Biuro Prasowe - tel. 71 733 10 52; Rzecznik Prasowy – tel. 71 733 10 55, rzecznik@usk.wroc.pl
Nowotwory dziecięce – terapia CAR-T zastosowana już po raz 50-ty u pacjenta pediatrycznego. USK we Wrocławiu wśród europejskich liderów

Wrocław, 3.12.2025 r.


Nowotwory dziecięce – terapia CAR-T zastosowana już po raz 50-ty u pacjenta pediatrycznego. USK we Wrocławiu wśród europejskich liderów



Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu umacnia swoją pozycję lidera, osiągając wskaźniki wyleczeń wyższe niż czołowe placówki zagraniczne. CAR-T należy do najbardziej zaawansowanych metod leczenia nowotworów krwi. Polega na pobraniu i modyfikacji komórek odpornościowych pacjenta, aby precyzyjnie rozpoznawały i niszczyły komórki nowotworowe. Dzięki doświadczeniu zespołu i konsekwentnemu rozwojowi terapii, nowoczesne metody leczenia trafiają dziś do pacjentów na coraz wcześniejszym etapie choroby.

Pięćdziesiątą pacjentką jest 9-letnia Antonina z Katowic, u której po przeszczepie szpiku doszło do nawrotu choroby. Prof. Krzysztof Kałwak, kierownik Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej USK we Wrocławiu nazywanej Przylądkiem Nadziei, podkreśla, że obecnie tę metodę stosuje się wcześniej, bez czekania na wielokrotne nawroty, oferując pacjentom znaczącą szansę na życie. Samo podanie zmodyfikowanych komórek poprzedza leczenie pomostowe.

– Przygotowanie do zabiegu trwa zwykle około miesiąca. W przypadku Tosi pobranie komórek odbyło się około dwóch miesięcy temu. Dziewczynka przyjechała do nas na krótką wizytę, podczas której jej komórki zostały wyizolowane i wysłane za granicę do zmodyfikowania, czyli uzbrojenia do walki z nowotworem – wyjaśnia prof. Krzysztof Kałwak.

Proces pomostowania odbył się w Katowicach, gdzie mała pacjentka była wcześniej leczona.

– Pomostowanie jest kluczowe, żeby zmniejszyć „ładunek” nowotworu, czyli liczbę blastów białaczkowych. Trwa to czasami miesiąc, czasami dwa. Natomiast już przed samym podaniem zmodyfikowanych komórek stosuje się tak zwaną chemioterapię limfodeplecyjną, która ułatwia wszczepienie nowych komórek. To są dwa małe woreczki po 5-10 mililitrów, które są na wagę życia – dodaje profesor.

Wrocławski ośrodek stał się pionierem tej terapii w Polsce. Data 3 marca 2020 roku zapisała się w historii polskiej medycyny – to wtedy po raz pierwszy w kraju zastosowano u dziecka terapię CAR-T. Metoda ta, będąca innowacyjną formą immunoterapii, polega na pobraniu od pacjenta jego własnych limfocytów T, a następnie ich genetycznej modyfikacji w laboratorium tak, aby potrafiły precyzyjnie rozpoznawać i niszczyć komórki nowotworowe.

Profesor Krzysztof Kałwak wspomina ten moment i pierwszego pacjenta, Olka, który wcześniej przez 7 lat bezskutecznie walczył z chorobą.

– Pierwszym pacjentem był Olek. Chłopiec przez 7 lat walczył nieskutecznie z ostrą białaczką limfoblastyczną. Miał za sobą kolejne wznowy, nieudane transplantacje i immunoterapię. Wreszcie, po zdobyciu akredytacji i środków finansowych, podaliśmy mu te pierwsze komórki – opowiada prof. Kałwak.

Po trzech miesiącach pacjent uzyskał „ujemną chorobę resztkową”. Wyzdrowiał. Jest w fantastycznej formie i nadrabia stracony czas.

– Dziś, praktycznie dorosły Olek, przyjeżdża do Przylądka raz na miesiąc. Otrzymuje wciąż immunoglobuliny, ponieważ terapia CAR-T działa tak dobrze, że jego organizm jeszcze ich nie produkuje. To jest tak zwany pożądany objaw uboczny. Zresztą najstarsza na świecie pacjentka, Emily Whitehead leczona w 2012 roku, ma to samo – cały czas ma komórki CAR-T w sobie. Z dotychczasowych obserwacji wynika, że większość pacjentów bardzo długo utrzymuje te namnożone komórki w swoim organizmie. Olek już prawie 6 lat – tłumaczy dr Monika Mielcarek-Siedziuk, pediatra, transplantolog dziecięcy, lekarka, która wykonała aferezy u wszystkich dzieci poddawanych terapii CAR-T.

W kolejce są następne dzieci, które kwalifikują się do terapii. Kolejne podanie planowane jest na koniec grudnia, a następne na styczeń przyszłego roku.

Wyniki lepsze niż w USA

Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu jest obecnie jednym z największych ośrodków terapii komórkowej w Europie. Spośród 50 leczonych pacjentów aż 47 otrzymało terapię z powodu ostrej białaczki limfoblastycznej B-komórkowej, a 3 z powodu chłoniaków złośliwych B opornych na leczenie. Warto zaznaczyć, że pierwsze dziesięcioro dzieci otrzymało leczenie zanim terapia została objęta refundacją – wówczas to zbiórki publiczne dały im nadzieję na zdrowie.

W ocenie prof. Krzysztofa Kałwaka skuteczność leczenia we Wrocławiu przewyższa światowe standardy.

– Terapia daje fantastyczne wyniki w ostrej białaczce limfoblastycznej. Obserwujemy 3-letnie przeżycie całkowite na poziomie ok. 82% w całej grupie, a w grupie dzieci, które otrzymały terapię z powodu wznowy po transplantacji, wskaźnik ten wynosi aż 87% – podkreśla prof. Kałwak. – Co więcej, nasze 2-letnie przeżycie wolne od wznowy przekracza 66%. Dla porównania, analogiczny wskaźnik w grupie amerykańskiej wynosi 50%.

W Polsce – poza Wrocławiem – jedynie ośrodek w Bydgoszczy posiada akredytację dla terapii CAR-T w białaczce u dzieci i dotychczas przeprowadził leczenie u 8 pacjentów.

Przyszłość to terapie genowe

Klinika konsekwentnie rozszerza zakres zaawansowanych terapii, pracując nad kolejnymi przełomowymi rozwiązaniami. Oprócz sukcesów w hematoonkologii, ośrodek wprowadził już terapię genową w rzadkim niedoborze odporności (RAG1-SCID).

– Jesteśmy liderem w regionie i stale poszerzamy nasze możliwości. Kwestią czasu jest uzyskanie akredytacji do terapii genowej w leukodystrofii metachromatycznej – zapowiada szef kliniki. – Kolejne kroki, które planujemy, to zastosowanie CAR-T w opornym na leczenie nerwiaku zarodkowym współczulnym. Projekt ten będziemy realizować we współpracy z ośrodkiem w Rzymie.

Dzięki determinacji zespołu prof. Kałwaka Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu stawia Polskę w ścisłej europejskiej czołówce walki z nowotworami dziecięcymi, oferując pacjentom dostęp do technologii medycznych XXI wieku.

Akademickie CAR-T – sukces i nowa perspektywa terapii w Polsce

Podobny sukces osiągnęli specjaliści USK zajmujący się dorosłymi pacjentami zmagającymi się z chłoniakiem. W sierpniu 2025 r. w Klinice Hematologii, Nowotworów Krwi i Transplantacji Szpiku Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu pod kierownictwem prof. Tomasza Wróbla po raz pierwszy w Polsce podano pacjentowi komórki CAR-T całkowicie wyprodukowane w ramach ośrodka akademickiego, bez udziału firm komercyjnych. Było to możliwe dzięki dofinansowaniu udzielonemu przez Agencję Badań Medycznych projektowi badawczemu Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu oraz prywatnym darowiznom, wspierającym działania naukowe kliniki. Akademickie CAR-T są znacznie tańsze od wersji komercyjnych i przy odpowiedniej infrastrukturze pozwalają skrócić czas od pobrania komórek do ich podania nawet dwukrotnie.

Dzięki temu terapia staje się bardziej dostępna — także dla pacjentów, którzy z różnych powodów nie kwalifikowaliby się do opcji refundowanych, np. ze względu na wiek czy nietypowy podtyp chłoniaka.

Pacjentem był mężczyzna z nawrotowym chłoniakiem. Jak podkreślają specjaliści, to historyczny moment. W pierwszej fazie badania przewidziano udział od dziewięciu do osiemnastu dorosłych pacjentów z całej Polski. Rekrutacja potrwa około półtora roku i jest otwarta dla pacjentów w całym kraju, którzy są zwykle kierowani przez opiekujące się nimi ośrodki.

– Terapia CAR-T to symbol zmiany, jaka dokonuje się w medycynie. To już nie tylko leczenie, ale całkowita zmiana w leczeniu pacjentów z chorobami nowotworowymi – podsumowuje Beata Freier, zastępca dyrektora ds. medycznych Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu i specjalistka onkologii. – Jesteśmy dumni, że to właśnie we Wrocławiu tworzymy polskie standardy nowoczesnej onkologii.

alt alt alt alt alt

 
8 tysięcy dzieci, setki uratowanych istnień - USK we Wrocławiu podsumowuje 10 lat pracy Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej
Wrocław, 24 listopada 2025 r.

8 tysięcy dzieci, setki uratowanych istnień - USK we Wrocławiu podsumowuje 10 lat pracy Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej



Ponad 8000 pacjentów, dla których domem stała się Klinika Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, to najbardziej wymierny efekt 10 lat działalności kliniki w nowej lokalizacji. W tym miejscu, znanym również jako Ponadregionalne Centrum Onkologii Dziecięcej Przylądek Nadziei, specjaliści leczą dzieci z chorobami nowotworowymi nie tylko z Dolnego Śląska, ale i z całego kraju, pozostając jednym z największych tego typu ośrodków w Europie. W planach jest także utworzenie w Klinice europejskiego centrum doskonałości w leczeniu chorób rzadkich i ultrarzadkich przy pomocy terapii komórkowych.

- Niewątpliwie jesteśmy największym ośrodkiem onkologii i transplantologii dziecięcej w Polsce. Jeśli chodzi o Europę, w przypadku transplantacji, większy jest tylko ośrodek w Rzymie, więc rzeczywiście jesteśmy w ścisłej czołówce. Plasujemy się na 2-3 miejscu w Europie, biorąc pod uwagę liczbę transplantacji u dzieci. Od 2015 roku w Przylądku przeprowadziliśmy ich ponad 750 – wylicza prof. Krzysztof Kałwak, szef kliniki.

Przez dekadę działalności w kampusie przy ulicy Borowskiej oddziały Kliniki były domem około 8 tysięcy pacjentów, a drugie tyle otrzymało pomoc w przyklinicznych przychodniach.

Przeprowadzka z poniemieckiego budynku przy ulicy Bujwida do nowej siedziby w 2015 roku dała nie tylko więcej przestrzeni, ale przede wszystkim standardy sanitarne na miarę XXI wieku. Klinika jest o 25% większa pod względem liczby miejsc. Dysponuje łącznie 70 łóżkami stacjonarnymi (onkologicznymi i przeszczepowymi) oraz stanowiskami do przyjęć w trybie jednodniowym, gdzie każdego dnia pomoc otrzymuje od 20 do 30 dzieci.

Przełomowe terapie: Olek i Olaf zwyciężyli

Wrocławski ośrodek stał się pionierem nowoczesnych terapii w Polsce. Data 3 marca 2020 roku zapisała się w historii medycyny – to wtedy po raz pierwszy w kraju zastosowano u dziecka terapię CAR-T. Metoda ta jest innowacyjną formą immunoterapii. Polega na pobraniu od pacjenta jego własnych limfocytów T (komórek odpornościowych), a następnie zmodyfikowaniu ich genetycznie w laboratorium tak, aby potrafiły precyzyjnie rozpoznawać i niszczyć komórki nowotworowe.

– Pierwszym pacjentem był Olek. Chłopiec przez 7 lat walczył nieskutecznie z ostrą białaczką limfoblastyczną. Miał za sobą kolejne wznowy, nieudane transplantacje i immunoterapie. Wreszcie, po zdobyciu akredytacji i środków finansowych, podaliśmy mu te pierwsze komórki. Po trzech miesiącach pacjent uzyskał „ujemną chorobę resztkową”. Wyzdrowiał. Dziś Olek jest w fantastycznej formie, nadrabia stracony czas – opowiada prof. Kałwak.

Obecnie terapię CAR-T otrzymało już 49 pacjentów Przylądka, a w planach są kolejne zabiegi, co stawia Wrocław w europejskiej czołówce.

Kolejnym kamieniem milowym było zastosowanie pierwszej w Polsce terapii genowej u dziecka z wrodzonym niedoborem odporności RAG 1. Zabieg ten polega na pobraniu od chorego komórek macierzystych hematopoezy i wysłaniu ich do specjalistycznego laboratorium (w tym przypadku ośrodka w Leiden w Holandii). Tam komórki są wzbogacane o brakujący, prawidłowy gen, bez którego dziecko pozbawione jest odporności. Tak „naprawione” komórki wracają do Wrocławia i są podawane pacjentowi po zastosowaniu chemioterapii.

– Olaf urodził się na Islandii, gdzie rozpoznano u niego ciężki wrodzony niedobór odporności. Tacy pacjenci bez leczenia umierają zazwyczaj w ciągu 6-9 miesięcy. Dostęp do terapii genowej ma ośrodek w Holandii i my, we Wrocławiu. Olaf stał się czwartym pacjentem na świecie i pierwszym poza Holandią, który otrzymał tę przełomową terapię. Minął już ponad rok od zabiegu, który przeprowadziliśmy 14 października 2024 roku. Dziś chłopiec jest zdrowym, pogodnym dzieckiem, a jego odporność nie różni się od rówieśników – dodaje prof. Kałwak.

Od wyroku do wyleczenia – perspektywa 40 lat

Dla prof. Bernardy Kazanowskiej, związanej z wrocławską onkologią od ponad czterech dekad, historia kliniki to droga od bezsilności do światowych standardów. Wspominając początki przy ulicy Wrońskiego i później Bujwida, lekarka wskazuje na dramatyczny wpływ warunków sanitarnych na losy dzieci.

– Niestety możliwości terapeutyczne były zupełnie inne, a przede wszystkim była ogromna ilość powikłań infekcyjnych i z tego powodu dzieci odchodziły. Kiedyś „rak” to był wyrok. Jak ktoś dowiadywał się o chorobie, to była tragedia – mogliśmy uratować zaledwie 20% dzieci – wspomina prof. Kazanowska.

Stare mury uniemożliwiały skuteczną izolację, a brak wentylacji sprzyjał groźnym infekcjom grzybiczym. Dziś, dzięki nowoczesnej infrastrukturze Przylądka i postępowi medycyny, statystyki są diametralnie inne. – W przypadku białaczek i chłoniaków wyleczalność sięga nieprawdopodobnego poziomu 90-95%. To ogromny skok, który dokonał się na przestrzeni jednego życia zawodowego – podkreśla prof. Kazanowska.

Budowa: Walka o mury, które leczą

Decyzja o budowie nowego budynku była podyktowana nie tylko chęcią rozwoju, ale palącą koniecznością. Stary budynek przy ulicy Bujwida dosłownie się rozpadał.

– Warunki oprócz tego, że urągały standardom europejskim, to bywały wręcz śmiertelnie niebezpieczne – mówi prof. Alicja Chybicka, wieloletnia szefowa kliniki i inicjatorka budowy, przywołując sytuację, gdy nasiąknięty wodą sufit runął na łóżko w jednej z sal, szczęśliwie pustą.

Projekt nowej kliniki, wzorowany na ośrodkach we Frankfurcie nad Menem czy Tybindze, sfinansowała Fundacja „Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową”. Jednak zebranie funduszy na samą budowę szło opornie. – Te pieniądze zbierały się szalenie wolno. Chyba do dzisiaj nie byłoby tej kliniki, gdyby to tempo się utrzymało – przyznaje prof. Chybicka.

Przełom nastąpił dzięki determinacji i politycznemu zaangażowaniu. Wykorzystując szansę na zagospodarowanie niewykorzystanych środków unijnych, w jedną noc dostosowano kosztorys inwestycji. Dzięki temu udało się pozyskać 85 milionów złotych z UE i 15 milionów z Ministerstwa Zdrowia. – Jak już weszliśmy do gotowej kliniki, zobaczyliśmy piękne, nowoczesne, przestronne pomieszczenia na europejskim poziomie. To była wielka radość – podsumowuje prof. Chybicka.

Filar rozwoju

Klinika ma strategiczne znaczenie nie tylko dla pacjentów i ich rodzin, ale również dla całego szpitala. To miejsce, które wyznacza kierunki rozwoju pediatrii onkologicznej w regionie i wzmacnia kompetencje USK jako ośrodka najwyższej referencyjności w zakresie leczenia chorób nowotworowych i nienowotworowych u dzieci.

– To miejsce jest jednym z kluczowych elementów naszego szpitala. To tutaj trafiają najciężej chorujące dzieci z całego Dolnego Śląska i wielu innych regionów kraju. Dzięki doświadczeniu zespołów, specjalistycznej infrastrukturze i zaawansowanym terapiom, możemy zapewniać im leczenie na poziomie porównywalnym z najlepszymi ośrodkami w Europie – podkreśla onkolog Beata Freier, zastępca dyrektora ds. medycznych Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. – Jednocześnie rozwój tej kliniki wpływa na cały szpital – przyciąga specjalistów i buduje potencjał, z którego korzystają także inne oddziały.

Widząc rosnące potrzeby pacjentów pediatrycznych, USK konsekwentnie inwestuje w rozwój infrastruktury dziecięcej. Największym projektem jest budowa Uniwersyteckiego Centrum Pediatrycznego — nowoczesnego kompleksu, który skupi większość specjalistycznych oddziałów dziecięcych w jednym miejscu, zwiększając dostępność i ciągłość leczenia. To kolejny krok w stronę stworzenia wrocławskiego centrum referencyjnego dla najmłodszych pacjentów wymagających opieki wielodyscyplinarnej.

Siła wsparcia: Fundacja Na Ratunek Dzieciom z Choroba Nowotworową

Klinika, znana również jako Przylądek Nadziei, to nie tylko lekarze i specjalistyczny personel, ale także potężne zaplecze społeczne. Od 34 lat klinikę wspiera Fundacja „Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową”, która tylko w ostatnich dwóch latach przekazała na rzecz pacjentów ponad 5 milionów złotych.

Wsparcie fundacji obejmuje zarówno leczenie – w tym finansowanie niezwykle kosztownych leków i terapii nierefundowanych – jak i opiekę holistyczną: psychologiczną, rehabilitacyjną, edukacyjną i socjalną. To również doposażanie oddziałów, organizacja turnusów, wsparcie rodzin w kryzysie oraz tworzenie bezpiecznych przestrzeni dla dzieci, dzięki którym klinika staje się miejscem nie tylko leczenia, lecz także codziennego życia.

– Od początku to partnerstwo miało jeden, nadrzędny cel – ratowanie zdrowia i życia dzieci – podkreśla Anna Apel, prezes Fundacji. – Możemy błyskawicznie reagować i finansować m.in. kosztowne, często ratujące życie terapie.

Na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat Fundacja przekazała także:

● ponad 17 milionów zł na procedury medyczne,

● ponad 5 milionów zł
na badania naukowe,

● 9,5 miliona zł
na wsparcie psychospołeczne,

● 12 milionów zł
na szkolenia i rozwój personelu medycznego,

oraz niezliczoną liczbę godzin warsztatów i działań wspierających, realizowanych dzięki zaan-gażowaniu naszych wolontariuszy.

Przylądek jutra

– Klinika to nie tylko budynek. To idea, dla której pracuje olbrzymi, 200-osobowy zespół: lekarze, pielęgniarki, pracownicy laboratorium i administracji – mówi prof. Krzysztof Kałwak.

Ośrodek nieustannie się rozwija. Działają tu m.in. poradnia przeszczepowa, krzepnięcia, malformacji czy poradnia ozdrowieńców. Jest też hotel dla rodziców, którzy przyjeżdżają do Wrocławia z całej Polski i często zostają z dziećmi długie tygodnie, a nawet miesiące. Przylądek to także Klinika Mentalna, gdzie mali pacjenci i ich opiekunowie mogą liczyć na wsparcie psychologiczne. W planach jest jednak dalsza rozbudowa – stworzenie Quality Treatment Center.

– Mam nadzieję, że w przyszłym roku powstanie centrum dedykowane terapii genowej w ciężkiej, śmiertelnej chorobie, jaką jest leukodystrofia metachromatyczna. Będziemy siódmym ośrodkiem w Europie i jedynym w Europie Środkowo-Wschodniej oferującym to nowatorskie leczenie. Chcemy być Centrum, które leczy pacjentów onkologicznych, ale również wszelkie niedobory odporności i choroby metaboliczne, czyli choroby rzadkie i ultrarzadkie – zapowiada prof. Krzysztof Kałwak.

W ciągu 10 lat działalności w nowej siedzibie klinika udzieliła pomocy ponad 8000 małym pacjentom, przeprowadziła przeszło 750 transplantacji i wdrożyła pionierskie terapie CAR-T, z których do tej pory skorzystało 49 dzieci. Już 1 grudnia zaplanowano 50. wykorzystanie tej metody leczenia. Klinika to dziś nie tylko największy tego typu ośrodek w Polsce, ale też jedno z trzech najważniejszych miejsc leczenia nowotworów dziecięcych w Europie. I wciąż dynamicznie się rozwija – z myślą o kolejnych tysiącach dzieci i ich rodzin.

alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt
 
Czad, mróz i śliskie chodniki. Eksperci USK we Wrocławiu tłumaczą kto jesienią i zimą trafia na SOR
Wrocław, 21 listopada 2025

Czad, mróz i śliskie chodniki.

Eksperci USK we Wrocławiu tłumaczą kto jesienią i zimą

trafia na SOR



Jesień i zima to czas, w którym każdego roku do Szpitalnych Oddziałów Ratunkowych trafiają dziesiątki pacjentów z poważnymi zatruciami tlenkiem węgla, urazami po upadkach na oblodzonych nawierzchniach czy objawami wychłodzenia. Tylko w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu, już na początku sezonu grzewczego, pojawiły się pierwsze przypadki zatruć czadem – gazem, który pozostaje niewyczuwalny i niezwykle niebezpieczny. Specjaliści ostrzegają: czad, niska temperatura i śliskie chodniki mogą być groźne zwłaszcza dla osób starszych, przewlekle chorych i kobiet w ciąży. Warto wiedzieć, jak zapobiegać tym zagrożeniom i jak reagować, gdy do nich dojdzie.

Tlenek węgla, potocznie nazywany czadem, nie ma zapachu, koloru ani smaku. Jest produktem ubocznym niepełnego spalania paliw i – choć niewidoczny – w dużym stężeniu może zabić w ciągu kilku minut. Sezon zatruć w Polsce zaczyna się jesienią i trwa do wczesnej wiosny. W skali kraju, według szacunków, dochodzi nawet do 4 tysięcy takich przypadków rocznie.

– Niestety, najczęściej są to zatrucia mnogie – czyli dotyczące więcej niż jednej osoby. Często do szpitala trafiają całe rodziny. Tak było kilkanaście dni temu, gdy przyjęliśmy małżeństwo z Wrocławia. Dzięki szybkiej reakcji jednej z osób udało się wezwać pomoc i uniknąć tragedii. Przyczyną była niesprawna instalacja gazowa w mieszkaniu sąsiadki – relacjonuje dr Janusz Sokołowski, kierownik Szpitalnego Oddziału Ratunkowego USK we Wrocławiu.

W organizmie czad wypiera tlen z czerwonych krwinek, prowadząc do niedotlenienia tkanek i narządów. W wysokich stężeniach może spowodować omdlenie, utratę przytomności, a nawet śmierć – zanim ofiara zorientuje się, że jest w niebezpieczeństwie.

– Jeżeli wejdziemy do łazienki, w której znajduje się duże stężenie czadu, nagłym objawem może być utrata przytomności. W mniej gwałtownych przypadkach pojawiają się objawy niespecyficzne: ból głowy, zawroty, nudności, czasem wymioty – tłumaczy dr Sokołowski. – U osób z chorobami serca mogą wystąpić bóle w klatce piersiowej, zaburzenia rytmu serca, a nawet objawy przypominające udar.

Szczególnie narażone są kobiety w ciąży – hemoglobina płodu silniej wiąże tlenek węgla niż hemoglobina dorosłych. W efekcie nawet krótkotrwała ekspozycja na czad może być groźna zarówno dla matki, jak i dla dziecka. Może dojść do poronienia lub trwałych uszkodzeń u płodu.

Jak zapobiegać zatruciom i jak reagować?

Do zatrucia najczęściej dochodzi w wyniku wadliwego działania pieców, kominków, gazowych podgrzewaczy wody czy silników spalinowych uruchamianych w zamkniętych pomieszczeniach, takich jak garaże czy warsztaty. Szczelnie zamknięte drzwi i okna oraz niedrożne przewody wentylacyjne mogą uniemożliwić odpływ gazów i doprowadzić do tragedii.

– Każdego roku bierzemy udział w dziesiątkach interwencji związanych z czadem. W wielu przypadkach kluczowe było działanie czujnika i szybkie wezwanie pomocy – mówi mł. bryg. mgr inż. Tomasz Szwajnos, zastępca Komendanta Miejskiego Państwowej Straży Pożarnej we Wrocławiu. – Apelujemy, by nie bagatelizować obowiązku przeglądów instalacji i nie zasłaniać kratek wentylacyjnych. To może uratować życie.

Jeśli podejrzewamy zatrucie, najważniejsze jest zadbanie o własne bezpieczeństwo – przewietrzenie pomieszczenia i szybkie wezwanie pogotowia. Trzeba jednak pamiętać, by nie wchodzić gwałtownie do łazienki czy kuchni, w której ktoś stracił przytomność – może to grozić kolejnym zatruciem.

– Kilka lat temu przyjęliśmy czworo studentów zatrutych czadem. Wszyscy rzucili się na ratunek nieprzytomnej osobie, ale w niewielkim pomieszczeniu stężenie gazu było tak duże, że sami stracili przytomność – przypomina dr Sokołowski.

