabieg robotyczny w USK we Wrocławiu - przy wsparciu eksperta ze Stanforda
Wrocław, 23 maja 2025 r.

Nietypowy zabieg robotyczny w USK we Wrocławiu - przy wsparciu eksperta ze Stanforda


Jedna z niewielu w Polsce operacji rekonstrukcji moczowodu z zastosowaniem… błony śluzowej z policzka to kolejne zadanie dla systemu robotycznego da Vinci w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu (USK). Ośrodek gości jednego z najbardziej doświadczonych specjalistów chirurgii robotycznej w Stanach Zjednoczonych. Dr Benjamin I. Chung – profesor urologii onkologicznej i dyrektor chirurgii robotycznej na Uniwersytecie Stanforda – przyjechał do Wrocławia jako visiting professor na zaproszenie zespołu Uniwersyteckiego Centrum Chirurgii Robotycznej USK.

W trakcie dwudniowego pobytu, prof. Chung zasiadał przy edukacyjnej konsoli systeNietypowy zabieg robotyczny w USK we Wrocławiu - przy wsparciu eksperta ze Stanforda mamu robotycznego, dzięki czemu mógł obserwować i komentować sześć zaawansowanych operacji przeprowadzonych z wykorzystaniem robota chirurgicznego da Vinci. Operatorzy to specjaliści USK we Wrocławiu. Wśród zaplanowanych zabiegów znalazły się m.in.: radykalna prostatektomia, nerkooszczędzające usunięcie guza oraz nowatorska operacja rekonstrukcji moczowodu z zastosowaniem przeszczepu błony śluzowej z policzka – jedna z niewielu tego typu w Polsce.

– Zależy nam, by rozwijać chirurgię robotyczną nie tylko pod względem liczby przeprowadzanych zabiegów, ale przede wszystkim ich jakości i różnorodności. Spotkania z wybitnymi ekspertami, takimi jak prof. Chung, to dla naszego zespołu okazja do wymiany wiedzy, oceny stosowanych technik i dalszego rozwijania możliwości leczenia ludzi, którzy nam zaufali, ale nie tylko – podkreśla prof. dr hab. Bartosz Małkiewicz, kierownik Uniwersyteckiego Centrum Chirurgii Robotycznej USK we Wrocławiu. – Wdrażanie nowoczesnych technologii i kontakt ze światowej klasy ekspertami to również olbrzymie możliwości dla kształcących się u nas studentów Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Współtworzymy najlepszą w Polsce uczelnię medyczną w światowych rankingach, ale na tym nie poprzestajemy - chcemy iść dalej.
 
Wdrożenie kolejnych procedur to nowe szanse dla pacjentów
 
System da Vinci działa w USK od lipca 2023 roku, a do tej pory przeprowadzono już ponad 800 operacji z jego użyciem. Chirurdzy z USK konsekwentnie poszerzają jednak zakres procedur wykonywanych z pomocą robota – również o procedury innowacyjne, takie jak plastyka zwężonego moczowodu u pacjentów z zaawansowanymi powikłaniami urologicznymi.

– Nowością i wyzwaniem jest zabieg plastyki zwężenia przewodu moczowego - nie ukrywa prof. Małkiewicz, który operował 50-kilkuletniego pacjenta, który od wielu lat chorował na kamicę nerkową i na skutek wielu różnych zabiegów małoinwazyjnych oraz powikłań doszło u niego do zwężenia moczowodu w części środkowej. – Rozwiązaniem tego problemu może być przeszczepienie śluzówki policzka w zwężoną ścianę moczowodu - tłumaczy prof. Małkiewicz i dodaje, że chory był na stałe zacewnikowany, bo w wyniku zatrzymania odpływu moczu z nerki, mógłby tę nerkę stracić. To nie jest zabieg, który wykonywany jest rutynowo, w Polsce było takich kilka, ale według specjalisty wyniki doniesień z innych ośrodków są bardzo obiecujące i dające szansę na zachowanie nerki.

Niestety, tego rodzaju zabiegi nie są refundowane, ale specjaliści z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu chcą pokazać, że zastosowanie systemu robotycznego może być o wiele szersze niż do tej pory.

W planie wizyty prof. Chunga znalazł się także wykład otwarty dla lekarzy i studentów poświęcony zastosowaniom chirurgii robotycznej w leczeniu nowotworów układu moczowego. To część szerszej współpracy międzynarodowej, którą USK rozwija, by wdrażać światowe standardy i kształtować przyszłych liderów w dziedzinie urologii robotycznej. – Robot da Vinci to wszechstronne narzędzie chirurgiczne, które umożliwia precyzyjne operowanie w trudno dostępnych miejscach. Jego zastosowanie nie ogranicza się do prostatektomii – możemy z jego pomocą leczyć także wiele innych chorób układu moczowego. Kluczowe znaczenie ma jednak odpowiedni model finansowania – mówi prof. dr hab. Tomasz Szydełko, dyrektor Uniwersyteckiego Centrum Urologii i krajowy konsultant w dziedzinie urologii.
 
Jak zaznacza prof. Szydełko, krótszy czas hospitalizacji, mniejsze zużycie krwi i lepsze wyniki czynnościowe pacjentów to konkretne korzyści nie tylko medyczne, ale i społeczne. Leczenie robotyczne umożliwia szybszy powrót pacjenta do życia zawodowego i rodzinnego, a także ogranicza koszty długofalowej opieki.

Poszerzanie horyzontu leczniczego


Jednym z obszarów, w którym Uniwersyteckie Centrum Chirurgii Robotycznej we Wrocławiu dostrzega ogromny potencjał rozwoju, jest kardiochirurgia. W marcu w USK z powodzeniem przeprowadzono zabieg małoinwazyjnego zabiegu pomostowania aortalno-wieńcowego (MIDCAB), podczas którego tętnica piersiowa wewnętrzna została pobrana przy użyciu systemu robotycznego. Procedurę tę przeprowadzili prof. dr hab. Piotr Suwalski oraz dr Radosław Smoczyński z Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA, natomiast operację pomostowania wykonali dr hab. Roman Przybylski prof. UMW i dr Maciej Rachwalik z Kliniki Kardiochirurgii Instytutu Chorób Serca USK we Wrocławiu. W czerwcu procedura została z sukcesem powtórzona, tym razem ze zmianą w zespole po stronie USK. W jego składzie znaleźli się prof. Przybylski, dr Maciej Bochenek oraz dr Anna Kędziora. Realizacja zabiegów MIDCAB stanowi część pilotażowego programu, którego celem jest przygotowanie warunków do stałego wdrożenia chirurgii robotycznej w leczeniu schorzeń sercowo-naczyniowych. – To nie pierwszy raz, gdy nasi specjaliści nie boją się sięgać po nawet najbardziej nowatorskie procedury medyczne w sytuacjach, gdy może od nich zależeć zdrowie naszych pacjentów. Już dziś widzimy, że robot może znaleźć zastosowanie także w bardzo precyzyjnych procedurach kardiochirurgicznych. Wymaga to jednak nie tylko przygotowania zaplecza technologicznego i zespołu z wysokimi kompetencjami, ale także odpowiedniego podejścia organizacyjnego i finansowego – mówi lek. Maciej Kamiński, zastępca dyrektora ds. medycznych USK. Jak dodaje, trwają intensywne prace koncepcyjne i analiza możliwości rozszerzenia programu o kolejne przypadki, tak by innowacyjne leczenie z wykorzystaniem robota mogło stać się standardem także w tej dziedzinie. Obecnie USK dysponuje systemem da Vinci, z którego korzystają zarówno zespoły chirurgii urologicznej, chirurgii nowotworów jelit oraz – pilotażowo – chirurdzy dziecięcy. Dzięki optymalnej organizacji pracy i koordynacji zespołów, robot wykorzystywany jest w maksymalnym stopniu, zabiegi przy jego wsparciu odbywają się od wczesnych godzin porannych, aż do późnego wieczora. Dlatego szpital planuje wkrótce zakup drugiego robota, co pozwoli rozszerzyć dostępność i zastosowanie tej technologii w kolejnych dziedzinach medycyny.

Dr Benjamin I. Chung – sylwetka eksperta

Dr Benjamin I. Chung, MD, jest urologiem onkologiem i dyrektorem chirurgii robotycznej na Uniwersytecie Stanforda w Kalifornii. Specjalizuje się w leczeniu nowotworów prostaty i nerek. Posiada jedno z największych doświadczeń operacyjnych w zakresie zabiegów robotycznych w tym stanie. Jego osiągnięcia zostały wielokrotnie uhonorowane – znalazł się m.in. w gronie Castle Connolly Top Doctors i Best Doctors in San Francisco.

Prowadzi aktywne badania nad epidemiologią nowotworów urologicznych, koncentrując się na identyfikacji czynników ryzyka raka nerki. Celem jego prac jest nie tylko doskonalenie technik operacyjnych, ale także lepsze zrozumienie biologii nowotworów, co może przyczynić się do skuteczniejszej profilaktyki.
 
Jak zmieniła się chirurgia tarczycy w Polsce
Wrocław, 23 maja 2025 r.

Jak zmieniła się chirurgia tarczycy w Polsce



Coraz częściej w Polsce rozpoznaje się raka tarczycy lub zmiany wymagające operacji. Czy to znaczy, że chorujemy częściej? A może po prostu lepiej diagnozujemy? Przez ostatnie 25 lat chirurgia tarczycy w Polsce przeszła ogromną metamorfozę - wzrosło też bezpieczeństwo operacji dzięki nowym technologiom.

Zespół badaczy z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu przeanalizował niemal 4 tysiące przypadków operacyjnego leczenia schorzeń tarczycy. Przegląd obejmuje dane z dwóch dekad – od końca lat 90. po rok 2020. Analiza pokazała, że zmienił się zasadniczo zakres operacji: od operacji częściowego usunięcia, do operacji całkowitego wycięcia płata lub całej tarczycy, co istotnie zmniejszyło odsetek pacjentów z wolem nawrotowym, a także wyeliminowało konieczność reoperacji z powodu raka tarczycy. Na przestrzeni lat zmieniły się wskazania do operacji tarczycy, a w centrum uwagi znalazło się ograniczanie powikłań i poprawa jakości leczenia. Badanie zostało opublikowane w czasopiśmie Scientific Reports pod tytułem „Changes in thyroid surgery over last 25 years”. Autorzy podzielili materiał kliniczny na okresy: 1996–2003 oraz 2011–2015 i 2018–2020, by porównać, jak w ciągu lat zmieniała się chirurgia tarczycy.


Więcej operacji z powodu raka – ale dlaczego?

W ostatnich latach odsetek operacji tarczycy wykonywanych z powodu raka brodawkowatego wzrósł ponad trzykrotnie – z 3,7% do ponad 10%. Rodzi to pytanie, czy obserwujemy rzeczywisty wzrost zachorowań, czy raczej efekt skuteczniejszej diagnostyki.

– Ostatnie trzy dekady to niewątpliwie okres „światowej epidemii raka brodawkowatego tarczycy” – mówi prof. Beata Wojtczak, autorka badania. – Trudno dziś jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy mamy do czynienia z faktycznym wzrostem zachorowalności, czy ze wzrostem rozpoznawalności raka tarczycy ? Niewątpliwie łatwy dostęp do badań ultrasonograficznych tarczycy oraz biopsji aspiracyjnej cienkoigłowej wraz ze wzrostem świadomości pacjentów wpływa na wzrost liczby pacjentów z rozpoznaniem raka tarczycy.

Na wzrost ropoznawalności raka tarczycy wpływa również coraz szerszy dostęp do badań profilaktycznych – dziś standardem staje się monitorowanie tarczycy u kobiet w ciąży, co przekłada się na częstsze wykrywanie zmian ogniskowych, w tym nowotworowych złośliwych.

W Polsce coraz częściej rak brodawkowaty tarczycy jest wykrywany na bardzo wczesnym etapie – jako „mikrorak”, czyli zmiana ta nie przekracza 10 mm i charakteryzuje się bardzo dobrym rokowaniem. To skłoniło środowisko lekarskie do ograniczenia zarówno zakresu operacji, jak i dyskusji o odstąpieniu od leczenia operacyjnego w rakach tarczycy niskiego ryzyka złośliwości. W ostatnich rekomendacjach pojawiła się „aktywna obserwacja” mikroraka brodawkowatego tarczycy. Czy faktycznie jesteśmy gotowi na zmianę strategii? Przyjdzie nam już niebawem odpowiedzieć, mając pierwsze polskie badania – mówi prof. Wojtczak.


Neuromonitoring nerwów krtaniowych wstecznych kamieniem milowym w chirurgii tarczycy

Od 2011 roku w chirurgii tarczycy w Polsce coraz powszechniej stosowany jest neuromonitoring nerwów krtaniowych – technologii, która niemal całkowicie wyeliminowała najcięższe powikłanie operacyjne: trwałe obustronne uszkodzenie nerwów krtaniowych, które dla pacjenta wiąże się z utratą głosu i ciężkimi zaburzeniami oddychania.

– Rok 2011 należy uznać za początek ery neuromonitoringu. Wówczas tylko 1% operacji było wykonywanych z jego użyciem, dziś to już 65% – mówi prof. Wojtczak. – Neuromonitoring pozwala na przewidywanie pooperacyjnej funkcji nerwów już w czasie operacji. Pojawiło się też w chirurgii tarczycy nowe określenie strategii operacyjnej: dwuetapowa tyreoidektomia, która pozwala uniknąć groźnego powikłania już w trakcie operacji i ewentualnej tracheotomii.

Efektem operacji tarczycy z neuromonitoringiem jest spadek liczby przejściowych, jak i trwałych porażeń fałdów głosowych; ma to szczególne znaczenie w operacjach o podwyższonym ryzyku powikłań: chorobie Graves-Basedowa, raku tarczycy, a zwłaszcza w wolu nawrotowym.


Co dalej z operacjami tarczycy?

Kilkanaście lat temu dominowały zabiegi częściowe, dziś większość operacji to całkowite wycięcie płata lub całej tarczycy i są one bezpieczne przy zachowaniu starannej techniki operacyjnej oraz neuromonitoringu nerwów krtaniowych. Przypuszczam, że już w najbliższym czasie neuromonitoring stanie się standardem w chirurgii tarczycy.

W kolejnych latach będziemy obserwować optymalizację zakresu leczenia chirurgicznego chorych na zróżnicowane raki tarczycy. W przypadku raków tarczycy niskiego ryzyka będziemy obserwować ograniczanie zakresu operacji, a w przypadku raka brodowakowatego minimalnie inwazyjnego efektów "aktywnej obserwacji”. Równolegle jesteśmy świadkami rozwijających się metod alternatywnych leczenia zmian ogniskowych w tarczycy; laserowa ablacja guzków tarczycy pozwala uniknąć leczenia operacyjnego – tłumaczy prof. Wojtczak. W krajach azjatyckich bardzo popularna stała się metoda TOETVA, czyli operacja tarczycy wykonywana przez przedsionek jamy ustnej, umożliwiająca uniknięcie blizny na szyi. W Polsce technika ta nie zdobyła jeszcze dużej popularności.

W najbliższej przyszłości przełomem może być szerokie wdrożenie technologii pozwalających identyfikować przytarczyce podczas operacji tarczycy. Nowe technologie w tej dziedzinie to systemy detekcji przytarczyc oparte na autofluorescencji lub zastosowaniu sondy laserowej w podczerwieni.

To ważny krok w prewencji pooperacyjnej niedoczynności przytarczyc, która wciąż pozostaje groźnym i często niedoszacowanym powikłaniem – podkreśla chirurg.


Więcej wiemy, mniej ryzykujemy

Choć liczba operacji z powodu raka tarczycy rośnie, jednocześnie zabiegi są dziś bezpieczniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Chirurgia tarczycy w Polsce weszła w erę nowoczesnych technologii wspierających decyzje kliniczne, większej precyzji oraz rosnącej świadomości zarówno lekarzy, jak i pacjentów. To już nie tylko kwestia samego zabiegu – równie istotna staje się trafna, często bardzo wczesna diagnoza, odpowiednie kwalifikowanie do leczenia oraz zastosowanie narzędzi minimalizujących ryzyko powikłań.




Czy wiesz, że:

  • * śmiertelność po operacjach tarczycy w XIX wieku sięgała 40%? Z tego powodu Francuska Akademia Medyczna zakazała ich wykonywania. Dziś ryzyko zgonu wynosi niemal 0%.

  • * najczęściej wykonywanym zabiegiem w chirurgii tarczycy jest całkowite wycięcie płata lub całej tarczycy? W latach 90. operacje częściowego wycięcia stanowiły ponad 90%, dziś – tylko 4%.

  • * pomimo większego zakresu operacji, ryzyko uszkodzenia nerwu krtaniowego nie wzrosło? Wręcz przeciwnie – zmniejszyło się dzięki rutynowej identyfikacji nerwu krtaniowego i zastosowania neuromonitoringu.

  • * chirurgia tarczycy zmieniła się dzięki… „Wspaniałej Siódemce”? To nazwiska pionierów – Billroth, Kocher, Halsted, Mayo, Chill, Danhill i Lahey – którzy wprowadzili zasady aseptyki i zrewolucjonizowali operacje.