Podstawowym leczeniem w takich przypadkach jest tlenoterapia – już w karetce pacjent otrzymuje tlen w wysokim stężeniu, który wypiera tlenek węgla z hemoglobiny. W cięższych zatruciach lekarze mogą zdecydować o zastosowaniu leczenia w komorze hiperbarycznej.

W Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu, obok Szpitalnego Oddziału Ratunkowego działa jedyny na Dolnym Śląsku przykliniczny całodobowy Ośrodek Tlenoterapii Hiperbarycznej. Do dyspozycji pacjentów są dwie komory – jednoosobowa oraz wieloosobowa, mieszcząca jednocześnie do 12 osób.

– Dzięki współpracy z Ośrodkiem tlenoterapii możemy leczyć niemowlęta, kobiety ciężarne czy seniorów, w tym pacjentów wymagających terapii respiratorem. Pacjenci oddychają w komorze czystym tlenem pod zwiększonym ciśnieniem. W lżejszych przypadkach po takim zabiegu mogą wrócić do domu jeszcze tego samego dnia. Część chorych wymaga jednak dłuższej obserwacji – mówi kierownik SOR USK we Wrocławiu.

Zatrucie tlenkiem węgla może prowadzić do tzw. późnych następstw neurologicznych – problemów z pamięcią, koncentracją, zaburzeń osobowości czy napadów padaczkowych. Im szybciej wdrożone zostanie leczenie, tym większe szanse na uniknięcie powikłań.

Wychłodzenie organizmu – zagrożenie, które przychodzi powoli

Zimą, obok zatruć, odnotowywane są również przypadki wychłodzenia organizmu. Do hipotermii może dojść nawet przy dodatnich temperaturach, jeśli organizm przez długi czas jest narażony na zimno, wilgoć i brak ruchu. W grupie podwyższonego ryzyka znajdują się osoby starsze, przewlekle chore, w kryzysie bezdomności, a także osoby z zaburzeniami krążenia.

Objawy wychłodzenia mogą być mylące – pojawiają się drżenie mięśni, senność, osłabienie i dezorientacja. W zaawansowanym stadium mogą wystąpić zaburzenia mowy, utrata przytomności i zatrzymanie krążenia. Dlatego nie należy lekceważyć nawet pozornie niewinnych symptomów.

– Wychłodzenie to stan zagrażający życiu, który często rozwija się powoli i podstępnie. Część pacjentów trafia do nas z zaawansowaną hipotermią, mimo że przebywali na mrozie tylko „chwilowo”, np. czekając na przystanku – zaznacza dr Goutham Chourasia, zastępca kierownika Szpitalnego Oddziału Ratunkowego USK. – Kluczowe jest sprawne, efektywne ogrzanie chorego i monitorowanie funkcji życiowych – u osób starszych czy osłabionych każda godzina ma znaczenie.

Odpowiednia odzież, unikanie przebywania na mrozie przez dłuższy czas i szybkie reagowanie na zmiany samopoczucia to kluczowe elementy profilaktyki. Warto też zwracać uwagę na osoby przebywające na zewnątrz – zwłaszcza w okolicach klatek schodowych, wiat przystankowych czy ogródków działkowych.

Poślizgnięcia i urazy – sezon zimowych upadków

W okresie zimowym do Szpitalnych Oddziałów Ratunkowych trafia również wielu pacjentów z urazami spowodowanymi poślizgnięciem się na oblodzonej nawierzchni. Złamane kończyny, skręcenia, stłuczenia głowy i urazy kręgosłupa są najczęstszymi skutkami nieostrożnego poruszania się w trudnych warunkach.

Szczególnie niebezpieczne są poranki, kiedy chodniki i schody bywają najbardziej śliskie. Seniorzy oraz osoby z ograniczoną sprawnością ruchową są w tej sytuacji wyjątkowo narażeni. Nawet pozornie błahy upadek może u nich prowadzić do długotrwałej hospitalizacji i ograniczenia samodzielności.

– U pacjentów w podeszłym wieku nawet niewielki uraz może oznaczać konieczność operacji i kilkutygodniowej rekonwalescencji. Złamania szyjki kości udowej czy urazy nadgarstka to codzienność w sezonie zimowym – podkreśla prof. dr hab. Paweł Reichert, kierownik Kliniki Ortopedii, Traumatologii Narządu Ruchu i Chirurgii Ręki USK we Wrocławiu. – W przypadku osób starszych często dochodzi też do powikłań, które mogą prowadzić do znacznego pogorszenia ogólnego stanu zdrowia.

Warto poruszać się ostrożnie, nie spieszyć się i unikać miejsc, które nie zostały odpowiednio zabezpieczone. Odpowiednie obuwie i zachowanie szczególnej ostrożności to proste, ale skuteczne środki zapobiegawcze.

Kluczowe miejsce na mapie bezpieczeństwa

Działający od przeszło 15 lat Szpitalny Oddział Ratunkowy USK we Wrocławiu jest kluczowym elementem systemu ratunkowego na Dolnym Śląsku – każdego roku przyjmuje ponad 60 000 pacjentów, co oznacza, że każdego dnia trafia tu średnio około 170 osób.

Choć zagrożenia jesiennych i zimowych miesięcy są zróżnicowane, łączy je jedno – w wielu przypadkach można im skutecznie zapobiec. Eksperci z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu przypominają, że na co dzień, w trosce o bezpieczeństwo swoje i naszych najbliższych, kluczowe znaczenie ma szybka reakcja, znajomość objawów zagrożenia oraz właściwe zabezpieczenie domu i otoczenia. Regularne przeglądy instalacji grzewczych, zadbanie o sprawną wentylację, odpowiedni ubiór oraz ostrożność podczas poruszania się po śliskich nawierzchniach to proste działania, które mogą uchronić przed poważnym urazem czy utratą zdrowia – a niekiedy nawet życia.

alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt
 
Jak rosną „mali wojownicy”? W USK we Wrocławiu o długiej drodze wcześniaków i wsparciu rodzin
Wrocław, 17.11.2025

Jak rosną „mali wojownicy”?

W USK we Wrocławiu o długiej drodze wcześniaków

i wsparciu rodzin



Co dziesiąte dziecko na świecie rodzi się przedwcześnie, a ok. 1% wszystkich urodzonych noworodków stanowią te najmniejsze, urodzone przed 28 tygodniem ciąży z masą ciała poniżej 1000g. Każde z nich wymaga wtedy intensywnej, wielospecjalistycznej opieki. Klinika Neonatologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu (USK) – jedna z największych i najlepiej wyposażonych w regionie – każdego roku otacza opieką setki noworodków wymagających takiego wsparcia. Ze względu na najwyższy stopień referencyjności i trafiające tu najtrudniejsze przypadki, wśród noworodków aż 15% stanowią wcześniaki. W sobotę, 15 listopada w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu zorganizowano tradycyjne już spotkanie z okazji Światowego Dnia Wcześniaka.

– To dzień, który przypomina nam, że każda walka o życie i zdrowie wcześniaka zaczyna się od wspólnego zaufania: rodziny i zespołu medycznego. Spotkania z dziećmi, które urodziły się zbyt wcześnie, a dziś wracają do nas jako pełne energii maluchy czy nastolatki, są największą nagrodą za pracę całego zespołu –
mówi prof. dr hab. Barbara Królak-Olejnik, kierownik Kliniki Neonatologii USK we Wrocławiu.

Dzięki pracy doświadczonych neonatologów, pielęgniarek, psychologów i fizjoterapeutów, dzieci przedwcześnie urodzone coraz częściej wracają do domu w dobrym stanie, a z czasem rozwijają się tak samo, jak ich rówieśnicy.

Wcześniactwo to doświadczenie, które wykracza daleko poza pierwsze dni w szpitalu. Eksperci podkreślają, że szybkie wsparcie rodziny oraz ścisła współpraca całego zespołu specjalistów mogą znacząco wpłynąć na rozwój dziecka. Zwracają również uwagę, że w kolejnych latach kluczową rolę odgrywa systematyczna, dobrze zaplanowana opieka rozwojowa. Spotkania takie jak to pokazują, że wspólny wysiłek naprawdę przynosi efekty. Aby zapewnić jeszcze bardziej kompleksową opiekę najmłodszym pacjentom, szpital, jako jedyny ośrodek na Dolnym Śląsku, uczestniczy w pilotażowym programie KORD.

Program kompleksowej opieki rozwojowej nad dziećmi urodzonymi przedwcześnie KORD realizowany jest od 2024 roku w 8 ośrodkach w Polsce, w tym także w Klinice Neonatologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego. Model koordynowanej i kompleksowej opieki rozwojowej zakłada prowadzenie procesu diagnostyczno-terapeutycznego w ośrodkach koordynujących mających doświadczenie w opiece nad wcześniakami w oparciu o wielodyscyplinarny zespół, w skład którego wchodzą specjaliści z różnych dziedzin medycyny. Celem pracy zespołu jest wyrównywanie ewentualnych nieprawidłowości rozwojowych w porównaniu do dzieci urodzonych o czasie.

- W ramach KORD zapewniamy dostęp do interwencji diagnostyczno-leczniczych, które są niezbędne do optymalnego rozwoju dziecka urodzonego przedwcześnie. Dzieci objęte są m.in. ambulatoryjną opieką specjalistów neonatologii, neurologii, okulistyki, endokrynologii, gastroenterologii, kardiologii, chirurgii oraz ortopedii. Mają również zapewnioną opiekę psychologa, rehabilitację leczniczą, a rodzice mogą skorzystać z porad żywieniowych - wymienia prof. Królak-Olejnik - Opieką nad dzieckiem w programie KORD zajmujemy się od daty wypisu noworodka ze szpitala do ukończenia 3 roku życia. Aktualnie w naszym szpitalu w programie uczestniczy ponad 50 noworodków urodzonych przed ukończeniem 32 tygodnia ciąży.

Wcześniactwo – wyzwania i nadzieje

Choć współczesna neonatologia pozwala ratować i wspierać dzieci urodzone nawet znacznie przed terminem, wcześniactwo niesie ze sobą ryzyko wielu wyzwań zdrowotnych – zarówno w pierwszych miesiącach życia, jak i w kolejnych latach. Najmłodsi pacjenci mogą mierzyć się m.in. z zaburzeniami oddychania wynikającymi z niedojrzałości płuc, problemami z utrzymaniem temperatury, trudnościami w karmieniu, niedokrwistością, a także ryzykiem infekcji, które u wcześniaków przebiegają zwykle ciężej. U części dzieci pojawiają się również powikłania okulistyczne (takie jak retinopatia wcześniacza), neurologiczne czy związane z układem pokarmowym. Właśnie dlatego tak ważna jest wielospecjalistyczna opieka już od pierwszych dni życia.

Wyzwania związane z wcześniactwem dotyczą także rodziców. Miesiące spędzone w szpitalu, niepewność o zdrowie dziecka, a później – konieczność częstych konsultacji i badań – to dla wielu rodzin ogromne obciążenie emocjonalne i organizacyjne. Wielu rodziców podkreśla, jak kluczowa była dla nich obecność personelu, wsparcie psychologiczne i poczucie, że nie są sami. Dlatego w organizowanych spotkaniach tak ważną rolę odgrywa rozmowa – nie tylko z lekarzami, lecz także między samymi rodzicami, którzy mogą wymienić się doświadczeniami i zobaczyć, że trudny początek nie zamyka drogi do zdrowego rozwoju.

Wielu dorosłych, którzy urodzili się przedwcześnie, żyje dziś w pełni aktywnie, ucząc się, pracując i rozwijając tak samo jak ich rówieśnicy.

Droga wcześniaka: opieka, rozwój i codzienne wyzwania

Podczas kolejnej edycji, organizowanego od przeszło dekady wydarzenia, dzieci i ich bliscy mogli nie tylko ponownie spotkać personel, który towarzyszył im w najtrudniejszych chwilach, ale także wziąć udział w przygotowanych atrakcjach - animacjach, zajęciach muzykoterapii, strefie zabaw, a także wykonać pamiątkowe zdjęcia z rozwieszonymi, symbolicznymi fioletowymi skarpetkami – znakiem solidarności z wcześniakami na całym świecie. Był czas na mniej formalne rozmowy z lekarzami i specjalistami, którzy odpowiedzieli na pytania dotyczące dalszej opieki i rozwoju dzieci urodzonych przedwcześnie.

Również w poprzednich edycjach, spotkania gromadziły kilkadziesiąt rodzin – zarówno tych, które właśnie kończyły hospitalizację, jak i rodziców starszych dzieci. Pojawiali się też młodzi dorośli, którzy przyszli na świat jako wcześniaki i chcieli opowiedzieć swoją historię. Dla wielu uczestników był to czas wzruszeń, ale też ogromnej wdzięczności i wspólnego świętowania.

– Wcześniactwo to początek wyjątkowej drogi. Naszym zadaniem – jako zespołu medycznego – jest wspieranie tej drogi na każdym etapie. Cieszymy się, że każdego roku możemy spotkać się z naszymi małymi bohaterami i ich rodzinami – podkreśla prof. Królak-Olejnik.

Wsparcie edukacyjne dla rodzin wcześniaków

Spotkanie edukacyjne, objęte patronatem Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego oraz Rektora Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, przygotował zespół Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu z myślą o wszystkich, którzy towarzyszą dzieciom w ich pierwszych, często trudnych tygodniach życia. To także sposób na budowanie wspólnoty – rodziców, specjalistów i dzieci, które kiedyś łączył oddział neonatologiczny.

By jeszcze skuteczniej wspierać rodziców wcześniaków, zespół USK we Wrocławiu przygotował także drugą broszurę edukacyjną „Superbohaterowie w pieluszkach? Tak!”. W pierwszej publikacji zawarto informacje mające pomóc rodzinom w pierwszych miesiącach opieki nad dzieckiem urodzonym przedwcześnie. Zawiera ona również najważniejsze informacje o pobycie noworodka na oddziale neonatologicznym a także dotyczące zdrowia i rozwoju wcześniaków. Druga edycja wyjaśnia, dlaczego właściwie dobrane szczepienia odgrywają kluczową rolę w ochronie najmłodszych przed groźnymi infekcjami. Materiały opracowano tak, aby stanowiły realne wsparcie w codziennych decyzjach i pomagały rodzicom czuć się pewniej w nowej, wymagającej sytuacji.

alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt
 
Zdrowie nerek, fakty i mity na temat ich leczenia – eksperci z USK we Wrocławiu zapraszają na spotkanie edukacyjne
Wrocław, 14.11.2025

Zdrowie nerek, fakty i mity na temat ich leczenia

– eksperci z USK we Wrocławiu zapraszają na spotkanie edukacyjne



Szacuje się, że w Polsce nawet 4,5 miliona osób - czyli aż 10-15% populacji - może mieć przewlekłą chorobę nerek. Niepokój specjalistów budzi to, że tylko niewielki odsetek pacjentów jest tego świadomy. Co niszczy nerki? Jak prosty zestaw badań raz w roku może uchronić przed poważnymi skutkami niewydolności nerek? I dlaczego leczenia dializami nie są wyrokiem, a mogą być „pomostem do nowego życia”? Na te i inne pytania odpowiedzą nefrolodzy z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu (USK) podczas otwartego spotkania edukacyjnego dla pacjentów i ich rodzin.

– Po pierwsze, nerki nie bolą i bez badań profilaktycznych nie dowiemy się, że zaczyna się dziać coś, co może doprowadzić do ich niewydolności – tłumaczy prof. dr hab. Mirosław Banasik, kierownik Kliniki Nefrologii, Medycyny Transplantacyjnej i Chorób Wewnętrznych USK. Ekspert zaznacza, że kluczowe jest uświadomienie pacjentom, jak ważne są proste badania profilaktyczne. – Wystarczy raz w roku kontrolnie wykonać proste badanie ogólne moczu oraz oznaczenie kreatyniny we krwi wraz ze wskaźnikiem filtracji kłębuszkowej eGFR, które może zlecić lekarz rodzinny.

Przewlekła choroba nerek (PChN), zwana też przewlekłą niewydolnością nerek, to postępujące i nieodwracalne uszkodzenie funkcji nerek, trwające powyżej 3 miesięcy. Nerki stopniowo tracą zdolność do oczyszczania krwi, usuwania toksyn, regulacji ciśnienia i równowagi wodno-elektrolitowej. Choroba długo może przebiegać bezobjawowo – aż do momentu, gdy dojdzie do poważnego pogorszenia funkcji nerek i pojawi się konieczność leczenia nerkozastępczego: dializ lub przeszczepienia nerki.

Do najczęstszych przyczyn i czynników ryzyka PChN należą wiek, cukrzyca, nadciśnienie tętnicze, choroby autoimmunologiczne (np. toczeń trzewny), a także przebyte stany zapalne nerek i długotrwałe stosowanie niektórych leków. Wczesne wykrycie choroby umożliwia nawet znaczne spowolnienie jej postępu i uniknięcie dramatycznych powikłań.

Eksperci chcą uświadomić pacjentom, jak codzienne nawyki mogą niszczyć nerki oraz jak wygląda nowoczesne leczenie nerkozastępcze. W organizowanym w najbliższą sobotę, 15 listopada o godz. 9:30 spotkaniu wezmą udział między innymi prof. Mirosław Banasik oraz dr hab. Sławomir Zmonarski, specjalizujący się w dializoterapii.

Grzechy, które niszczą nerki

Okazuje się, że często szkodzimy sobie nieświadomie – kierując się modą, reklamami lub niepełną wiedzą.

– Chcemy pokazać zainteresowanym, co robić, aby nie szkodzić własnym nerkom. Życie z nimi jest trochę jak obsługa kredytu bankowego, jaki dała nam natura. Jeżeli zaniedbamy obsługę tego kredytu, przychodzą wyższe odsetki, które kumulują się tak mocno, że stają się poważnym problemem – mówi dr Sławomir Zmonarski, specjalista w Klinice Nefrologii, Medycyny Transplantacyjnej i Chorób Wewnętrznych USK.

Do najczęstszych „grzechów” przeciwko nerkom specjalista zalicza palenie tytoniu, konsumpcję dużych ilości mocnego alkoholu, ale też stosowanie jednostronnych, restrykcyjnych diet, takich jak dieta ketogenna.

– Ogromnym problemem jest też długotrwałe stosowanie popularnych leków przeciwbólowych z grupy NLPZ (niesteroidowych leków przeciwzapalnych). Mamy pacjentów, którzy stosują je latami, a to bardzo negatywnie odbija się na nerkach. Szkodzą im też środki odurzające, jak amfetamina czy kokaina, a nawet... zatajanie przed kolejnymi lekarzami leków przepisanych przez innych specjalistów – wylicza dr Zmonarski.

Dializa to nie wyrok, a pomost do nowego życia

Spotkanie edukacyjne dla pacjentów to okazja do rozmowy o tym, jak przygotować się do leczenia, gdy rozpoznana została przewlekła choroba nerek.

– Dla wielu pacjentów informacja o konieczności rozpoczęcia dializ brzmi jak wyrok – zauważa dr Sławomir Zmonarski i tłumaczy, że celem spotkania jest odczarowanie mitów. – Gdy pacjenci słyszą, że czeka ich dializoterapia, często wpadają w przerażenie. Chcemy pokazać, że przy obecnych możliwościach, leczenie to pozwala pacjentom prawie normalnie funkcjonować. Co więcej, dializoterapia jest dziś pomostem do nowego życia, które zaczyna się po przeszczepieniu nerki – dodaje.

Jak podkreślają eksperci, kluczowy jest wybór metody leczenia. Nowoczesna dializa otrzewnowa (wykonywana przez pacjenta samodzielnie w domu) jest znacznie łagodniejsza niż klasyczna hemodializa (wykonywana w szpitalu czy stacji dializ) i pozwala na normalne funkcjonowanie.

– Hemodializa jest zabiegiem cyklicznym, w związku z tym musi być gwałtowniejsza. Przy takim leczeniu czynność własnych nerek wygasa szybciej. Z kolei dializa otrzewnowa, nad którą pacjent ma większą kontrolę, działa powoli, jest metodą ciągłą. To daje dłuższe zachowanie czynności własnych nerek. Mamy pacjentów, którzy pracują i prowadzą aktywny tryb życia. U niektórych pacjentów jesteśmy w stanie zorganizować leczenie tak, że pacjent dializuje się tylko w nocy – wyjaśnia dr Zmonarski.

Zdaniem specjalisty, dzięki dializom otrzewnowym, gdy ostatecznie pacjent otrzymuje przeszczep nerki, wyjściowo jest w znacznie lepszym stanie biologicznym. Nowa nerka, bo mowa jest o pojedynczym przeszczepieniu, jest mniej obciążona, dzięki zachowaniu lepszej sprawności nerki własnej pacjenta.

Przeszczep – najlepsza terapia

Eksperci są zgodni, że prawdziwym celem leczenia nerkozastępczego jest bezpieczne doprowadzenie pacjenta do transplantacji. Jak wylicza prof. Banasik, doświadczenie wrocławskiej kliniki jest ogromne.

– Obecnie pod opieką kliniki znajduje się około 1200 pacjentów po przeszczepieniu nerki. Co cieszy, około 120 z nich żyje z przeszczepioną nerką ponad 20 lat, a około 30 osób funkcjonuje z przeszczepem już powyżej 30 lat. Szacujemy, że łącznie w roku bieżącym uda nam się przeprowadzić około 80 przeszczepień nerek, w tym 8 od dawców żywych.

Profesor dodaje, że najlepszym scenariuszem jest wykonanie przeszczepu zanim pacjent w ogóle będzie wymagał dializ.

– Przeszczepienie wyprzedzające, określane po angielsku jako „pre-emptive”, pozwala pacjentowi całkowicie ominąć obciążający okres dializoterapii. Wymaga to jednak odpowiednio wczesnego przygotowania i diagnostyki – wyjaśnia prof. Banasik.

Dlaczego warto przyjść na spotkanie edukacyjne

Spotkanie odbędzie się w sobotę, 15 listopada, o godz. 9:30 w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym przy ul. Borowskiej 213 we Wrocławiu. Wydarzenie potrwa około 3–4 godziny i będzie połączone z praktycznymi pokazami oraz możliwością zadawania pytań specjalistom.

W programie omówione będą zasady dbałości o własne nerki, żywienia w przewlekłej chorobie nerek oraz rola fizjoterapii (m.in. w ograniczaniu potrzeby stosowania leków przeciwbólowych). Eksperci wyjaśnią także na czym polega dializa otrzewnowa oraz pokażą jak wymienia się płyn dializacyjny.

Udział w spotkaniu jest bezpłatny, obowiązują jednak wcześniejsze zapisy – telefonicznie pod numerem
519 303 211 (do godz. 18:00, 14.11.2025) oraz poprzez dedykowany formularz online, dostępny pod linkiem:
https://tiny.pl/vs37-019
Liczba miejsc jest ograniczona.

Organizatorzy zapraszają wszystkich zainteresowanych – zarówno osoby, które chcą dowiedzieć się jak dbać o zdrowie nerek, jak i pacjentów przygotowujących się do leczenia nerkozastępczego.

Spotkanie ma pomóc rozwiać obawy, uporządkować wiedzę i pokazać, że współczesne metody leczenia nerek pozwalają na pełne, aktywne życie.

alt alt alt alt alt
 
Wrocławskie „serce” bije jeszcze mocniej - kardiologia i kardiochirurgia w USK we Wrocławiu z dofinansowaniem
Wrocław, 14 listopada 2025

Wrocławskie „serce” bije jeszcze mocniej

- kardiologia i kardiochirurgia w USK we Wrocławiu

z dofinansowaniem



Rozbudowa zaplecza intensywnej terapii, utworzenie nowej sali hybrydowej i doposażenie Klinik Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu (USK) to kolejne kroki w kierunku zapewnienia pacjentom jeszcze szybszego dostępu do nowoczesnych terapii i skuteczniejszego leczenia chorób układu krążenia. Projekt „Efektywność, dostępność i jakość systemu ochrony zdrowia w dziedzinie kardiologii i kardiochirurgii” zgłoszony przez USK, uzyskał siódmy wynik w kraju, dzięki czemu szpital otrzyma 30 milionów złotych z Krajowego Planu Odbudowy.

– To nie rewolucja, tylko konsekwentne działanie – krok dalej w doskonaleniu tego, co już działa wyjątkowo dobrze – zaznacza prof. Piotr Ponikowski, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i dyrektor Instytutu Chorób Serca USK we Wrocławiu. – Naszą ambicją jest, by pacjent trafiający do naszego szpitala miał nieprzerwany dostęp do najskuteczniejszej terapii w kraju – niezależnie od tego, czy wymaga natychmiastowej interwencji, czy długotrwałej opieki.

Jednym z najważniejszych elementów projektu jest utworzenie nowej sali w Oddziale Anestezjologii i Intensywnej Terapii – z pięcioma stanowiskami dla pacjentów we wstrząsie kardiogennym. Oznacza to większe możliwości leczenia w stanach, w których o życiu decydują minuty.

Nowoczesna infrastruktura i kolejne zakupy wyposażenia, sprawdzonego już przez ekspertów szpitala – m.in. respiratorów, pomp infuzyjnych, systemów monitorujących, aparatury ECMO czy urządzeń przyłóżkowych – pozwolą na szybsze i bardziej zintegrowane działania terapeutyczne, dzięki czemu pomoc ma szansę trafić do jeszcze większej liczby pacjentów.

Dzięki takiemu zapleczu wzmocnione zostanie również funkcjonowanie tzw. Shock Teamu. Wrocławski zespół specjalistów, działający w Instytucie Chorób Serca USK, był pierwszym tego typu teamem w Polsce. To interdyscyplinarna grupa anestezjologów, kardiologów, kardiochirurgów, perfuzjonistów i pielęgniarek intensywnej terapii, którzy całą dobę reagują błyskawicznie, wspólnie podejmując decyzje dotyczące leczenia pacjentów we wstrząsie kardiogennym czyli najcięższym stanie niewydolności krążenia. Jego powstanie wyznaczyło standardy postępowania, z którego dziś korzystają inne ośrodki w kraju.

Hybrydowa sala zabiegowa – nowy standard leczenia

Kolejnym etapem będzie adaptacja i utworzenie drugiej sali hybrydowej, umożliwiającej jednoczesne wykonywanie zabiegów kardiochirurgicznych i kardiologii interwencyjnej. Takie rozwiązanie pozwala leczyć najbardziej złożone przypadki w jednym miejscu, bez konieczności przenoszenia pacjenta między salami operacyjnymi.

W nowej sali znajdzie się m.in. nowy angiograf dwupłaszczyznowy, system zarządzania obrazowaniem, kolumny zabiegowe oraz aparaty do znieczulenia.

– Hybrydowa sala zabiegowa to już codzienność w naszej pracy – tłumaczy dr hab. Wiktor Kuliczkowski, prof. UMW, kierownik Pracowni Hemodynamiki w Instytucie Chorób Serca USK we Wrocławiu, będący jednocześnie koordynatorem zespołu SHOCK TEAM. – Druga taka sala pozwoli nam jeszcze lepiej planować zabiegi, szybciej reagować w nagłych sytuacjach i zapewniać pacjentom leczenie na europejskim poziomie.

Wrocławscy specjaliści będą mogli wykonywać m.in. przezcewnikowe implantacje zastawek (TAVI), naprawy zastawki mitralnej i zabiegi usuwania skrzeplin. Oznacza to mniej inwazyjne procedury, krótszy pobyt w szpitalu i szybszy powrót do sprawności.

Wymiana i modernizacja sprzętu

Trzecim elementem projektu będzie modernizacja i doposażenie Instytutu w nowoczesną aparaturę diagnostyczną i zabiegową. W planach znajduje się zakup ultrasonografów echokardiograficznych o wysokiej rozdzielczości, systemów do badań elektrofizjologicznych, stacji do rekonstrukcji trójwymiarowych obrazów serca oraz nowego aparatu do krążenia pozaustrojowego.

– Dążymy do tego, by pacjent kardiologiczny miał zapewnioną kompleksową, nieprzerwaną opiekę – od pierwszego kontaktu z lekarzem, przez leczenie szpitalne, aż po rehabilitację i powrót do pełnej aktywności – podkreśla lek. Maciej Kamiński, zastępca Dyrektora ds. Medycznych w Obszarze Zachowawczym i Pediatrycznym USK. – Nasz zespół stale rozwija zakres wykonywanych procedur, wprowadza nowe metody leczenia i udoskonala te, które już przynoszą świetne efekty. Dzięki pozyskanym środkom będziemy mogli tę wizję realizować jeszcze skuteczniej.

Nowa aparatura poszerzy możliwości diagnostyczne i terapeutyczne, ułatwi szybsze wykrywanie zaburzeń rytmu, precyzyjne planowanie zabiegów oraz skuteczniejsze monitorowanie pacjentów w trakcie terapii i po jej zakończeniu.

Wrocławskie serce polskiej kardiologii

Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu jest jednym z najważniejszych ośrodków leczenia chorób układu krążenia w Polsce. Jako ośrodek III poziomu referencyjnego, działający w ramach Krajowej Sieci Kardiologicznej, każdego roku udziela pomocy tysiącom pacjentów. Specjaliści USK wykonują najbardziej zaawansowane procedury – od zabiegów w krążeniu pozaustrojowym, przez procedury hybrydowe, po transplantacje serca.

– W interwencyjnym leczeniu chorób serca kluczowe jest zaufanie w zespole i wspólne decyzje podejmowane w odpowiednim momencie. Dobra organizacja pracy i doświadczenie specjalistów pozwalają nam reagować szybko, ale też z wyczuciem – podkreśla prof. Michał Zakliczyński, kierownik Oddziału Transplantacji Mechanicznego Wspomagania Krążenia USK. – Bez wsparcia nowoczesnych technologii byłoby to znacznie trudniejsze, a często nawet niemożliwe.

Wrocławski ośrodek od lat należy do krajowej czołówki w zakresie transplantacji serca. Od początku programu przeszczepowego Instytutu Chorób Serca w USK we Wrocławiu wykonano już 224 transplantacje serca. Tylko w 2024 roku przeprowadzono ich 49 – najwięcej w Polsce wśród dorosłych pacjentów, a w bieżącym roku, do początku listopada, już 45.

Takie wyniki nie byłyby możliwe bez konsekwentnego rozwoju i inwestycji w nowoczesną infrastrukturę. Projekt rozbudowy i modernizacji zaplecza kardiologicznego i kardiochirurgicznego USK we Wrocławiu będzie dofinansowany z Krajowego Planu Odbudowy w ramach inwestycji D1.1.1 „Rozwój i modernizacja infrastruktury centrów opieki wysokospecjalistycznej i innych podmiotów leczniczych w obszarze kardiologii ośrodków zakwalifikowanych do OK II oraz OK III” dla III poziomu zabezpieczenia opieki kardiologicznej Krajowej Sieci Kardiologicznej (KSK). W naborze do programu wpłynęło 129 wniosków z całej Polski, w tym 25 od ośrodków III poziomu referencyjnego. Do wsparcia finansowego rekomendowano 22 przedsięwzięcia – wśród nich projekt Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego, który uzyskał siódmy najwyższy wynik w kraju.

– Ciągłe inwestycje w nowoczesną infrastrukturę i technologie to nie tylko poprawa warunków pracy zespołów, ale przede wszystkim realna poprawa bezpieczeństwa i jakości leczenia pacjentów – podsumowuje Beata Freier, zastępca Dyrektora ds. Medycznych w Obszarze Zabiegowym i Onkologicznym USK we Wrocławiu. – Wysokie miejsce w rankingu i dofinansowanie projektu to również dowód zaufania do naszych specjalistów i potwierdzenie, że warto rozwijać miejsca, w których doświadczenie i nowoczesność idą w parze.

alt alt alt
 
40 lat po pierwszej transplantacji serca w Polsce – w USK we Wrocławiu podwójne święto, wykonano dwa przeszczepienia w jeden dzień
Wrocław, 5 listopada 2025

40 lat po pierwszej transplantacji serca w Polsce – w USK we Wrocławiu podwójne święto, wykonano dwa przeszczepienia w jeden dzień



Dokładnie 40 lat po historycznej pierwszej transplantacji serca w Polsce, wykonanej przez zespół prof. Zbigniewa Religi, lekarze Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu (USK) mieli podwójną okazję do świętowania. W okrągłą rocznicę eksperci USK wykonali dwa zabiegi transplantacyjne. W jedną z akcji transportowych zaangażowany był śmigłowiec Policji oraz nowoczesny system Sherpa Pack, który pozwala na bezpieczny transport serca w kontrolowanych warunkach.

To już 224 transplantacja wykonana przez zespół USK we Wrocławiu. Dla specjalistów to dowód sukcesu, jakim było uruchomienie programu transplantacji serca w Instytucie Chorób Serca utworzonym przez prof. Piotra Ponikowskiego, rektora Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Pokazuje to też jak bardzo rozwinęła się transplantologia w ostatnich dekadach – i jak ważną rolę odgrywa dziś wrocławski ośrodek.

– Transplantologia to nie tylko historia, to szansa na nowe życie konkretnego człowieka. Jestem dumny, że właśnie dziś dokładnie 40 lat od pierwszego przeszczepu serca historia zatacza koło i we Wrocławiu, w USK ratujemy życie kolejnych pacjentów przeszczepiając dwa serca w tym samym dniu. Marzenia się spełniają - wiemy że było warto podjąć to wyzwanie przed kilkoma laty – podkreśla prof. Piotr Ponikowski, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i dyrektor Instytutu Chorób Serca USK we Wrocławiu. Dla nas ta rocznica ma wymiar bardzo praktyczny – pokazuje, że polska medycyna nie stoi w miejscu. Dziś dysponujemy technologią, doświadczeniem i zespołami, które pozwalają działać szybko, skutecznie i bezpiecznie.

W 1985 roku, kiedy prof. Zbigniew Religa dokonywał pierwszej w Polsce transplantacji serca, sama idea przeszczepiania narządów nie była już medyczną nowością. Nowatorskim obszarem pozostawało natomiast mechaniczne wspomaganie krążenia – technologia, której prof. Religa był gorącym orędownikiem i wizjonerem. Dziś ta metoda stanowi integralną część nowoczesnej transplantologii, a w USK we Wrocławiu wykorzystywana jest z ogromną skutecznością w terapii pacjentów z ciężką niewydolnością serca.

– To piękne domknięcie pewnej idei – mówi prof. Michał Zakliczyński, kierownik Oddziału Transplantacji Mechanicznego Wspomagania Krążenia USK. – Dziś nie tylko kontynuujemy dzieło prof. Religi, ale też rozwijamy technologie, o których on marzył. Mechaniczne wspomaganie krążenia, które kiedyś było eksperymentem, stało się skutecznym, bezpiecznym i szeroko stosowanym leczeniem pomostowym i docelowym.

Wrocławski ośrodek od kilku lat należy do krajowej czołówki w zakresie transplantologii serca. Od początku programu transplantacji wykonano tu już ponad 200 transplantacji serca, w samym 2024 roku było to 49 przeszczepień – najwięcej w Polsce u dorosłych pacjentów, a w tym roku, do początku listopada, 43. Zespół Instytutu Chorób Serca USK stale wdraża innowacyjne rozwiązania, które zwiększają bezpieczeństwo pacjentów i skuteczność leczenia.

– Nowoczesne systemy transportowe, takie jak Sherpa Pack, pozwalają utrzymać serce w optymalnej temperaturze i warunkach przez cały czas podróży – od momentu pobrania do implantacji. To nie tylko technologia, ale realne narzędzie, które przekłada się na wyniki leczenia – dodaje prof. Zakliczyński.

System Sherpa Pack został wykorzystany po raz pierwszy w Polsce przez zespół USK we Wrocławiu jesienią 2025 roku. Urządzenie pozwala utrzymać stałą, niską temperaturę serca i monitorować warunki transportu, co minimalizuje ryzyko uszkodzenia tkanek.

– Każda minuta i każde wahanie temperatury ma znaczenie. W tej dziedzinie nie ma miejsca na przypadek – precyzja logistyki, koordynacja i współpraca są równie ważne, jak sama operacja. Dzięki doświadczeniu zespołu i wsparciu nowoczesnych rozwiązań możemy zapewnić naszym pacjentom najwyższy poziom bezpieczeństwa – zaznacza dr Roman Przybylski prof. UMW, kierownik Kliniki Kardiochirurgii USK.

Transplantacje serca w USK to efekt pracy kilkudziesięciu osób – lekarzy, pielęgniarek, perfuzjonistów, anestezjologów, koordynatorów i zespołów transportowych.

– To zawsze praca zespołowa. Za każdą taką operacją stoją ludzie, którzy potrafią działać w pełnej synchronizacji, często w nocy, pod presją czasu. To właśnie ta współpraca pozwala nam mówić o sukcesie – podkreśla Beata Freier, zastępca Dyrektora ds. Medycznych w Obszarze Zabiegowym i Onkologicznym USK.

Równolegle do dynamicznego rozwoju klinicznego dołącza się także środowisko naukowe. Polscy specjaliści z ośrodków transplantacyjnych, w 40 lat po pierwszej transplantacji serca powołują Polskie Towarzystwo Transplantacji Serca, Płuc i Mechanicznego Wspomagania Krążenia – organizację, która ma integrować ekspertów, promować najwyższe standardy leczenia i wspierać jeszcze silniejszy rozwój tego obszaru medycyny w kraju.



alt alt alt alt alt alt alt
 
12 dolnośląskich szpitali połączyło siły. USK we Wrocławiu koordynatorem pierwszej w Polsce Sieci Udarowej
Wrocław, 4 listopada 2025

12 dolnośląskich szpitali połączyło siły.

USK we Wrocławiu koordynatorem pierwszej w Polsce

Sieci Udarowej



Na Dolnym Śląsku powstał pionierski w skali kraju projekt medyczny – Dolnośląska Sieć Udarowa. To zintegrowany system oparty na nowoczesnej technologii i współpracy 12 szpitali regionu, który ma usprawnić diagnostykę i leczenie udarów mózgu. Dla pacjentów oznacza to szybszy dostęp do najskuteczniejszych terapii, a tym samym – większą szansę na pełny powrót do zdrowia i uniknięcie trwałej niepełnosprawności, niezależnie od tego, w której części województwa potrzebują pomocy.

Rolę lidera konsorcjum objął Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu (USK), dysponujący największym w regionie zapleczem klinicznym, naukowym i dydaktycznym w zakresie neurologii oraz leczenia udarów. Zespół specjalistów USK odpowiada za koordynację wdrożenia nowoczesnych narzędzi diagnostycznych i organizacyjnych oraz za prowadzenie szkoleń dla personelu medycznego w ośrodkach partnerskich.

Na potrzebę jeszcze lepszej i szybszej diagnostyki od dawna zwraca uwagę dr Marta Nowakowska-Kotas, dolnośląski konsultant wojewódzki ds. neurologii, specjalistka w Klinice Neurologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. Jak sama przyznaje, idea narodziła się z codziennych obserwacji i doświadczeń wyniesionych z pracy na oddziale.

– Jako lekarz dyżurujący na neurologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego mam do czynienia z pacjentami przywożonymi do Wrocławia z różnych zakątków Dolnego Śląska. Nie wszystkim byliśmy w stanie pomóc, bo czas dotarcia do szpitala i postawienie diagnozy był zbyt długi – mówi dr Marta Nowakowska-Kotas. – Pewnego dnia, po szczególnie trudnym dyżurze na neurologii, napisałam list do Marszałka Województwa Dolnośląskiego. Zawarłam w nim apel o wsparcie i stworzenie systemu, dzięki któremu każdy mieszkaniec regionu, niezależnie od miejsca zamieszkania, miałby równy i szybki dostęp do najlepszej diagnostyki i leczenia udaru mózgu.

Projekt o wartości blisko miliona złotych został sfinansowany ze środków Urzędu Marszałkowskiego i wpisuje się w strategię tworzenia nowoczesnej, zintegrowanej opieki zdrowotnej w regionie.

Sztuczna inteligencja pomoże neurologom

Sieć będzie wspierało innowacyjne oprogramowanie Brainomix wykorzystujące sztuczną inteligencję (AI) do błyskawicznej analizy badań tomografii komputerowej. Narzędzie to zostanie wdrożone we wszystkich 12 oddziałach udarowych w regionie. Już jest wdrożone w trzech.

– To potężne narzędzie pomagające w analizie obrazów. By przeanalizować ogrom danych wystarczy teraz 9 minut. W warunkach ostrego dyżuru – czyli w kluczowych, pierwszych minutach od przyjazdu pacjenta do szpitala – pomaga nam, neurologom i radiologom, podejmować krytyczne decyzje diagnostyczne – wyjaśnia dr Nowakowska-Kotas.

Jak podkreślił prof. Piotr Ponikowski, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i dyrektor Instytutu Chorób Serca USK, z pełnym przekonaniem można powiedzieć, że żyjemy w czasach przełomu technologicznego.

– Medycyna korzysta z technologii od zawsze, dziś coraz bardziej skomplikowane algorytmy są w stanie wesprzeć lekarzy. W naturalny sposób wdrażamy je w USK – który jest wysokospecjalistycznym szpitalem i idealnym miejscem do realizacji takich projektów. Na jedną rzecz chciałbym zwrócić uwagę – na zapisaną w naszej strategii współpracę. Ten projekt dobrze ją ilustruje. Współpraca szpitali z Dolnego Śląska staje się benchmarkiem dla całego kraju – podkreślił rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu prof. Piotr Ponikowski.

Lek. Maciej Kamiński , zastępca Dyrektora ds. Medycznych w Obszarze Zachowawczym i Pediatrycznym USK we Wrocławiu USK we Wrocławiu dodaje, że projekt jest przykładem nowoczesnej organizacji leczenia opartej na współdziałaniu i technologii.

– To rozwiązanie, które łączy szpitale, a przede wszystkim – łączy ludzi w trosce o życie drugiego człowieka – zaznacza lek. Maciej Kamiński, Zastępca Dyrektora ds. Medycznych. – Dolnośląska Sieć Udarowa to nie tylko technologia, ale przede wszystkim nowoczesna organizacja opieki, w której liczy się czas, współpraca i wymiana wiedzy. Dzięki wspólnemu systemowi diagnostycznemu i telemedycynie zyskujemy możliwość szybszej konsultacji między ośrodkami, a to oznacza, że pacjent może otrzymać właściwe leczenie nawet w szpitalu powiatowym, zanim trafi do ośrodka referencyjnego. To ogromna wartość, zwłaszcza dla oddziałów zachowawczych, gdzie liczy się trafna diagnoza, szybkie wdrożenie leczenia i ciągłość opieki. Cieszy nas, że kolejny raz nasi specjaliści przyczyniają się do zwycięstwa w tej walce – o zdrowie, sprawność i życie pacjentów z całego regionu.

Telemedycyna i szybsze decyzje o leczeniu

System w czasie rzeczywistym odpowiada na kluczowe pytania: czy pacjent ma udar, jakiego jest on rodzaju (niedokrwienny czy krwotoczny) oraz czy doszło do zablokowania dużej tętnicy mózgowej.

– Co więcej, jeśli pacjent został znaleziony i nie wiemy dokładnie, kiedy udar wystąpił, oprogramowanie potrafi oszacować czas zachorowania i pokazać, czy jest jeszcze obszar mózgu, który możemy uratować. To potężne narzędzie, które pomaga nam kwalifikować pacjentów do najnowocześniejszych terapii, takich jak podanie leków trombolitycznych czy trombektomia mechaniczna – dodaje dr Nowakowska-Kotas.

Drugim filarem sieci jest telemedycyna, czyli usprawniona komunikacja między szpitalami. Gdy system wykryje niedrożność dużego naczynia, lekarz z lokalnego ośrodka może natychmiast skonsultować przypadek z jednym z trzech wysokospecjalistycznych centrów referencyjnych – USK we Wrocławiu, Dolnośląskim Szpitalem Specjalistycznym im. T. Marciniaka oraz Zespołem Opieki Zdrowotnej w Bolesławcu – które wykonują zabiegi trombektomii mechanicznej.

– Do tej pory konsultacje opierały się na słownym przekazie. Teraz lekarz, oprócz danych klinicznych, będzie mógł udostępnić obrazy z tomografu w czasie rzeczywistym. Dzięki temu radiolog interwencyjny, czyli specjalista wykonujący trombektomię, od razu widzi, czy zabieg jest technicznie możliwy. Decyzja o transporcie pacjenta zapada szybciej i jest w pełni obiektywna – podkreśla dr Nowakowska-Kotas.

Czas na wagę życia

W leczeniu udaru czas ma kluczowe znaczenie. Każda minuta opóźnienia to ryzyko nieodwracalnych zmian w mózgu.

– Każde 15 minut szybszego wdrożenia leczenia to jest o 4% mniejsze ryzyko trwałej niepełnosprawności. Lekarz wyposażony w urządzenie do telemonitoringu będzie działał szybciej, sprawniej, a diagnoza będzie dokładniejsza – mówi dr Nowakowska-Kotas.

Dzięki sieci, pacjenci z całego Dolnego Śląska zyskają równy dostęp do nowoczesnych metod leczenia – bez względu na to, jak daleko od Wrocławia wystąpi udar.

– Uruchomienie Dolnośląskiej Sieci Udarowej to bardzo ważna chwila dla Dolnośląskiej Ochrony Zdrowia, bo oprócz talentu i doświadczenia naszych medyków, nowoczesnego sprzętu, to czas jest tym elementem, który często decyduje, czy pacjent odzyska zdrowie, czy wręcz uratujemy jego życie – podkreśla Jarosław Rabczenko, członek zarządu województwa dolnośląskiego. – Chciałbym podziękować wszystkim, którzy przyłożyli rękę do bardzo ważnego projektu, jakim jest spięcie dwunastu szpitali w Dolnośląską Sieć Udarową. Dziękuję pomysłodawcy, dziękuję wszystkim, którzy będą za moment ratowali zdrowie i życie, ale też chciałbym podziękować radnym. Inicjatywa, która jest unikalna w skali kraju, ale również w skali światowej, będzie jeszcze lepiej służyła nie tylko Dolnoślązakom.

Symboliczne podpisanie umowy konsorcjum Dolnośląskiej Sieci Udarowej odbyło się 4 listopada i było elementem procesu wdrażania oprogramowania w poszczególnych placówkach, który ma zakończyć się do końca roku.

– W 2024 roku udaru mózgu doznało ponad 5000 mieszkańców Dolnego Śląska, a liczby te rosną z roku na rok. Pacjenci są coraz młodsi. Statystyki Światowej Organizacji Udaru Mózgu są nieubłagane: jeden na czterech z nas dostanie udaru. Tworząc tę sieć, nie tylko pomagamy naszym pacjentom – pracujemy dla nas wszystkich, dla naszych rodzin i dla siebie – podsumowuje dr Marta Nowakowska-Kotas.

alt alt alt alt alt alt alt alt alt
 
Od dawcy do biorcy - bezpieczna podróż serca
Wrocław, 23 października 2025 r.

Od dawcy do biorcy – bezpieczna podróż serca. W USK we Wrocławiu pierwszy raz w Polsce wykorzystano nowy system transportu organu



Każda udana transplantacja serca to nie tylko sukces medycyny, ale przede wszystkim nowa szansa na życie dla pacjenta – podkreślają specjaliści Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. Dlatego eksperci ośrodka pierwszy raz w Polsce wykorzystali nowoczesny system transportu organów, który pozwala utrzymać serce dawcy w optymalnych warunkach od momentu pobrania aż do przeszczepienia. Innowacyjne rozwiązanie, stosowane dotąd w czołowych ośrodkach Europy i Stanów Zjednoczonych, znacząco zmniejsza ryzyko uszkodzenia tkanek i poprawia wyniki leczenia po transplantacji. Dla zespołu Instytutu Chorób Serca USK to kolejny krok w kierunku zapewnienia pacjentom najwyższych standardów terapii i jakości opieki – na poziomie światowej czołówki transplantologii.

Wykorzystanie nowego systemu transportu organów wpisuje się w konsekwentnie realizowaną strategię rozwoju Instytutu Chorób Serca Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu – ośrodka, który od lat wyznacza kierunki rozwoju nowoczesnej kardiologii, kardiochirurgii i transplantologii w Polsce. Dla pacjentów to gwarancja jeszcze większego bezpieczeństwa, szansa na krótszy czas rekonwalescencji i lepsze wyniki leczenia po przeszczepie. Specjaliści USK podkreślają, że każdy etap procedury transplantacyjnej ma ogromne znaczenie, a transport serca dawcy to moment szczególnie wrażliwy. Dlatego zespół Instytutu Chorób Serca, gdy tylko jest taka możliwość, wykorzystuje rozwiązania, które podnoszą standardy bezpieczeństwa i jakości leczenia, dając pacjentom pewność, że organ trafiający do biorcy jest w możliwie najlepszym stanie. Od początku programu transplantacji serca w USK wykonano 222 procedury, w samym tylko 2024 roku w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu przeszczepiono 49 serc – to, jak wskazują dane Poltransplantu, najwyższy wynik w kraju wśród ośrodków wykonujących transplantacje serca u dorosłych. Ten sukces to efekt nie tylko najwyższych kompetencji zespołu medycznego, lecz także rosnącej świadomości społecznej w zakresie donacji narządów.


Stabilne warunki – lepsze wyniki leczenia

Dotychczas organy transportowano w warunkach statycznego chłodzenia – w pojemnikach z lodem i dedykowanym płynem. Choć metoda ta była stosowana przez dziesięciolecia, nie pozwalała na pełną kontrolę temperatury i środowiska, w jakim przechowywano serce. Nowy system umożliwia utrzymanie stabilnych warunków przez cały czas transportu, co minimalizuje ryzyko uszkodzenia tkanek i poprawia jakość organu w chwili przeszczepienia.

System SherpaPak CTS to urządzenie, które pozwala także na bieżące monitorowanie parametrów środowiska oraz lokalizacji organu, dzięki czemu personel ma pełną kontrolę nad procesem i może natychmiast reagować w razie jakichkolwiek odchyleń. Badania prowadzone w wiodących ośrodkach transplantacyjnych w Europie i USA potwierdzają, że wykorzystanie zamkniętych, kontrolowanych systemów transportu poprawia przeżywalność pacjentów i ogranicza ryzyko powikłań po przeszczepie. Z analizy rejestru GUARDIAN-Heart prowadzonego przez producenta urządzenia wynika, że zastosowanie systemu wiąże się m.in. z mniejszą koniecznością stosowania mechanicznego wspomagania krążenia w pierwszej dobie po przeszczepie, spadkiem ryzyka ciężkiej dysfunkcji przeszczepionego serca, redukcją niewydolności prawej komory oraz wzrostem rocznego przeżycia.


Zespół, technologia i doświadczenie – przepis na sukces przeszczepu

Zakup systemu sfinansowano z funduszy własnych Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu w ramach działań strategicznych, których celem jest podnoszenie jakości opieki nad pacjentami i rozwój innowacyjnych procedur medycznych. – Zastosowanie tego systemu to dowód, że polska transplantologia kardiologiczna dorównuje czołowym ośrodkom europejskim. Dzięki doświadczeniu naszych specjalistów i nowoczesnym metodom zabezpieczenia oraz monitorowania organu możemy jeszcze lepiej chronić to, co dla naszych pacjentów najcenniejsze – podkreśla prof. Roman Przybylski, kierownik Kliniki Kardiochirurgii USK.

Jak zauważa prof. Michał Zakliczyński, kierownik Oddziału Transplantacji Mechanicznego Wspomagania Krążenia USK, skuteczna transplantacja to nie tylko mistrzostwo chirurgiczne, ale również doskonale skoordynowany proces. – Od momentu pobrania narządu do jego implantacji liczy się zgranie całego zespołu, każda minuta i możliwość pełnej kontroli każdego elementu procedury. Dzięki takim rozwiązaniom mamy pełną kontrolę nad tym, co dzieje się z sercem w czasie podróży, a to bezpośrednio wpływa na powodzenie przeszczepu – zaznacza.

Znaczenie wykorzystania nowego rozwiązania podkreśla także Mateusz Rakowski, kierownik Biura ds. Transplantacji i Donacji USK: – Każda nowoczesna technologia wprowadzana do praktyki klinicznej przekłada się na realne korzyści dla pacjentów. Dla osób po przeszczepie oznacza to większe bezpieczeństwo, stabilniejszy przebieg rekonwalescencji pooperacyjnej i szansę na szybszy powrót do pełni życia.


Inwestycja w jakość i przyszłość

Zakup systemu sfinansowano z funduszy własnych Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu w ramach działań strategicznych, których celem jest podnoszenie jakości opieki nad pacjentami i rozwój innowacyjnych procedur medycznych.