 
XXIII Zjazd Polskiego Towarzystwa Patologów

Wrocław gospodarzem XXIII Zjazdu Polskiego Towarzystwa Patologów


W dniach 5–7 czerwca 2025 roku we Wrocławiu zaplanowano jedno z najważniejszych wydarzeń diagnostyczno-naukowych w kraju – XXIII Zjazd Polskiego Towarzystwa Patologów.

- Wspólnie z czołowymi ekspertami, zarówno z kraju jak i z zagranicy, stworzymy przestrzeń do dyskusji na temat najnowszych trendów diagnostyki i terapii a także innowacyjnych metod badawczych w patomorfologii. Wydarzenie zostało wzbogacone o liczne warsztaty, sesje plakatowe oraz wykłady, które pozwolą na pogłębienie wiedzy i wymianę doświadczeń z innymi specjalistami – mówi prof. dr hab. Piotr Donizy, przewodniczący Komitetu Organizacyjnego XXIII Zjazdu Polskiego Towarzystwa Patologów, na co dzień zastępca kierownika Zakładu Patomorfologii i Cytologii Klinicznej USK we Wrocławiu.

Zjazd skierowany jest nie tylko do lekarzy patomorfologów, ale również specjalistów, którzy w codziennej pracy opierają się na wynikach rozpoznań histopatologicznych – m.in. z zakresu onkologii klinicznej, chirurgii ogólnej i onkologicznej, radioterapii, hematologii, nefrologii, gastroenterologii, hepatologii, ginekologii i wielu innych. Organizatorzy szczególnie zapraszają studentów zainteresowanych patomorfologią – z myślą o nich przygotowano preferencyjną opłatę konferencyjną w wysokości 100 zł za pełny, trzydniowy udział.

Interdyscyplinarność, nauka i praktyka – to filary tegorocznego Zjazdu.

Więcej informacji i rejestracja: www.zjazd-polpat.pl


 
Pokój Spotkań w USK we Wrocławiu. Tu liczą się emocje, nie tylko procedury
Wrocław, 29 maja 2025 r.

Pokój Spotkań w USK we Wrocławiu. Tu liczą się emocje, nie tylko procedury


Przytulne, kameralne pomieszczenie z domowym wystrojem, które ma służyć pacjentkom, ich bliskim i personelowi w najbardziej wrażliwych momentach – w pierwszych rozmowach o stanie zdrowia noworodka, we wspólnym przeżywaniu emocji związanych z leczeniem i diagnozą oraz – niestety – w najtrudniejszych momentach pożegnania. To Pokój Spotkań, wyjątkowa w skali kraju przestrzeń utworzona w Klinice Neonatologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

– Pokój Spotkań to wyraz naszej troski o człowieka – nie tylko o pacjenta, ale i o jego rodzinę. Bo za każdą historią medyczną stoi matka, ojciec, czasem rodzeństwo – mówi dr Ewa Fabich, zastępca dyrektora ds. pielęgniarstwa USK we Wrocławiu. – Jako personel medyczny uczymy się nie tylko diagnozować i leczyć, ale również słuchać, wspierać i być obecnym w najtrudniejszych chwilach.

Specjaliści chcą, by było to nie tylko miejsce trudnych rozmów i pożegnań. Już teraz odbywają się tu pierwsze spotkania rodziców adopcyjnych z nowo narodzonymi dziećmi, często chorymi, wymagającymi szczególnej troski. W kameralnej atmosferze, przypominającej dom, przyszli opiekunowie mogą nawiązywać pierwsze relacje z dzieckiem, uczyć się jego pielęgnacji i budować więź, która stanie się fundamentem nowej rodziny. Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu jako pierwsza i jedyna placówka na Dolnym Śląsku oraz jedna z zaledwie czterech w Polsce oferuje profesjonalne, indywidualne sesje muzykoterapeutyczne dedykowane najmłodszym pacjentom i ich rodzicom. Zajęcia prowadzone przez wykwalifikowaną muzykoterapeutkę są integralnym elementem kompleksowej opieki medycznej. Dotychczasowe doświadczenia, obserwacje personelu oraz opinie rodziców jednoznacznie potwierdzają skuteczność tej formy terapii.

Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu jako pierwsza i jedyna placówka na Dolnym Śląsku oraz jedna z zaledwie czterech w Polsce oferuje profesjonalne, indywidualne sesje muzykoterapeutyczne dedykowane najmłodszym pacjentom i ich rodzicom. Zajęcia prowadzone przez wykwalifikowaną muzykoterapeutkę są integralnym elementem kompleksowej opieki medycznej. Dotychczasowe doświadczenia, obserwacje personelu oraz opinie rodziców jednoznacznie potwierdzają skuteczność tej formy terapii.

– Muzykoterapia wspiera dzieci hospitalizowane zarówno na poziomie psychologicznym, jak i fizjologicznym. Pomaga w stabilizacji emocjonalnej i behawioralnej, redukuje poziom stresu, obniża rytm serca oraz wspiera układ nerwowy, tworząc przyjazne, dźwiękowe środowisko terapeutyczne – wyjaśnia prof. dr hab. Barbara Królak-Olejnik, kierownik Kliniki Neonatologii USK we Wrocławiu. – Dodatkowo zapewnia zrównoważoną stymulację zmysłową, wspomagając proces leczenia.

Równie istotna jest rola muzykoterapii w relacji z rodzicami. Ułatwia im przeżywanie trudnych emocji w bezpiecznej przestrzeni, wzmacnia więź z dzieckiem i wspiera ich w aktywnym uczestniczeniu w procesie leczenia. Dzięki temu rodzice zyskują poczucie sprawczości i lepiej odnajdują się w swojej roli opiekuńczej w warunkach szpitalnych. Pokój Spotkań staje się więc miejscem przejścia – od lęku ku nadziei, od niepewności ku bliskości. – Przyświecała nam potrzeba stworzenia bezpiecznej przestrzeni dlatego, że w Klinice Neonatologii zdarza się dużo sytuacji, w których wymagana jest niezwykła intymność – mówi prof. dr hab. Barbara Królak-Olejnik. – Niektóre wydarzenia są bardzo trudne, takie jak przedwczesne narodziny, związane z tym komplikacje i często trudne do przekazania rokowania.

Tu rodzi się więź

Nowe miejsce w Klinice służy również rodzinom adopcyjnym przygotowującym się do przyjęcia dziecka do swojego domu. Z tej możliwości skorzystała pani Natalia, która razem z mężem zdecydowała się na adopcję trzymiesięcznego Piotrusia, chłopca urodzonego z przepukliną oponowo - rdzeniową i licznymi obciążeniami zdrowotnymi. – Pokój Spotkań dał nam szansę spędzenia czasu z Piotrusiem, opiekowania się nim i stopniowego poznawania go – opowiada pani Natalia. – Mieszkamy w innym województwie, ale kilka razy w tygodniu przyjeżdżaliśmy, aby być blisko synka, mogliśmy korzystać z pokoju przez cały dzień. Mieliśmy tam wszystko, co potrzebne do opieki i pielęgnacji dziecka, ale także wygodne meble, ekspres do kawy czy możliwość przygotowania przekąski. To zdecydowanie lepsze miejsce niż świetlica szpitalna czy oddział – dodaje mama adopcyjna.

Piotruś znalazł nowy dom dzięki ogłoszeniu zamieszczonemu przez ośrodek adopcyjny w mediach społecznościowych oraz zaangażowaniu zespołu Kliniki Neonatologii. Rodzina adopcyjna wychowuje trójkę własnych dzieci i – jak podkreślają – nie było to przeszkodą, by przyjąć do swojej rodziny chłopca z problemem zdrowotnym, potrzebującego ciepła i miłości.

Chwile najtrudniejszych rozmów

Nowa przestrzeń umożliwia prowadzenie rozmów z pacjentkami i ich rodzinami w warunkach pełnego komfortu, z dala od szpitalnego zgiełku, sal chorych czy dyżurek lekarskich.

– Niestety w naszej codziennej pracy tuż bok narodzin, towarzyszy nam także śmierć małych pacjentów. Są to sytuacje graniczne, czasami najtrudniejsze w życiu rodziców naszego pacjenta, dlatego potrzebujemy miejsca, w którym możemy się zatrzymać i stworzyć komfortowe warunki do rozmowy – mówi lek. Agnieszka Jalowska z Kliniki Neonatologii USK. – Wiemy też, że odpowiednie wsparcie emocjonalne w tak trudnych, dramatycznych chwilach, wpływa na zmniejszenie traumy, związanej ze stratą dziecka. Jak podkreśla dr Jalowska, dramatyczne sytuacje toczą się często tuż obok szczęśliwych wydarzeń innych rodzin, co potęguje emocje i sprawia, że potrzeba osobnej przestrzeni staje się jeszcze bardziej oczywista. – Te, niekiedy bardzo trudne sytuacje, dzieją się u boku tych bardzo radosnych, obok innych pacjentek, które akurat przeżywają najszczęśliwsze chwile w życiu, bo właśnie urodziło im się zdrowe dziecko. Właśnie dlatego potrzebujemy miejsca, w którym możemy dać rodzicom miejsce przestrzeń do przeżycia trudnych chwil – dodaje lekarka.

Gdy potrzeba spokoju i bliskości – wsparcie jeszcze przed narodzinami

Z możliwości, jakie daje Pokój Spotkań, skorzystała m.in. rodzina pana Piotra, której historia pokazuje, jak ważna jest przestrzeń godna takich rozmów. – Jeszcze przed narodzinami naszego dziecka usłyszeliśmy w szpitalu w Łodzi, że nasz synek będzie bardzo ciężko chory, całe życie spędzi w łóżku, pod respiratorem – opowiada pan Piotr. – Od razu powiedziano nam, żebyśmy szukali jakiegoś hospicjum. Żona miała rodzić w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu i tu, od pierwszych chwili mieliśmy zapewnioną kompleksową opiekę, nie tylko medyczną, ale także psychologiczną – dodaje pan Piotr.
– Pamiętam pierwszą naszą rozmowę z doktor Jalowską właśnie w Pokoju Spotkań. Ze szpitalnego zgiełku, pełnego przypadkowych ludzi, trafiliśmy do kameralnego pokoju. Siedząc na fotelach i pijąc kawę, w pełnym spokoju mogliśmy wysłuchać diagnozy, planu na leczenie i rokowania. Mieliśmy czas na zadanie pytań i rozwianie wszelkich wątpliwości – opowiada Pani Barbara, mama chłopca.

Rodzina skorzystała z Pokoju Spotkań ponownie – tym razem po narodzinach synka.

Dziś Nikodem ma pół roku. Mimo trudnego startu i niepokojących prognoz, rozwija się dobrze i korzysta z intensywnej rehabilitacji.

Zabiegi operacyjne, zwłaszcza te podejmowane w okresie noworodkowym lub jeszcze przed narodzinami dziecka, zawsze wiążą się z pewnym stopniem niepewności. Choć zespół medyczny podchodzi do każdego przypadku z nadzieją na jak najlepsze rokowania, życie potrafi napisać bardzo różne scenariusze – nie zawsze takie, na jakie liczą rodzice. Niekiedy wstępna diagnoza nie znajduje pełnego potwierdzenia, a wada okazuje się bardziej złożona, obejmując różne układy. Zdarza się też, że nie wszystkie nieprawidłowości zostają rozpoznane w okresie ciąży – i nagle, gdy na świat przychodzi długo wyczekiwane dziecko, pojawia się informacja o konieczności pilnego zabiegu operacyjnego. Najszczęśliwszy dzień w życiu rodziny może wówczas zamienić się w dramatyczne doświadczenie. Dobrze, jeśli ostatecznie wszystko kończy się pomyślnie.

– Współczesna chirurgia dziecięca, zgodna ze światowymi standardami, obejmuje również opiekę nad dziećmi jeszcze nienarodzonymi – diagnozowanymi, a często także operowanymi już w okresie prenatalnym – mówi prof. dr hab. Dariusz Patkowski, kierownik Kliniki Chirurgii i Urologii Dziecięcej USK. – W takich sytuacjach równie ważna jak precyzja medyczna jest troska o rodziców – ich emocje, potrzeby informacyjne i poczucie bezpieczeństwa. Pokój Spotkań to przestrzeń, która umożliwia prowadzenie tych niezwykle trudnych rozmów w atmosferze spokoju, empatii i szacunku, zgodnie z najlepszymi praktykami opieki okołoporodowej.

Co szczególnie wartościowe, w codziennej pracy zespołów Kliniki zaangażowanych w opiekę nad najmłodszymi pacjentami, ważną rolę odgrywają także psycholodzy szpitalni, którzy pozostają do dyspozycji mam i ich najbliższych. Klinika współpracuje również z hospicjum perinatalnym, które obejmuje opieką rodziny oczekujące narodzin nieuleczalnie chorego dziecka. Jeśli stan zdrowia dziecka jest niepewny, to właśnie Pokój Spotkań bywa miejscem spotkań z rodzinami i cichych ceremonii religijnych, które z oczywistych względów nie mogą odbywać się w przestrzeni wspólnej.

Z potrzeby serca i dzięki wsparciu – tak powstał Pokój Spotkań

Pokój został zlokalizowany na tym samym piętrze co Klinika i przeszedł gruntowną modernizację. We współpracy z darczyńcami udało się przekształcić dawne pomieszczenie magazynowe – z surowym wykończeniem i jarzeniówkami – w ciepłą, domową przestrzeń wyposażoną w wygodne meble, nastrojowe oświetlenie i dekoracje.

– Pomieszczenie przeszło gruntowny remont i zyskało domowe wyposażenie. Jest tam kanapa, fotele, kwiaty, odpowiednie oświetlenie. Jest choć trochę jak w domu, jest cisza, jest bezpieczna przestrzeń. Stworzenie przestrzeni dla naszych pacjentów do przeżywania w intymności niepowtarzalnych chwil - to był nasz główny cel – tłumaczy lek. Agnieszka Jalowska.

– W Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym budujemy zintegrowany model opieki okołoporodowej, w którym bezpieczeństwo medyczne idzie w parze z troską o komfort psychiczny i emocjonalne wsparcie. Takie miejsca, jak nowootwarty pokój, pokazują, że rozumiemy potrzeby współczesnych kobiet i ich rodzin – podkreśla dr hab. Tomasz Fuchs, kierownik Uniwersyteckiego Centrum Położnictwa i Ginekologii. – Dzięki temu coraz więcej pacjentek świadomie wybiera nasz szpital, ufając, że znajdą tu nie tylko najwyższej klasy specjalistów, ale też zrozumienie i poczucie godności w najważniejszych chwilach życia.

alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt
 
Medycyna ratunkowa od kulis - pokazujemy, jak działa SOR w praktyce. Międzynarodowy Dzień Medycyny Ratunkowej w USK we Wrocławiu

Medycyna ratunkowa od kulis

- pokazujemy, jak działa SOR w praktyce.

Międzynarodowy Dzień Medycyny Ratunkowej w USK we Wrocławiu



W Międzynarodowym Dniu Medycyny Ratunkowej życie nie zatrzymało się ani na chwilę – za to można było zobaczyć, jak naprawdę się je ratuje. Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu przygotował kolejną odsłonę świętowania w praktyce 15-lecia istnienia Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Uwzględniając pacjentów transportowanych Lotniczym Pogotowiem Ratunkowym i pacjentki ginekologiczne jest to największy SOR na Dolnym Śląsku, jednocześnie jeden z filarów ratownictwa medycznego w regionie. To była lekcja ratowania życia w pełnym znaczeniu tego słowa – z pokazem symulacji medycznej, udziałem uczniów wrocławskiego liceum i przedstawicieli służb, które każdego dnia współpracują z SOR-em. Od pierwszych minut walki o życie po zaawansowane leczenie – ratownicy pokazali, co naprawdę znaczy działać „na czas”.

– Od początku istnienia Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w naszym szpitalu wyznaczał on nowe standardy w polskiej medycynie ratunkowej. Dość wspomnieć o tym, że do dzisiaj lądowisko dla helikopterów nie jest szpitalnym standardem w naszym kraju, podczas gdy w przypadku SOR USK od pierwszego dnia korzystał z transportu lotniczego – mówi lek. Maciej Kamiński, zastępca dyrektora ds. medycznych USK we Wrocławiu. – Obecnie przyjmujemy najwięcej pacjentów w regionie, walcząc o ich zdrowie i życie w często najtrudniejszych przypadkach medycznych. Funkcjonuje u nas jedyne na Dolnym Śląsku Centrum Leczenia Urazów Wielonarządowych i Mnogich. Nie spoczywamy na laurach, stale doskonalimy nasze procedury, szkolimy zespół. Ostatnio USK otrzymał diamentowy status w ramach programu ESO Angels Awards. Dzięki ulepszeniu procedur nasi specjaliści skrócili o 37% czas potrzebny na przeprowadzenie procedury ratującej zdrowie i życie pacjentów z udarem. Jesteśmy szczególnie zmobilizowani pamiętając, że to właśnie na Dolnym Śląsku narodziła się polska medycyna ratunkowa.

Polska jako jeden z pierwszych krajów w Europie wdrożyła kompleksowy model medycyny ratunkowej. Dzięki konsekwentnym działaniom legislacyjnym, naukowym i organizacyjnym, w kolejnych województwach zaczęto tworzyć sieć szpitalnych oddziałów ratunkowych. Wrocław był jednym z kluczowych ośrodków tego procesu. Dość powiedzieć, że SOR przy Borowskiej obchodzi swoje 15-lecie działalności – jubileusz to nie tylko rocznica, ale też moment, który dobrze pokazuje jak zmieniła się medycyna ratunkowa w Polsce.