– Wprowadzanie takich rozwiązań to nie tylko kwestia innowacji, ale także odpowiedzialności. Naszym obowiązkiem jako szpitala uniwersyteckiego jest zapewnienie pacjentom najwyższego możliwego poziomu bezpieczeństwa oraz stworzenie zespołom medycznym warunków pracy opartych na wiarygodnych danych – mówi Beata Freier, zastępca Dyrektora ds. Medycznych w Obszarze Zabiegowym i Onkologicznym USK.

Instytut Chorób Serca USK we Wrocławiu pozostaje jednym z wiodących ośrodków kardiologicznych i kardiochirurgicznych w Polsce, prowadząc kompleksową diagnostykę, leczenie i transplantacje serca oraz implantacje zaawansowanych systemów wspomagania krążenia. Wprowadzenie nowoczesnego systemu transportu organów to kolejny krok w rozwoju wrocławskiej transplantologii i potwierdzenie, że Dolny Śląsk pozostaje miejscem, gdzie pacjenci otrzymują leczenie na najwyższym światowym poziomie.





 
Ponad 700 dzieci objętych programem wczesnego wykrywania wad rozwojowych w USK we Wrocławiu – jest jeszcze szansa na zgłoszenia

Wrocław, 20 października 2025 r.


Ponad 700 dzieci objętych programem wczesnego wykrywania wad rozwojowych w USK we Wrocławiu – jest jeszcze szansa na zgłoszenia


Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu (USK) prowadzi program wczesnego wykrywania wad rozwojowych u noworodków i niemowląt. Projekt realizowany przez Klinikę Pediatrii, Endokrynologii, Diabetologii i Chorób Metabolicznych oraz Uniwersyteckie Centrum Chorób Rzadkich, ma na celu skrócenie drogi do trafnej diagnozy i wczesnego rozpoczęcia terapii u dzieci do 12. miesiąca życia. W najbliższych tygodniach klinika może przyjąć na badana jeszcze kilkuset młodych Dolnoślązaków.

Od momentu uruchomienia programu – w maju 2023 roku – pomocą objęto już ponad 700 dzieci z całego regionu, a do końca roku klinika może przyjąć jeszcze kilkuset najmłodszych pacjentów. Finansowe wsparcie zapewnia Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego. Jak zwracają uwagę eksperci, wczesna diagnoza to fundament skutecznej terapii.

– Podstawą każdej terapii jest diagnostyka, która z założenia musi być szybka i skuteczna – podkreśla prof. dr hab. Robert Śmigiel, kierownik Kliniki Pediatrii, Endokrynologii, Diabetologii i Chorób Metabolicznych USK. – W chorobach rzadkich to skomplikowane wyzwanie, ale nasze badania pokazują, że inwestycja w ten obszar po prostu się opłaca. Korzystają absolutnie wszyscy – pacjent, rodzina, lekarze i cały system ochrony zdrowia.

Jak dodaje ekspert, wczesne rozpoznanie zaburzeń rozwojowych ma ogromne znaczenie dla dalszego życia dziecka. Pozwala nie tylko na szybkie wdrożenie leczenia, ale też na odpowiednie wsparcie terapeutyczne i psychologiczne całej rodziny.

Od początku 2024 roku zespół kliniki zrealizował 1041 konsultacji lekarskich, 511 konsultacji psychologicznych, 82 ultrasonograficzne badania diagnostyczne, 160 konsultacji fizjoterapeutycznych oraz 175 szerokoprzepustowych badań genetycznych.

– Badania WES solo i trio oraz panele NGS to narzędzia, które umożliwiają postawienie diagnozy tam, gdzie inne metody zawodzą. Dzięki nim udało się rozpoznać rzadkie choroby genetyczne i rozpocząć leczenie na wczesnym etapie, co w wielu przypadkach może zatrzymać lub ograniczyć skutki choroby – dodaje prof. Śmigiel.

Historie, które zmieniają życie

Jednym z przykładów skuteczności programu jest historia Leona, chłopca urodzonego z achondroplazją – rzadką chorobą genetyczną prowadzącą do niskorosłości.

– W standardowych warunkach jego diagnoza mogłaby trwać miesiącami, a nawet latami. Jednak dzięki pionierskiemu programowi wczesnego wykrywania wad rozwojowych neonatolodzy błyskawicznie skontaktowali się z naszym zespołem. Leon nie tylko otrzymał szybkie rozpoznanie, ale jako jeden z pierwszych pacjentów w regionie został włączony do innowacyjnego programu lekowego. Dziś ma szansę na normalne życie i rozwój – mówi mgr Marlena Telenga, koordynatorka projektu.

Historia Leona to tylko jedna z wielu. Wśród przebadanych dzieci są także Pola, Marysia i Adaś – pacjenci, u których wczesne wykrycie wad rozwojowych pozwoliło na szybkie wdrożenie leczenia i kompleksową opiekę specjalistów.

Według danych z programu przesiewowego z początku września skuteczność diagnostyczna badań genetycznych sięga 68 procent. Oznacza to, że u blisko siedmiorga na dziesięcioro dzieci udaje się znaleźć genetyczną przyczynę problemów zdrowotnych – wynik, który w praktyce klinicznej uznawany jest za bardzo wysoki.

Bezpłatna diagnostyka nadal dostępna

Do programu można zgłaszać dzieci zamieszkałe na Dolnym Śląsku, które nie ukończyły 12. miesiąca życia. Co istotne, nie jest wymagane skierowanie od specjalisty ani długa historia leczenia.

– Zgłaszać mogą się do nas wszyscy rodzice, lekarze i terapeuci, którzy mają jakikolwiek niepokój związany z rozwojem małego pacjenta – tłumaczy Marlena Telenga. – Przyjmujemy dzieci z problemami, które pojawiły się tuż po urodzeniu, jak i te, które ujawniły się w kolejnych miesiącach. Mogą to być wady słuchu, wady narządów, ale także opóźnienie rozwoju psychoruchowego. Jeśli rozwój dziecka budzi wątpliwości – warto się zgłosić.

Program obejmuje również dzieci przebywające w pieczy zastępczej lub w trakcie procesu adopcyjnego. W takich przypadkach szybka diagnostyka pozwala potwierdzić lub wykluczyć genetyczne przyczyny problemów zdrowotnych, w tym np. alkoholowy zespół płodowy (FAS). To z kolei znacząco przyspiesza procedury adopcyjne i zwiększa szanse dziecka na znalezienie nowego domu.

Jak się zgłosić?

Zgłoszenia do programu realizowanego przez specjalistów z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego przyjmowane są bez skierowania.

W wiadomości e-mail należy podać:

● imię i nazwisko dziecka,

● dane opiekuna prawnego,

● numer telefonu kontaktowego,

● krótki opis obserwowanych objawów oraz, jeśli to możliwe, dołączyć dotychczasową dokumentację medyczną.

Wiadomość należy wysłać na adres poczty elektronicznej: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. .

Po analizie dokumentacji przez konsylium lekarskie koordynator kontaktuje się z opiekunem, aby ustalić indywidualną ścieżkę diagnostyczną i terminy badań.

alt alt alt  

 
Gigantyczny projekt USK we Wrocławiu – powstanie Uniwersyteckie Centrum Onkologii z Ośrodkiem Radioterapii

Wrocław, 6.10.2025 r.


Gigantyczny projekt USK we Wrocławiu – powstanie Uniwersyteckie Centrum Onkologii z Ośrodkiem Radioterapii


Prawie 400 mln zł pochłonie budowa Uniwersyteckiego Centrum Onkologii z Ośrodkiem Radioterapii. Zupełnie nowy projekt Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu został ogłoszony w poniedziałek, 6 października. Nieprzypadkowo, bo październik to miesiąc, gdy dużo uwagi poświęca się profilaktyce i leczeniu nowotworów. Wybudowany z wykorzystaniem najnowszych technologii, sześciokondygnacyjny budynek o powierzchni ponad 21 tys. m kw. powstanie w głównym kampusie szpitala przy ul. Borowskiej. Wkrótce ruszają prace projektowe. Potwierdzeniem znaczenia inwestycji jest fakt, że projekt USK znalazł się na najnowszej liście rankingowej projektów strategicznych przeznaczonych do dofinansowania z Funduszu Medycznego.

Projekt zakłada skonsolidowanie kluczowych kompetencji i zasobów w jednym, funkcjonalnie połączonym centrum, co skróci czas diagnostyki i poprawi komfort leczenia pacjentów.

– Uniwersyteckie Centrum Onkologii z Ośrodkiem Radioterapii to kolejny ważny krok w rozwoju naszego szpitala i uczelni. Stworzymy nowoczesny ośrodek onkologiczny, w którym pacjent otrzyma kompleksową, holistyczną opiekę – od diagnostyki po najnowocześniejsze terapie – a warto pamiętać, że pierwsze w Polsce akademickie komórki CAR-T podano właśnie u nas. To również szansa na przeniesienie oddziałów z historycznych budynków do przestrzeni odpowiadających współczesnym standardom leczenia. Nowa przestrzeń pozwoli to wszystko zorganizować lepiej - w jednym miejscu i w pełni wykorzystać potencjał naukowy oraz kliniczny, z wymierną korzyścią dla pacjentów, specjalistów i studentów - mówi prof. dr hab. Piotr Ponikowski, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Obecnie finalizowany jest wybór wykonawcy projektu, który założenia ma przełożyć na konkretne rozwiązania funkcjonalne – krótsze i bardziej intuicyjne trasy pacjentów, logiczne połączenia między jednostkami oraz bezpieczną separację stref czystych i brudnych.

– Konsolidacja rozproszonych dziś jednostek w jednym, logicznie zaprojektowanym budynku to lepsza logistyka leczenia, krótsze czasy oczekiwania między etapami diagnostyki i terapii, a dla personelu bardziej ergonomiczne warunki pracy – podkreśla dr Marcin Drozd, dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. – Zaplanowaliśmy szerokie konsultacje z zespołami klinicznymi i działami wspierającymi, aby rozwiązania projektowe precyzyjnie odpowiadały realnym potrzebom.

Jedna ścieżka dla pacjenta: Od diagnozy po innowacyjne terapie

Równolegle dopracowywane są rozwiązania organizacyjne z naciskiem na hospitalizację jednodniową i skrócone ścieżki ambulatoryjne, co pozwoli na pomoc większej liczbie pacjentów i podniesie komfort terapii. Nowy budynek będzie funkcjonalnie połączony z istniejącymi już obiektami szpitala przy ul. Borowskiej.

– Hematoonkologia to dziedzina, w której o wyniku leczenia decyduje synergia: doświadczenie zespołu, dostęp do procedur wysokospecjalistycznych i właściwa organizacja opieki. Nowe warunki w nowoczesnym obiekcie zapewnią jednolitą ścieżkę pacjenta – od poradni i diagnostyki obrazowej oraz medycyny nuklearnej, przez hospitalizację jednodniową, po leczenie stacjonarne, transplantacje komórek krwiotwórczych i terapie komórkowe, w tym CAR-T, a także radioterapię – zaznacza prof. dr hab. Tomasz Wróbel, kierownik Katedry i Kliniki Hematologii, Nowotworów Krwi i Transplantacji Szpiku USK. – Dzięki temu spodziewamy się dalszej poprawy wyników i bezpieczeństwa terapii. Obecna baza starego kampusu jest do rozwoju już zwyczajnie niedopasowana.

W nowym obiekcie znajdą się m.in. oddziały hematologiczny i onkologiczny wraz z jednostkami pobytu dziennego, oddział transplantacji szpiku z pracownią aferezy oraz izby przyjęć, poradnie (hematologiczną, onkologiczną, transplantologiczną, chirurgii i ginekologii onkologicznej z gabinetami diagnostyczno-zabiegowymi), a także zaplecze diagnostyczne: rezonans magnetyczny, tomografia komputerowa, rentgenodiagnostyka, densytometria, medycyna nuklearna i pozytonowa tomografia emisyjna. Integralną częścią projektu jest Ośrodek Radioterapii – oddział stacjonarny z 14 łóżkami, poradnia, pracownie teleradioterapii i brachyterapii – oraz bank tkanek i komórek, dział nadzoru radiologicznego, medyczne laboratorium diagnostyczne wraz z przestrzenią administracyjną.

– Dla pacjentów onkologicznych liczy się nie tylko dostęp do nowoczesnych terapii, ale także poczucie bezpieczeństwa i ciągłość opieki. Nowe centrum pozwoli nam prowadzić diagnostykę i leczenie w jednym, zintegrowanym miejscu – od badań obrazowych i ambulatoryjnych konsultacji, po hospitalizację i radioterapię. To ogromna wartość, bo w chorobach nowotworowych czas i sprawna koordynacja działań mają kluczowe znaczenie – podkreśla lek. Izabella Dębicka, pełnomocnik rektora UMW i dyrektora USK ds. onkologii.

Priorytet: Komfort i bezpieczeństwo. Nowoczesne warunki i zapewnione finansowanie

Całość inwestycji pochłonie 380 mln zł. Ponad 170 mln zł zainwestuje USK, pozostałą kwotę - prawie 210 mln zł - placówka może pozyskać z Funduszu Medycznego. Projekt USK znalazł się na opublikowanej niedawno liście rankingowej konkursu na wybór propozycji projektów strategicznych z obszaru onkologicznego.

– Zabezpieczenie tak znaczących środków finansowych to dowód zaufania i potwierdzenie, że nasza wizja rozwoju onkologii została doceniona. Rozpoczynamy od przygotowania projektu i dokumentacji, wymaganych uzgodnień i decyzji administracyjnych oraz dopracowania założeń organizacyjnych dla jednostek przenoszonych do nowego obiektu. To gigantyczna praca, która nie byłaby możliwa bez zaangażowania zespołu fachowców, którym należą się podziękowania – dodaje Agata Lisiewicz-Kaleta, zastępca dyrektora ds. operacyjnych USK.

Uniwersyteckie Centrum Onkologii z Ośrodkiem Radioterapii – to sześciokondygnacyjny budynek o powierzchni ponad 21 000 m kw. Według planu przewidziano 83 miejsca dla pacjentów hospitalizowanych w pokojach jedno- i dwuosobowych z własnymi łazienkami oraz 48 miejsc na oddziałach pobytu dziennego (18 w części hematologicznej i 30 w części onkologicznej). W tej liczbie łóżek znajdziemy dodatkowe 5 miejsc w Oddziale Klinicznym Transplantacji Szpiku oraz 6 w Oddziale Klinicznym Hematologicznym Pobytu Dziennego. Przedsięwzięcie zakłada realizację obiektu wraz z infrastrukturą towarzyszącą – drogami wewnętrznymi, terenami zielonymi i miejscami postojowymi – a także kompleksowym wyposażeniem wnętrz. Projekt kładzie nacisk na aspekt ekonomiczny i środowiskowy, w tym niskoenergetyczną eksploatację oraz doposażenie i wymianę przestarzałej aparatury medycznej i niemedycznej.

Skupienie świadczeń w jednym miejscu oznacza skrócenie czasu diagnozy, łatwiejszą koordynację terapii, szybszy dostęp do konsultacji wielospecjalistycznych i zaawansowanej diagnostyki. Dla pacjentów to wyższy komfort i bezpieczeństwo leczenia, a dla zespołów klinicznych – spójne standardy postępowania i ściślejsza współpraca. Sama budowa ma się rozpocząć jeszcze w 2026 r. i zakończyć w trzy lata.

Klinika Hematologii, Nowotworów Krwi i Transplantacji Szpiku USK corocznie udziela około 18 000 porad ambulatoryjnych, realizuje blisko 5 000 hospitalizacji jednodniowych i około 1 200 hospitalizacji stacjonarnych, wykonuje również około 1 000 aferez leczniczych oraz nawet 140 transplantacji.

alt alt alt alt

 
Wstrząśnięci, niezmieszani. Specjaliści USK we Wrocławiu tworzą grupę wsparcia dla pacjentów po wstrząsie kardiogennym
alt
 Wrocław, 29.09.2025 r

 

Wstrząśnięci, niezmieszani. Specjaliści USK we Wrocławiu tworzą grupę wsparcia dla pacjentów po wstrząsie kardiogennym


Pacjenci po wstrząsie kardiogennym podkreślają, że leczenie medyczne to nie wszystko – równie ważna jest pomoc w radzeniu sobie z emocjami i powrót do codzienności po traumatycznym doświadczeniu. Odpowiadając na tę potrzebę, zespół ekspertów Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu (USK) formuje grupę wsparcia psychologicznego dla pacjentów, którzy przeszli wstrząs kardiogenny. Decyzja ta to efekt pierwszego w Polsce spotkania tego typu, podczas którego chorzy niedawno mieli okazję porozmawiać z lekarzami, pielęgniarkami i rehabilitantami tworzącymi tzw. SHOCK TEAM w USK. Eksperci Instytutu Chorób Serca USK opowiadają o tej inicjatywie w Światowym Dniu Serca, który przypada na 29 września.

Wstrząs kardiogenny to ciężkie, bezpośrednie zagrożenie życia – serce nie jest w stanie pompować wystarczającej ilości krwi, przez co narządy pozostają niedotlenione. Wymaga natychmiastowej interwencji, by zapobiec niewydolności wielonarządowej i zgonowi. Inicjatywa spotkania pacjentów z zespołem medycznym powstała na wzór podobnych wydarzeń organizowanych w innych europejskich ośrodkach. W Polsce po raz pierwszy zorganizowaną ją niedawno właśnie we Wrocławiu.

– Chcieliśmy, aby pacjenci mogli nie tylko zobaczyć osoby, które leczyły ich w najtrudniejszych chwilach, ale też porozmawiać o doświadczeniach – mówi dr hab. Wiktor Kuliczkowski, prof. UMW, kierownik Pracowni Hemodynamiki w Instytucie Chorób Serca USK we Wrocławiu, będący jednocześnie koordynatorem zespołu SHOCK TEAM. – Z drugiej strony, dla nas – lekarzy, pielęgniarek, rehabilitantów – to niezwykle ważne spotkanie, bo mogliśmy zobaczyć pacjentów, którzy dzięki naszej pracy żyją i funkcjonują. To daje ogromną motywację.

W trakcie pierwszego spotkania zorganizowanego niedawno w ramach projektu „Wstrząśnięty, niezmieszany” pacjenci podkreślali, że po wypisie ze szpitala często mierzą się z wieloma trudnościami. Wiele osób doświadcza objawów stresu pourazowego – lęku o życie, powracających wspomnień i obaw przed kolejnym kryzysem zdrowotnym. Często każdy ból w klatce piersiowej czy zaburzenie rytmu serca wywołuje u nich panikę i prowadzi do kolejnych wizyt na SOR-ze.

Grupa wsparcia psychologicznego – kontynuacja leczenia

Właśnie dlatego specjaliści USK powołują grupę wsparcia psychologicznego, którą poprowadzą specjaliści z Kliniki Psychiatrii USK we Wrocławiu. Będzie to miejsce, w którym pacjenci spotkają się z osobami o podobnych doświadczeniach, a jednocześnie uzyskają fachową pomoc psychologiczną. – Wielu chorych przyznaje, że nie ma z kim rozmawiać o tym, co przeżyli. Część szuka pomocy u psychologów czy psychiatrów, ale to rozwiązania doraźne. Naszą ambicją jest stworzenie bezpiecznej przestrzeni, gdzie pacjenci będą mogli liczyć na specjalistów, którzy znają ich historię i rozumieją, przez co przeszli – tłumaczy dr Dorota Szczęśniak z Kliniki Psychiatrii USK.


SHOCK TEAM – współpraca, która ratuje życie

Wstrząs kardiogenny to jeden z najcięższych stanów w kardiologii, związany z bardzo wysoką śmiertelnością. W Polsce około 60% pacjentów z tym rozpoznaniem umiera w szpitalu. W Instytucie Chorób Serca USK i Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, dzięki pracy interdyscyplinarnego zespołu SHOCK TEAM, śmiertelność wewnątrzszpitalną udało się obniżyć do 35%. SHOCK TEAM to zespół kardiologów, kardiochirurgów i anestezjologów, którzy wspólnie podejmują decyzje o leczeniu i działają w trybie natychmiastowym. To model pracy stosowany w najlepszych ośrodkach na świecie. Od 2020 roku, kiedy rozpoczął działalność, wrocławski SHOCK TEAM przyjął także wielu pacjentów z innych szpitali Dolnego Śląska, zapewniając im dostęp do najnowocześniejszych metod leczenia, takich jak mechaniczne wspomaganie krążenia (Impella, ECMO) czy transplantacja serca.

– Udało nam się osiągnąć wyniki zbliżone do tych notowanych w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej – podkreśla prof. Wiktor Kuliczkowski, który wraz z zespołem jest autorem tego unikatowego projektu i dodaje: – To efekt połączenia nowoczesnych technologii i pracy zespołowej. Ale równie ważne jest to, by pacjent nie został sam po opuszczeniu szpitala. Grupa wsparcia psychologicznego będzie naturalnym uzupełnieniem tego, co robimy na oddziale.

Nowy etap opieki

Planowana grupa wsparcia to kolejny krok w budowaniu kompleksowej opieki nad pacjentami po wstrząsie kardiogennym. W przyszłości zespół USK rozważa także stworzenie dedykowanej ścieżki konsultacyjnej dla tych chorych, aby mieli łatwiejszy i szybszy dostęp do lekarza w razie wątpliwości.

– Wysiłek naszych zespołów obserwuję na co dzień. Widzę zaangażowanie non-stop: informację i reakcję niezależnie od pory i dnia tygodnia. To nie są tylko słowa - to codzienna rzeczywistość, która ratuje życie. To szczególnie ważne, bo wstrząs kardiogenny to jedno z najtrudniejszych wyzwań medycznych. Kiedy mówimy o procentach i statystykach, łatwo zapomnieć, że za nimi stoją konkretni ludzie - pacjenci i ich rodziny, którzy przeżyli traumę śmiertelnego zagrożenia. Dlatego cieszę się, że Instytut Chorób Serca nie poprzestał na doskonałej opiece interwencyjnej. Dzięki modelowi SHOCK TEAM, skoordynowanej pracy kardiologów, kardiochirurgów, anestezjologów i perfuzjonistów, udało się obniżyć śmiertelność wewnątrzszpitalną i to jest ogromny sukces, z którego wszyscy możemy być dumni – mówi prof. dr hab. Piotr Ponikowski, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i dyrektor Instytutu Chorób Serca USK i dodaje: – Medycyna to nie tylko procedury i urządzenia - choć i one mają zasadnicze znaczenie (mówię tu o mechanicznych systemach wspomagania krążenia, o operacjach ratujących życie, o możliwościach przeszczepowych). Równie ważna jest opieka po wyjściu ze szpitala: pomoc psychologiczna, wsparcie rehabilitacyjne, dostęp do informacji i poczucie bezpieczeństwa. Inicjatywa „Wstrząśnięty, niezmieszany” oraz powoływana grupa wsparcia psychologicznego to naturalne uzupełnienie naszych działań medycznych. Dają one pacjentom przestrzeń, by opowiedzieć swoją historię, przepracować lęk i odbudować codzienność.



alt alt alt alt
 
Achondroplazja: nowa nadzieja dla dzieci — terapia celowana dostępna w USK we Wrocławiu
Wrocław, 26.09.2025 r.

Achondroplazja: nowa nadzieja dla dzieci —

terapia celowana dostępna w USK we Wrocławiu



Przełomowe leczenie dla dzieci z achondroplazją dostępne jest już dla pacjentów Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu (USK). To rzadka choroba genetyczna, która powoduje między innymi niskorosłość. Włączenie do drogiego, ale refundowanego leczenia wymaga precyzyjnej kwalifikacji, ale efekty są spektakularne - potwierdzają lekarze i rodzice chorych. 

Szacuje się, że w Polsce z achondroplazją żyje około 200 osób. W Klinice Pediatrii, Endokrynologii, Diabetologii i Chorób Metabolicznych USK we Wrocławiu do nowoczesnej terapii lekiem celowanym zakwalifikowano 21 pacjentów, z czego 17 już otrzymuje wosorytyd - lek, który pozwala ograniczyć negatywne skutki choroby.
Kierownik kliniki, prof. dr hab. Robert Śmigiel, podkreśla, że zastosowanie tej terapii ma kolosalne znaczenie, ponieważ widoczny niski wzrost to tylko jeden z problemów.

– Achondroplazja jest źródłem niepełnosprawności, bólu i niekończącego się cierpienia, dlatego że dotyczy wszystkich kości, nie tylko kości długich, ale też kręgosłupa, czaszki czy stawów biodrowych. Wraz z wiekiem problemy pogłębiają się, stają się coraz bardziej uciążliwe i bolesne – wyjaśnia prof. Śmigiel.

Osoby z achondroplazją z powodu nietypowego wyglądu często spotykają się z wykluczeniem społecznym, przemocą
i brakiem zrozumienia. W konsekwencji mają też zwiększone ryzyko zachorowania na depresję czy inne choroby będące efektem chronicznego stresu.

Nowoczesne leczenie zmienia życie chorych

Przez lata jedyną formą leczenia było bolesne i kontrowersyjne chirurgiczne wydłużanie kości. Niektórym pacjentom proponowana była operacja metodą Ilizarowa, pochodzącą z lat 50. XX wieku. Kości były najpierw łamane, potem rozciągane specjalnym aparatem. Pacjent po operacji wymagał wielomiesięcznej rehabilitacji, a czasem nigdy nie wracał do całkowitej sprawności. Często dzieci leczone tą metodą doświadczały traumy wynikającej z długotrwałego bólu i ograniczonych możliwości ruchu. Genetyk, prof. Śmigiel przyznaje, że pojawienie się w Polsce na początku 2025 roku nowej terapii celowanej było przełomowe dla chorych na achondroplazję.

– To jest po prostu dla mnie cud medycyny. Pojawiło się precyzyjne leczenie, lek wosorytyd, który działa bezpośrednio na przyczynę choroby, odblokowując receptor FGFR3 hamujący wzrost kości – podkreśla kierownik kliniki. – Wosorytyd nie tylko sprzyja wzrostowi, ale przede wszystkim znacząco zmniejsza ryzyko poważnych powikłań, takich jak zwężenie kanału kręgowego, ucisk na rdzeń kręgowy i chroniczny ból. To oznacza, że możemy leczyć chorobę, która do tej pory była uznawana za nieuleczalną – dodaje.