Za ojca medycyny ratunkowej uważa się związanego z wrocławskim środowiskiem lekarskim, prof. dr hab. Juliusza Jakubaszkę. Były konsultant krajowy i wojewódzki wspomina, że medycyna ratunkowa jako samodzielna dziedzina medycyny i specjalizacja lekarska została formalnie wprowadzona do systemu ochrony zdrowia w Polsce w 1999 roku. Za nami więc ponad 25 lat od tego przełomowego momentu.

Narodziny polskiej medycyny ratunkowej

– Początki były trudne, jak to zwykle bywa w przypadku nowatorskich przedsięwzięć, ale Polska stała się pionierem w Europie Środkowo-Wschodniej, wdrażając kompleksowe rozwiązania zarówno na poziomie klinicznym, jak i akademickim – przyznaje prof. dr hab. Juliusz Jakubaszko i dodaje, że wzorem były rozwiązania stosowane USA, Australii i Wielkiej Brytanii.

Pierwsze prace rozpoczęły się na początku lat 90., kiedy to polscy lekarze – z silnym udziałem środowiska wrocławskiego – włączyli się w międzynarodową dyskusję o potrzebie stworzenia zintegrowanych systemów reagowania w stanach nagłych. W 1992 roku, podczas spotkania w Leuven w Belgii, utworzono „Club of Leuven” – grupę roboczą powołaną do wdrażania zasad nowoczesnej medycyny ratunkowej, w której pracę zaangażowali się specjaliści z Polski. Rok później, we Wrocławiu, narodziła się idea utworzenia Europejskiego Towarzystwa Medycyny Ratunkowej (EUSEM), którego statut oficjalnie ogłoszono w Londynie w 1994 roku. Polska delegacja – aktywnie uczestnicząca w pracach towarzystwa – od samego początku współtworzyła europejskie standardy opieki w stanach nagłych.

Transformacja ustrojowa i sprzyjające zmiany legislacyjne umożliwiły stworzenie podstaw dla zintegrowanego systemu ratownictwa medycznego, opartego na wzorcach z USA, Wielkiej Brytanii i Australii. We współpracy ze strażą pożarną i pogotowiem ratunkowym opracowano projekt ustawy o ratowaniu życia, który umożliwił powstanie szpitalnych oddziałów ratunkowych. Nowa specjalizacja – medycyna ratunkowa – wprowadzona formalnie do systemu ochrony zdrowia w 1999 roku, szybko zyskała uznanie zarówno w kraju, jak i za granicą. W 2002 roku Polska została przyjęta do Światowej Federacji Medycyny Ratunkowej, a Wrocław gościł pierwszy Kongres Medycyny Ratunkowej Europy Środkowo-Wschodniej, w którym udział wzięło ponad tysiąc specjalistów z całego świata. Był to przełomowy moment, który potwierdził wiodącą rolę Wrocławia w rozwoju tej dziedziny medycyny – zarówno w wymiarze praktycznym, jak i akademickim.

Początki SORu przy Borowskiej

Szpitalny Oddział Ratunkowy w Akademickim (jeszcze wtedy) Szpitalu Klinicznym przy ulicy Borowskiej oficjalnie uruchomiono 1 grudnia 2009 roku. Był on wtedy trzecim SORem w mieście i jednym z najnowocześniejszych w Polsce.

– Kliniczny SOR został zmodernizowany na przełomie 2017/2018 roku, dzięki czemu zyskał większą przestrzeń i liczbę łóżek obserwacyjnych. Na początku była jedna sala obserwacyjna, teraz są cztery, z dwudziestoma łóżkami – tłumaczy dr Janusz Sokołowski, kierownik Szpitalnego Oddziału Ratunkowego – Kliniki Medycyny Ratunkowej w USK we Wrocławiu. – Obecnie na SORze jednorazowo dyżuruje 6 lekarzy, z czego jeden jest przypisany do oddziału dziecięcego. Dodatkowo zespół medyczny wspiera od 12 do 14 pielęgniarek i ratowników medycznych. Razem z personelem pomocniczym na 12-godzinnym dyżurze jest w sumie zaangażowanych 30 osób, niezbędnych do tego, aby w każdej chwili pomagać poszkodowanym.

Jak zaznacza dr Sokołowski, o skali działalności najlepiej mówi liczba pacjentów, którym udzielana jest pomoc. Na początku swojej działalności specjaliści medycyny ratunkowej przy ul. Borowskiej przyjmowali rocznie około 15-20 tysięcy pacjentów, dziś to jest 3 razy więcej i liczba ta stale rośnie.

Tysiące szukających ratunku

Statystyki pokazują, że uniwersytecki SOR przyjmuje więcej pacjentów niż inne tego typu placówki we Wrocławiu i regionie. Wynika to między innymi z tego, że USK pełni rolę regionalnego Centrum Urazowego, do którego trafiają najbardziej skomplikowane przypadki, ofiary wypadków z wielonarządowymi urazami, wymagające interdyscyplinarnego podejścia.

– USK to największy w regionie szpital wielospecjalistyczny, do którego trafia cały przekrój pacjentów, ośrodek ma zaplecze lekarzy wielu dyscyplin i tym można tłumaczyć ogromne obciążenie - wyjaśnia dr Goutham Chourasia, zastępca kierownika Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w USK we Wrocławiu. – Zabezpieczamy najciężej chorych przywożonych do nas karetkami i transportem lotniczym, a także pacjentów, którzy zgłaszają się sami. Niektórzy po udzieleniu pomocy mogą być wypisani, ale wielu z nich wymaga skomplikowanego leczenia i jest kierowanych na kliniczne oddziały - dodaje specjalista medycyny ratunkowej.

Aż 30 procent niekoniecznych wizyt

Od lat toczy się dyskusja o tym, kto powinien zgłaszać się do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Zgodnie z założeniami powinny to być osoby, które są w stanie zagrożenia życia. One najczęściej są przywożone karetkami i przyjmowane w pierwszej kolejności, ale jest też sporo pacjentów zgłaszających się samodzielnie, wymagających pilnej pomocy - to muszą ocenić ratownicy, którzy jako pierwsi badają chorych.

– Niestety, z powodu niedomagania systemu i ograniczenia dostępu do placówek Podstawowej Opieki Zdrowotnej zgłasza się też dużo chorych, którzy powinni uzyskać pomoc gdzie indziej. Dużą grupę zgłaszających się stanowią tak zwani pacjenci socjalni, w kryzysie bezdomności, niesamodzielni, często bez najbliższych osób, które mogłyby ich wspomóc w dochodzeniu do zdrowia, także osoby nietrzeźwe i pod wpływem innych środków odurzających. Generalnie, zanim kogokolwiek odeślemy do domu, musi być przebadany, musimy wiedzieć, że jest bezpieczny – podkreśla kierownik SORu.

Niejeden raz słyszymy, że ktoś na SORze czekał 10 czy 12 godzin, ale wszystko zależne jest od stanu chorego. Od zarejestrowania do pierwszego kontaktu z lekarzem nie mija więcej niż godzina – góra dwie. Trzeba pamiętać, że jeszcze wcześniej wykonywany jest triage.

Wspomniana procedura to medyczna segregacja pacjentów według pilności interwencji.

– Każda osoba trafiająca na SOR, zarówno przywieziona karetką, jak i zgłaszająca się samodzielnie, jest najpierw oceniana przez przeszkolony personel pielęgniarski lub ratowników medycznych – mówi Olga Semczak, ratowniczka medyczna z SOR w USK we Wrocławiu. – Staramy się, aby w tym czasie każdy z naszych pacjentów był zbadany.

Na podstawie objawów, parametrów życiowych, poziomu świadomości oraz ogólnego stanu zdrowia pacjent otrzymuje jedną z kategorii określonych kodem kolorystycznym:

Czerwony – pacjent w stanie bezpośredniego zagrożenia życia, wymagający natychmiastowej pomocy medycznej (np. zatrzymanie krążenia, ciężka niewydolność oddechowa, masywne krwawienie, udar).

Pomarańczowy – stan ciężki, ale stabilny, z wysokim ryzykiem szybkiego pogorszenia; pacjent powinien zostać przyjęty w ciągu kilku minut.

Żółty – pacjent z poważnymi dolegliwościami, które wymagają leczenia, ale jego stan pozwala na bezpieczne oczekiwanie.

Zielony – stan ogólny dobry, bez cech zagrożenia życia; interwencja może być odłożona w czasie.

Niebieski (stosowany w niektórych systemach) – pacjent bez wskazań do leczenia w warunkach SOR, możliwy do zaopatrzenia w placówce POZ lub Nocnej i Świątecznej Opieki Zdrowotnej.

– Taki system pozwala skupić zasoby oddziału na najpilniejszych przypadkach i zapewnić szybką pomoc tym, którzy najbardziej jej potrzebują. Oznacza to również, że pacjenci z dolegliwościami niewymagającymi natychmiastowej interwencji mogą czekać na swoją kolej dłużej – nie z powodu zaniedbania, lecz z troski o życie i zdrowie najbardziej potrzebujących – tłumaczy ratowniczka.

Oczekiwanie na sali obserwacyjnej nie oznacza, że nic się nie dzieje. Wykonywane są niezbędne badania, specjaliści czekają na wyniki badań, aby móc postawić trafną diagnozę, wdrożyć leczenie lub przekazać chorego do odpowiedniej kliniki. W razie konieczności, zespół SOR wspierany jest przez wszystkich zatrudnionych w USK lekarzy. Z obserwacji personelu wynika, że godziny „szczytu” zaczynają się po południu i trwają do rana, a właściwie przez całą noc nie ma chwili odpoczynku.

Wyposażenie Szpitalnego Oddziału Ratunkowego

– Dziś nie ma sprzętu, którego by nam brakowało – podkreśla dr Janusz Sokołowski. – Defibrylatory czy aparaty monitorujące parametry życiowe są dostępne dla wszystkich pacjentów.

Pracę zespołu ułatwia całodobowy dostęp do diagnostyki, zaczynając od przenośnych aparatów rentgenowskich czy USG, które można wykorzystać przy łóżku chorego, bez konieczności wożenia chorego na konsultacje do innych części szpitala. W bezpośrednim sąsiedztwie oddziału znajduje się tomograf dedykowany pacjentom ostrodyżurowym, co pozwala na szybką diagnostykę. Pacjenci SOR mają także dostęp do rezonansu magnetycznego. Podczas pandemii oddziałowi przybyły nowoczesne respiratory i aparaty do zaawansowanej tlenoterapii.

Dodatkowo w USK we Wrocławiu znajduje się jedyny w Polsce Ośrodek Tlenoterapii Hiperbarycznej działający w obrębie SOR, który jest ważnym całodobowym wsparciem. Wykorzystanie komory hiperbarycznej to często ratunek dla pacjentów z objawami zatrucia tlenkiem węgla, chorych z zespołem zmiażdżeń, ciężkimi urazami kończyn czy trudno gojącymi się ranami.

Z sali lekcyjnej prosto na SOR – młodzi w sercu medycyny ratunkowej

Zwieńczeniem obchodów Międzynarodowego Dnia Medycyny Ratunkowej w USK we Wrocławiu był pokaz realistycznych symulacji medycznych, przygotowanych przez zespół SOR wspólnie ze służbami ratunkowymi z wrocławskiej Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 9 Państwowej Straży Pożarnej. W pierwszym scenariuszu zaprezentowano działania trauma teamu w przypadku pacjenta w stanie krytycznym, przywiezionego karetką z miejsca wypadku z rozległymi urazami wielonarządowymi.

W drugiej symulacji strażacy dostarczyli pacjenta z objawami ciężkiego zatrucia tlenkiem węgla, wymagającego natychmiastowej tlenoterapii i opieki wielospecjalistycznej. Obie inscenizacje odzwierciedlały rzeczywiste warunki pracy zespołów ratunkowych, a ich przebieg z dużym zainteresowaniem śledziła grupa licealistów z jednego z wrocławskich liceów.

– Bardzo prawdopodobne, że zdecyduję się właśnie na studia medyczne. Cieszę się, że mogłam dzisiaj zobaczyć w taki sposób pracę ratowników. Było to bardzo inspirujące i otwierające oczy na to, jak ciężka może być walka o zdrowie i życie pacjentów. Bardzo dziękujemy za zaproszenie – mówiła Zuzanna, uczennica Liceum nr V we Wrocławiu.

 
I Wrocławska Majówka Transplantacyjna – Wrocław centrum debaty o przyszłości transplantologii

I Wrocławska Majówka Transplantacyjna –

Wrocław centrum debaty o przyszłości transplantologii


Za nami wydarzenie, które może śmiało przejść do historii nie tylko dolnośląskiej, ale i ogólnopolskiej medycyny. I Wrocławska Majówka Transplantacyjna po raz pierwszy zgromadziła we Wrocławiu przedstawicieli najważniejszych ośrodków transplantacyjnych w Polsce. Zorganizowana przez Uniwersytecki Szpital Kliniczny (USK) i Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu (UMW), konferencja stała się przestrzenią realnej debaty o stanie i przyszłości transplantologii – od wyzwań systemowych
i organizacyjnych, przez rozwój donacji narządów, aż po nowoczesne technologie wspierające procedury przeszczepowe.


Do Wrocławia przyjechało blisko 100 uczestników wydarzenia - to nie tylko lekarze – transplantolodzy, kardiochirurdzy i anestezjolodzy – ale również koordynatorzy donacyjni, decydenci ochrony zdrowia, przedstawiciele organizacji pacjenckich i środowisk akademickich. Uczestnicy poruszali najważniejsze zagadnienia dotyczące kwalifikacji do przeszczepów, leczenia pacjentów w stanach skrajnie ciężkich, a także rozwoju ośrodków transplantacyjnych w kraju.

– Majówka Transplantacyjna była dla nas czymś więcej niż konferencją. To przestrzeń realnej współpracy, wymiany doświadczeń i poszukiwania rozwiązań, które mają bezpośredni wpływ na życie pacjentów – podkreśla lek. Maciej Kamiński, zastępca dyrektora ds. medycznych Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. – Wrocław stał się miejscem, gdzie rozmawiamy o transplantologii nie tylko w kategoriach procedur, ale jako o systemie współodpowiedzialności.

Lider transplantologii serca

Spotkanie zorganizowano niedługo po dwusetnym przeszczepieniu serca, które wykonano w USK. Od czasu uruchomienia programu w 2021 roku, ośrodek – choć najmłodszy – stał się jednym z najważniejszych punktów na mapie polskiej transplantologii. Tylko w ubiegłym roku przeprowadzono tu 49 transplantacji – najwięcej w kraju. Co piąty przeszczep serca w Polsce wykonywany jest właśnie we Wrocławiu.

– To nie tylko liczby, ale 200 konkretnych historii – mówi prof. dr hab. Piotr Ponikowski, rektor Uniwerstytetu Medycznego we Wrocławiu i dyrektor Instytutu Chorób Serca. – Naszym celem jest nie tylko leczenie, ale także kształtowanie nowoczesnych standardów opieki, które pozwalają pacjentom wracać do życia.

Wiele przeszczepów wykonywanych jest u chorych w stanie zagrożenia życia.

– W takich przypadkach decydują nie tygodnie, a godziny – zaznacza prof. Michał Zakliczyński, kierownik Kliniki Transplantacji Serca i Mechanicznego Wspomagania Krążenia USK. – Skuteczność zależy od doświadczonego zespołu
i doskonałej organizacji.


Transplantologia to zespół

Silnym punktem konferencji była refleksja nad interdyscyplinarnością współczesnej transplantologii. Od decyzji
o pobraniu narządu, przez logistykę donacji, po procedury operacyjne – każdy etap wymaga współpracy wielu specjalistów.

– Transplantacja serca to moment ogromnego napięcia i emocjonalnego obciążenia – mówi prof. dr hab. Waldemar Goździk, kierujący Kliniką Anestezjologii i Intensywnej Terapii USK. – Ale właśnie wtedy widać siłę zespołu, jego kompetencje, determinację i zaangażowanie.

Donacja – punkt wyjścia

– Nie ma transplantologii bez donacji. To etap, od którego wszystko się zaczyna – bez niego nie ma mowy o dalszych działaniach. – podkreśla Mateusz Rakowski, kierownik Biura ds. Trans-plantacji i Donacji USK we Wrocławiu. –
Za każdą historią przeszczepu stoi ktoś, kto zgłosił potencjalnego dawcę, kto rozmawiał z rodziną, kto czuwał nad przebiegiem wszystkich procedur. Dlatego właśnie w trakcie I Wrocławskiej Majówki Transplantacyjnej tak mocno zaakcentowaliśmy znaczenie codziennej pracy zespołów intensywnej terapii i koordynatorów donacyjnych – osób, których działania często pozostają niewidoczne, a to właśnie dzięki nim pacjenci mają szansę na nowe życie.


Rakowski zaznaczył również, że kluczowe jest wzmacnianie współpracy ze szpitalami w regionie, zwłaszcza tymi, które wcześniej nie brały aktywnego udziału w systemie donacyjnym. – W ciągu ostatnich dwóch lat na Dolnym Śląsku liczba dawców wzrosła z niecałych ośmiu do ponad siedemnastu na milion mieszkańców, co jest jednym z najlepszych wyników w Polsce. To efekt ogromnej pracy edukacyjnej, szkoleń, ale także budowania partnerskich relacji z personelem oddziałów intensywnej terapii i anestezjologii – mówi.