Koszty leczenia i kryteria kwalifikacji

Lek jest dostępny w Polsce w ramach programu lekowego od stycznia 2025 roku i podawany jest w postaci codziennych zastrzyków. Jest przeznaczony dla dzieci w wieku od 4 miesięcy do zakończenia wzrostu kości, co zazwyczaj ma miejsce między 16. a 18. rokiem życia. Eksperci z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego podkreślają,
że wczesne rozpoczęcie leczenia ma kluczowe znaczenie dla jego skuteczności.

– Im szybciej lek zostanie wprowadzony, tym lepszy efekt można osiągnąć. Szacuje się, że terapia może zwiększyć ostateczny wzrost pacjenta nawet o 20 cm, co dla mężczyzny oznacza osiągnięcie wzrostu około 150 cm – wyjaśnia dr Aleksandra Bodetko z Kliniki Pediatrii, Endokrynologii, Diabetologii i Chorób Metabolicznych USK we Wrocławiu. – Podawanie leku wymaga codziennych zastrzyków, ale jest na tyle proste, że rodzice mogą nauczyć się je wykonywać w domu po krótkiej hospitalizacji.

Leczenie wozorytydem jest bardzo kosztowne – rocznie to ponad milion złotych. Terapia jest w pełni refundowana przez Narodowy Fundusz Zdrowia, ale wymaga precyzyjnej kwalifikacji.

– Ośrodkiem referencyjnym na Dolnym Śląsku jest Klinika Pediatrii, Endokrynologii, Diabetologii i Chorób Metabolicznych USK we Wrocławiu, gdzie prowadzimy leczenie wielu rzadkich chorób u dzieci – informuje prof. Robert Śmigiel. – O kwalifikacji decyduje Zespół Koordynacyjny do spraw Leczenia Chorób Ultrarzadkich, który zbiera się raz w miesiącu. Trzeba mieć potwierdzoną genetycznie achondroplazję. Dziecko musi mieć wykonany szereg dodatkowych badań, które robimy w ramach hospitalizacji. Niestety łagodniejsza postać choroby, hipochondroplazja, nie jest refundowana. Trwają jeszcze badania kliniczne, które oceniają skuteczność tego leczenia – tłumaczy ekspert.

Historia Julka, który zyskał nadzieję

Obecnie w klinice USK we Wrocławiu nowoczesną terapię otrzymuje 17 pacjentów. Czterech kolejnych jest przygotowywanych do włączenia do programu lekowego, ale finansowanie nie jest pewne. Jednym z pacjentów jest 11-letni Julian, który korzysta z terapii od maja tego roku. Jak mówi jego mama, Joanna Hodun-Ogonowska, na pełne efekty leczenia trzeba jeszcze poczekać, ale już widać poprawę.

– Mierzymy jego rączki, nóżki i trochę ruszyło się, więc jesteśmy wniebowzięci. Wiemy, że to są działania długofalowe i trzeba dać sobie jeszcze trochę czasu. Obserwując opisy osób, które dłużej przyjmują lek, jesteśmy pełni nadziei – opowiada.

Mama Julka wspomina, że na początku codzienne zastrzyki były trudne, ale syn jest już na tyle duży, że rozumie, iż to leczenie ułatwi mu życie.

Efekty nie tylko medyczne

Celem leczenia jest nie tylko poprawa wzrostu, ale także poprawa jakości życia, zmniejszenie bólu i umożliwienie pacjentom wykonywania codziennych czynności, takich jak choćby samodzielne wstawanie po upadku. Dzięki temu lek ma znaczenie nie tylko medyczne, ale i społeczne.

– Chcielibyśmy pokazać przede wszystkim fenomen rozwoju medycyny w dziedzinie chorób rzadkich. Nowoczesny lek w sposób celowany, precyzyjny potrafi dotrzeć do źródła choroby i tam ją leczyć – podsumowuje profesor.

Mama Julka dodaje, że mentalność społeczna się zmienia i jej syn jest już traktowany lepiej niż jeszcze kilka lat temu.

– Generalnie mamy szczęście do ludzi, Julek ma dużo wsparcia od kolegów – wyznaje. – Natomiast jak gdzieś wyjeżdżamy, wzbudza zainteresowanie i komentarze. No, bo jest inny, ale powinniśmy oswajać społeczeństwo, a nie chować się w domach. Wspomina również, że z mężem aktywnie działali na rzecz zmiany postrzegania achondroplazji, doprowadzając do usunięcia zdjęcia „człowieka z cyrku” z Wikipedii.

Według statystyk w Europie częstość występowania achondroplazji wynosi 3,72 na sto tysięcy urodzeń. W naszym regionie, zdaniem specjalistów, rodzi się około dwojga dzieci na sto tysięcy urodzeń rocznie. W klinice USK we Wrocławiu leczone są dzieci z Dolnego Śląska, a także z województw opolskiego i lubuskiego.

– Jako szpital uniwersytecki mamy obowiązek i przywilej wyznaczania nowych standardów leczenia w Polsce.
To, że nasi pacjenci mogą korzystać z leczenia uważanego jeszcze niedawno za nieosiągalne, jest dla nas ogromnym sukcesem, ale również motywacją, aby walczyć o dostęp do nowoczesnych terapii dla każdego pacjenta. Dla całego zespołu naszego szpitala to dowód, że wspólnym wysiłkiem nauki i klinicystów oraz wsparciem systemu ochrony zdrowia można realnie zmieniać życie dzieci i ich rodzin –
podkreśla dr Marcin Drozd, dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

alt alt alt alt
 
Oswiadczenie w sprawie powierzenia uslug pomocniczych

Oświadczenie w sprawie powierzenia firmie zewnętrznej usług pomocniczych w USK


Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu nieustannie inwestuje w rozwiązania, które bezpośrednio przekładają się na zdrowie i bezpieczeństwo pacjentów. Naszym celem jest skrócenie czasu oczekiwania na badania, szybsza diagnostyka i szerszy dostęp do nowoczesnych terapii. Już dziś realizujemy projekty warte kilkadziesiąt milionów złotych – od budowy laboratorium diagnostyki genetycznej wspierającego leczenie chorób rzadkich, hematologicznych i onkologicznych, przez wymianę tomografu komputerowego, po instalację drugiego systemu robotycznego da Vinci i uruchomienie nowej sali hybrydowej. Planujemy rozbudowę intensywnej terapii, poszerzenie opieki nad dziećmi w zakresie kardiologii i kardiochirurgii oraz podniesienie standardu sal izolacyjnych dla pacjentów z chorobami nowotworowymi krwi. W perspektywie kilku lat powstaną także dwa strategiczne ośrodki – Uniwersyteckie Centrum Pediatryczne i nowy kompleks hematoonkologii z radioterapią – które zmienią oblicze opieki nad pacjentami we Wrocławiu i regionie.

 

Pacjenci oczekują od nas szybkiej, nowoczesnej i bezpiecznej opieki – i właśnie w tym kierunku konsekwentnie zmierzamy.

 

Po analizach ekonomicznych zdecydowaliśmy o powierzeniu usług pomocniczych firmie zewnętrznej. Dzięki temu rozwiązaniu w ciągu najbliższych czterech lat zaoszczędzimy od 18 do 20 milionów złotych rocznie. Te środki w całości wrócą do pacjentów – w postaci skróconych kolejek, dokładniejszych badań, dostępu do innowacyjnych terapii i większego komfortu leczenia.

 

Mamy świadomość, że zmiana ta dotyka osób, które przez lata pracowały na rzecz szpitala. Dlatego podstawowym warunkiem udziału w przetargu jest przejęcie pracowników działu higieny wraz z zachowaniem dotychczasowych zasad wynagradzania i zabezpieczeniem stabilnych form zatrudnienia, zgodnie z art. 23¹ k.p. Zależy nam, aby pracownicy zachowali bezpieczeństwo zawodowe i mogli w pełni skupić się na swojej pracy. Decydując się na skorzystanie z usług wyspecjalizowanego podmiotu, kierujemy się bowiem nie tylko dobrem pacjentów, lecz także i naszych pracowników.

 

Podobne rozwiązania są już od lat stosowane w wielu szpitalach w Polsce i w innych sektorach usług publicznych. Praktyka pokazuje, że powierzenie usług pomocniczych zewnętrznym firmom pozwala placówkom skoncentrować wszystkie zasoby na tym, co najważniejsze – na szybkim i skutecznym leczeniu pacjentów. Takie doświadczenia mamy również w Klinice Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej, znanej również jako Przylądek Nadziei, gdzie współpraca z wyspecjalizowaną firmą umożliwia skoncentrowanie się na medycynie najwyższej jakości i ma wyraźnie więcej plusów niż minusów.

 

Chcemy podkreślić, że sprawa ma charakter merytoryczny i na tym poziomie chcemy prowadzić dialog – z pacjentami, pracownikami i całym otoczeniem szpitala.

 

W imieniu Dyrekcji Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu

dr Marcin Drozd

Dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu

 

 

Oświadczenie w formacie .pdf



 

 
Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu wprowadza akademicką terapię CAR-T w leczeniu chłoniaków
Wrocław, 05.09.2025 r.

Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu wprowadza

akademicką terapię CAR-T w leczeniu chłoniaków



W Klinice Hematologii, Terapii Komórkowych i Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Medycznego (UMW) we Wrocławiu w sierpniu br. podano pierwsze w Polsce akademickie komórki CAR-T w terapii chłoniaka. To wydarzenie jest ważne nie tylko dla samej uczelni, lecz także całego systemu ochrony zdrowia. Po raz pierwszy w kraju zastosowano bowiem terapię CAR-T opracowaną i wytworzoną w ośrodku akademickim. Było to możliwe dzięki dofinansowaniu przez Agencję Badań Medycznych projektu badawczego oraz prywatnym darowiznom, wspierającym działania naukowe kliniki.

Terapia CAR-T polega na wykorzystaniu własnych limfocytów pacjenta, które – po odpowiedniej modyfikacji genetycznej – są zdolne do rozpoznawania i niszczenia komórek nowotworowych. Zmodyfikowane limfocyty pacjenta rozpoznają określony antygen (w przypadku chłoniaków jest to CD19) i skutecznie eliminują komórki nowotworowe, które go posiadają.

Zalety terapii akademickiej

Rozwój tej metody na świecie toczy się dwoma równoległymi torami. Z jednej strony są to komercyjne produkty firm farmaceutycznych, a z drugiej projekty prowadzone przez uniwersytety i ośrodki badawcze. Obie te ścieżki wzajemnie się uzupełniają.

– Wersja opracowywana w ośrodkach akademickich wyróżnia się kilkoma istotnymi zaletami – tłumaczy prof. Tomasz Wróbel, kierownik Kliniki Hematologii, Terapii Komórkowych i Chorób Wewnętrznych UMW. – Przede wszystkim jest znacznie tańsza od terapii komercyjnych – koszt jej wytworzenia jest co najmniej trzykrotnie niższy. Równie ważny jest czas. Cały proces, od momentu pobrania komórek do ich podania pacjentowi, jest nawet dwukrotnie szybszy niż w przypadku preparatów komercyjnych. Ma to ogromne znaczenie w leczeniu agresywnych nowotworów, gdzie czas odgrywa kluczową rolę.

Ważny jest także fakt, że akademicka terapia CAR-T otwiera możliwość leczenia pacjentów, którzy mają wskazania medyczne, ale z różnych powodów nie kwalifikują się do refundowanej terapii komercyjnej.

– Dotyczy to zwłaszcza osób starszych, po 70. roku życia, a także chorych z nietypowymi podtypami chłoniaka, którzy nie mieszczą się w kryteriach komercyjnych programów refundacyjnych – wyjaśnia prof. Anna Czyż, z-ca kierownika Kliniki Hematologiii, Terapii Komórkowych i Chorób Wewnętrznych UMW. – Dzięki temu ośrodki akademickie poszerzają dostęp do nowoczesnej immunoterapii. 76-letni pacjent ze wznową agresywnego chłoniaka, któremu jako pierwszemu podano w naszej klinice komórki CAR-T, nie miałby szans na refundację takiej terapii w wersji komercyjnej.

5 lat przygotowań

Projekt został sfinansowany przede wszystkim z grantu Agencji Badań Medycznych w wys. blisko 15 mln zł. Jego początki były możliwe także dzięki prywatnym darowiznom. Fundacje rodzin pacjentów, których bliscy zmarli na chłoniaka, jeszcze przed rozwojem tej technologii przekazały łącznie około 1,1 mln zł.

Środki te przeznaczono na zakup sprzętu i odczynników, co umożliwiło rozpoczęcie badań i przygotowanie projektu. Wsparcie prywatne uzupełniło zatem te obszary, które nie mogły być objęte finansowaniem grantowym, a jednocześnie stanowiło dowód zaufania i determinacji bliskich chorych w walce o rozwój nowych metod leczenia.

Droga do wdrożenia terapii na UMW była długa i wymagająca. Cały proces trwał około pięciu lat, z czego dwa lata poświęcono na fazę badawczo-produkcyjną. Najtrudniejsze okazały się kwestie formalnoprawne, wynikające z nowości technologii i dynamicznie zmieniających się regulacji w Polsce. Reprezentująca Agencję Badań Medycznych dr Kinga Stańczak-Mrozek poinformowała, że wrocławskiemu zespołowi jako pierwszemu w Polsce udało się pokonać wiele problemów, także regulacyjnych.

– Wasz sukces jest także sukcesem Agencji Badań Medycznych, która takie projekty, jak CAR-T, traktuje jako strategiczne inwestycje w rozwój polskiej medycyny – powiedziała. – Jest to także poświadczenie, że polskie ośrodki są w stanie rozwijać najnowocześniejsze terapie. Dzięki synergii nauki, kliniki i dofinansowaniu ze środków publicznych, polscy pacjenci mają szansę na leczenie na najwyższym poziomie.

Rektor UMW prof. Piotr Ponikowski podkreślił wagę pierwszego w Polsce zastosowania akademickiego CAR-T w kontekście ambicji Polski na polu medycznych innowacji.

– Cieszę się i jestem dumny, że UMW prowadzi innowacyjne badania kliniczne I i II fazy inicjowane przez naszych lekarzy – powiedział prof. Piotr Ponikowski, gratulując zespołowi pasji i determinacji w dążeniu do celu. – Akademickie CAR-T na Uniwersytecie Medycznym i w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu to przykład tego, jak można wygrać w wyścigu o wprowadzanie prawdziwych innowacji w leczeniu chorych ludzi.

Kluczowe dla projektu okazało się nawiązanie ścisłej współpracy z Regionalnym Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa (RCKiK) w Poznaniu, które dysponuje odpowiednimi warunkami do wytwarzania komórek. To właśnie tam, we współpracy zespołów RCKiK i UMW, produkowane są CAR-T, a następnie preparat w formie zamrożonej trafia z powrotem do Wrocławia, gdzie jest podawany pacjentowi. Produkcja komórek trwa 14 dni, a cała procedura od pobrania komórek do ich podania dwadzieścia jeden dni. Dyrektor RCKiK w Poznaniu dr Roman Klupieć nie krył satysfakcji z tego, że kierowana przez niego jednostka ma realny wpływ na leczenie pacjentów.

Terapia CAR-T, podobnie jak inne metody immunologiczne, może powodować działania niepożądane wynikające z gwałtownej aktywacji układu odpornościowego. Z tego powodu pacjent po podaniu preparatu musi pozostawać pod ścisłą obserwacją szpitalną przez co najmniej cztery tygodnie. Pierwsze efekty terapii można ocenić zwykle po miesiącu, choć w niektórych przypadkach pełna odpowiedź kliniczna rozwija się dopiero w ciągu trzech miesięcy od podania komórek.

– Wprowadzenie pierwszej w Polsce, w pełni akademickiej terapii CAR-T to dla nas bardzo ważny krok, dzięki któremu możemy zaoferować pacjentom innowacyjne leczenie, które jest przede wszystkim skuteczne podkreśla lek. Beata Freier, zastępca dyrektora ds. medycznych w obszarze zabiegowym i onkologicznym Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. – Co ważne, pacjent po podaniu CAR-T wymaga ścisłej obserwacji i kompleksowego wsparcia medycznego. Dlatego program prowadzimy w bezpiecznych warunkach klinicznych, z pełnym monitoringiem i procedurami reagowania. Rolą Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego jest, by innowacyjne terapie immunologiczne były dostępne szerszej grupie chorych jako realna opcja leczenia we wczesnych, kluczowych momentach choroby.

Perspektywy na przyszłość

Wrocławskie badanie obejmuje chorych na agresywne chłoniaki B-komórkowe, które są najczęściej występującym typem chłoniaka w Polsce. Każdego roku diagnozuje się 1-1,5 tysiąca nowych przypadków. Terapia akademicka we wrocławskiej klinice została włączona u pacjentów z wczesnym nawrotem choroby, występującym w ciągu 12 miesięcy od wcześniejszego leczenia, a także u osób obciążonych wysokim ryzykiem chemiooporności we wznowie chłoniaka.

– Nie jest to „ostatnia deska ratunku”, tylko wprowadzenie możliwie najwcześniej najbardziej skutecznej metody, aby wyleczyć chorych z wysokim ryzykiem oporności na inne metody leczenia – podkreśla prof. Tomasz Wróbel.

W pierwszej fazie badania przewidziano udział od dziewięciu do osiemnastu dorosłych pacjentów z całej Polski. Rekrutacja potrwa około półtora roku i jest otwarta dla pacjentów w całym kraju, kierowanych zwykle za pośrednictwem ośrodków hematologicznych z całej Polski.

W przyszłości wrocławskie projekty badawcze oparte na wypracowanych metodach produkcyjnych mogą objąć kolejne wskazania – ostrą białaczkę limfoblastyczną u dzieci, szpiczaka plazmocytowego, chłoniaka Hodgkina oraz ostrą białaczkę szpikową.

– Metoda ta ma także duży potencjał zastosowań poza hematologią – dodaje prof. Anna Czyż. – Jest skuteczna w leczeniu szeregu chorób autoimmunizacyjnych, w tym chorób reumatologicznych, neurologicznych, nefrologicznych, a także w terapii guzów litych, na przykład glejaków. Aby jednak ten rozwój był możliwy, konieczne jest stworzenie odpowiedniej infrastruktury.

Akademickie projekty nie tylko rozwijają technologię, lecz także poszerzają wskazania o przypadki niszowe, mniej atrakcyjne z perspektywy przemysłu farmaceutycznego, ale niezwykle istotne dla pacjentów z rzadkimi rozpoznaniami. Własne zaplecze biotechnologiczne daje uczelni niezależność od zagranicznych technologii, a w przyszłości może prowadzić do patentowania rozwiązań i ich komercjalizacji. To także inwestycja w naukę i miejsca pracy dla absolwentów kierunków biologicznych i biotechnologicznych, którzy mogą łączyć badania podstawowe z praktyką kliniczną.

– Celem naszego projektu jest nie tylko poszerzenie dostępu do tej terapii, ale również stworzenie stabilnej platformy do dalszych badań uniwersyteckich, obejmujących szersze wskazania i nowe technologie – podsumowuje kierownik kliniki. – To, że udało nam się doprowadzić projekt do tego etapu, jest przede wszystkim zasługą stworzenia multidyscyplinarnego zespołu. Właśnie tu leży przyszłość nie tylko terapii CAR-T, ale wszystkich terapii zaawansowanych. Bez profesjonalnego zarządzania projektem, doświadczonego zespołu badawczego, pisarskiego i wytwórczego, realizacja takiego badania byłaby niemożliwa. Dofinansowanie Agencji Badań Medycznych pozwoliło nam zbudować taki zespół i nabyć unikalne kompetencje. Wierzymy, że to pierwszy pacjent w jednym z wielu projektów, które w przyszłości umożliwią chorym dostęp do tej niezwykłej technologii. Dzisiejszy sukces to także moment podsumowań i koniecznych podziękowań – darczyńcom prywatnym, Agencji Badań Medycznych, władzom uczelni którzy zaufali, że mimo opóźnień uda nam się dokonać tego przełomu. Najbardziej jednak dziękuję moim bliskim współpracownikom – zespołowi CARMEN i wytwórczemu w RCKiK, którzy wierzyli w projekt i realizowali go pomimo wielu trudności.

alt alt alt alt alt alt

Źródło: Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu
 
Eksperci USK we Wrocławiu podpowiadają jak zaliczyć zdrowy start w nowy rok szkolny

Eksperci USK we Wrocławiu podpowiadają jak zaliczyć zdrowy start w nowy rok szkolny



Czy pierwszy dzwonek będzie dla dziecka powodem do radości czy źródłem stresem? Specjaliści Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu przygotowali praktyczne porady dla rodziców i opiekunów: jak wybrać tornister, dlaczego warto chodzić na WF, co zabrać na drugie śniadanie oraz jakie produkty powinny znajdować się w szkolnym sklepiku, by wspierać zdrowie i koncentrację uczniów.

Dla wielu dzieci powrót do szkoły po wakacyjnej przerwie to prawdziwy powód do radości, w dodatku sporo z nich mówi o tym, że tęskni za kolegami czy koleżankami. Jednak już od pierwszych chwil muszą zmierzyć z wysiedzeniem w skupieniu 45 minut w szkolnej ławce, co jest nie lada wyzwaniem szczególnie dla małych dzieci. Specjaliści podkreślają, że umiejętność koncentracji można wyćwiczyć, choćby przez wspólne czytanie czy rozwiązywanie łamigłówek, ale dużo zależy też od nauczycieli, którzy prowadzą zajęcia. Pedagodzy mają swoje sposoby na zaangażowanie uczniów i sprawienie, aby lekcja nie była nudna i nie wymagała nieruchomego siedzenia na krześle. Jeśli zajęcia będą ciekawe, angażujące i wymagające interakcji, to jest duża szansa, że dzieciom może się spodobać i nie będą odliczać każdej minuty do następnego dzwonka co ma niebagatelny wpływ na efekty nauczania.



– W pierwszych dniach nowego roku szkolnego uczniowie, opiekunowie, nauczyciele i wychowawcy mają czas na wzajemne poznawanie się. Szczególnie kiedy dziecko rozpoczyna naukę w nowej placówce, warto wcześniej przyjść do szkoły, wziąć udział w spotkaniu klasowym, przedstawić się, poznać zasady panujące w nowej szkole – podpowiada Katarzyna Nowak, specjalistka psychologii klinicznej, specjalistka psychoterapii dzieci i młodzieży z Kliniki Psychiatrii USK we Wrocławiu. – Nowe obowiązki, nowe miejsce, nowe znajomości – to wszystko może budzić niepokój, dlatego warto posłuchać dziecka, z jakimi emocjami podchodzi do rozpoczęcia roku szkolnego.

Uczniowie, którzy mają pozytywne doświadczenia z poprzednich lat, będą cieszyć się ze spotkania z rówieśnikami, ale dla niektórych dzieci powrót do szkoły po wakacyjnej przerwie może oznaczać lęk. Często wiąże się on ze spotkaniem z grupą rówieśniczą, nauką i wymaganiami ze strony nauczycieli lub rodziców. Może pojawić się sporo obaw i pytań, dlatego bardzo ważne jest, aby właściwie rozpoznać przyczynę narastającego stresu.

Terapeutka zaleca, aby znaleźć czas dla dziecka, pytać i aktywnie słuchać, nie oceniać i nie komentować i co bardzo ważne, zadeklarować wsparcie.

– Nie należy bagatelizować obaw, nawet jeśli nam wydają się błahe, niepotrzebne czy nierealne. Rolą opiekunów jest zaproszenie do rozmowy, wspólne rozwiązywanie pojawiających się problemów oraz zachęcenie dziecka do otwarcia się na nowe doświadczenia. Warto także przećwiczyć potencjalne, trudne sytuacje. To może być odegranie scenki z udziałem dziecka, tak aby wiedziało, jak odpowiedzieć na ewentualną krytykę czy przejaw dezaprobaty – podkreśla ekspertka.

Powodów do obaw może być sporo, wylicza specjalistka.

– To mogą być opowieści z egzotycznych wakacji, modne ubrania czy drogie telefony, na które nie wszystkie dzieci stać. Dzieci potrafią być wobec siebie bardzo krytyczne i wymagające, dlatego warto pracować nad budowaniem poczucia wartości, różnorodności i wyjątkowości każdego człowieka.

Zdaniem Katarzyny Nowak trzeba tłumaczyć dziecku, że nie trzeba być najlepszym ze wszystkiego, nie każdy musi być olimpijczykiem, warto postawić na indywidualne zainteresowania i rozwijanie zdolności oraz talentów. Ważne, aby nauka czy zajęcia pozalekcyjne sprawiały dziecku radość, a nie były spełnieniem ambicji rodziców.

Warto też wiedzieć, gdzie można szukać pomocy, że zawsze można skorzystać z doświadczenia szkolnego pedagoga, psychologa lub psychiatry. Młodzi ludzie i ich najbliżsi mogą również czerpać korzyści z uczestnictwa w pozaszkolnych treningów umiejętności społecznych.

Szkoła oczami ortopedy

– To, że dziecko idzie do szkoły z ciężkim plecakiem i siedzi tam godzinami zdecydowanie pogarsza ogólną kondycję uczniów – zauważa dr Krzysztof Kołtowski, ortopeda i traumatolog z Oddziału Klinicznego Chirurgii Urazowo-Ortopedycznej Dziecięcej USK we Wrocławiu. – To jest diametralna zmiana w porównaniu do okresu wakacyjnego, gdzie jest zdecydowanie więcej ruchu na świeżym powietrzu. Dlatego warto wybrać odpowiedni, ergonomiczny plecak i sprawdzić, czy nie jest zbyt ciężki. Często uczniowie noszą na plecach rzeczy zupełnie zbędne, a do tego – jeśli korzystają z plecaków – to zakładają je na jedno ramię.

Specjalista podkreśla, że wybierając plecak, nie wystarczy kierować się kolorystyką czy modą, ale trzeba zwrócić uwagę na to, żeby stelaż był wzmocniony, koniecznie trzeba go nosić równomiernie, rozkładając ciężar symetrycznie na dwóch ramionach, a szelki muszą być odpowiednio dopasowane do sylwetki. Plecak nie powinien ważyć więcej niż pięć kilogramów, chociaż ten parametr w głównej mierze zależy od wagi i wzrostu dziecka. Rodzice również powinni zwracać uwagę na to, żeby nie było w nim niepotrzebnych rzeczy.

– Zeszyt nie musi być 96-kartkowy, może być cieńszy, książki można zostawiać w szkole albo nosić na zmianę z koleżanką czy kolegą z ławki mieszkającym blisko. Do tego warto sprawdzać, czy w tornistrze nie ma np. kanapek z całego tygodnia.

Codzienny ruch to podstawa zdrowia, dlatego jeśli to tylko możliwe i dopóki jest jeszcze ciepło, najlepiej do szkoły chodzić spacerem lub dojechać rowerem, koniecznie z kaskiem! Niektóre placówki celowo ograniczyły możliwość podjeżdżania samochodami pod samą bramę budynku, po to właśnie, żeby dzieci – a przy okazji opiekunowie – chodzili pieszo. Jak zauważa ekspert, siedzenie po 45 minut na lekcjach to naprawdę duże obciążenie dla kręgosłupa.

Z badań biomechanicznych wynika, że kręgosłup w odcinku lędźwiowym jest najbardziej obciążony właśnie w pozycji siedzącej, dlatego tak ważne są krótkie przerwy w czasie zajęć choćby na szybkie wyprostowanie się, odgięcie do tyłu i rozciągnięcie. Specjalista nie poleca popularnych “pajączków” czy innych sztucznych ortez, które mają mechanicznie prostować plecy. W ocenie specjalisty, poprawna pozycja powinna być utrzymywana czynnie poprzez układ mięśniowy, wystarczy o tym pamiętać. Warto też pamiętać, aby przerwy między lekcjami wykorzystywać na chodzenie, a nie siedzenie pod ścianą.

– Zwolnienia z lekcji wychowania fizycznego, o ile to nie jest uzasadnione medycznie na przykład z powodu urazu, to nie jest dobry pomysł – przekonuje ortopeda. Jak mówi, w swojej praktyce bardzo rzadko wystawia zwolnienia z lekcji wychowania fizycznego, nawet w przypadku dzieci ze skoliozami.

– Trzy godziny zajęć fizycznych w szkole, to idealny czas dla zdrowia. Zadaniem nauczyciela jest dobranie odpowiednich ćwiczeń, bo to ma być tak naprawdę zabawa ruchowa, w której dzieci będą chętnie uczestniczyć – dodaje specjalista.

Zdrowe przekąski do szkoły

– Długie godziny w szkole to nie tylko siedzenie w ławce. Po pewnym czasie spędzonym w szkolnych murach, najmłodsi sięgają po drugie śniadanie. Jeśli dajemy dziecku do szkoły kanapki, to pieczywo powinno być pełnoziarniste, a w śniadaniówce powinny znaleźć się też pokrojone warzywa czy owoce – podpowiada Olgierd Dróżdż z Kliniki Diabetologii, Nadciśnienia Tętniczego i Chorób Wewnętrznych USK we Wrocławiu. – Na szczęście szkolne sklepiki dziś już nie przypominają tych sprzed lat, kiedy królowały słodkie bułki, chipsy czy zapiekanki. Większość z nich oferuje sprawdzone produkty, zalecane przez dietetyków.

Eksperci podkreślają, że ważne też jest by dziecko miało ze sobą coś do picia, bo w szkole spędzi co najmniej kilka godzin. Niektóre szkoły mają swoje poidełka, ale jeśli nie, to przygotujmy dziecku niewielką butelkę z wodą. Zdecydowanie odradzane są słodzone napoje, podobnie jak batony czy cukierki.

Warto zwrócić uwagę na to, co jedzą uczniowie, bo statystyki są bardzo alarmujące. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia polskie dzieci tyją najszybciej w Europie, a to prosta droga do cukrzycy typu drugiego. Raport WHO wskazał, że nadwagę i otyłość odnotowano już aż u 32 proc. polskich dzieci w wieku 7-9 lat.

Szacuje się, że każdego roku w naszym kraju będzie przybywać 400 tys. dzieci z nadmierną masą ciała, w tym 80 tys. będzie chorowało na otyłość. Z danych Ministerstwa Zdrowia wynika, że obecnie ponad 22 proc. uczniów ma zbyt wysoką wagę, podczas gdy w latach 70. XX wieku problem dotyczył mniej niż 10 procent.

Zdaniem diabetologa rozwój technologii ułatwił dzieciom z cukrzycą typu pierwszego udział w zajęciach lekcyjnych czy w aktywności fizycznej. Dziś uczniowie z cukrzycą nie muszą kłuć się kilka razy dziennie, żeby kontrolować poziom cukru. Sensory monitorowania glikemii w czasie rzeczywistym przesyłają na telefon poziom cukru we krwi. Urządzenie wskazuje też tendencje i alarmuje, jeśli poziom jest zbyt niski.

– To rozwiązanie daje poczucie bezpieczeństwa uczniom, rodzicom i nauczycielom, którzy mają czas, aby odpowiednio zareagować w alarmowej sytuacji. W przypadku kiedy dziecko jest przytomne, zalecane jest przyjęcie 15 gramów węglowodanów, to może być nawet słodki sok, batonik czy cukierek. Po 15 minutach trzeba sprawdzić poziom cukru i jeśli się unormował, to jest po problemie. W przypadku ciężkiej hipoglikemii doraźnie należy zaaplikować glukagon, tzn. hormon peptydowy podwyższający poziom glukozy we krwi. Osoby chorujące na cukrzycę typu pierwszego są przeszkolone, mają taki zestaw przy sobie i wiedzą jak go użyć. Zresztą obsługa tego urządzenia jest tak prosta, że nie ma najmniejszego problemu, aby nawet osoba postronna mogła zaaplikować lek – przekonuje Olgierd Dróżdż.

Cukrzyca nie jest powodem do zwolnienia z lekcji wychowania fizycznego, także osoby z osobistymi pompami insulinowymi, mogą normalnie uczestniczyć w zajęciach. Wysiłek fizyczny dobrze wpływa na poziomy cukru, trzeba jedynie dostosować dawki insuliny, tak aby nie doprowadzić do hipoglikemii.

alt alt alt alt alt alt
 
Eksperci USK we Wrocławiu ostrzegają: WZW A nie robi sobie wakacji – zaszczep się i myj ręce
Wrocław, 29 lipca 2025 r.

Eksperci USK we Wrocławiu ostrzegają: WZW A nie robi sobie wakacji – zaszczep się i myj ręce



Mycie rąk i szczepienia – to podstawowe zasady uniknięcia zakażenia wirusowym zapaleniem wątroby (WZW) – szczególnie podczas wakacji – przypominają specjaliści z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu (USK). Badania potwierdzają, że brudne ręce są przyczyną licznych chorób, a w niektórych regionach świata nawet śmierci. W Polsce od 2021 roku odnotowuje się wzrost zachorowań.

U dorosłych zakażenie wirusem HAV wywołującym WZW typu A, potocznie nazywane żółtaczką pokarmową i chorobą brudnych rąk, ma z reguły nagły początek i przebieg wymagający pobytu w szpitalu. Wystarczy odruchowo dotknąć nieumytymi rękami okolic oczu, nosa czy ust i jesteśmy narażeni na ogromne ryzyko infekcji.

– Najlepszym zabezpieczeniem przed tak zwaną chorobą brudnych rąk, czyli wirusowym zapaleniem wątroby typu A jest szczepienie, warto je zrealizować i mieć spokojną głowę, tym bardziej że są szczepionki dwuwalentne, czyli połączenie szczepionki przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu A i przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B. W ten prosty sposób zabezpieczamy się długoterminowo, na około 10 lat – podkreśla prof. dr hab. Jarosław Drobnik, naczelny epidemiolog Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

Z danych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH – PIB wynika, że w 2022 roku w Polsce zgłoszono 233 przypadki wirusowego zapalenia wątroby typu A, czyli ponad dwa razy więcej niż w 2021 r. W 2024 to już 319 osób, natomiast w tym roku odnotowano dwukrotny wzrost liczby przypadków WZW A w stosunku do tego okresu przed rokiem. Eksperci podkreślają, że prawdziwa skala zakażeń może być znacznie większa – spora grupa osób przechodzi chorobę bezobjawowo i nie jest diagnozowana. Chociaż Polska należy do krajów o bardzo niskiej zachorowalności na WZW A, nie możemy jednak tracić czujności – przypominają eksperci USK w związku z niedawnym Światowym Dniem WZW, który obchodzony jest rokrocznie 28 lipca.

Higiena przede wszystkim – jedzenie i podróże bez ryzyka

Ważnym aspektem jest higiena. Mycie rąk to prosty i skuteczny sposób, by zatrzymać rozprzestrzenianie się zakażeń, niestety często jest bagatelizowany. Staranne mycie rąk mydłem i wodą może spowodować ograniczenie liczby przypadków biegunki prawie o połowę.

– W sytuacji, kiedy siadamy do posiłku, bezwzględnie musimy pamiętać o umyciu rąk, szczególnie po skorzystaniu z toalety, ale nie tylko. Warto też np. w restauracji przetrzeć podane przez obsługę sztućce – przypomina prof. Drobnik.

Ekspert przypomina także, że jeśli lubimy w czasie wyjazdów korzystać ze street foodów, zwróćmy uwagę na to, w jakich warunkach są przygotowywane posiłki. Oczywiście nie przeprowadzimy kontroli na zapleczu, ale czasem da się zauważyć bałagan i jeśli coś budzi nasze wątpliwości, to lepiej zrezygnować i zjeść w bezpiecznym miejscu. Jeśli ktoś brudnymi rękami przygotowuje dla nas posiłek, to nawet jeśli sami zachowamy zasady higieny, istnieje ryzyko zakażenia. Specjalista dodaje, że najbezpieczniejsze są tak zwane „potrawy z ognia”, bo jest szansa, że w ten sposób unikniemy chorób wirusowych, jak i bakteryjnych związanych z zakażeniem przewodu pokarmowego.

– Starajmy się nie jeść od razu owoców czy warzyw zakupionych na bazarze czy przy drodze. Zawsze powinniśmy je przepłukać. Natomiast w miejscach, gdzie warunki sanitarne odbiegają od standardów europejskich, warto zwrócić uwagę na wodę i używać jej tylko z oryginalnie zamykanych butelek. Warto pamiętać o kostkach lodu do napojów, bo one też mogą być przygotowywane z wody bieżącej, a nie przegotowanej czy butelkowanej – dodaje prof. Drobnik.

ABC objawów i leczenia

Typowe objawy wirusowego zapalenia wątroby typu A (WZW A) ze strony układu pokarmowego to nudności, wymioty, brak apetytu, bóle brzucha, wzdęcia. Może także pojawić się żółtaczka lub objawy przypominające przeziębienie jak: gorączka, osłabienie, bóle mięśni i stawów.

Nie u wszystkich takie objawy się pojawią, niektórzy przejdą to zakażenie łagodnie, w niemal stu procentach objawy są uleczalne – podkreśla dr Jakub Zelig, specjalista chorób wewnętrznych, gastroenterologii i chorób zakaźnych z Kliniki Gastroenterologii, Hepatologii i Chorób Wewnętrznych USK we Wrocławiu.


U dzieci zazwyczaj choroba ma łagodniejszy przebieg, często też bezobjawowy. Natomiast dorośli chorują ciężej, zazwyczaj pełnoobjawowo. Dolegliwości pojawiają się około 2 do 7 tygodni od momentu zakażenia i mogą trwać przez wiele tygodni, a nawet miesięcy. Niestety starszy wiek ma wpływ na ciężkość przebiegu choroby.

Dr Jakub Zelig zaznacza, że zakażenie onkogennym wirusem HBV wywołującym wirusowe zapalenie wątroby typu B (WZW B) często daje podobne objawy jak w typie A, ale u większości pacjentów pozostaje na długo lub nawet na zawsze. Do zakażenia dochodzi głównie przez krew lub niezabezpieczone kontakty seksualne.

– Jeśli ktoś raz miał kontakt z wirusem HBV, to prawdopodobnie niewielka ilość materiału genetycznego tego wirusa pozostaje w jądrach komórkowych hepatocytów. U niektórych chorych może to być postać utajona, bez objawów, ale u innych możemy mieć do czynienia z przewlekle aktywnym WZW B – wyjaśnia dr Zelig. – U tych pacjentów możemy podawać leki, które spowodują, że wirus przestanie być aktywny, ale takie leczenie można przerwać tylko w szczególnych sytuacjach, bo wirus wróci do swojej aktywności. 

Podobnie, jak w przypadku WZW B, zakażenie wirusem wywołującym WZW C przenoszone jest drogą krwiopochodną.

Wirusowe zapalenie wątroby typu C zazwyczaj nie ma ostrej fazy, ona się zdarza rzadko, najczęściej jest to takie ciche zakażenie bez objawów, aż ktoś się zorientuje, że coś się dzieje niedobrego z wątrobą. Może występować zmęczenie, złe samopoczucie czy obniżenie nastroju. W takim przypadku ważna jest diagnostyka. Lekarz POZ może zlecić badania w kierunku HBV, HCV i HIV lub skierować pacjenta do specjalistycznej poradni – tłumaczy dr Zelig.

Chociaż w przypadku wirusowego zapalenia wątroby typu C nie ma szczepionki, to dostępne jest leczenie, które trwa zazwyczaj 2-3 miesiące i ma prawie stuprocentową skuteczność.
 





 
Unikalna operacja rekonstrukcji tchawicy
Wrocław, 24 lipca 2025 r.

Międzynarodowa ekipa lekarzy uratowała Hanię – unikalna operacja rekonstrukcji tchawicy w USK we Wrocławiu



Przyjechali po pomoc z drugiego końca Polski. Specjaliści z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu (USK) podjęli się skomplikowanej operacji wrodzonej wady tchawicy u 4-letniego dziecka. Niezwykle rzadki zabieg, unikalny w skali świata, poprzedzony wielomiesięcznymi przygotowaniami i konsultacjami międzynarodowymi, daje szansę na pełen oddech u małej Hani. A to wszystko przy „wyłączonym” oddechu dziecka.

Dziewczynka urodziła się z wrodzoną wadą tchawicy – przez pierwsze lata życia rodzice i lekarze obserwowali charakterystyczny świszczący oddech, który początkowo uznawano za przejściową sapkę niemowlęcą. Diagnoza była jednak zdecydowanie poważniejsza – znaczne zwężenie światła tchawicy oraz dodatkowe niefizjologiczne odgałęzienie tchawicy wymagały specjalistycznej interwencji chirurgicznej. Po dwóch latach badania, diagnozowania i szukania rozwiązania w Szczecinie stało się jasne, że bez operacji się nie obejdzie. Rodzinie wskazano Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu, jako miejsce oferujące najwyższy poziom kompetencji w zakresie leczenia chirurgicznego tego typu złożonych wad wrodzonych.

Hania rozwijała się podobnie do innych dzieci, ale od urodzenia głośno oddychała i z miesiąca na miesiąc było coraz gorzej. Lekarze liczyli na to, że wraz ze wzrostem problemy miną – opowiada pani Wioletta , mama dziewczynki. – Niestety w pewnym momencie lekarz poinformował nas, że wada jest poważna i nikt w Szczecinie nie podejmie się operacji, ale jednocześnie wskazał, gdzie szukać pomocy. To wtedy dowiedzieliśmy się, że najlepszym adresem będzie USK we Wrocławiu i prof. Dariusz Patkowski, uznany ekspert zajmujący się chirurgią dziecięcą.


Diagnoza i decyzja o operacji

Dokumentacja ze szczecińskiego szpitala została przesłana do USK, wtedy rozpoczął się długi okres konsultacji i przygotowań. – Największym problemem u Hani było to, że na długości około 5 centymetrów, tchawica była zwężona do średnicy około trzech milimetrów, a powinna mieć co najmniej 6-8 milimetrów – tłumaczy prof. dr hab. Dariusz Patkowski , kierownik Kliniki Chirurgii i Urologii Dziecięcej USK we Wrocławiu. – W związku z tym dziewczynka miała ograniczony dostęp do odpowiedniej ilości powietrza, szczególnie przy wysiłku. O ile jeszcze w spoczynku, to mogło wystarczyć, to już przy jakiejkolwiek aktywności fizycznej pojawiała się duszność. Hania miała bardzo dużo szczęścia, dlatego że jakakolwiek większa infekcja dróg oddechowych mogłaby spowodować niewydolnością oddechową.


Niezbędna współpraca wielu zespołów

Zabieg był poprzedzony wielomiesięcznymi przygotowaniami zarówno ze strony zespołu anestezjologów, kardiochirurgów i chirurgów dziecięcych, w tym konsultacjami międzynarodowymi. Do Wrocławia na zaproszenie prof. Patkowskiego przyjechał prof. Patricio Varela – uznany specjalista z Chile, posiadający jedno z najbogatszych w świecie doświadczeń w leczeniu wad tchawicy.
Operacja polegała na przeprowadzeniu tzw. sliding tracheoplasty (operacyjna metoda leczenia długoodcinkowego zwężenia tchawicy, polegająca na podłużnym przecięciu tchawicy w płaszczyźnie przednio-tylnej, zsunięciu jej końców i ich ponownym zespoleniu w celu trwałego poszerzenia światła). Ryzyko związane z zabiegiem było ogromne, a w przypadku niepowodzenia brak alternatywnych rozwiązań. Co więcej w trakcie operacji konieczne było również wyłączenie własnego oddechu dziecka i wprowadzenie krążenia pozaustrojowego.

Niezbędna była precyzyjna koordynacja zespołu anestezjologów, perfuzjonistów i kardiochirurgów – podkreśla dr Roman Przybylski, prof. UMW , kierownik Oddziału Kardiochirurgii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, odpowiedzialny za część kardiochirurgiczną operacji. – Zastosowaliśmy optymalne rozwiązania, które pozwoliły podłączyć płuco-serce i bezpiecznie przeprowadzić pacjentkę przez najbardziej krytyczne etapy zabiegu.

W operację zaangażowanych było łącznie kilkadziesiąt osób – anestezjolodzy, kardiochirurdzy, perfuzjoniści, chirurdzy dziecięcy, pielęgniarki i wielu więcej specjalistów. Zespoły działały w pełnej koordynacji, a całość poprzedzały liczne symulacje i scenariusze przygotowujące do procedury. Wydrukowano także model tchawicy dziewczynki, na którym planowano szczegóły zabiegu.

Ten zabieg to przykład najwyższego poziomu medycyny zespołowej i dowód, że interdyscyplinarność i doświadczenie naszych specjalistów mogą realnie zmieniać rokowania w najtrudniejszych przypadkach – podkreśla dr Marcin Drozd , dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. – Tego rodzaju operacje pokazują, czym naprawdę jest szpital najwyższego stopnia referencyjności. Tylko w tak dużym, wielospecjalistycznym ośrodku możliwe jest zintegrowanie wiedzy, doświadczenia i zaplecza technologicznego różnych zespołów – od chirurgii dziecięcej po kardiochirurgię i perfuzję. To także ogromne wyzwanie organizacyjne, które wymaga sprawnego zarządzania i precyzyjnej logistyki, dlatego szczerze gratuluję wszystkim zespołom. Ta operacja i wiele innych potrzeb najmłodszych pacjentów, które spotykamy na co dzień pokazują, że nasz plan na uruchomienie kardiologii pediatrycznej i programu kardiochirurgii dziecięcej, jako element zapewnienie ciągłości opieki – od diagnozy, przez leczenie chirurgiczne – jest niezbędny.


Efekty i rokowania

Przez cały czas trwania operacji przed drzwiami czekali rodzice Hani. Dziś wspominają, że to była wieczność.

Prof. Dariusz Patkowski obiecał nam, że jak tylko będzie mógł, wyjdzie z bloku operacyjnego i opowie o przebiegu zabiegu. I rzeczywiście, kiedy lekarz pojawił się w drzwiach i powiedział, że wszystko poszło dobrze, mogliśmy odetchnąć z ulgą – mówią poruszeni rodzice. – Dopiero tu we Wrocławiu przekonaliśmy się, jak bardzo poważna była ta sytuacja i jak skomplikowana była sama operacja.

Na finalne efekty operacji trzeba jeszcze poczekać, bo u dziewczynki muszą się wygoić blizny, ale wszystko wskazuje na to, że udało się osiągnąć zamierzony cel, i że Hania będzie mogła oddychać pełną piersią. Teraz pozostaje rehabilitacja i obserwacja.

Rodzice Hani przyznają, że w pierwszych dniach po operacji łapali się na tym, że w nocy przykładali ucho do piersi córki, bo nie było słychać jej oddechu, a oni byli przyzwyczajeni, że z drugiego pokoju było słychać świst. Dzisiaj dziewczynka czuje się dobrze i właśnie, po blisko miesiącu spędzonym w szpitalu wraca do domu.

***

prof. Patricio Jose Varela Balbontin – chirurg dziecięcy, profesor Universidad de Chile, uzyskał tytuł doktora medycyny na Uniwersytecie Chilijskim. Rezydenturę chirurgiczną odbył w Szpitalu Dziecięcym Mackenna w Chile. Jego specjalizacja z chirurgii dziecięcej obejmowała chirurgię małoinwazyjną w Centrum Medycznym Le Bonheur Children w Memphis w stanie Tennessee. Prof. Varela zyskał międzynarodowe uznanie dzięki swojej specjalizacji w zakresie wad rozwojowych klatki piersiowej i chirurgii tchawicy u dzieci.
Podczas swojego pobytu we Wrocławiu dodatkowo wykonał zabieg korekcyjny lejkowatej klatki piersiowej, wygłosił także dwa wykłady pt.: „ Congenital Tracheal Anomalies” oraz „Pectus Excavatum. Where we came from” , które były transmitowane przez internet w ramach międzynarodowej organizacji „International Pediatric Live Surgery Online Group” , której prezesem jest prof. Dariusz Patkowski

prof. dr hab. Dariusz Patkowski – specjalista chirurgii i urologii dziecięcej, kierownik Katedry i Kliniki Chirurgii i Urologii Dziecięcej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, od 1986 roku nieprzerwanie związany z Uniwersyteckim Szpitalem Klinicznym we Wrocławiu.
Laureat nagrody „Best of the best in Pediatric Surgery 2024”, nagrody Miasta Wrocławia, wyróżniony medalem prof. Jana Kossakowskiego przez Polskie Towarzystwo Chirurgów Dziecięcych. Wybitny ekspert w dziedzinie chirurgii endoskopowej dzieci, szczególnie noworodków z wadami wrodzonymi. Autor laparoskopowej techniki PIRS stosowanej od 20 lat w leczeniu przepukliny pachwinowej u dzieci na całym świecie. Jako pierwszy w Polsce wykonał torakoskopowe zespolenie zarośniętego przełyku u noworodka. Wprowadził autorską technikę operacyjną wewnętrznej trakcji w leczeniu długoodcinkowego zarośnięcia przełyku. Należy do nielicznego grona chirurgów dziecięcych na świecie z największą liczbą wykonanych zabiegów endoskopowych u noworodków ze zarośnięciem przełyku (ponad 400 pacjentów). Operacje wykonał w ponad 20 krajach.
Organizator i wykładowca na kongresach i kursach w kilkudziesięciu państwach, w tym w IRCAD (Francja). Był zapraszany do wygłoszenia prestiżowych wykładów m.in.:
• Wykładu im. Karla Storza: “Thoracoscopic approach for esophageal atresia, a game changer?” na zjeździe British Association of Pediatric Surgeons (BAPS), Birmingham, Wielka Brytania (2022),
• Wykładu European Journal of Pediatric Surgery: “Esophageal atresia – what could make a difference?” na zjeździe European Union of Pediatric Surgeons Associations (EUPSA), Bolonia, Włochy (2024),
• Wykładu Journal of Pediatric Surgery: “Open your mind, not the chest” na zjeździe International Pediatric Endosurgery Group (IPEG), Las Vegas, USA (2024).




 
Liczy się moc słowa - dziennikarze czytają dzieciom w ramach kampanii „Bajka na zdrowie” w USK we Wrocławiu
Wrocław, 10 lipca 2025 r.

Liczy się moc słowa - dziennikarze czytają dzieciom w ramach kampanii „Bajka na zdrowie” w USK we Wrocławiu



Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu (USK) po raz kolejny zaprosił swoich najmłodszych pacjentów w podróż do świata wyobraźni. Po pierwszej, wiosennej edycji kampanii „Bajka na zdrowie”, w której bajki czytali znani wrocławscy artyści, tym razem do akcji dołączyli dziennikarze – na co dzień relacjonujący życie regionu. Przedstawiciele wrocławskich redakcji sięgnęli po najnowszą książkę stworzoną przez zespół USK dla dzieci i ich rodzin, by przypomnieć, że nic nie zastąpi ciepłego głosu drugiego człowieka.

Kampania ma na celu zwrócenie uwagi na ogromną rolę czytania w szpitalnej codzienności – szczególnie na oddziałach dziecięcych i intensywnej terapii.

Chcemy zachęcać rodziców, by zamiast sięgać po telefon lub tablet, wybierali książkę i własny głos. To coś pozornie błahego, ale jak podkreślają również nasi specjaliści, może mieć wielkie znaczenie – mówi dr Marcin Drozd, dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. – Obecność bliskiej osoby i wspólna lektura potrafią skutecznie oswoić lęk, odciągnąć uwagę dziecka od trudnych procedur, a przede wszystkim – budować więź. Wszystko to ma pozytywny wpływ na proces leczenia. Właśnie dlatego jako Uniwersytecki Szpital Kliniczny, jeden z największych polskich szpitali, w którym co roku leczymy tysiące dzieci, organizujemy tę kampanię. Cieszę się, że przedstawiciele mediów dołączyli do naszej akcji i razem możemy zrobić coś fajnego dla naszych najmłodszych pacjentów. Jest to tym bardziej wartościowe, że na co dzień często współpracujemy przy realizacji redakcyjnych materiałów, które również wspierają budowanie postaw prozdrowotnych. Dla odmiany dzisiaj kolejny raz pokazujemy, że te starania mogą wychodzić poza ramy stricte leczenia, że ważne jest kompleksowe ujęcie procesu powrotu do zdrowia.

Dodajmy, że w pierwszej edycji inicjatywy, zrealizowanej w Światowy Dzień Książki 23 kwietnia 2025 roku, w rolę lektorów wcielili się Justyna Szafran, aktorka i solistka Teatru Muzycznego Capitol, oraz Robert Gonera, aktor i producent kreatywny. Akcja miała nie tylko promować czytanie, ale także zwracać uwagę na problem nadużywania elektroniki w szpitalnej rzeczywistości.