Jak podkreśla, rosnące zaangażowanie szpitali lokalnych przekłada się bezpośrednio na liczbę uratowanych żyć. – Kiedy lekarz z regionalnego szpitala dzwoni do naszego zespołu i zgłasza potencjalnego dawcę, wiemy, że za tą decyzją stoją wiedza, empatia i odwaga. Chcemy, by I Majówka była również dla tych osób potwierdzeniem, że są integralną częścią systemu – i że ich działania mają ogromne znaczenie.

Dr Roman Przybylski prof. UMW, kierownik Oddziału Kardiochirurgii zwrócił uwagę na rolę kampanii społecznych
i edukacji w kształtowaniu postaw prodonacyjnych.

– Zauważamy, że coraz częściej rodziny zmarłych wiedzą, jaka była wola ich bliskiego. Coraz więcej osób rozmawia
o donacji jeszcze za życia – nie dlatego, że muszą, ale dlatego, że chcą być świadomi. To bardzo wyraźny sygnał, że społeczna świadomość rośnie –
podsumowuje.

Dzieci, przyszłość i integracja opieki

Wrocław rozwija opiekę nad najmłodszymi pacjentami – planowane jest uruchomienie programu kardiologii
i kardiochirurgii dziecięcej, a budowa Uniwersyteckiego Centrum Pediatrii w USK, ma być wsparciem obszarów.

– Naszym celem jest zapewnienie najwyższego poziomu leczenia jak najbliżej miejsca zamieszkania – podkreśla prof. Ponikowski.

W planach jest też rozwój chirurgii robotycznej w kardiochirurgii, dalszy rozwój leczenia wstrząsu kardiogennego oraz stworzenie centrum doskonałości łączącego klinikę, naukę i edukację.

Przyszłość transplantologii – w dialogu i współpracy

I Wrocławska Majówka Transplantacyjna organizowana przez USK i UMW pokazała, jak istotna dla rozwoju medycyny jest wspólna refleksja nad wyzwaniami i możliwościami. Dyskusje, które toczyły się we Wrocławiu w czasie wydarzenia, nie tylko podsumowały dotychczasowe osiągnięcia, ale również wskazał kierunki rozwoju na kolejne lata.

Jak podkreślił prof. Michał Grąt, konsultant krajowy w dziedzinie transplantologii klinicznej, rosnąca w ostatnich latach liczba przeprowadzanych transplantacji, pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość.

– Szereg nowych, innowacyjnych metod leczenia, najnowsze metody przechowywania narządów przeznaczonych do przeszczepienia i przygotowywania ich do transportu oraz wsparcie Ministerstwa Zdrowia w tym względzie, to coś co napędza tą dziedzinę – tłumaczył prof. Grąt. – Nasze miejsce na światowej mapie transplantologii jest również bardzo dobre.

Dodatkową korzyścią ze spotkania specjalistów we Wrocławiu, jest kontakt studentów z osobami, które mają bezcenną wiedzę i doświadczenie w obszarze transplantologii.

– Nasi studenci przy okazji takich wydarzeń mogą zobaczyć na czym polega transplantologia, z jakimi wyzwaniami mogą się mierzyć, ale również jak duża satysfakcja płynie z obrania tej drogi kariery – mówił prof. dr hab. Dariusz Janczak, kierownik Kliniki Chirurgii Naczyniowej, Ogólnej i Transplantacyjnej USK i prorektor ds. Klinicznych Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. – Ta dziedzina rozwija się w Polsce niezwykle dynamicznie i jesteśmy na bardzo wysokiej pozycji w tym obszarze, a dzięki I Wrocławskiej Majówce Transplantacyjnej, młodzi ludzie mogli wysłuchać prawdziwych ekspertów polskiej transplantologii.

Eksperci wierzą, że spotkanie było początkiem nowej tradycji. – Wydarzenia, które co roku będzie integrować środowisko, wyznaczać kierunki i inspirować do działania – podsumowują organizatorzy. – Bo transplantologia to nieustanny ruch – od nadziei do życia. A Wrocław ma w tym rytmie serce.

alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt

Kontakt:

Tomasz Król, Rzecznik Prasowy USK we Wrocławiu

tel. 71 733 10 55, 662 232 599, e-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
 
NZJ nie ma granic
Wrocław, 15 maja 2025 r.

NZJ nie ma granic – codzienność z chorobą, o której wciąż mówimy za mało



Przewlekłe, bolesne, nieprzewidywalne – takie są nieswoiste choroby zapalne jelit (NZJ). To te-mat wciąż niedostatecznie obecny w świadomości społecznej, dlatego w poniedziałek, 19 maja z okazji Światowego Dnia NZJ Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu (USK) przygotował bezpłatne konsultacje, gest solidarności – fioletowe światło, a także zapowiada nowy poradnik dla pacjentów. Wszystko po to, by przełamać tabu wokół tych trudnych chorób i pomóc osobom, które zmagają się z nimi na co dzień.

NZJ to grupa chorób przewodu pokarmowego obejmująca wrzodziejące zapalenie jelita grubego oraz chorobę Leśniowskiego-Crohna. Są to schorzenia o charakterze przewlekłym, nieuleczalnym, przebiegające z okresami zaostrzeń i remisji. Objawy? Biegunka, bóle brzucha, utrata masy ciała, zmęczenie. Ale to nie wszystko.

To choroby układowe – poza jelitami mogą dawać objawy reumatologiczne, dermatologiczne czy okulistyczne. NZJ zwiększa też ryzyko zaburzeń lękowych i depresji oraz niektórych nowotworów. To ogromne wyzwanie nie tylko medyczne, ale i społeczne – tłumaczy prof. dr hab. Katarzyna Neubau-er , kierownik Kliniki Gastroenterologii, Hepatologii i Chorób Wewnętrznych USK we Wrocławiu.

Chorują już małe dzieci, ale najczęściej NZJ ujawnia się u młodych dorosłych – między 20. a 30. ro-kiem życia – czyli w czasie, gdy kształtują się ich plany zawodowe, rodzinne, życiowe. Diagnoza mo-że wywrócić je do góry nogami.


Codzienność z NZJ: życie w cieniu choroby

100 tysięcy Polaków chorujących na NZJ żyje z nieustanną niepewnością – nie wiedzą, kiedy pojawi się kolejne zaostrzenie, czy będą mogli pójść do pracy, wyjść z domu, uczestniczyć w spotkaniach towarzyskich. Do tego dochodzi stres, przewlekłe zmęczenie i duże ryzyko zaburzeń lękowo-depresyjnych. W badaniach jasno pokazano, że jakość życia pacjentów z NZJ – szczególnie w okre-sie zaostrzenia – jest znacznie obniżona.

To choroby niewidzialne. Pacjent może wyglądać zdrowo, ale wewnątrz zmaga się z bólem, lękiem i wstydem. Te choroby wciąż wiążą się z tabu, a milczenie pogarsza sytuację – wyjaśnia dr Małgorzata Reszczyńska, gastrolog z Kliniki Gastrologii, Hepatologii i Chorób Wewnętrznych USK we Wrocławiu.

Dlatego międzynarodowe hasło tegorocznych obchodów brzmi: „NZJ nie ma granic” – również tych społecznych i komunikacyjnych.

Nieswoiste zapalenia jelit nie oszczędzają także najmłodszych. W ostatnich latach lekarze obserwu-ją niepokojący wzrost liczby zachorowań wśród dzieci – szczególnie w grupie poniżej 15. roku życia. Szacuje się, że nawet co piąty pacjent z NZJ to dziecko. To wyjątkowo wrażliwa grupa – choroba nie tylko wpływa na układ pokarmowy, ale także może poważnie zaburzyć rozwój fizyczny.

U dzieci, które powinny rosnąć i przybierać na wadze, przewlekły stan zapalny jelit może prowa-dzić do zaburzeń wzrostu i znacznego niedożywienia. Dlatego tak ważna jest szybka i trafna diagnostyka – wyjaśnia dr Tomasz Pytrus , kierownik Kliniki Pediatrii, Gastroenterologii i Żywienia USK we Wrocławiu.

W Klinice działającej w ramach Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu młodzi pacjenci mogą liczyć na dostęp do nowoczesnych terapii, w tym leczenia biologicznego, które pomaga zahamować proces zapalny i dać dziecku szansę na prawidłowy rozwój.


Leczenie coraz skuteczniejsze, ale nadal nie przyczynowe

Choć przyczyny nieswoistych zapaleń jelit wciąż nie są do końca poznane, wiadomo, że kluczową rolę odgrywają predyspozycje genetyczne, czynniki środowiskowe oraz zaburzenia mikrobioty jelitowej. Nie da się tych chorób całkowicie wyleczyć, ale można je coraz lepiej kontrolować.

W ostatnich latach dokonał się prawdziwy przełom w terapii NZJ. Pojawiły się nowe leki biologiczne i programy terapeutyczne. Pacjenci mają więcej nadziei, choć nadal czasem konieczne jest leczenie chirurgiczne – podkreśla prof. Katarzyna Neubauer.

Zabiegi operacyjne, choć nie są pierwszym wyborem, w niektórych przypadkach stanowią ważną i skuteczną formę terapii, np. w przypadku powikłań choroby Crohna czy masywnych krwawień we wrzodziejącym zapaleniu jelita grubego. Często w takich przypadkach wyłaniana jest również stomia.

Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu to wiodący ośrodek leczenia nieswoistych zapaleń jelit na Dolnym Śląsku oferujący ciągłość i kompleksowość terapii od dzieciństwa po dorosłość. Chorzy z NZJ mogą liczyć tu nie tylko na dostęp do nowoczesnych terapii, ale też na zintegrowaną opiekę wielu specjalistów, którzy wspólnie czuwają nad ich zdrowiem, począwszy od precyzyjnej diagnostyki, przez stałe monitorowanie stanu zdrowia, po terapie biologiczne i wsparcie chirurgiczne w razie potrzeby.

Najmłodsi pacjenci trafiają pod opiekę Kliniki Pediatrii, Gastroenterologii i Żywienia , gdzie otrzymują specjalistyczną diagnostykę i terapię. Gdy wchodzą w dorosłość, płynnie przejmują ich lekarze z Kliniki Gastroenterologii, Hepatologii i Chorób Wewnętrznych , co gwarantuje kontynuację leczenia bez zbędnych przerw i stresów.

To niezwykle ważne, by pacjent był leczony kompleksowo niezależnie od wieku, a leczenie nie może ograniczać się tylko do jednej specjalizacji. To choroba gastrologiczna, która dotyka całego organizmu, od stawów, przez skórę, po oczy – podkreśla dr Wojciech Pisarek, specjalista chorób wewnętrznych i gastroenterologii z Kliniki Gastroenterologii, Hepatologii i Chorób Wewnętrznych USK we Wrocławiu. - Dlatego w USK pracujemy zespołowo, a lekarze różnych specjalizacji konsultują się ze sobą na bieżąco. Dzięki temu prowadzimy pacjenta przez całą ścieżkę leczenia, dostosowując terapię do zmieniającego się przebiegu choroby w ciągu całego życia – dodaje specjalista.



Konsultacje i poradnik dla pacjentów

Z okazji Światowego Dnia Nieswoistego Zapalenia Jelit USK we Wrocławiu zaprasza pacjentów na bezpłatne konsultacje. Odbędą się one w dniu obchodów w poniedziałek, 19 maja, w godzinach 11:30–14:00 w klinice dla dzieci – Klinika Pediatrii, Gastroenterologii i Żywienia przy ul. M. Curie-Skłodowskiej 50-52 oraz w klinice dla dorosłych – Klinika Gastroenterologii, Hepatologii i Chorób Wewnętrznych przy ul. Borowskiej 213 . Nie jest potrzebne skierowanie, ale wymagana jest wcześniejsza rejestracja mailowa pod adresem Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. .

W przygotowaniu znajduje się również poradnik pt. „Zrozumieć nieswoiste choroby zapalne jelit. Poradnik dla pacjentów” , który ukaże się nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Będzie to praktyczne kompendium wiedzy napisane przez lekarzy z wrocławskiej kliniki.


„NZJ nie ma granic” – także w komunikacji

Tegoroczne hasło Światowego Dnia NZJ – „NZJ nie ma granic” – podkreśla potrzebę łamania tabu i budowania otwartej, empatycznej komunikacji.

Chcemy, by pacjenci nie czuli się wykluczeni. Mówmy o NZJ głośno. To choroby, które mogą dotknąć każdego i które wymagają zrozumienia nie tylko od lekarzy, ale i otoczenia – pracodawców, nauczycieli, bliskich – apeluje dr Anna Zubkiewicz-Zarębska , specjalista gastroenterolog z Kliniki Gastroenterologii, Hepatologii i Chorób Wewnętrznych USK.

Właśnie dlatego Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu aktywnie włącza się w międzynarodową kampanię obchodów Światowego Dnia NZJ (World IBD Day), organizowaną przez Europejską Federację Stowarzyszeń Choroby Crohna i WZJG (EFCCA). W ramach działań, w mediach społecznościowych będą publikowane grafiki informacyjne, a fasada budynku przy ul. Borowskiej zostanie w tym okresie symbolicznie podświetlona na fioletowo – kolor solidarności z osobami żyjącymi z nieswoistymi zapaleniami jelit. To wyraz wsparcia, ale też zaproszenie do rozmowy. Bo NZJ nie ma granic – również w komunikacji.


 
Wrocław ma serce do transplantacji – 200 przeszczepów w 4 lata i ambitne plany Instytutu Chorób Serca na przyszłość
Wrocław, 14 maja 2025 r.


Wrocław ma serce do transplantacji – 200 przeszczepów w 4 lata i ambitne plany Instytutu Chorób Serca na przyszłość



200 transplantacji serca w zaledwie cztery lata, rekordowa liczba przeszczepów serca w Polsce i ambitny plan rozszerzenia programu na najmłodszych pacjentów – Instytut Chorób Serca Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego (USK) i Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu (UMW) podsumowuje swoje działania i otwiera nowy rozdział w historii polskiej transplantologii. Zaprasza również do debaty podczas I Wrocławskiej Majówki Transplantacyjnej, którą zaplanowano na 20 maja.

Pierwsza transplantacja serca we Wrocławiu odbyła się w 2021 roku. To wtedy kardiochirurg dr Roman Przybylski i kardiolog prof. Michał Zakliczyński specjalizujący się w transplantacjach przyjechali do Wrocławia. Wcześniej fachu uczyli się od najlepszych – prof. Zbigniewa Religii i prof. Mariana Zembali. Od tego czasu wrocławski ośrodek rozwija się w błyskawicznym tempie – co piąta transplantacja serca w Polsce została wykonana właśnie tutaj, a zespół chirurgów i specjalistów Instytutu Chorób Serca Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w ścisłej współpracy z kardioanestezjologami z Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii stał się jednym z najprężniej działających w kraju.

W samym 2024 roku przeszczepiono 49 serc – jak wynika z danych Poltransplant – to najwięcej w Polsce wśród ośrodków wykonujących transplantacje. Sukcesy te to nie tylko wynik wysokich kompetencji medycznych, ale również rosnącej świadomości społecznej dotyczącej donacji narządów

– Naszym celem od początku było stworzenie ośrodka, który nie tylko leczy, ale wyznacza standardy i daje pacjentom realną nadzieję – niezależnie od ich wieku, miejsca zamieszkania czy stopnia zaawansowania choroby. Dwieście transplantacji w cztery lata to symbol zmiany systemowej, ale też ogromny wysiłek zespołu, który każdego dnia staje do walki o ludzkie życie. Każdy przeszczep to historia nie tylko pacjenta, ale także dawcy, jego rodziny i całego zespołu medycznego. Jesteśmy dumni, że możemy być częścią tej zmiany – podkreśla prof. dr hab. Piotr Ponikowski, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i dyrektor Instytutu Chorób Serca USK.

Pacjenci trafiający do ICHS pochodzą z całej Polski. Wśród nich są również ci, którzy wcześniej byli dyskwalifikowani w innych placówkach ze względu na stan zdrowia.

– Dwusetna transplantacja nie różniła się od innych pod względem trudności – i bardzo dobrze. Im mniej niespodzianek w trakcie operacji, tym lepiej dla pacjenta – mówi prof. dr hab. Michał Zakliczyński, kierownik Kliniki Transplantacji Serca i Mechanicznego Wspomagania Krążenia. – Specjaliści mogą wtedy łatwiej realizować plan operacyjny i ogranicza się ryzyko ewentualnych powikłań.

Większość z 200 przeprowadzonych transplantacji dotyczyła pacjentów w stanie zagrożenia życia. Od początku roku wykonano 22 transplantacje – z czego tylko jedna była planowana. Pozostali pacjenci oczekiwali pilnie na nowe serce.

– Wszystko przebiegło pomyślnie. 59-letni pacjent, który spędził dwa miesiące w szpitalu w oczekiwaniu na przeszczep, został już wypisany do domu – dodaje prof. Zakliczyński.