– Coraz częściej widzimy, że dzieci w salach są „otulane” nie niebem opowieści, a niebieskim światłem ekranów. Tymczasem badania jasno pokazują: mózg dziecka, nawet uśpiony przez leki, rejestruje dźwięki, emocje, głos bliskiej osoby – mówiła w kwietniu prof. dr hab. Marzena Zielińska, kierująca Oddziałem Anestezjologii i Intensywnej Terapii Dziecięcej USK. – Czytanie to jeden z najprostszych i najskuteczniejszych sposobów, by pomóc dziecku oswoić trudne chwile.

Książeczki na zdrowie, bez recepty

W akcję włączono czytanie książek stworzonych specjalnie z myślą o małych pacjentach onkologicznych.

Pierwsze trzy publikacje opracowane w USK we Wrocławiu były tłumaczeniami wersji poradnika przygotowanego przez brytyjską organizację chorych na białaczkę – Children’s Cancer and Leukemia Group. Szpital dostał zgodę na adaptację tekstów do polskich warunków i sam opracował stronę graficzną. Publikacje przygotowane dzięki wsparciu sponsorów oraz partnerów projektu - Fundacji Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową i firmy Nettle – spotkały się z tak pozytywnym przyjęciem, że są obecnie wykorzystywane dla polskich pacjentów leczonych w Anglii i Irlandii. Książki – pięknie ilustrowane i dostosowane do możliwości poznawczych dzieci – poruszają trudne tematy w sposób delikatny i zrozumiały. „Mój brat lub siostra ma nowotwór” tłumaczy sytuację rodzeństwu chorego dziecka. „Ani wypadają włosy” oswaja temat utraty włosów i reakcji otoczenia. „Wojtek i Zosia idą na radioterapię” pomaga przygotować się do procedury naświetlań.

Najnowsza publikacja – poradnik „Kuba i Martynka w szpitalu” tłumaczy, czym są długoterminowe dostępy naczyniowe – takie jak Broviac czy port. Choć na co dzień niewidoczne, odgrywają kluczową rolę w leczeniu – ułatwiają terapię, zmniejszają ból, towarzyszą pacjentom przez wiele miesięcy.

Opracowano ją w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu, w ramach współpracy Działu Farmacji Klinicznej USK, Katedry i Zakładu Farmakologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Autorkami pomysłu są dr Olga Fedorowicz, dr Krystyna Okoniewska i mgr Ewa Zygadło-Kozaczuk.

– Naturalnym odbiorcą naszych działań są dzieci z Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej USK, które często nie rozumieją, co dzieje się wokół nich – mówi dr Olga Fedorowicz z Działu Farmacji Klinicznej, koordynatorka projektu. – O szczegółach leczenia informowani są zazwyczaj dorośli, a najmłodsi pacjenci pozostają w świecie domysłów i niepokoju. Dlatego tak ważne było dla nas przygotowanie m.in. książeczki „Kuba i Martynka w szpitalu”, która w prosty, zrozumiały sposób tłumaczy szpitalną rzeczywistość – dodaje.

Pokazuje, że szpital to nie tylko zabiegi i badania, ale również miejsce, w którym można zadawać pytania, czuć się bezpiecznie i odnaleźć rytm codzienności. Książeczka powstała na podstawie doświadczeń pacjentów i zespołu terapeutycznego – tak, by jak najlepiej odpowiadać na realne potrzeby najmłodszych.

To dla nas jedna z najważniejszych publikacji – podkreśla dr Olga Fedorowicz. – Pomaga dziecku zrozumieć, co się dzieje z jego ciałem, dlaczego niektóre rzeczy wyglądają inaczej niż dotychczas i że wszystko, co dzieje się wokół, ma swój sens i cel. Daje poczucie sprawczości i zmniejsza lęk – a to ogromnie ważne w procesie terapii.

Jak mówią twórcy, adresatami wszystkich publikacji są nie tylko dzieci, ale także ich opiekunowie, którzy dostają poradnik o tym, jak rozmawiać z małym pacjentem i prawidłowo opiekować się chorym. Na końcu każdej książeczki jest też miejsce na opisanie przez dziecko własnej historii. Co istotne, najnowsze wydanie – „Kuba i Martynka w szpitalu”, zostało w całości opracowane w USK we Wrocławiu, a autorką tekstu jest jedna z pomysłodawczyń, mgr Ewa Zygadło-Kozaczuk.

Powstanie serii książeczek edukacyjnych było możliwe dzięki zaangażowaniu partnerów i sponsorów. To dzięki ich wsparciu finansowemu możliwe było przygotowanie publikacji, ich druk oraz bezpłatne udostępnienie pacjentom i ich rodzinom.

Słowa, które mogą leczyć

Specjaliści podkreślają, że wspólne czytanie nie tylko wspiera rozwój dziecka i pogłębia relację z rodzicem, ale może także działać terapeutycznie. Tymczasem wciąż obserwuje się niepokojące trendy – dzieci coraz więcej czasu spędzają przed ekranami. Według raportu „Internet dzieci 2025” już 92% dzieci w wieku 7–14 lat korzysta z internetu codziennie, spędzając online średnio 4,5 godziny dziennie.

Zależy nam, by w szpitalnych salach wracała kultura wspólnego czytania i obecności – mówi dr hab. Monika Szewczuk-Bogusławska, dolnośląski konsultant w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży, specjalistka z Uniwersyteckiego Centrum Zdrowia Psychicznego USK we Wrocławiu – Literatura daje możliwość rozmowy, opisu emocji i wspólnego przeżywania. To nie tylko zdrowy nawyk, ale też skuteczna forma wspierania dziecka w chorobie.

Specjaliści od słów mają moc

Cieszy mnie, że redaktorzy i redaktorki na co dzień współtworzący z nami materiały edukacyjne i informacyjne o terapii nowotworów, tym razem osobiście dołączyli do wsparcia naszych małych pacjentów – mówi prof. dr hab. Krzysztof Kałwak, kierownik Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej USK. – Ich zaangażowanie ma szczególną wartość – pokazuje dzieciom i rodzinom, że są widziani i ważni również poza salą szpitalną.

Dziennikarze odwiedzili dzieci w Klinice i przeczytali im fragmenty najnowszej książeczki oraz inne, wybrane przez najmłodszych tytuły. W wydarzeniu wzięli udział przedstawiciele telewizji TVN24, TVP3 Wrocław, Gazety Wrocławskiej, Radia Wrocław i RMF FM. Ich obecność i zaangażowanie w kampanię miały wymiar symboliczny i terapeutyczny zarazem – podkreślały, że w świecie zdominowanym przez technologię warto wrócić do prostego aktu czytania i budowania relacji przez słowo.

Kampania „Bajka na zdrowie” to nie tylko akcja promująca czytanie – to przypomnienie, że słowo ma moc. Wystarczy usiąść, otworzyć książkę i przeczytać dziecku bajkę – a czasem po prostu powiedzieć: jestem przy Tobie, będzie dobrze.

alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt
 
Ranking U.S. News
Wrocław, 25 czerwca 2025 r.

Ranking U.S. News: kardiolodzy z Uniwersytetu Medycznego

i Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego

we Wrocławiu w światowej elicie badań nad chorobami serca


W najnowszym zestawieniu U.S. News Best Global Universities 2025–2026 – jednym z trzech najbardziej prestiżowych rankingów oceniających uczelnie wyższe - Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu znalazł się na 13. miejscu na świecie w obszarze badań chorób serca i układu krążenia – spośród ponad 2 250 klasyfikowanych uczelni. To wyróżnienie potwierdza, że Wrocław należy do grona kluczowych ośrodków kardiologicznych na świecie.

Za sukcesem stoi zespół Instytutu Chorób Serca działający w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym, który w ciągu zaledwie kilku lat stał się jednym z kluczowych filarów naukowych i klinicznych Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu; widocznym i uznawanym w środowisku międzynarodowym. Ranking, oparty wyłącznie na twardych danych bibliometrycznych z Web of Science, światowej bazy naukowej – takich jak cytowalność, jakość publikacji, skala współpracy zagranicznej – wskazuje, że to właśnie uniwersytecka kardiologia we Wrocławiu wyznacza dziś standardy w Europie.

W kategoriach udziału prac wśród 1% i 10% najczęściej cytowanych artykułów, wrocławska kardiologia uplasowała się w pierwszej dziesiątce światowej – co świadczy nie tylko o wysokiej produktywności, ale przede wszystkim o jakości badań naukowych prowadzonych w Instytucie.

Jednostka, której naukowcy współpracują z najlepszymi zespołami z USA, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Szwecji, Francji i Kanady, stała się przykładem jak połączyć nowoczesne podejście kliniczne z badaniami, które kształtują światową wiedzę o chorobach serca. To właśnie ta synergia – między nauką a praktyką – sprawia, że Instytut Chorób Serca to dziś najbardziej rozpoznawalny naukowo obszar badawczy Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Za naukowym sukcesem w rankingu stoją nie tylko dane bibliometryczne, lecz także wpływ ekspertów Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu na kształtowanie globalnych standardów leczenia w ostatnich 10 latach.

- Polska kardiologia nie powinna mieć kompleksów, wręcz przeciwnie jest narodowym powodem do dumy - udowadniamy to na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu - najlepszej polskiej uczelni medycznej w światowych rankingach. Dysponujemy nieporównywalnie mniejszym zespołem i budżetem niż większość ujętych w zestawieniu uczelni. Stawiając jednak zawsze jakość badań na pierwszym miejscu znaleźliśmy sposób na niwelowanie tych różnic. Cieszę się, że kolejne pokolenie moich współpracowników zaczyna zasiadać w gremiach decydujących o europejskich wytycznych, organizuje badania we współpracy z zagranicznymi partnerami z najlepszych uczelni na świecie, planuje współpracę z międzynarodowymi koncernami w ramach wieloośrodkowych badań klinicznych. Tylko działając w dużej skali, w międzynarodowych grupach jesteśmy w stanie zbudować widoczność i rozpoznawalność. Dziś kluczowym wyzwaniem dla Instytutu jest stworzenie takiego środowiska pracy, by młodzi, ambitni naukowcy z całego świata chcieli właśnie tu zaczynać swoją ścieżkę kariery. Na takim modelu oparte są najlepsze zespoły badawcze w Europie i USA. Aktualnie planujemy stworzenie naukowego i klinicznego konsorcjum z uczelniami z Wielkiej Brytanii i Niemiec, które stanie się centrum doskonałości w zakresie kompleksowego leczenia kardiomiopatii w tej części Europy. Mamy świadomość, że dziś przewagę naukową budują interdyscyplinarne zespoły i tak chcemy pracować. Ten ranking niewątpliwie nam w tym pomoże – mówi prof. Piotr Ponikowski, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, dyrektor Instytutu Chorób Serca.

Zespół z Wrocławia aktywnie uczestniczy w wielu międzynarodowych, wieloośrodkowych badaniach klinicznych o przełomowym znaczeniu, których wyniki nie tylko trafiają do prestiżowych czasopism, ale realnie zmieniają praktykę kliniczną na całym świecie.

Kluczowe dane

•    2. miejsce na świecie – za wpływ naukowy publikacji (tzw. znormalizowany wskaźnik cytowań, NCI), który pokazuje jak często i jak znacząco prace z Wrocławia są cytowane przez innych naukowców na świecie.
•    4. miejsce na świecie – pod względem udziału publikacji należących do 1% najczęściej cytowanych globalnie – to badania, które realnie zmieniają światową wiedzę o chorobach serca.
•    10. miejsce na świecie – za udział publikacji w top 10% najczęściej cytowanych artykułów, co potwierdza utrzymującą się wysoką jakość prac naukowych
•    20. miejsce na świecie – w kategorii współpraca międzynarodowa (w relacji do średniej krajowej), co pokazuje, że naukowcy z Wrocławia pracują globalnie, w międzynarodowych konsorcjach.
•    42. miejsce na świecie – pod względem łącznej liczby cytowań w dziedzinie chorób serca.
•    UMW jest liderem w Polsce pod względem cytowań, odpowiada za ok. 23% wszystkich cytowań w kardiologii w Polsce.
To jedne z najwyższych pozycji w historii polskiej nauki nie tylko w dziedzinie nauk medycznych.

Innowacje z Wrocławia zmieniają praktykę kliniczną


Instytut Chorób Serca łączy najwyższą jakość naukową z wdrożeniami klinicznymi:

•    Ponad 200 przeszczepów serca w 4 lata – najszybciej rozwijające się centrum transplantologii serca
     w Polsce.
•    Pionierski w kraju i jeden z nielicznych w Europie program leczenia wstrząsu kardiogennego.
•    Program leczenia pozaszpitalnych nagłych zatrzymań krążenia z implantacją systemu ECMO
•    Rozwój nowych technik leczenia ostrej niewydolności serca
•    Leczenie kardiochirurgiczne złożonych wad wrodzonych serca u dorosłych
•    Pierwsza w Polsce przezcewnikowa implantacja zastawki mitralnej Tendyne – zabieg na bijącym sercu,
     bez otwierania klatki piersiowej.
•    Zabiegi AngioVac – usuwanie zakrzepów z serca bez skalpela, z minimalnym ryzykiem.

O Instytucie Chorób Serca

Instytut Chorób Serca – jednostka Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu działająca w ramach Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego – działa zaledwie od sześciu lat, a już dziś pełni funkcję jednostki referencyjnej dla kraju. Jego działalność opiera się na szybkiej i kompleksowej diagnostyce pozwalającej na wybór najlepszej metody leczenia, maksymalnie krótkim pobycie w szpitalu oraz zintegrowanej ambulatoryjnej opiece specjalistycznej w zakresie chorób układu sercowo-naczyniowego.

Dzięki tej strategii, Instytut zyskał szerokie uznanie nie tylko w rankingach naukowych, ale także w praktyce klinicznej – wdrażając rozwiązania, które w Polsce często były stosowane po raz pierwszy. Choć to najmłodszy ośrodek transplantacyjny w kraju, w ciągu zaledwie 4 lat eksperci z instytutu przeprowadzili ponad 200 przeszczepów serca oraz 80 systemów długoterminowego wspomagania pracy lewej komory, stając się liderem w tej dziedzinie.
Przed kilkoma tygodniami wrocławski zespół jako pierwszy w Polsce wykonał zabieg przezcewnikowej implantacji zastawki mitralnej Tendyne na bijącym sercu, bez konieczności otwierania klatki piersiowej – po zakończeniu międzynarodowych badań klinicznych. To przykład skutecznego połączenia wiedzy kardiologów, kardiochirurgów, echokardiografistów i anestezjologów.
W Instytucie stosuje się nowoczesne metody leczenia zaburzeń rytmu serca w tym leczenie migotania przedsionków z wykorzystaniem elektroporacji wspieranej systemem 3D.
Instytut przygotowuje się również do otwarcia kompleksowego centrum kardiologii i kardiochirurgii dziecięcej – z myślą o najmłodszych pacjentach z wadami serca.

alt alt alt alt

Źródło: Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu
 
Pierwszy w Polsce zabieg Tendyne
Wrocław, 18 czerwca 2025 r.

Minimalnie inwazyjnie, maksymalnie skutecznie – pierwszy w Polsce zabieg Tendyne w USK we Wrocławiu



Specjaliści z Instytutu Chorób Serca (IChS) Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu (USK) przeprowadzili nowatorski zabieg przezcewnikowej implantacji zastawki mitralnej na bijącym sercu, bez otwierania klatki piersiowej. To pierwszy w Polsce tego typu zabieg wykonany po zakończeniu wieloletnich badań klinicznych. Pacjent z ciężką niewydolnością serca i objawami drastycznie ograniczającymi codzienne funkcjonowanie czuje się dobrze i wrócił już do domu. Minimalnie inwazyjnie, maksymalnie skutecznie – tak można podsumować tę nowatorską metodę leczenia.

To przełomowa procedura, która daje realną szansę pacjentom wykluczonym z dotychczasowych możliwości leczenia – mówi dr hab. Piotr Kübler, prof. UMW , kardiolog inwazyjny z Instytutu Chorób Serca USK we Wrocławiu. – Jesteśmy przekonani, że nasi pacjenci muszą mieć możliwość leczenia na światowym poziomie, aktualnie dostępnymi metodami.

Zabieg wykonano u pacjenta, który skarżył się na nasilone objawy duszności, ograniczające nawet najprostsze codzienne czynności, jak przejście kilku kroków czy nieprzerwany sen. Dostępne metody leczenia – farmakoterapia, klasyczna chirurgia czy zabieg MitraClip – nie były w jego przypadku możliwe do zastosowania, między innymi ze względu na wiek, wcześniejsze operacje na sercu i stan zdrowia. Implantacja zastawki mitralnej Tendyne stanowiła dla pacjenta jedyną szansę.

Tendyne wprowadziliśmy w fizjologiczny pierścień okalający zastawkę, do bijącego serca przez niewielkie nacięcie w jego koniuszku – dodaje prof. Kübler. – Było to możliwe po wcześniejszym, niewielkim nacięciu międzyżebrowym, wykonanym przez kolegów z zespołu kardiochirurgicznego. Dzięki temu operacja była zdecydowanie mniej obciążająca dla pacjenta.

Niedomykalność zastawki mitralnej (MR) często towarzyszy niewydolności serca, która jest w Polsce najczęstszą samoistną przyczyną zgonów, a według danych cierpi na nią ponad milion osób. Co istotne, statystyki te obejmują wyłącznie pacjentów z rozpoznaną chorobą. Warto dodać, że leczenie szpitalne niewydolności serca pochłania większość budżetu przeznaczonego na terapię tego schorzenia.


Nowa technologia – nowe możliwości

Zastawka Tendyne to pierwsze w Europie rozwiązanie dopuszczone do szerokiego zastosowania klinicznego w leczeniu niedomykalności mitralnej za pomocą techniki przezcewnikowej, bez konieczności otwierania klatki piersiowej i zatrzymywania serca. Trójpłatkowa zastawka osadzona na samorozprężalnym stencie z nitinolu – stopu o tzw. pamięci kształtu – pozwala na jej dostarczenie do wnętrza serca w formie kompaktowej, a następnie rozłożenie w miejscu chorobowo zmienionej naturalnej (natywnej) zastawki pacjenta. Unikalna cecha systemu Tendyne polega na jego stabilizacji poprzez specjalną “kotwicę” – więzadło łączące implant z koniuszkiem serca, przez który został wprowadzony.

To nowatorskie rozwiązanie łączy w sobie najwyższą precyzję z minimalną inwazyjnością – podkreśla dr Maciej Bochenek , zastępca lekarza kierującego Oddziałem Kardiochirurgii IChS USK we Wrocławiu. – W porównaniu do dotychczasowych metod leczenia przezcewnikowego w obrębie zastawki mitralnej, system Tendyne umożliwia nie tylko dokładne dopasowanie rozmiaru i pozycji, ale również korektę ustawienia w czasie rzeczywistym – co jest nie do przecenienia w kontekście anatomicznych różnic między pacjentami i znacznie zwiększa bezpieczeństwo procedury i minimalizuje ryzyko komplikacji przy implantacji.

Dzięki temu system Tendyne stanowi dziś jedną z najnowocześniejszych metod leczenia ciężkiej niedomykalności mitralnej – szczególnie u pacjentów starszych, po przebytych zawałach serca, wcześniejszych operacjach kardiochirurgicznych lub obciążonych wieloma schorzeniami współistniejącymi, dla których każda alternatywna forma leczenia wiązałaby się z bardzo wysokim ryzykiem.


Bezpieczeństwo i interdyscyplinarna współpraca

Choć droga do wdrożenia nowego narzędzia była długa i skomplikowana, ostatecznie zastawka nowego typu przeszła rygorystyczne badania i dziś wiemy, że jest prawdziwą rewolucją – mówi prof. dr hab. Krzysztof Reczuch , kierownik Kliniki Kardiologii USK we Wrocławiu. – Dzięki doświadczeniu naszego zespołu, ścisłej współpracy kardiologów, kardiochirurgów, echokardiografistów i anestezjologów, a także gotowości do sięgania po rozwiązania jeszcze nigdzie wcześniej w Polsce nie stosowane, udało się przeprowadzić ten zabieg z sukcesem.

Do wykonania zabiegu konieczne było ścisłe przygotowanie i przeszkolenie wszystkich członków zespołu.

Dzięki wspólnemu doświadczeniu i intensywnym przygotowaniom, zabieg przebiegł bez powikłań – zaznacza dr Barbara Barteczko , kardioanestezjolog z Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii USK we Wrocławiu. – Pacjent został wybudzony tego samego dnia, a już w ciągu pierwszych dni zgłaszał znaczną poprawę komfortu oddychania i mógł wrócić do domu.

Wsparciem był również obecny podczas zabiegu dr Christian Munoz-Guijosa, szef kardiochirurgii ze szpitala uniwersyteckiego w Madrycie. Był tzw. proktorem – doświadczonym operatorem z zagranicy, który bacznie obserwował pierwsze wdrożenia tej technologii.

Choć była to nasza pierwsza implantacja tego typu zastawki, każdy krok został dokładnie zaplanowany i przećwiczony, także na specjalistycznych symulatorach – dodaje kardiochirurg dr Maciej Bochenek.

W czasie całego zabiegu stałą weryfikację położenia zastawki i jej bezpieczne osadzenie, zapewniało wsparcie specjalistów z Zakładu Obrazowania Układu Sercowo-Naczyniowego IChS.

Echokardiografia przezprzełykowa jest kluczowa w trakcie zabiegu implantacji zastawki Tendyne – zapewnia nam precyzyjne obrazowanie struktur serca w czasie rzeczywistym – mówi dr hab. Tomasz Witkowski , echokardiografista zabiegowy z Instytutu Chorób Serca USK we Wrocławiu. – Dzięki niej możemy bezpiecznie przeprowadzić procedurę, kontrolując każdy etap implantacji, co nie byłoby możliwe przy klasycznym USG przezklatkowym. To właśnie rola echokardiografisty: być oczami zespołu operacyjnego w sercu pacjenta.

Również cały proces diagnostyczny kwalifikacji pacjenta do tej procedury, wymagał podejścia multimodalnego z wykorzystaniem echokardiografii przezklatkowej, przezprzełykowej oraz tomografii komputerowej.

Głowicę echokardiograficzną wprowadza się do przełyku, który jest położony bardzo blisko serca. Umożliwia to dokładną wizualizację każdego etapu zabiegu, co jest oczywiście niezbędne dla operatora, oraz precyzyjne pozycjonowanie zastawki i natychmiastowe wykrycie ewentualnych nieprawidłowości i ich korektę – mówi lek. Magdalena Krawczyk , echokardiografistka zabiegowa z Instytutu Chorób Serca USK we Wrocławiu.

Jak podkreślają eksperci USK, zabieg nie był jednorazowym wydarzeniem, lecz początkiem kompleksowego programu leczenia pacjentów z ciężką niedomykalnością mitralną, dla których dotychczasowe metody nie były wskazane. Wrocławski szpital już teraz prowadzi kwalifikacje kolejnych pacjentów.

Przez lata nie było skutecznych rozwiązań dla pacjentów z ciężką niedomykalnością mitralną, którzy nie kwalifikowali się ani do klasycznej operacji, ani do zabiegu MitraClip – mówi prof. dr hab. Piotr Ponikowski , dyrektor Instytutu Chorób Serca USK, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu – To osoby obciążone wieloma chorobami, zazwyczaj w podeszłym wieku, u których nawet niewielki wysiłek powodował duszność, a objawy uniemożliwiały im normalne funkcjonowanie. Implantacja zastawki Tendyne jest dla nich przełomową szansą – terapią, której dotąd po prostu nie było. Możliwość zastosowania nowego narzędzia cieszy podwójnie, bo stanowi zachętę również dla przyszłych adeptów medycyny by wybierali właśnie Uniwersytet Medyczny i Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu jako miejsce dla rozwoju swojej kariery. Kolejny raz nasi specjaliści pokazują, że są pierwsi nie tylko w rankingach, ale również liderami w niesieniu pomocy pacjentom.


Leczenie przyszłości – już dziś dostępne we Wrocławiu

Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu to dziś jeden z nielicznych ośrodków w Europie, który oferuje pełne spektrum przezcewnikowych metod leczenia chorób zastawkowych – od zabiegów TAVI, przez MitraClip i TriClip, po najnowsze rozwiązanie: zastawkę Tendyne.

Jako szpital uniwersytecki nie tylko czujemy odpowiedzialność za najwyższy poziom opieki, ale też nie boimy się sięgać po rozwiązania, po które nikt wcześniej w Polsce nie sięgnął – podkreśla dr Marcin Drozd , dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. – Naszym priorytetem jest dawanie pacjentom realnej szansy na dłuższe i lepsze życie, nawet w najtrudniejszych przypadkach.

Ośrodek oferuje im pełną, interdyscyplinarną opiekę – od kwalifikacji, przez zabieg, aż po długoterminowe leczenie w poradni niewydolności serca. Jak podkreślają specjaliści szpitala, to nie wizja przyszłości – to rzeczywistość dostępna już dziś, właśnie we Wrocławiu.

* * *

Pionierski zabieg został wykonany przez zespół:

dr hab. Piotr Kübler, prof. UMW, kardiolog inwazyjny,
dr Maciej Bochenek, kardiochirurg,
dr hab. Tomasz Witkowski, echokardiografista zabiegowy,
dr Barbarą Barteczko, kardioanestezjolog,
lek. Magdalena Krawczyk, echokardiografistka zabiegowa,
dr Michał Kosowski, kardiolog inwazyjny,
dr Rafał Nowicki, kardiochirurg,
oraz zespół pielęgniarski i techniczny.


 
Nietypowy zabieg robotyczny w USK we Wrocławiu - przy wsparciu eksperta ze Stanforda
Wrocław, 23 maja 2025 r.

Nietypowy zabieg robotyczny w USK we Wrocławiu - przy wsparciu eksperta ze Stanforda


Jedna z niewielu w Polsce operacji rekonstrukcji moczowodu z zastosowaniem… błony śluzowej z policzka to kolejne zadanie dla systemu robotycznego da Vinci w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu (USK). Ośrodek gości jednego z najbardziej doświadczonych specjalistów chirurgii robotycznej w Stanach Zjednoczonych. Dr Benjamin I. Chung – profesor urologii onkologicznej i dyrektor chirurgii robotycznej na Uniwersytecie Stanforda – przyjechał do Wrocławia jako visiting professor na zaproszenie zespołu Uniwersyteckiego Centrum Chirurgii Robotycznej USK.