W ocenie specjalistów im krótszy czas oczekiwania, tym mniejsze ryzyko, że ciężko chorzy pacjenci tego zabiegu nie doczekają. Faktycznie niektórzy pacjenci czekają bardzo krótko, ale są też tacy, którzy muszą czekać miesiącami. Wszystko zależy od bardzo wielu czynników, leżących nie tylko po stronie szpitala, organizacji czy koordynacji.

– Do transplantacji kwalifikuje się też coraz starszych biorców, bo po prostu coraz dłużej żyjemy – mówi dr Roman Przybylski prof. UMW, kierownik Oddziału Kardiochirurgii, który ma na swoim koncie ponad 500 przeszczepów. – Organy pobieramy również od starszych pacjentów, o ile ich organy są w dobrym stanie. Dla przykładu niedawno dawcą w naszej klinice był siedemdziesięciokilkuletni pacjent, którego nerki zgodnie z programem "Old to old" przeszczepiono pacjentowi w podobnym wieku. Coraz więcej jest też operacji, gdy jednocześnie przeszczepia się kilka narządów, np. serce z wątrobą, serce z trzustką czy serce z nerką.

Kiedy nowe serce staje się koniecznością


– Stabilni pacjenci z niewydolnością serca są pod opieką naszej Poradni Kardiologicznej. W razie pogorszenia stanu zdrowia trafiają na oddział – mówi dr Ewa Mroczek z Kliniki Kardiologii USK. – Szczególnej uwagi wymagają osoby z wrodzonymi wadami serca, które przechodzą z opieki pediatrycznej do naszej placówki.

Specjaliści regularnie wykonują badania pozwalające na ocenę stanu pacjenta, m.in. echo serca, testy wysiłkowe, spirometrię, badania biochemiczne oraz cewnikowanie serca.

– U wielu pacjentów pogorszenie stanu zdrowia następuje stopniowo. Gdy zauważamy taki trend, kwalifikujemy ich do przeszczepienia – tłumaczy dr Mroczek. – Pracuję z młodymi pacjentami, którzy przeszli już liczne operacje, ale mimo to ich komfort życia spada. Coraz częściej są wykluczani z codziennego funkcjonowania. W wielu przypadkach jedyną szansą na poprawę stanu zdrowia jest transplantacja serca.

Z powodu postępu w leczeniu dzieci z wadami serca, coraz więcej pacjentów z powikłaniami wchodzi w dorosłość. Dla wielu z nich przeszczep staje się nieunikniony.

– Podczas wizyt uprzedzamy pacjentów o możliwości konieczności transplantacji w przyszłości. Kluczowe jest uchwycenie właściwego momentu – tak, by nie doszło np. do konieczności jednoczesnego przeszczepienia serca i wątroby – dodaje lekarka.

Eksperci z USK utrzymują kontakt z pacjentami po przeszczepie, obserwując, jak zmienia się ich życie. – To niezwykle poruszające, gdy pacjent może wrócić do aktywności, o których wcześniej tylko marzył – podsumowuje dr Mroczek.

By cały proces mógł zakończyć się sukcesem, niezbędna jest interdyscyplinarna współpraca. Udział anestezjologów i specjalistów intensywnej terapii w transplantologii serca to nie tylko medycyna najwyższej precyzji, ale też ogromna odpowiedzialność emocjonalna.

– Trafiają do nas pacjenci w stanie skrajnie ciężkim – często po nagłym zatrzymaniu krążenia, z zaawansowanym uszkodzeniem mięśnia sercowego, wymagający natychmiastowego wspomagania krążenia. To momenty największego napięcia, kiedy naszym celem jest ustabilizowanie chorego i utrzymanie go przy życiu do czasu znalezienia odpowiedniego dawcy – tłumaczy prof. dr hab. Waldemar Goździk, kierownik Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. – To nie byłoby możliwe bez zespołu, który działa jak precyzyjnie zaprogramowany organizm – z doświadczeniem, czujnością i determinacją. Satysfakcja, gdy taki pacjent wraca po przeszczepie do normalnego życia – bezcenna.

Skuteczna koordynacja – więcej przeszczepów

Szansa na serce z zagranicy pojawiła się przy dwusetnym przeszczepie – niestety z powodu zatrzymania krążenia u dawcy procedura została przerwana.

– Miało to być pierwsze w naszym ośrodku serce z Czech. Byliśmy gotowi do transportu, ale sytuacja u dawcy uniemożliwiła realizację procedury – relacjonuje Mateusz Rakowski, kierownik Biura ds. Transplantacji i Donacji USK.

Obecnie w USK na przeszczepienie serca czeka ok. 40 pacjentów, a zgodnie z danymi Poltransplant za 2024 rok, w całej Polsce – około 400. Na Dolnym Śląsku liczba dawców wzrosła z 7,95 na milion mieszkańców do ponad 17.

– To efekt intensywnej pracy Biura Koordynacji Transplantacji i lepszej współpracy ze szpitalami w regionie. Wiele placówek, które wcześniej nie zgłaszały dawców, teraz regularnie to robi – podkreśla Rakowski.
 
W ocenie regionalnego koordynatora transplantacyjnego, efekty przynoszą także liczne kampanie społeczne, dzięki którym w ostatnim czasie łatwiej się rozmawia z bliskimi osób zmarłych. Rośnie świadomość społeczna i okazuje się, że coraz częściej w rodzinach prowadzi się rozmowy na ten temat i coraz więcej osób wie, jaka była wola zmarłego.

Najmłodszy pacjent, który otrzymał serce w USK, miał 19 lat, najstarszy – 72, zaś średni wiek biorców i dawców to 50 lat.

Nowy kierunek: kardiologia i kardiochirurgia dziecięca oraz transplantacje u najmłodszych

Instytut Chorób Serca planuje rozwój kompleksowego ośrodka kardiologii i kardiochirurgii dziecięcej, który pozwoli także na przeszczepianie serc u dzieci. To odpowiedź na potrzeby najmłodszych pacjentów z wrodzonymi i nabytymi wadami serca, którzy obecnie nie zawsze mają dostęp do kompleksowego leczenia w swoim regionie.

– Naszym obowiązkiem – jako lekarzy, naukowców i częściowo organizatorów systemu – jest stworzenie takiego modelu opieki, który umożliwi dzieciom z ciężkimi wadami serca dostęp do leczenia na najwyższym poziomie, jak najbliżej domu. Mówię to z pełnym przekonaniem. Budowa ośrodka kardiochirurgii dziecięcej i rozwój programu przeszczepów u najmłodszych to nie tylko decyzja strategiczna, ale przede wszystkim wyraz naszej odpowiedzialności za przyszłość tych dzieci i ich rodzin – podkreśla prof. dr hab. Piotr Ponikowski.

Uruchomienie kardiologii pediatrycznej i programu kardiochirurgii dziecięcej umożliwi zapewnienie ciągłości opieki – od diagnozy, przez leczenie chirurgiczne, aż po opiekę po transplantacji – bez konieczności podróżowania poza Dolny Śląsk. To ogromna korzyść zarówno medyczna, jak i psychologiczna. Znaczenie tego obszaru wpisuje się w szerszą strategię Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, który rozpoczyna budowę Zintegrowanego Centrum Pediatrii. Będzie to miejsce skupiające przedstawicieli wszystkich specjalności, których zadaniem będzie opieka nad pacjentami z najtrudniejszym i najbardziej skomplikowanymi przypadkami medycznymi.

Wspomniane obszary to jedne z filarów kompleksowej strategii USK i UMW. Wrocławscy specjaliści nie zapominają również o nowoczesnej kardiologii płodowej – zarówno diagnostycznej, jak i interwencyjnej. Ten dynamicznie rozwijający się na świecie obszar medycyny pozwala na identyfikację i leczenie poważnych wad serca jeszcze przed narodzinami dziecka, co w wielu przypadkach może decydować o jego życiu i dalszym rozwoju. Dzięki dostępności specjalistów z zakresu ginekologii, neonatologii, kardiologii dziecięcej i kardiochirurgii, we Wrocławiu możliwe stanie się stworzenie unikatowego w skali kraju modelu opieki nad pacjentem od życia płodowego aż po dorosłość.

W planach zespołu jest również pełne wdrożenie chirurgii robotycznej w kardiochirurgii oraz dalsze doskonalenie systemowego modelu leczenia wstrząsu kardiogennego – stanu krytycznego, który wymaga błyskawicznej i wieloetapowej interwencji. Na rozwiązaniach opracowanych w ICHS już dziś wzorują się inne ośrodki. Jednocześnie Uniwersytecki Szpital Kliniczny i Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu intensyfikują działania zmierzające do utworzenia interdyscyplinarnego centrum doskonałości – miejsca, w którym zintegrowane zostaną leczenie, innowacyjne badania i kształcenie przyszłych kadr medycznych. Taki model to nie tylko odpowiedź na aktualne potrzeby systemu ochrony zdrowia, ale przede wszystkim inwestycja w jego długofalowy rozwój.

– Chcemy stworzyć przestrzeń, w której medycyna najwyższej referencyjności spotyka się z nauką i edukacją. Takie centra pozwalają nie tylko ratować życie w sytuacjach nagłych, ale również wyznaczać kierunki rozwoju medycyny i inspirować kolejne pokolenia specjalistów – podkreśla prof. Piotr Ponikowski. – Możliwość transplantacji serca będzie naturalnym zamknięciem tego, co oferujemy naszym pacjentom pediatrycznym. Biorąc pod uwagę demografię i deficyt kadr, tego rodzaju centra doskonałości są w mojej ocenie najlepszą strategią.

Wrocławska Majówka Transplantacyjna

Już 20 maja specjaliści z całego kraju spotkają się we Wrocławiu podczas I Wrocławskiej Majówki Transplantacyjnej – konferencji organizowanej przez USK. Jednym z tematów będzie m.in. dwusetny przeszczep serca i rozwój donacji w regionie.

– Dwieście transplantacji serca wykonanych w naszym szpitalu to coś znacznie więcej niż liczba zabiegów. To dwieście indywidualnych historii – o nadziei, o powrocie do życia, o drugiej szansie, którą pacjenci otrzymali dzięki zaangażowaniu całego zespołu medycznego. To także setki rodzin, które znów mogą planować wspólną przyszłość – mówi dr Marcin Drozd, dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. – Dla mnie, jako dyrektora szpitala, to powód do ogromnej dumy, ale też zobowiązanie. Takie osiągnięcie nie byłoby możliwe bez codziennej, niezwykle wymagającej pracy chirurgów, anestezjologów, kardiologów, pielęgniarek i koordynatorów transplantacyjnych – każdej osoby, która tworzy Instytut Chorób Serca i wspiera ICHS.

Jak podkreśla dyrektor, osiągnięcie tego kamienia milowego to również efekt sprawnej organizacji, wzorowej koordynacji i – co szczególnie ważne – rosnącej świadomości społecznej dotyczącej donacji. Coraz więcej osób rozmawia dziś ze swoimi bliskimi o decyzji dotyczącej dawstwa narządów, co pozwala ratować życie innym.

– Naszym zadaniem jako szpitala uniwersyteckiego jest nie tylko leczenie, ale także budowanie nowoczesnego modelu opieki – takiego, który będzie dostępny również dla najmłodszych pacjentów. Dlatego z dumą mogę powiedzieć, że planujemy dalszy rozwój, w tym stworzenie kompleksowego ośrodka kardiologii i kardiochirurgii dziecięcej, który pozwoli na przeszczepianie serc również u najmłodszych pacjentów. To nasza odpowiedzialność za przyszłość tych dzieci i ich rodzin. Chcemy, aby Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu był miejscem, gdzie najnowocześniejsza medycyna spotyka się z nauką, edukacją i przede wszystkim z troską o pacjenta na każdym etapie jego życia – od okresu płodowego aż po dorosłość – podsumowuje dr Marcin Drozd.



alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt
 
Ponad sto robotycznych operacji raka jelita w USK we Wrocławiu
Wrocław, 12 maja 2025 r.


Ponad sto robotycznych operacji raka jelita w USK we Wrocławiu



W ciągu kilkunastu miesięcy specjaliści Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu wykonali przeszło sto zabiegów z użyciem operacyjnego robota u pacjentów z rakiem jelita grubego. Ponadto w kwietniu br. system da Vinci po raz pierwszy na Dolnym Śląsku wsparł chirurgów USK przy zabiegu usunięcia trzustki. W planach ośrodka są kolejne operacje robotyczne w obszarze onkologii, w tym resekcje żołądka.

System robotyczny da Vinci działa w USK od lipca 2023 r. Początkowo znalazł zastosowanie w operacjach uroonkologiczych – dotychczas wykonano kilkaset zabiegów tą metodą u chorych na raka prostaty. Pół roku później specjaliści z Kliniki Chirurgii Ogólnej i Chirurgii Onkologicznej USK we Wrocławiu przeprowadzili w asyście robota pierwszą resekcję fragmentu jelita, zajętego przez złośliwy nowotwór. Od tego czasu większość operacji raka jelita grubego odbywa się za pomocą systemu da Vinci, a USK ma ich na koncie już ponad setkę.

– To znakomity wynik i dowód na to, że podążamy za ogólnoświatowym trendem – uważa prof. Wojciech Kielan, szef Uniwersyteckiego Centrum Chirurgii Ogólnej i Onkologicznej, w którego skład wchodzi Klinika Chirurgii Ogólnej i Chirurgii Onkologicznej. – Obecnie w chirurgii dąży się do stosowania metod jak najmniej inwazyjnych, które są bezpieczniejsze dla pacjentów i gwarantują szybszą rekonwalescencję. Operujemy także laparoskopowo oraz metodą klasyczną, polegającą na otwarciu tkanek, bo tego wymagają czasami wskazania medyczne. Jednak zamierzamy rozwijać w naszym ośrodku chirurgię robotyczną o kolejne procedury.

Prof. Kielan podkreśla, że nawet najbardziej zaawansowany technologicznie robot nie operuje. Mózgiem całego systemu pozostaje człowiek – w tym wypadku chirurg, który posiada odpowiednie przeszkolenie, zakończone zdobyciu certyfikatu. Obecnie w Klinice Chirurgii Onkologicznej USK pracuje dwoje certyfikowanych specjalistów, operujących w asyście systemu da Vinci: dr hab. Julia Rudno-Rudzińska i dr Krzysztof Kotulski. Trzecia osoba jest w trakcie procesu certyfikacji. Dzięki stu operacjom w systemie da Vinci, klinika spełniła ustawowe wymogi do uzyskania finansowania zabiegów robotycznych przez NFZ – konieczne do tego jest wykonanie 50 zabiegów przez jednego operatora.

Rak jelita grubego jest drugą przyczyną zgonów z powodu chorób nowotworowych u mężczyzn, a trzecią wśród kobiet. W dodatku w ostatnich dekadach liczba zachorowań systematycznie wzrasta, także wśród ludzi młodych. Choroba zdaje się nie mieć granic wiekowych.

– Najmłodszy pacjent, operowany w naszej klinice metodą robotyczną, miał 21 lat, a najstarsza pacjentka – 94 lata – mówi p.o. kierownika Kliniki Chirurgii Onkologicznej dr hab. Julia Rudno-Rudzińska. – Do zabiegu w asyście da Vinci kwalifikujemy niemal wszystkich pacjentów, bardzo rzadko zdarzają się wskazania medyczne, wykluczające takie operacje, jak np. obecność zrostów po poprzednich wielokrotnych zabiegach.

Zdaniem dr hab. Julii Rudno-Rudzińskiej, chirurgia robotyczna zwielokrotnia wszystkie zalety zabiegów laparoskopowych, które do tej pory dominowały w operacjach raka jelita. Robot pozwala na minimalne cięcia, a dodatkową jego zaletą jest wizualizacja 3D i bardzo duże powiększenie. Pomaga to w jeszcze bardziej precyzyjnym wykonaniu zabiegu, a co za tym idzie, w zmniejszeniu liczby powikłań w stosunku nawet do laparoskopii. Dla pacjenta oznacza to mniejszy ból pooperacyjny, mniejsze ryzyko krwawienia śródoperacyjnego i szybszy powrót do zdrowia.

Ostatnio onkolodzy w USK zauważyli tendencję, którą można uznać za optymistyczną:

– Kwalifikujemy do zabiegów znacznie więcej pacjentów z mało zaawansowanym rakiem jelita – zauważa dr hab. Julia Rudno-Rudzińska. – Jak powszechnie wiadomo, im mniej rozwinięty nowotwór złośliwy, tym większa szansa na pomyślne rokowania. Uważam, że wymierne efekty przynosi działający w USK program badań przesiewowych w kierunku raka jelita. Na kolonoskopię w ramach tego programu przychodzą osoby bez objawów. Tymczasem u wielu z nich wykrywane są niepokojące zmiany, które zostają wysłane do badania histopatologicznego. W sytuacji, gdy patolodzy potwierdzą podejrzenie raka, pacjenci są kierowani do naszej kliniki i szybko operowani, jeśli tego wymagają. Dzięki temu wzrasta ich szansa na całkowite wyzdrowienie.

Dotychczas Narodowy Fundusz Zdrowia finansuje operacje robotyczne przy leczeniu raka prostaty, jelita grubego i macicy. Lekarze z Uniwersyteckiego Centrum Chirurgii Ogólnej i Onkologicznej wprowadzają kolejne procedury, nie czekając nawet na refundację.

– Mamy za sobą pierwszą w regionie resekcję trzustki za pomocą da Vinci, którą wykonaliśmy w kwietniu tego roku. Planujemy kolejne takie zabiegi, bez względu na to, czy będą refundowane. Chcielibyśmy także w najbliższym czasie rozszerzyć zakres onkologicznych operacji robotycznych o resekcje żołądka.

System da Vinci sprawdza się perfekcyjnie i dzięki niemu możemy zaoferować pacjentom najlepszą jakość oraz efektywność leczenia.

Źródło: Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu



alt alt
 
Pomagają nie tylko leczyć – bezcenne wsparcie dla małych pacjentów i ich rodzin. Tak działa współpraca USK we Wrocławiu z zaprzyjaźnionymi Fundacjami

Pomagają nie tylko leczyć – bezcenne wsparcie

dla małych pacjentów i ich rodzin. Tak działa współpraca

USK we Wrocławiu z zaprzyjaźnionymi Fundacjami



Kiedy dziecko trafia do szpitala, wsparcia potrzebuje cała rodzina. Walka z chorobą nowotworową to nie tylko leczenie – to codzienność pełna lęku, wyzwań i ogromnych potrzeb, również tych pozamedycznych. Dzięki ścisłej współpracy Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu z Fundacją na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową, Fundacją Cancer Fighters i innymi współpracującymi ze szpitalem instytucjami, mali pacjenci i ich najbliżsi nie zostają z tymi trudnościami sami. Nowa wielozmysłowa Sala Doświadczania Świata, z której mogą korzystać mali pacjenci pozostający pod długotrwałą opieką naszego personelu, czy nowoczesny analizator składu ciała pozwalający na jeszcze bardziej precyzyjne ustalanie terapii czy diety, to namacalny efekt dobrego partnerstwa.

– Organizacje takie jak Fundacja na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową czy Fundacja Cancer Fighters budują most pomiędzy światem medycyny a społeczną wrażliwością – podkreśla dr Marcin Drozd, dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. – Dzięki ich działaniom możliwe jest nie tylko sprawniejsze leczenie, ale także tworzenie pewnego rodzaju ekosystemu, środowiska sprzyjającego zdrowieniu w każdym znaczeniu.

O skali wsparcia, oprócz najważniejszego – dziecięcych uśmiechów, świadczą liczby i wartość udzielonej pomocy. W ciągu ostatnich dwóch lat Fundacja na Ratunek przeznaczyła ponad 5 milionów złotych na wsparcie dzieci leczonych w Klinice Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, znanej również jako Przylądek Nadziei.

Jak zaznacza Anna Apel, prezeska Fundacji Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową to partnerstwo zawsze miało jeden cel nadrzędny: ratowanie zdrowia i życia dzieci.

– Dzięki zaangażowaniu darczyńców z całej Polski, w tym mieszkańców Wrocławia przekazujących 1,5% podatku, Fundacja może reagować natychmiastowo. Czasem chodzi o sfinansowanie terapii, której koszt sięga kilkuset tysięcy złotych i nie można czekać na wynik tradycyjnej zbiórki publicznej - wyjaśnia Anna Apel. - W takich sytuacjach czas ma kluczowe znaczenie, a my możemy działać dosłownie z minuty na minutę.

Efektem współpracy Fundacji ze szpitalem są także unikalne w skali kraju rozwiązania, m.in. pierwsza w Polsce poradnia dla ozdrowieńców onkologicznych działająca w szpitalu klinicznym. Poradnia zapewnia dzieciom, które zakończyły leczenie, kompleksową opiekę medyczną, psychologiczną i społeczną, odpowiadając na ich potrzeby w okresie powrotu do zdrowia i codziennego życia. Dzięki współpracy z zagranicznymi ośrodkami z Holandii i USA, zespół poradni zyskuje dostęp do najnowszej wiedzy i dobrych praktyk, które wkrótce mogą zostać wdrożone w ramach wizyt studyjnych.

Przy Klinice Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej USK we Wrocławiu działa także największy w Polsce zespół wsparcia psychospołecznego. Składa się z 20 specjalistów – psychologów, terapeutów, neurologopedy i psychoonkologów – którzy codziennie otaczają troską dzieci i ich rodziny, prowadząc psychoedukację, interwencje kryzysowe i zajęcia terapeutyczne. Dodatkowo, Fundacja koordynuje działania ponad 160 wolontariuszy, którzy są obecni przy pacjentach każdego dnia.

W klinice działa również Sala Doświadczania Świata.

– Wykorzystywana w Sali Doświadczania Świata terapia wielozmysłowa Snoezelen służy relaksacji i aktywizacji – podkreśla Anna Apel. – To niezwykłe miejsce pozwala mitygować napady paniki, lęku i stanów depresyjnych oraz tworzy bezpieczną przestrzeń autokontroli, sprawczości, tak potrzebnej dzieciom, które niejednokrotnie spędzają w szpitalu wiele tygodni, a czasem nawet miesięcy.

W Sali Doświadczania Świata pacjenci mogą bezpiecznie eksplorować świat poprzez wzrok, słuch, dotyk, węch, a także inne zmysły. Terapia ma na celu pobudzanie zmysłów, relaksację, wyciszenie oraz wspieranie rozwoju poznawczego i emocjonalnego. Kolejna taka sala powstanie w drugiej połowie roku w USK w budynku głównym przy ul. Borowskiej, by służyć także innym oddziałom pediatrycznym.

– To bezpieczna przestrzeń, która umożliwia dzieciom relaksację, aktywizację i poczucie sprawczości. Daje wytchnienie podczas długotrwałego leczenia – podkreśla prezes Apel.

10 lat walki o zdrowie dzieci z Fundacją Cancer Fighters

Szczególne miejsce w działaniach na rzecz dzieci – pacjentów USK we Wrocławiu zajmuje także Fundacja Cancer Fighters. Jej założyciel, Marek Kopyść sam przeszedł leczenie onkologiczne w klinice, kiedy mieściła się jeszcze przy ul. Bujwida. Dziś wspiera innych i dzieli się własnym doświadczeniem.

– W wieku 15 lat zachorowałem na ziarnicę złośliwą IV stopnia. W tym czasie byłem młodym, obiecującym sportowcem, więc jak można się domyślić, mój świat wtedy runął – wspomina prezes fundacji. – To było 17 lat temu, ale pamiętam jak sam wtedy czułem się zagubiony i potrzebowałem wsparcia. Założenie fundacji wynikało z potrzeby odwdzięczenia się za uratowane życie i zrozumienia potrzeb pacjentów walczących z chorobą.

Cancer Fighters działa dziś w 10 miastach. Fundacja finansuje leczenie, zakup sprzętu, ale równie mocno koncentruje się na poprawie samopoczucia i kondycji psychofizycznej pacjentów.

– Naszą misją jest pokazanie, że diagnoza to nie wyrok, ale impuls do działania. Chcemy motywować dzieci i młodzież, by mimo choroby mogli stawiać sobie cele i czerpać radość z życia – dodaje Marek Kopyść.

W ramach działalności Fundacji organizowane są również spotkania z popularnymi twórcami internetowymi, a każde z nich ma jeden cel: poprawić samopoczucie młodych pacjentów. Jedną z najbardziej symbolicznych inicjatyw fundacji jest tzw. dzwon zwycięstwa, w który uderzają dzieci po zakończeniu leczenia. Wydarzenie to poprzedza uroczyste przejście po czerwonym dywanie.

Spełnianie marzeń najmłodszych to kolejna aktywność Fundacji Cancer Fighters, w której potrzeby dzieci są doskonale znane. Fundacja realizuje akcję "Skarbnica Marzeń", dzięki której pacjenci otrzymują wymarzone prezenty – od tabletów po rowery. Dotychczas udało się już urzeczywistnić kilkaset takich marzeń.

Dzięki zaangażowaniu organizacji, Klinika Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej USK we Wrocławiu zyskała m.in. nowoczesny analizator składu ciała, który wspiera lekarzy i dietetyków w planowaniu terapii żywieniowej dopasowanej do potrzeb dzieci.

Urządzenia tego typu pozwalają na precyzyjną ocenę parametrów takich jak masa mięśniowa, tłuszczowa, nawodnienie organizmu czy podstawowa przemiana materii. Badanie jest nieinwazyjne, szybkie i bezpieczne, co czyni je odpowiednim również dla dzieci poddawanych terapii onkologicznej.

W przypadku pacjentów pediatrycznych leczonych na nowotwory, urządzenia te umożliwiają wczesne wykrycie niedożywienia, nieprawidłowej masy ciała oraz zaburzeń wodno-elektrolitowych, które mogą wynikać z działania chemioterapii lub sterydów. Regularna analiza składu ciała wspiera personalizację leczenia, pozwala monitorować postępy terapii i ułatwia dostosowanie opieki żywieniowej oraz rehabilitacyjnej. Tym samym wpływa pozytywnie na tolerancję leczenia i ogólną jakość życia małego pacjenta.

– Naszym celem jest zawsze 100% realizacji zbiórki. Dzięki aktywności online udało się nam w pierwszych czterech miesiącach roku osiągnąć ponad 100 milionów wyświetleń naszych materiałów – podkreśla Marek Kopyść. – Ma to realny wpływ na efekty naszych działań, pozwalając na dotarcie do jeszcze większego grona osób, które dołączają do wspierania naszych podopiecznych.

Dobre partnerstwo to realne korzyści dla pacjentów i ich najbliższych

Wspólne działania organizacji wspierających małych pacjentów i Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu to przykład efektywnego partnerstwa opartego na zaufaniu, wspólnym celu i realnym wpływie na zdrowie, komfort i przyszłość najmłodszych pacjentów oraz ich rodzin.

Działalność wspomnianych wcześniej fundacji, a także organizacji takich jak Urtica, Fundacja Ronalda McDonalda czy Fundacji Santander umożliwia szybszy dostęp do niezwykle ważnych leków, akcesoriów i wyposażenia oddziałów pediatrycznych USK we Wrocławiu. Przykładem mogą być rozkładane łóżka przeznaczone dla opiekunów dzieci przebywających w Klinikach, lampy bakteriobójcze, stanowiska do poboru krwi i wiele innych. Nawet najmniejsza przekazana rzecz, ma możliwość realnego wsparcia naszych pacjentów. Podkładki pod laptopy stają się cenną pomocą, gdy pacjent nie może wstawać z łóżka, a maszynki do dzielenia leków umożliwiające dostosowanie dawek leków onkologicznych dla młodszych pacjentów leczonych onkologicznie ułatwiają pracę personelu, który codziennie walczy o zdrowie i życie podopiecznych.

alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt

alt alt alt
 
I Wrocławska Majówka Transplantacyjna

 
Majówka z głową – eksperci USK radzą, jak bezpiecznie spędzić długi weekend

Majówka z głową – eksperci USK radzą,

jak bezpiecznie spędzić długi weekend



Wiosna zachęca do wyjazdów, spacerów i aktywności na świeżym powietrzu – ale niesie też ryzyko alergii, ukąszeń, urazów, a czasem… pokusy sięgnięcia po alkohol – częściej niż zwykle. Jak przygotować się do majówki i nie trafić z grilla czy kajaka prosto na Szpitalny Oddział Ratunkowy (SOR) – podpowiadają eksperci Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu (USK).

– Pogoda sprzyja grillowaniu, można więc spodziewać się, że otwarcie sezonu będzie wiązało się z dolegliwościami ze strony woreczka żółciowego. Przypieczone, ostro przyprawione mięso, a do tego alkohol nie służy pacjentom z wrażliwym przewodem pokarmowym – tłumaczy dr Janusz Sokołowski. – Właśnie dlatego warto zadbać o odpowiednią, lekkostrawną dietę.

Jak przyznaje wieloletni kierownik SOR w USK we Wrocławiu, dr Janusz Sokołowski, zwykle w majowy weekend do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego zgłasza się mniej pacjentów niż w dni powszednie, jednak nie oznacza to, że nie będzie co robić.

Majówkowe wycieczki i pikniki na świeżym powietrzu mogą też łączyć się z pierwszymi poparzeniami słonecznymi czy przegrzaniem. Dlatego mimo pozimowej tęsknoty za promieniami słońca, warto pamiętać o unikaniu wystawiania się na jego widok w samo południe, używaniu odpowiednich filtrów i nawadnianiu - przypominają specjaliści.

Plaża, słońce, relaks… i zdrowy rozsądek!

Coraz wyższe temperatury oznaczają otwarcie plaż i kąpielisk – ale też sezon na niebezpieczne pomysły. Eksperci przypominają: alkohol i woda to fatalne połączenie. Tak samo jak alkohol i hulajnoga, rower czy samochód.

– Niestety w wolnych dniach wypadków komunikacyjnych, upadków czy zwykłych potknięć jest więcej niż w dniach roboczych – przyznaje dr Janusz Sokołowski. – Nieostrożna jazda hulajnogą czy rowerem, bez kasku i do tego pod wpływem alkoholu czy narkotyków, to duże ryzyko poważnego urazu.

Do różnego rodzaju drobnych urazów dochodzi także, kiedy podejmujemy aktywność fizyczną bez przygotowania. Warto pamiętać o stopniowym zwiększaniu wysiłku. Zakwasy czy naderwanie ścięgno albo zwichnięcie kostki, to efekt nieprzygotowania do aktywności sportowej po zimowym zastoju.

Alkohol zagrożeniem nie tylko od święta

Spożycie alkoholu, zwłaszcza w większych ilościach, to nie tylko zwiększone ryzyko urazów czy niebezpiecznych zachowań, ale również poważne, często bagatelizowane zagrożenie dla zdrowia układu pokarmowego.

– Alkohol drażni błonę śluzową żołądka, zwiększając ryzyko rozwoju uszkodzeń śluzówki a w skrajnych przypadkach może prowadzić nawet do powstawania owrzodzeń i krwawień – tłumaczy dr Radosław Kempiński, specjalista gastroenterologii z Kliniki Gastroenterologii, Hepatologii i Chorób Wewnętrznych USK we Wrocławiu. – Dodatkowo jego metabolity działają toksycznie na komórki wątroby, co może skutkować stłuszczeniem wątroby, jej zapaleniem,
a z czasem prowadzić do rozwoju marskości.


Specjalista zwraca uwagę, że jednorazowe, nadmierne spożycie alkoholu – częste podczas weekendowych grillów czy wyjazdów – może także wywołać ostre zapalenie trzustki, czyli poważne schorzenie wymagające pilnej interwencji lekarskiej. Choroba ta przebiega często gwałtownie i niesie ryzyko poważnych powikłań, a w niektórych przypadkach może być nawet zagrożeniem życia.
Ważne jest również to, że długoterminowo alkohol zwiększa ryzyko rozwoju nowotworów przewodu pokarmowego – przede wszystkim raka przełyku, żołądka, wątroby i jelita grubego. Nawet umiarkowane ilości spożywanego regularnie alkoholu mogą znacząco zwiększyć ryzyko powstania procesu nowotworowego, szczególnie w połączeniu z innymi czynnikami, takimi jak palenie tytoniu czy dieta bogata w tłuszcze i uboga w błonnik.

– Długoterminowe skutki nadużywania alkoholu często rozwijają się po cichu, bez wyraźnych objawów, dlatego tak ważna jest profilaktyka i umiar. Jednorazowe nadużycie w długi weekend może mieć swoje konsekwencje zdrowotne znacznie szybciej niż się wydaje – przestrzega dr Kempiński.

Dlatego planując wypoczynek, warto pamiętać o zachowaniu rozsądku, odpowiednim nawodnieniu, lekkostrawnej diecie i ograniczeniu spożycia alkoholu, zwłaszcza w sytuacjach zwiększonego ryzyka, takich jak pobyt nad wodą czy intensywny wysiłek fizyczny.

Alergicy przed majówką

Dobre przygotowanie do majówkowego wypoczynku to połowa sukcesu. Długi weekend to także w wielu przypadkach dłuższe wyprawy samolotowe czy samochodowe. Osoby narażone na zakrzepicę kończyn dolnych powinny skonsultować się ze swoim lekarzem czy przed podróżą nie jest wskazane profilaktyczne przyjęcie leków przeciwzakrzepowych.

Organizacja logistyczna to jednak nie wszystko. Planując wyjazd, starajmy się wybrać takie rejony, w których nie ma aktualnie okresu pylenia roślin, na które jesteśmy uczuleni.

– W Polsce mamy różne okresy wegetacyjne roślin, a przesunięcie może wynieść nawet kilka tygodni, dlatego warto sprawdzić kalendarz pylenia – tłumaczy dr Robert Pawłowicz, kierujący Kliniką Alergologii i Chorób Wewnętrznych USK. Obecnie w Polsce zaczyna się pylenie brzozy, a następnie już niedługo zaczną pylić trawy. – Pyłki traw to w naszym kraju najczęstszy alergen, z którym problem ma większość alergików. Jest to o tyle uciążliwe, że są praktycznie wszędzie i przy pięknej pogodzie, chcąc spędzać czas na świeżym powietrzu po prostu trudno ich uniknąć.

Najczęstsze objawy alergii na pyłki to katar, kichanie, łzawienie, uczucie spowolnienia czy zmęczenia i senności.

– Wydaje się to prozaiczne, ale ważne jest, aby jadąc na majówkę samochodem zamknąć okna, ograniczając możliwość wpadania czynników alergicznych z całej okolicy wprost do auta. Jeśli jest gorąco najlepiej używać utrzymanej w czystości klimatyzacji, posiadającej odpowiednie dla alergików filtry albo wewnętrznego przepływu powietrza – dodaje specjalista.

Poza tym pomóc mogą też okulary czy czapka z daszkiem, bo mniej alergenów będzie bezpośrednio osiadać na skórze. Oczywiście, jeśli przewidujemy, że będziemy w miejscu, gdzie będzie duże natężenie alergenów, odpowiednio wcześniej zacznijmy regularnie zażywać leki antyhistaminowe, które nie tylko przyniosą ulgę, ale zapobiegną wystąpieniu objawów alergii.

Najlepszym sposobem długofalowego uniknięcia problemów z alergią jest oczywiście odczulanie, które może być bardzo skuteczne, ale trzeba pamiętać, że jest to proces długotrwały.

Osy, pszczoły i inne owady latające

– Osoby uczulone na użądlenia powinny być zaopatrzone w tak zwany zestaw ratunkowy, w którym jest adrenalina, leki przeciwalergiczne i sterydy – przypomina dr Pawłowicz i dodaje, że najlepsze efekty daje immunoterapia na jad owadów błonkoskrzydłych, ponieważ zapobiega powstawaniu najbardziej gwałtownych objawów alergii, czyli skrajnie niebezpiecznego wstrząsu anafilaktycznego.
U każdego, nie tylko u alergików, po użądleniu osy czy pszczoły może pojawić się duży obrzęk, zaczerwienienie lub bolesność. Najczęściej objawy miejscowe nie są jednak spowodowane alergią, tylko toksycznym działaniem jadu owadów i są to zwykle dolegliwości przemijające w niedługim czasie.

– Najbardziej niebezpieczne są reakcje systemowe, obejmujące cały organizm, a nie tylko miejsce użądlenia – przestrzega alergolog i dodaje, że niepokojące jest pojawienie się na przykład zmian skórnych, spadek ciśnienia, napadu astmy czy utraty przytomności. – To są objawy zagrażające życiu i wtedy bezwzględnie, szybko trzeba użyć zestawu ratunkowego i wezwać pomoc.

Warto pamiętać, żeby w upalne dni pijąc napoje, zwłaszcza te słodkie, przed kolejnym łykiem sprawdzać czy w butelce lub używanej przez nas rurce nie ma pływającego owada. Użądlenie w gardło może bowiem szybko zablokować drogi oddechowe, co może skończyć się tragicznie.

Specjaliści USK podkreślają, że przygotowanie, przewidywanie i zdrowy rozsądek pozwoli cieszyć się wolnym czasem i majową pogodą.

Pełzające zagrożenie

Użądlenia i ukąszenia owadów to nie jedyne zagrożenie, o którym powinniśmy pamiętać korzystając z czasu na świeżym powietrzu. Wybierając się do lasu czy w góry warto założyć odpowiednie obuwie chroniące stopy nie tylko przed skręceniami kostki, ale także atakiem żmii zygzakowatej, która jest jedynym jadowitym wężem w Polsce. Choć nie zdarzają się zbyt często, to jednak w ostatnim czasie coraz częściej możemy spotkać te zwierzęta wygrzewające się w słońcu na kamieniach i ścieżkach.

Ukąszenie tych gadów może być niebezpieczne i wymaga konsultacji lekarskiej. Charakterystycznymi objawami są dwa ślady po zębach jadowych, ból, zaczerwienienie i zasinienie w miejscu ukąszenia, a w przypadku wstrzyknięcia jadu, mogą pojawić się dodatkowe objawy ogólnoustrojowe. Należy niezwłocznie unieruchomić ukąszoną kończynę i wezwać pomoc medyczną. Specjaliści dodają, aby nie nacinać miejsca ukąszenia, nie wyciskać i nie próbować wysysać jadu.

Kierownik Szpitalnego Oddziału Ratunkowego – dr Janusz Sokołowski zaleca, aby zawsze w takim przypadku zgłosić się do lekarza. Każdy SOR powinien mieć co najmniej dwie ampułki antytoksyny na wypadek ukąszenia żmii. Podanie jej nie zawsze jest konieczne, ale to musi ocenić lekarz.

Uwaga na kleszcze

W tym roku te małe pajęczaki nie zrobiły sobie przerwy zimowej. Jak mówi dr Janusz Sokołowski, cały czas do szpitala zgłaszają się pacjenci, którzy doświadczyli ukłucia.

– W trakcie udzielania pomocy medycznej, kleszcza nie badamy, dlatego niema potrzeby przywozić go ze sobą na SOR. Wystarczy umiejętnie go usunąć i zdezynfekować miejsce ukłucia. W aptekach są do tego odpowiednie przyrządy, można też to zrobić przy pomocy patyczka do czyszczenia uszu czy pęsety, ale trzeba pamiętać, żeby go nie urywać, nie wyciskać i nie smarować tłuszczem. Choć to metody często przekazywane jako tradycyjne sposoby radzenia sobie z kleszczami, skorzystanie z nich może przynieść więcej szkody niż pożytku – tłumaczy dr Sokołowski.

Przed wyjściem do parku, na łąkę czy do lasu warto pamiętać o zastosowaniu odpowiednich preparatów ochronnych, ale też obejrzeniu całego ciała po powrocie do domu i wzięciu prysznica z mocnym strumieniem wody, który potencjalnie pomoże zmyć prawie niewidoczne gołym okiem nimfy kleszczy, które również mogą przenosić groźne choroby takie jak borelioza czy kleszczowe zapalenie mózgu (KZM). Specjaliści USK podkreślają, że najlepszą ochroną są szczepionki przeciwko KZM. Choć to schorzenie występuje rzadko, ale ma poważne konsekwencje i może prowadzić do nieodwracalnych powikłań.

fot. Tomasz Król/USK Wrocław

alt alt alt alt
 
Migotanie przedsionków epidemią XXI wieku – specjaliści USK we Wrocławiu wdrożyli nową metodę leczenia

Migotanie przedsionków epidemią XXI wieku – specjaliści USK we Wrocławiu wdrożyli nową metodę leczenia


Migotanie przedsionków, nazywane epidemią XXI wieku, dotyka coraz więcej osób w Polsce. Chorzy skarżą się na kołatanie serca, duszności i zmęczenie, a choroba znacząco zwiększa ryzyko udaru mózgu. Kardiolodzy z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu (USK) wprowadzili nowoczesną metodę leczenia – elektroporację wspieraną systemem 3D – by jeszcze skuteczniej pomagać pacjentom.

Z nowej technologii korzysta zaledwie kilkadziesiąt europejskich ośrodków. Na Dolnym Śląsku, Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu to jedyne miejsce, gdzie można tym sposobem pomóc chorym z zaburzeniami rytmu serca.

- Elektroporacja, czyli metoda „nietermiczengo” ablowania tkanek ultrakrótkim przepływem prądu elektrycznego o dużym napięciu, jest stosowana w naszym ośrodku od prawie dwóch lat – wyjaśnia dr Krzysztof Nowak, koordynator Obszaru Zaburzeń Rytmu Serca w Instytucie Chorób Serca USK – Jednak do tej pory do nawigacji cewników w obrębie serca używaliśmy fluoroskopii, czyli promieniowania rentgenowskiego i ewentualnie wspomagaliśmy się mapami trójwymiarowym tworzonymi innymi systemami. Udoskonalona technologia pozwala zobrazować trójwymiarowo serce z bardzo dużą precyzją i co do milimetra poruszać się po nim bez użycia promieniowania rentgenowskiego.

Trzeba zniszczyć, żeby wyleczyć

Zabiegi wykonywane metodą elektroporacji są wykonywane w znieczuleniu ogólnym. Początek zabiegu jest podobny jak w innych rodzajach ablacji. Cewnik jest wprowadzany do organizmu przez żyłę udową do prawego przedsionka, następnie wykonywana jest punkcja transseptalna, dzięki której można przejść z prawego do lewego przedsionka, czyli docelowej jamy serca, gdzie znajdują się tkanki odpowiedzialne za powstawanie arytmii.

Teraz dzięki nowym cewnikom ablacyjnym kompatybilnym z systemem obrazowania 3D możemy zobaczyć miejsce odpowiedzialne za powstawanie arytmii na ekranie w trójwymiarze. Po przejściu do lewego przedsionka, na podstawie ruchów cewnika w przestrzeni, tworzymy precyzyjny cyfrowy „odlew” tej jamy serca nazywany mapą – wyjaśnia dr Stanisław Tubek elektrofizjolog z Pracowni Elektrofizjologii Inwazyjnej USK – Na podstawie analizy sygnałów elektrycznych rejestrowanych w przedsionku system nanosi na mapę kolory odzwierciedlające sekwencję przepływu prądu elektrycznego przez tkanki. Nowy system dodatkowo precyzyjnie analizuje przestrzenne położenie wprowadzonych do serca cewników, umożliwiając operatorowi dotarcie do źródła arytmii na podstawie stworzonej mapy. To trochę tak jak jazda samochodem z włączoną nawigacją GPS – żartuje dr Stanisław Tubek i zaznacza, że również w tym wypadku zadaniem operatora jest bezpieczne dotarcie do celu.

Na podstawie stworzonej w czasie rzeczywistym trójwymiarowej mapy operatorzy mogą bezpiecznie i precyzyjnie poruszać się po sercu. Po odpowiednim ulokowaniu cewnika w przestrzeni, wykonuje się aplikacje, czyli dostarcza się energię niszczącą tkanki odpowiedzialne za powstawanie arytmii. Elektroporacja, czyli ablacja polem pulsacyjnym (PFA), w przeciwieństwie do tradycyjnych metod ablacji RF (prądem o częstotliwości radiowej) lub krioablacji, nie powoduje uszkodzeń termicznych otaczających serce tkanek.

Przez tkankę przepuszczany jest prąd o dużym napięciu, w odpowiednich sekwencjach, który powoduje rozerwanie błon komórkowych komórek odpowiedzialnych za powstawanie arytmii – wyjaśnia dr Krzysztof NowakNowy system precyzyjnie oznacza miejsce poszczególnych aplikacji energii, dzięki czemu możemy wybrać kolejne miejsce aplikacji, tak aby one na siebie zachodziły, aby nie było żadnej przerwy pomiędzy obszarami uszkodzonej tkanki, co powoduje, że ryzyko nawrotu arytmii jest mniejsze.

Coraz więcej chorych z migotaniem przedsionków

Migotanie przedsionków jest nazywane epidemią XXI wieku. Europejskie Towarzystwo Kardiologiczne szacuje, że nawet co trzeci Europejczyk w czasie swojego życia doświadczy migotania przedsionków. Tylko w Polsce na zaburzenie rytmu serca cierpi ponad milion osób. Nieleczone migotanie przedsionków zwiększa ryzyko udaru mózgu oraz śmiertelność.
U niekt
órych pacjentów z tą arytmią wystarczy leczenie farmakologiczne. Jednak tam gdzie jest ono nieskuteczne, stosuje się leczenie inwazyjne czyli ablację, która polega na celowym zniszczeniu fragmentów mięśnia serca, który odpowiada za powstawanie zaburzenia rytmu serca. W czasie zabiegu uszkadzane są źródła arytmii, co w założeniu ma doprowadzić do wyleczenia.

Jako jeden z wiodących ośrodków kardiologicznych w Polsce, nieustannie inwestujemy w najnowsze technologie i szkolenie zespołów medycznych, aby zapewniać naszym pacjentom dostęp do leczenia na światowym poziomie. Elektroporacja z wykorzystaniem systemu 3D to przełomowa metoda, która nie tylko zwiększa skuteczność zabiegów, ale także minimalizuje ryzyko powikłań. To realna zmiana jakości leczenia w arytmologii, na którą czekali zarówno pacjenci, jak i lekarze – mówi dr Marcin Drozd, dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

W USK we Wrocławiu dotychczas przy użyciu nowej technologii zoperowano czterech pacjentów, kolejni oczekują na zabiegi. Podobne ablacje wykonywane są jeszcze jedynie w dwóch miejscach w Polsce. Dzięki elektroporacji nawigowanej systemem 3D, specjaliści z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu mogą precyzyjnie i bezpiecznie usuwać ogniska arytmii, minimalizując uszkodzenia zdrowych tkanek. Dla pacjenta oznacza to większe bezpieczeństwo, krótszy czas powrotu do zdrowia i realną szansę na trwałe uwolnienie się od objawów zaburzeń rytmu serca.

Nowoczesna medycyna opiera się dziś na współdziałaniu nauki, technologii i praktyki klinicznej. Migotanie przedsionków to jedno z najczęstszych schorzeń kardiologicznych naszych czasów, dlatego tak ważne jest, by pacjenci mieli dostęp do skutecznych i bezpiecznych metod leczenia. Cieszę się, że to właśnie Instytut Chorób Serca, jako część Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego, wdraża innowacje, które realnie zmieniają jakość terapii. Szczególnie dla mnie jako lekarza kardiologa, to wyjątkowo bliska i ważna misja – podsumowuje prof. dr hab. Piotr Ponikowski, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i dyrektor Instytutu Chorób Serca USK.Obraz zawierający tekst, zrzut ekranu, designOpis wygenerowany automatycznie



alt alt alt

alt alt alt

alt alt alt

 
Bajka lepsza niż ekran. W Światowym Dniu Książki USK we Wrocławiu inauguruje kampanię „Bajka na zdrowie – odłóż telefon”

Bajka lepsza niż ekran. W Światowym Dniu Książki

USK we Wrocławiu inauguruje kampanię

„Bajka na zdrowie – odłóż telefon”


Specjaliści Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu alarmują, codzienność szpitalnych sal coraz częściej przypomina świecące morze ekranów – zamiast książek w rękach rodziców, dzieci „otulane są” niebieskim światłem tabletów i telefonów. Tymczasem nauka mówi jasno: to światło szkodzi. Mózg dziecka, nawet pogrążony w pozornym śnie na Oddziale Intensywnej Terapii, chłonie otaczające bodźce. Głos rodzica, barwna opowieść, to dla niego uspokojenie.

– Chcielibyśmy, aby opiekunowie więcej i częściej czytali naszym pacjentom – mówi prof. dr hab. Marzena Zielińska, kierująca Oddziałem Anestezjologii i Intensywnej Terapii Dziecięcej USK. – Głos rodzica lub opiekuna działa na dzieci kojąco. Nawet jeśli dziecko wydaje się nieprzytomne z powodu działania leków, ten znajomy głos może przynieść spokój i ukojenie. Badania pokazują, że nawet osoby w stanie nieświadomości mogą odbierać dźwięki z otoczenia, choć nie reagują na nie w sposób świadomy. Słuch jest jednym z ostatnich zmysłów, które przestają funkcjonować – dlatego tak ważne jest, by do pacjentów mówić, czytać im, a przede wszystkim – być obecnym głosem bliskiej osoby.

W akcję wspierającą codzienne czytanie dzieciom w szpitalu zaangażowali się znani artyści – Justyna Szafran, aktorka i solistka Teatru Muzycznego Capitol oraz Robert Gonera, aktor i producent kreatywny, którzy 23 kwietnia w Światowym Dniu Książki odwiedzili najmłodszych pacjentów USK, żeby poczytać im bajki.

– Żaden mem i żadna rolka nie zastąpi słowa mówionego i czytanego. Czytanie jest dobre, dzięki niemu buduje się atmosfera wspólnego przebywania, pojawia się zapach książki, przebywanie i wspólne przeżywanie jednej historii - mówi Justyna Szafran. – Słowo jest najważniejszym nośnikiem różnych emocji, a ponieważ szczególnie mali pacjenci bardzo często wymagają po prostu miłości, jakiegoś rodzaju czułości. Słowa wypowiadane przez nas - kocham Cię, będzie dobrze, jesteś wspaniała, jesteś dzielna-dzielny, nabierają ogromnej mocy – dopowiada Robert Gonera.

Dobry bodziec na wagę zdrowia

Celem kampanii jest nie tylko promocja czytania, ale też budowanie świadomości, że w szpitalu – szczególnie na oddziałach intensywnej terapii – każdy bodziec ma znaczenie.

– Trudno przez godzinę mówić do dziecka, które nie odpowiada, bo jest podłączone do aparatury, ale właśnie wtedy z pomocą przychodzą książki – zauważa prof. Zielińska. – Pamiętam ojca jednego z pacjentów, który codziennie czytał swojemu trzymiesięcznemu dziecku baśnie Andersena – po duńsku. Chciał, by jego dziecko oswajało się z brzmieniem ojczystego języka.

Dziś jednak, jak zauważa profesor, to raczej wyjątek niż reguła. Najczęściej, kiedy lekarze proszą opiekunów, by odwrócili uwagę dziecka od trudnej rzeczywistości szpitalnej, sięgają po telefon i włączają bajkę albo grę.

Skalę problemu potwierdzają niepokojące statystyki, zarówno globalne, jak i krajowe. Według analiz obejmujących dane z całego świata, które objęły ponad 2 miliony osób, co czwarta osoba badanych wykazuje symptomy uzależnienia od smartfona, ponad 17% – od mediów społecznościowych, a prawie 15% – od internetu. Wyniki te jasno pokazują, że tzw. uzależnienie cyfrowe staje się coraz powszechniejszym zjawiskiem, obejmującym różne formy korzystania z urządzeń elektronicznych. W polskim kontekście alarmujące są dane z badania przeprowadzonego wśród 1017 uczniów szkół podstawowych i ponadpodstawowych – aż 12% z nich to osoby problematycznie używające internetu (PUI – Problematic Use of Internet). Problem ten częściej dotyczy dziewcząt - prawie 15%, niż chłopców, których dotyka to w niespełna 10% przypadków. Różnice można dostrzec też w strukturze wiekowej badanych. Problematyczne korzystanie z internetu to domena starszych nastolatków, tj. w wieku od 15 do 17 lat, gdzie odsetek dotkniętych tym zjawiskiem sięga 15,0%. W młodszej grupie, w wieku od 12 do 14 lat, niewłaściwe wzorce korzystania z sieci wykazuje 9,5% populacji. Niepokojący jest również stale zwiększający się czas, który młodzi ludzie spędzają na aktywnościach z wykorzystaniem elektroniki. raport „Internet dzieci 2025” wskazuje, że aż 92% dzieci w wieku od 7 do 14 lat codziennie korzysta z internetu, spędzając online średnio 4,5 godziny dziennie. Specjaliści chcą to zmienić.

– Badania potwierdzają, że długotrwałe korzystanie z urządzeń emitujących niebieskie światło wpływa negatywnie na ośrodkowy układ nerwowy – nie tylko dzieci, ale i dorosłych. Dodatkowo treści dostępne online rzadko sprzyjają wyciszeniu i koncentracji – tłumaczy dr hab. Monika Szewczuk-Bogusławska z Uniwersyteckiego Centrum Zdrowia Psychicznego, dolnośląski konsultant w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży.

Mądre spędzanie czasu razem

Jak podkreślają specjaliści – wspólne czytanie to nie tylko forma „mądrej zabawy”, ale też szansa na pogłębienie relacji, poprawę komunikacji i rozwój poznawczy dziecka. Dr Szewczuk-Bogusławska przypomina, że dzieci uczą się przez naśladowanie. Żeby zaczęły mówić, muszą najpierw słyszeć nowe słowa.

– Niestety, obserwujemy coraz więcej dwu- i trzylatków z opóźnieniami mowy. W epoce sprzed smartfonów takie problemy występowały rzadziej – dodaje ekspertka.

Pomimo, że nie ma sztywno określonej granicy wieku jeśli chodzi o korzystanie z telefonów czy tabletów, eksperci podkreślają, że powinniśmy się kierować zdrowym rozsądkiem.

Czytanie to także czas na rozmawianie, objaśnianie świata i tłumaczenia kontekstów. Dziecko ma okazję do zadawania pytań oraz poszerzania słownictwa. Dla opiekunów to także okazja do lepszego zrozumienia dziecka.

– Pobyt w szpitalu może być okazją do wspólnego, wartościowego spędzania czasu, bo w codziennym zabieganym życiu często tłumaczymy się natłokiem obowiązków. Teraz tylko ważne jest, aby nie było to tylko wspólne oglądanie bajek czy filmów – dodaje dr Monika Szewczuk-Bogusławska.

Na terenie USK działają świetlice wyposażone w gry planszowe i książki, ale – jak zauważa pielęgniarka oddziałowa Anna Leśniewicz z Kliniki Chirurgii i Urologii Dziecięcej – to wciąż za mało. – Większość pacjentów i ich opiekunów spędza czas przed ekranami. Chcielibyśmy ich zachęcić, by wracali do rozmów i książek. Chcemy przypominać rodzicom – bohaterowie kreskówek nie zastąpią głosu rodzica.

Specjaliści szpitala mają świadomość, jak trudnym i stresującym czasem zarówno dla dziecka, jak i dla mamy, taty, dla najbliższych, jest pobyt w szpitalu.

– Choć zdajemy sobie sprawę, jak kuszące bywa sięgnięcie po smartfon w chwilach stresu, musimy podkreślić: to nie jest odpowiedni moment. Rodzice i dzieci, którzy spędzają ze sobą niemal całą dobę, powinni w trudnych momentach wzmacniać więź, jaka ich łączy. Dlatego gorąco zachęcamy, by znaleźli w sobie siłę i nawiązali jak najwięcej wspólnych interakcji – mówi dr Marcin Drozd, dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. – Chcemy, aby skoncentrowali się na bezpośrednim kontakcie i zamiast oddawać się kuszącemu przewijaniu mediów społecznościowych, sięgnęli po książkę. Pomóżmy dzieciom uciec od zmartwień do świata bajek i baśni, zanurzając je w spokojnej krainie wyobraźni przy kojącym głosie najbliższej osoby.

Kampania „Bajka na zdrowie – odłóż telefon” to apel o obecność – nie tylko fizyczną, ale i emocjonalną. To także przypomnienie, że książka może być mostem między światem chorego dziecka a jego bliskimi. Oczywiście warto pamiętać o tym, że książki też trzeba dobierać odpowiednio do wieku. Zwykle wydawcy już w opisie zamieszczają informację o tym, dla jakiej grupy wiekowej przeznaczona jest bajka, ważne jest, aby obserwować dziecko jak reaguje na czytanie opowieści. Nawet najbardziej klasyczne baśnie, na których wychowały się całe pokolenia, mogą wzbudzać u dzieci niepokój, więc literaturę trzeba dobierać odpowiednio do stanu emocjonalnego dziecka.

alt alt alt

alt alt alt

alt alt alt

alt alt
 
Uniwersytecki Szpital Kliniczny z certyfikatem ISO 14001. Z troską o zdrowie i o środowisko!

Uniwersytecki Szpital Kliniczny z certyfikatem ISO 14001.

Z troską o zdrowie i o środowisko!


Zielone zmiany w służbie zdrowia. Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu (USK) stawia na ekologię i zdobywa certyfikat ISO 14001. Dzięki konkretnym działaniom, nowym procedurom i zaangażowaniu pracowników, szpital nie tylko leczy, ale chroni też środowisko. Z okazji Dnia Ziemi, przypadającego 22 kwietnia, USK świętuje i zaprasza do odkrywania, jak nowoczesna medycyna może iść w parze z troską o planetę.

W Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym zielone zmiany są dobrze widoczne – od rozszerzonej segregacji odpadów, przez edukację najmłodszych, po nowe miejsca odpoczynku. Wszystko to dzieje się w ramach systemu ISO 14001, który właśnie został oficjalnie potwierdzony certyfikatem.

– Ochrona środowiska to nie tylko modne hasło, ale realne działania, które podejmujemy każdego dnia –
mówi dr Marcin Drozd, dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. – Naszym celem jest minimalizowanie wpływu działalności medycznej na otaczający nas świat. Wdrażając Zintegrowany System Zarządzania, postawiliśmy na konkretne rozwiązania.

W ramach certyfikacji szpital wprowadził m.in.: procedury reagowania na awarie środowiskowe, systematyczną identyfikację i ocenę aspektów środowiskowych wraz z wewnętrznymi audytami zgodności z normą ISO 14001 czy aktualizację procedur dotyczących gospodarowania odpadami.

– Wprowadzamy procedury, przeprowadzamy audyty, udostępniamy rozdzielne pojemniki na plastik, papier, butelki PET, będziemy wprowadzać nowe oznakowane pojemniki do segregacji – wymienia Małgorzata Gdesz , kierownik Działu Akredytacji i Zintegrowanego Systemu Zarządzania Jakością USK.

Szpital stawia także na edukację i budowanie świadomości ekologicznej – zarówno wśród pracowników, jak i pacjentów oraz ich rodzin. Obchody Dnia Ziemi w USK to nie tylko symboliczny gest, ale realna okazja do wspólnego działania i inspirowania do zmian. Szpital przeprowadził m.in. warsztaty dla dzieci, podczas których powstały unikalne „zielone” dzieła sztuki, spotkanie z pszczelarzem przy ulu edukacyjnym oraz kreatywne plakaty promujące eko-postawy, które pojawiły się w różnych zakątkach szpitala.

Dla pracowników przygotowano relaksacyjny kącik DIY – strefę odpoczynku stworzoną z materiałów z odzysku, takich jak europalety czy skrzynki, a w przyszłości zaplanowane są warsztaty dla pracowników z samodzielnego wykonywania takich mebli. Będzie też wspólny spacer po zielonych terenach szpitala z prezentacją nasadzeń i miejsc do wypoczynku, dodatkowo pojawią się nowe donice z roślinnością oraz gazony, a rowerzyści zyskają stację naprawczą i nowe stojaki.

– Edukacja ekologiczna zaczyna się od prostych działań i dobrych nawyków. Pokazujemy, że zrównoważony rozwój może być częścią codziennej pracy – mówi dr Agnieszka Zdęba-Mozoła , zastępca dyrektora ds. personalnych i jakości. – Kampania informacyjna, którą prowadzimy, przypomina m.in. o zamykaniu okien w sezonie grzewczym czy odpowiedniej segregacji odpadów.

Dla USK ekologia to nie jednorazowe akcje, ale przemyślany kierunek, który staje się integralną częścią strategii zarządzania. Bo jak podkreślają specjaliści, zdrowie człowieka i zdrowie ekosystemu – idą w parze.

Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu duże znaczenie przywiązuje również do oszczędzania energii i wody poprzez dbałość o drobne, ale istotne działania, jak gaszenie świateł, czy jak najszybsze usuwanie awarii instalacji. Proekologiczne standardy uwzględniane są również przy planowaniu nowych inwestycji, które muszą spełniać wymagania związane z ochroną środowiska.

– Chcemy inspirować, edukować i działać wspólnie. Jako szpital mamy szczególny obowiązek myślenia o przyszłości – nie tylko w kontekście zdrowia naszych pacjentów, ale również zdrowego środowiska, którego stan ma bezpośredni wpływ na nas – podkreśla dyrektor Drozd.

Uniwersytecki Szpital Kliniczny pokazuje, że nowoczesna medycyna i ekologia mogą iść ramię w ramię. Dzień Ziemi to nie tylko święto – to kolejny krok w stronę odpowiedzialnego i świadomego zarządzania ośrodkiem medycznym.

alt alt alt alt
 
Dzień Ziemi

 
Zdrowa Wielkanoc z USK we Wrocławiu – eksperci przypominają o zdrowiu przy świątecznym stole
Wrocław, 17.04.2025

Zdrowa Wielkanoc z USK we Wrocławiu – eksperci przypominają o zdrowiu przy świątecznym stole



Święta Wielkanocne to czas radości, ale także kulinarnych pokus, które... mogą zakończyć się nawet wizytą na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym. Specjaliści Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu przypominają o umiarze przy stole, podpowiadają, jak przygotować zdrowsze wersje tradycyjnych potraw i zapewniają – w świąteczny dyżur są w pełni gotowi by nieść pomoc. Również na oddziałach nie brakuje troski o zapewnienie pacjentom choć trochę świątecznej atmosfery, także tym najmłodszym, m.in. przez zajęcia z muzykoterapii przy kojącym dźwięku ukulele.

– Przede wszystkim pamiętajmy o umiarze i przerwach między posiłkami – podkreśla mgr Aleksandra Gąbka, dietetyk kliniczny i psychodietetyk z Uniwersyteckiej Przychodni Specjalistycznej USK we Wrocławiu. – Warto zwrócić uwagę na produkty, których użyjemy. Nikomu nie zaszkodzi porcja tradycyjnej sałatki jarzynowej, ale zamiast majonezu można użyć jogurtu albo przynajmniej zmieszać je pół na pół, obniżając kaloryczność.

Jak podkreśla specjalistka, w trawieniu pomogą też przyprawy i zioła, więc dobrze jest dodać je do potraw albo przygotować zdrowe i wspomagające nasz organizm herbaty, zamiast słodkich napojów.

Święta Wielkiej Nocy nieodłącznie są związane z jajkami, zarówno kulinarnie, jak i symbolicznie. Dietetyczka zaznacza, że można je jeść wręcz „na zdrowie”, ale ważne jest to, jak je przygotujemy. Ekspertka podpowiada, żeby unikać tłustych dodatków do jajecznicy jak boczek czy bekon, zdrowsze od sadzonych czy smażonych będą te gotowane, zwłaszcza na miękko. Również przygotowując tradycyjne pisanki czy kraszanki, zamiast chemicznych barwników, warto jest wybierać naturalne metody barwienia jaj. Może to być okazja do ciekawego spędzenia czasu z najmłodszymi domownikami!

– Oczywiście w święta trudno też odmówić sobie mazurka czy sernika, ale tu znowu kłania się umiar – dodaje dietetyczka.

Trzeba pamiętać, że konsekwencje przejedzenia mogą być naprawdę poważne, z koniecznością skorzystania z pomocy medycznej włącznie.

Szpitalny Oddział Ratunkowy w pełnej obsadzie


– Blisko stuosobowa załoga SOR USK na święta nie może zrobić sobie wolnego. Grafik dyżurów jest już przygotowany i jesteśmy gotowi na przyjęcie pacjentów – zapowiada dr Goutam Chourasia, specjalista medycyny ratunkowej i zastępca kierownika Szpitalnego Oddziału Ratunkowego USK we Wrocławiu.

Specjalista medycyny ratunkowej podkreśla, że zwykle pierwszy dzień świąt jest spokojny, ale następnego dnia pojawia się więcej pacjentów.

Jak tłumaczą specjaliści, duża część chorych zgłaszających się po pomoc w świąteczny poniedziałek skarży się na problemy gastryczne. Najczęstsze objawy to bóle brzucha, które nie przechodzą mimo środków przeciwbólowych, uporczywe biegunki, nudności i wymioty. Powodem takich kłopotów może być przejedzenie, mieszanie posiłków z alkoholem lub spożycie nieświeżych potraw. W przypadku osób starszych bardzo szybko może dojść do odwodnienia co może także doprowadzić do zaburzeń krążenia i poważnego zagrożenia zdrowia lub życia. Szczęśliwie, większości pacjentom trafiających na SOR w tym okresie, udaje się pomóc w stosunkowo krótkim czasie i bez konieczności długotrwałej hospitalizacji.

Pacjenci w stanie zagrażającym życiu są przyjmowani natychmiast, natomiast Ci z mniej poważnymi dolegliwościami, muszą liczyć się z oczekiwaniem na przyjęcie ze względu na to, że Szpitalny Oddział Ratunkowy USK we Wrocławiu zabezpiecza również potrzeby pacjentów poszkodowanych w wypadkach komunikacyjnych i nie tylko. O skali działalności najlepiej mówią liczby. W ciągu roku przez kliniczny SOR przewija się około 60 tysięcy pacjentów!

Wielkanoc w szpitalu

Mimo najlepszych starań specjalistów, nie wszyscy pacjenci mogą wyjść na święta do domu. Część chorych musi zostać na oddziałach, dlatego personel stara się udekorować świetlice i sale, żeby można było poczuć wyjątkową atmosferę. W tym roku również w Klinice Neonatologii pojawiły się świeże kwiaty, zajączki i kartki z życzeniami.

– Na pewno na oddziale będzie spokojniej niż w zwykły dzień, będzie mniej krzątania się i badań, ale w opiece nad wcześniakami czy noworodkami z wadami wrodzonymi nie ma wolnych dni. Niczego nie można odłożyć na później, bo te dzieci i ich najbliżsi stale wymagają naszej intensywnej pomocy – tłumaczy prof. dr hab. Barbara Królak-Olejnik, kierownik Kliniki Neonatologii USK we Wrocławiu.

Co szczególnie ciekawe – zdarza się, że świąteczne przygotowania, wysiłek i emocje przyspieszają akcję porodową i ciężarne trafiają do szpitala. Jak mówi ekspertka, właśnie w tym świątecznym czasie, jest więcej przedwczesnych porodów. W związku z tym obsada kliniki nie jest zmniejszana na świąteczne dni.

Czas w Klinice Neonatologii umila muzykoterapia, która stała się już wizytówką tego miejsca. Trzy razy w tygodniu opiekunowie mają indywidualne sesje, podczas których nie tylko słuchają muzyki, ale także sami śpiewają kołysanki i utulanki dla swoich pociech.

– Wiadomo, że jak słychać ukulele, albo śpiew, to u nas – przyznaje Weronika Serwa, absolwentka Akademii Muzycznej, która w USK prowadzi zajęcia muzykoterapii.

Jak podkreśla prof. Królak-Olejnik, zajęcia to nie tylko terapia muzyczna, ale również forma budowania relacji, stabilizacji emocjonalnej i fizjologicznej, a także tworzenia unikalnych momentów bliskości między rodzicami, a dziećmi.


alt alt alt alt

fot. Bartosz Mokrzycki/Wroclaw.pl


 
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Ostatnie >>

Strona 2 z 25

Shock Team

Internetowe Konto Pacjenta

Wyniki Laboratoryjne

Portal Pacjenta

Konsultacje anestezjologiczne

konsultacje.jpg

Dobry Posiłek

logo.jpg

Wykrywanie wad rozwojowych

UCCR.jpg

Centrum Robotyki

centrum_robotyki.jpg

Badanie opinii pacjentów

nowe.jpg

Odwołanie wizyty

1.jpg

Specjalizacje w USK

specjalizacjewusk.png

Studenci materiały szkoleniowe

nowe.jpg

Stażyści i Wolontariusze

stazysci_wolont.png

Medycyna Nuklearna

 

Unicef

Informacja dla obywateli Ukrainy



USK pomaga Ukrainie



PICT_6335.jpg