W trakcie dwudniowego pobytu, prof. Chung zasiadał przy edukacyjnej konsoli systeNietypowy zabieg robotyczny w USK we Wrocławiu - przy wsparciu eksperta ze Stanforda mamu robotycznego, dzięki czemu mógł obserwować i komentować sześć zaawansowanych operacji przeprowadzonych z wykorzystaniem robota chirurgicznego da Vinci. Operatorzy to specjaliści USK we Wrocławiu. Wśród zaplanowanych zabiegów znalazły się m.in.: radykalna prostatektomia, nerkooszczędzające usunięcie guza oraz nowatorska operacja rekonstrukcji moczowodu z zastosowaniem przeszczepu błony śluzowej z policzka – jedna z niewielu tego typu w Polsce.

– Zależy nam, by rozwijać chirurgię robotyczną nie tylko pod względem liczby przeprowadzanych zabiegów, ale przede wszystkim ich jakości i różnorodności. Spotkania z wybitnymi ekspertami, takimi jak prof. Chung, to dla naszego zespołu okazja do wymiany wiedzy, oceny stosowanych technik i dalszego rozwijania możliwości leczenia ludzi, którzy nam zaufali, ale nie tylko – podkreśla prof. dr hab. Bartosz Małkiewicz, kierownik Uniwersyteckiego Centrum Chirurgii Robotycznej USK we Wrocławiu. – Wdrażanie nowoczesnych technologii i kontakt ze światowej klasy ekspertami to również olbrzymie możliwości dla kształcących się u nas studentów Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Współtworzymy najlepszą w Polsce uczelnię medyczną w światowych rankingach, ale na tym nie poprzestajemy - chcemy iść dalej.
 
Wdrożenie kolejnych procedur to nowe szanse dla pacjentów
 
System da Vinci działa w USK od lipca 2023 roku, a do tej pory przeprowadzono już ponad 800 operacji z jego użyciem. Chirurdzy z USK konsekwentnie poszerzają jednak zakres procedur wykonywanych z pomocą robota – również o procedury innowacyjne, takie jak plastyka zwężonego moczowodu u pacjentów z zaawansowanymi powikłaniami urologicznymi.

– Nowością i wyzwaniem jest zabieg plastyki zwężenia przewodu moczowego - nie ukrywa prof. Małkiewicz, który operował 50-kilkuletniego pacjenta, który od wielu lat chorował na kamicę nerkową i na skutek wielu różnych zabiegów małoinwazyjnych oraz powikłań doszło u niego do zwężenia moczowodu w części środkowej. – Rozwiązaniem tego problemu może być przeszczepienie śluzówki policzka w zwężoną ścianę moczowodu - tłumaczy prof. Małkiewicz i dodaje, że chory był na stałe zacewnikowany, bo w wyniku zatrzymania odpływu moczu z nerki, mógłby tę nerkę stracić. To nie jest zabieg, który wykonywany jest rutynowo, w Polsce było takich kilka, ale według specjalisty wyniki doniesień z innych ośrodków są bardzo obiecujące i dające szansę na zachowanie nerki.

Niestety, tego rodzaju zabiegi nie są refundowane, ale specjaliści z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu chcą pokazać, że zastosowanie systemu robotycznego może być o wiele szersze niż do tej pory.

W planie wizyty prof. Chunga znalazł się także wykład otwarty dla lekarzy i studentów poświęcony zastosowaniom chirurgii robotycznej w leczeniu nowotworów układu moczowego. To część szerszej współpracy międzynarodowej, którą USK rozwija, by wdrażać światowe standardy i kształtować przyszłych liderów w dziedzinie urologii robotycznej. – Robot da Vinci to wszechstronne narzędzie chirurgiczne, które umożliwia precyzyjne operowanie w trudno dostępnych miejscach. Jego zastosowanie nie ogranicza się do prostatektomii – możemy z jego pomocą leczyć także wiele innych chorób układu moczowego. Kluczowe znaczenie ma jednak odpowiedni model finansowania – mówi prof. dr hab. Tomasz Szydełko, dyrektor Uniwersyteckiego Centrum Urologii i krajowy konsultant w dziedzinie urologii.
 
Jak zaznacza prof. Szydełko, krótszy czas hospitalizacji, mniejsze zużycie krwi i lepsze wyniki czynnościowe pacjentów to konkretne korzyści nie tylko medyczne, ale i społeczne. Leczenie robotyczne umożliwia szybszy powrót pacjenta do życia zawodowego i rodzinnego, a także ogranicza koszty długofalowej opieki.

Poszerzanie horyzontu leczniczego


Jednym z obszarów, w którym Uniwersyteckie Centrum Chirurgii Robotycznej we Wrocławiu dostrzega ogromny potencjał rozwoju, jest kardiochirurgia. W marcu w USK z powodzeniem przeprowadzono zabieg małoinwazyjnego zabiegu pomostowania aortalno-wieńcowego (MIDCAB), podczas którego tętnica piersiowa wewnętrzna została pobrana przy użyciu systemu robotycznego. Procedurę tę przeprowadzili prof. dr hab. Piotr Suwalski oraz dr Radosław Smoczyński z Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA, natomiast operację pomostowania wykonali dr hab. Roman Przybylski prof. UMW i dr Maciej Rachwalik z Kliniki Kardiochirurgii Instytutu Chorób Serca USK we Wrocławiu. W czerwcu procedura została z sukcesem powtórzona, tym razem ze zmianą w zespole po stronie USK. W jego składzie znaleźli się prof. Przybylski, dr Maciej Bochenek oraz dr Anna Kędziora. Realizacja zabiegów MIDCAB stanowi część pilotażowego programu, którego celem jest przygotowanie warunków do stałego wdrożenia chirurgii robotycznej w leczeniu schorzeń sercowo-naczyniowych. – To nie pierwszy raz, gdy nasi specjaliści nie boją się sięgać po nawet najbardziej nowatorskie procedury medyczne w sytuacjach, gdy może od nich zależeć zdrowie naszych pacjentów. Już dziś widzimy, że robot może znaleźć zastosowanie także w bardzo precyzyjnych procedurach kardiochirurgicznych. Wymaga to jednak nie tylko przygotowania zaplecza technologicznego i zespołu z wysokimi kompetencjami, ale także odpowiedniego podejścia organizacyjnego i finansowego – mówi lek. Maciej Kamiński, zastępca dyrektora ds. medycznych USK. Jak dodaje, trwają intensywne prace koncepcyjne i analiza możliwości rozszerzenia programu o kolejne przypadki, tak by innowacyjne leczenie z wykorzystaniem robota mogło stać się standardem także w tej dziedzinie. Obecnie USK dysponuje systemem da Vinci, z którego korzystają zarówno zespoły chirurgii urologicznej, chirurgii nowotworów jelit oraz – pilotażowo – chirurdzy dziecięcy. Dzięki optymalnej organizacji pracy i koordynacji zespołów, robot wykorzystywany jest w maksymalnym stopniu, zabiegi przy jego wsparciu odbywają się od wczesnych godzin porannych, aż do późnego wieczora. Dlatego szpital planuje wkrótce zakup drugiego robota, co pozwoli rozszerzyć dostępność i zastosowanie tej technologii w kolejnych dziedzinach medycyny.

Dr Benjamin I. Chung – sylwetka eksperta

Dr Benjamin I. Chung, MD, jest urologiem onkologiem i dyrektorem chirurgii robotycznej na Uniwersytecie Stanforda w Kalifornii. Specjalizuje się w leczeniu nowotworów prostaty i nerek. Posiada jedno z największych doświadczeń operacyjnych w zakresie zabiegów robotycznych w tym stanie. Jego osiągnięcia zostały wielokrotnie uhonorowane – znalazł się m.in. w gronie Castle Connolly Top Doctors i Best Doctors in San Francisco.

Prowadzi aktywne badania nad epidemiologią nowotworów urologicznych, koncentrując się na identyfikacji czynników ryzyka raka nerki. Celem jego prac jest nie tylko doskonalenie technik operacyjnych, ale także lepsze zrozumienie biologii nowotworów, co może przyczynić się do skuteczniejszej profilaktyki.
 
Jak zmieniła się chirurgia tarczycy w Polsce
Wrocław, 23 maja 2025 r.

Jak zmieniła się chirurgia tarczycy w Polsce



Coraz częściej w Polsce rozpoznaje się raka tarczycy lub zmiany wymagające operacji. Czy to znaczy, że chorujemy częściej? A może po prostu lepiej diagnozujemy? Przez ostatnie 25 lat chirurgia tarczycy w Polsce przeszła ogromną metamorfozę - wzrosło też bezpieczeństwo operacji dzięki nowym technologiom.

Zespół badaczy z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu przeanalizował niemal 4 tysiące przypadków operacyjnego leczenia schorzeń tarczycy. Przegląd obejmuje dane z dwóch dekad – od końca lat 90. po rok 2020. Analiza pokazała, że zmienił się zasadniczo zakres operacji: od operacji częściowego usunięcia, do operacji całkowitego wycięcia płata lub całej tarczycy, co istotnie zmniejszyło odsetek pacjentów z wolem nawrotowym, a także wyeliminowało konieczność reoperacji z powodu raka tarczycy. Na przestrzeni lat zmieniły się wskazania do operacji tarczycy, a w centrum uwagi znalazło się ograniczanie powikłań i poprawa jakości leczenia. Badanie zostało opublikowane w czasopiśmie Scientific Reports pod tytułem „Changes in thyroid surgery over last 25 years”. Autorzy podzielili materiał kliniczny na okresy: 1996–2003 oraz 2011–2015 i 2018–2020, by porównać, jak w ciągu lat zmieniała się chirurgia tarczycy.


Więcej operacji z powodu raka – ale dlaczego?

W ostatnich latach odsetek operacji tarczycy wykonywanych z powodu raka brodawkowatego wzrósł ponad trzykrotnie – z 3,7% do ponad 10%. Rodzi to pytanie, czy obserwujemy rzeczywisty wzrost zachorowań, czy raczej efekt skuteczniejszej diagnostyki.

– Ostatnie trzy dekady to niewątpliwie okres „światowej epidemii raka brodawkowatego tarczycy” – mówi prof. Beata Wojtczak, autorka badania. – Trudno dziś jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy mamy do czynienia z faktycznym wzrostem zachorowalności, czy ze wzrostem rozpoznawalności raka tarczycy ? Niewątpliwie łatwy dostęp do badań ultrasonograficznych tarczycy oraz biopsji aspiracyjnej cienkoigłowej wraz ze wzrostem świadomości pacjentów wpływa na wzrost liczby pacjentów z rozpoznaniem raka tarczycy.

Na wzrost ropoznawalności raka tarczycy wpływa również coraz szerszy dostęp do badań profilaktycznych – dziś standardem staje się monitorowanie tarczycy u kobiet w ciąży, co przekłada się na częstsze wykrywanie zmian ogniskowych, w tym nowotworowych złośliwych.

W Polsce coraz częściej rak brodawkowaty tarczycy jest wykrywany na bardzo wczesnym etapie – jako „mikrorak”, czyli zmiana ta nie przekracza 10 mm i charakteryzuje się bardzo dobrym rokowaniem. To skłoniło środowisko lekarskie do ograniczenia zarówno zakresu operacji, jak i dyskusji o odstąpieniu od leczenia operacyjnego w rakach tarczycy niskiego ryzyka złośliwości. W ostatnich rekomendacjach pojawiła się „aktywna obserwacja” mikroraka brodawkowatego tarczycy. Czy faktycznie jesteśmy gotowi na zmianę strategii? Przyjdzie nam już niebawem odpowiedzieć, mając pierwsze polskie badania – mówi prof. Wojtczak.


Neuromonitoring nerwów krtaniowych wstecznych kamieniem milowym w chirurgii tarczycy

Od 2011 roku w chirurgii tarczycy w Polsce coraz powszechniej stosowany jest neuromonitoring nerwów krtaniowych – technologii, która niemal całkowicie wyeliminowała najcięższe powikłanie operacyjne: trwałe obustronne uszkodzenie nerwów krtaniowych, które dla pacjenta wiąże się z utratą głosu i ciężkimi zaburzeniami oddychania.

– Rok 2011 należy uznać za początek ery neuromonitoringu. Wówczas tylko 1% operacji było wykonywanych z jego użyciem, dziś to już 65% – mówi prof. Wojtczak. – Neuromonitoring pozwala na przewidywanie pooperacyjnej funkcji nerwów już w czasie operacji. Pojawiło się też w chirurgii tarczycy nowe określenie strategii operacyjnej: dwuetapowa tyreoidektomia, która pozwala uniknąć groźnego powikłania już w trakcie operacji i ewentualnej tracheotomii.

Efektem operacji tarczycy z neuromonitoringiem jest spadek liczby przejściowych, jak i trwałych porażeń fałdów głosowych; ma to szczególne znaczenie w operacjach o podwyższonym ryzyku powikłań: chorobie Graves-Basedowa, raku tarczycy, a zwłaszcza w wolu nawrotowym.


Co dalej z operacjami tarczycy?

Kilkanaście lat temu dominowały zabiegi częściowe, dziś większość operacji to całkowite wycięcie płata lub całej tarczycy i są one bezpieczne przy zachowaniu starannej techniki operacyjnej oraz neuromonitoringu nerwów krtaniowych. Przypuszczam, że już w najbliższym czasie neuromonitoring stanie się standardem w chirurgii tarczycy.

W kolejnych latach będziemy obserwować optymalizację zakresu leczenia chirurgicznego chorych na zróżnicowane raki tarczycy. W przypadku raków tarczycy niskiego ryzyka będziemy obserwować ograniczanie zakresu operacji, a w przypadku raka brodowakowatego minimalnie inwazyjnego efektów "aktywnej obserwacji”. Równolegle jesteśmy świadkami rozwijających się metod alternatywnych leczenia zmian ogniskowych w tarczycy; laserowa ablacja guzków tarczycy pozwala uniknąć leczenia operacyjnego – tłumaczy prof. Wojtczak. W krajach azjatyckich bardzo popularna stała się metoda TOETVA, czyli operacja tarczycy wykonywana przez przedsionek jamy ustnej, umożliwiająca uniknięcie blizny na szyi. W Polsce technika ta nie zdobyła jeszcze dużej popularności.

W najbliższej przyszłości przełomem może być szerokie wdrożenie technologii pozwalających identyfikować przytarczyce podczas operacji tarczycy. Nowe technologie w tej dziedzinie to systemy detekcji przytarczyc oparte na autofluorescencji lub zastosowaniu sondy laserowej w podczerwieni.

To ważny krok w prewencji pooperacyjnej niedoczynności przytarczyc, która wciąż pozostaje groźnym i często niedoszacowanym powikłaniem – podkreśla chirurg.


Więcej wiemy, mniej ryzykujemy

Choć liczba operacji z powodu raka tarczycy rośnie, jednocześnie zabiegi są dziś bezpieczniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Chirurgia tarczycy w Polsce weszła w erę nowoczesnych technologii wspierających decyzje kliniczne, większej precyzji oraz rosnącej świadomości zarówno lekarzy, jak i pacjentów. To już nie tylko kwestia samego zabiegu – równie istotna staje się trafna, często bardzo wczesna diagnoza, odpowiednie kwalifikowanie do leczenia oraz zastosowanie narzędzi minimalizujących ryzyko powikłań.




Czy wiesz, że:

  • śmiertelność po operacjach tarczycy w XIX wieku sięgała 40%? Z tego powodu Francuska Akademia Medyczna zakazała ich wykonywania. Dziś ryzyko zgonu wynosi niemal 0%.

  • najczęściej wykonywanym zabiegiem w chirurgii tarczycy jest całkowite wycięcie płata lub całej tarczycy? W latach 90. operacje częściowego wycięcia stanowiły ponad 90%, dziś – tylko 4%.

  • pomimo większego zakresu operacji, ryzyko uszkodzenia nerwu krtaniowego nie wzrosło? Wręcz przeciwnie – zmniejszyło się dzięki rutynowej identyfikacji nerwu krtaniowego i zastosowania neuromonitoringu.

  • chirurgia tarczycy zmieniła się dzięki… „Wspaniałej Siódemce”? To nazwiska pionierów – Billroth, Kocher, Halsted, Mayo, Chill, Danhill i Lahey – którzy wprowadzili zasady aseptyki i zrewolucjonizowali operacje.



 
Pokój Spotkań w USK we Wrocławiu. Tu liczą się emocje, nie tylko procedury
Wrocław, 29 maja 2025 r.

Pokój Spotkań w USK we Wrocławiu. Tu liczą się emocje, nie tylko procedury


Przytulne, kameralne pomieszczenie z domowym wystrojem, które ma służyć pacjentkom, ich bliskim i personelowi w najbardziej wrażliwych momentach – w pierwszych rozmowach o stanie zdrowia noworodka, we wspólnym przeżywaniu emocji związanych z leczeniem i diagnozą oraz – niestety – w najtrudniejszych momentach pożegnania. To Pokój Spotkań, wyjątkowa w skali kraju przestrzeń utworzona w Klinice Neonatologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

– Pokój Spotkań to wyraz naszej troski o człowieka – nie tylko o pacjenta, ale i o jego rodzinę. Bo za każdą historią medyczną stoi matka, ojciec, czasem rodzeństwo – mówi dr Ewa Fabich, zastępca dyrektora ds. pielęgniarstwa USK we Wrocławiu. – Jako personel medyczny uczymy się nie tylko diagnozować i leczyć, ale również słuchać, wspierać i być obecnym w najtrudniejszych chwilach.

Specjaliści chcą, by było to nie tylko miejsce trudnych rozmów i pożegnań. Już teraz odbywają się tu pierwsze spotkania rodziców adopcyjnych z nowo narodzonymi dziećmi, często chorymi, wymagającymi szczególnej troski. W kameralnej atmosferze, przypominającej dom, przyszli opiekunowie mogą nawiązywać pierwsze relacje z dzieckiem, uczyć się jego pielęgnacji i budować więź, która stanie się fundamentem nowej rodziny. Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu jako pierwsza i jedyna placówka na Dolnym Śląsku oraz jedna z zaledwie czterech w Polsce oferuje profesjonalne, indywidualne sesje muzykoterapeutyczne dedykowane najmłodszym pacjentom i ich rodzicom. Zajęcia prowadzone przez wykwalifikowaną muzykoterapeutkę są integralnym elementem kompleksowej opieki medycznej. Dotychczasowe doświadczenia, obserwacje personelu oraz opinie rodziców jednoznacznie potwierdzają skuteczność tej formy terapii.

Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu jako pierwsza i jedyna placówka na Dolnym Śląsku oraz jedna z zaledwie czterech w Polsce oferuje profesjonalne, indywidualne sesje muzykoterapeutyczne dedykowane najmłodszym pacjentom i ich rodzicom. Zajęcia prowadzone przez wykwalifikowaną muzykoterapeutkę są integralnym elementem kompleksowej opieki medycznej. Dotychczasowe doświadczenia, obserwacje personelu oraz opinie rodziców jednoznacznie potwierdzają skuteczność tej formy terapii.

– Muzykoterapia wspiera dzieci hospitalizowane zarówno na poziomie psychologicznym, jak i fizjologicznym. Pomaga w stabilizacji emocjonalnej i behawioralnej, redukuje poziom stresu, obniża rytm serca oraz wspiera układ nerwowy, tworząc przyjazne, dźwiękowe środowisko terapeutyczne – wyjaśnia prof. dr hab. Barbara Królak-Olejnik, kierownik Kliniki Neonatologii USK we Wrocławiu. – Dodatkowo zapewnia zrównoważoną stymulację zmysłową, wspomagając proces leczenia.

Równie istotna jest rola muzykoterapii w relacji z rodzicami. Ułatwia im przeżywanie trudnych emocji w bezpiecznej przestrzeni, wzmacnia więź z dzieckiem i wspiera ich w aktywnym uczestniczeniu w procesie leczenia. Dzięki temu rodzice zyskują poczucie sprawczości i lepiej odnajdują się w swojej roli opiekuńczej w warunkach szpitalnych. Pokój Spotkań staje się więc miejscem przejścia – od lęku ku nadziei, od niepewności ku bliskości. – Przyświecała nam potrzeba stworzenia bezpiecznej przestrzeni dlatego, że w Klinice Neonatologii zdarza się dużo sytuacji, w których wymagana jest niezwykła intymność – mówi prof. dr hab. Barbara Królak-Olejnik. – Niektóre wydarzenia są bardzo trudne, takie jak przedwczesne narodziny, związane z tym komplikacje i często trudne do przekazania rokowania.

Tu rodzi się więź

Nowe miejsce w Klinice służy również rodzinom adopcyjnym przygotowującym się do przyjęcia dziecka do swojego domu. Z tej możliwości skorzystała pani Natalia, która razem z mężem zdecydowała się na adopcję trzymiesięcznego Piotrusia, chłopca urodzonego z przepukliną oponowo - rdzeniową i licznymi obciążeniami zdrowotnymi. – Pokój Spotkań dał nam szansę spędzenia czasu z Piotrusiem, opiekowania się nim i stopniowego poznawania go – opowiada pani Natalia. – Mieszkamy w innym województwie, ale kilka razy w tygodniu przyjeżdżaliśmy, aby być blisko synka, mogliśmy korzystać z pokoju przez cały dzień. Mieliśmy tam wszystko, co potrzebne do opieki i pielęgnacji dziecka, ale także wygodne meble, ekspres do kawy czy możliwość przygotowania przekąski. To zdecydowanie lepsze miejsce niż świetlica szpitalna czy oddział – dodaje mama adopcyjna.

Piotruś znalazł nowy dom dzięki ogłoszeniu zamieszczonemu przez ośrodek adopcyjny w mediach społecznościowych oraz zaangażowaniu zespołu Kliniki Neonatologii. Rodzina adopcyjna wychowuje trójkę własnych dzieci i – jak podkreślają – nie było to przeszkodą, by przyjąć do swojej rodziny chłopca z problemem zdrowotnym, potrzebującego ciepła i miłości.

Chwile najtrudniejszych rozmów

Nowa przestrzeń umożliwia prowadzenie rozmów z pacjentkami i ich rodzinami w warunkach pełnego komfortu, z dala od szpitalnego zgiełku, sal chorych czy dyżurek lekarskich.

– Niestety w naszej codziennej pracy tuż bok narodzin, towarzyszy nam także śmierć małych pacjentów. Są to sytuacje graniczne, czasami najtrudniejsze w życiu rodziców naszego pacjenta, dlatego potrzebujemy miejsca, w którym możemy się zatrzymać i stworzyć komfortowe warunki do rozmowy – mówi lek. Agnieszka Jalowska z Kliniki Neonatologii USK. – Wiemy też, że odpowiednie wsparcie emocjonalne w tak trudnych, dramatycznych chwilach, wpływa na zmniejszenie traumy, związanej ze stratą dziecka. Jak podkreśla dr Jalowska, dramatyczne sytuacje toczą się często tuż obok szczęśliwych wydarzeń innych rodzin, co potęguje emocje i sprawia, że potrzeba osobnej przestrzeni staje się jeszcze bardziej oczywista. – Te, niekiedy bardzo trudne sytuacje, dzieją się u boku tych bardzo radosnych, obok innych pacjentek, które akurat przeżywają najszczęśliwsze chwile w życiu, bo właśnie urodziło im się zdrowe dziecko. Właśnie dlatego potrzebujemy miejsca, w którym możemy dać rodzicom miejsce przestrzeń do przeżycia trudnych chwil – dodaje lekarka.

Gdy potrzeba spokoju i bliskości – wsparcie jeszcze przed narodzinami

Z możliwości, jakie daje Pokój Spotkań, skorzystała m.in. rodzina pana Piotra, której historia pokazuje, jak ważna jest przestrzeń godna takich rozmów. – Jeszcze przed narodzinami naszego dziecka usłyszeliśmy w szpitalu w Łodzi, że nasz synek będzie bardzo ciężko chory, całe życie spędzi w łóżku, pod respiratorem – opowiada pan Piotr. – Od razu powiedziano nam, żebyśmy szukali jakiegoś hospicjum. Żona miała rodzić w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu i tu, od pierwszych chwili mieliśmy zapewnioną kompleksową opiekę, nie tylko medyczną, ale także psychologiczną – dodaje pan Piotr.
– Pamiętam pierwszą naszą rozmowę z doktor Jalowską właśnie w Pokoju Spotkań. Ze szpitalnego zgiełku, pełnego przypadkowych ludzi, trafiliśmy do kameralnego pokoju. Siedząc na fotelach i pijąc kawę, w pełnym spokoju mogliśmy wysłuchać diagnozy, planu na leczenie i rokowania. Mieliśmy czas na zadanie pytań i rozwianie wszelkich wątpliwości – opowiada Pani Barbara, mama chłopca.

Rodzina skorzystała z Pokoju Spotkań ponownie – tym razem po narodzinach synka.

Dziś Nikodem ma pół roku. Mimo trudnego startu i niepokojących prognoz, rozwija się dobrze i korzysta z intensywnej rehabilitacji.

Zabiegi operacyjne, zwłaszcza te podejmowane w okresie noworodkowym lub jeszcze przed narodzinami dziecka, zawsze wiążą się z pewnym stopniem niepewności. Choć zespół medyczny podchodzi do każdego przypadku z nadzieją na jak najlepsze rokowania, życie potrafi napisać bardzo różne scenariusze – nie zawsze takie, na jakie liczą rodzice. Niekiedy wstępna diagnoza nie znajduje pełnego potwierdzenia, a wada okazuje się bardziej złożona, obejmując różne układy. Zdarza się też, że nie wszystkie nieprawidłowości zostają rozpoznane w okresie ciąży – i nagle, gdy na świat przychodzi długo wyczekiwane dziecko, pojawia się informacja o konieczności pilnego zabiegu operacyjnego. Najszczęśliwszy dzień w życiu rodziny może wówczas zamienić się w dramatyczne doświadczenie. Dobrze, jeśli ostatecznie wszystko kończy się pomyślnie.

– Współczesna chirurgia dziecięca, zgodna ze światowymi standardami, obejmuje również opiekę nad dziećmi jeszcze nienarodzonymi – diagnozowanymi, a często także operowanymi już w okresie prenatalnym – mówi prof. dr hab. Dariusz Patkowski, kierownik Kliniki Chirurgii i Urologii Dziecięcej USK. – W takich sytuacjach równie ważna jak precyzja medyczna jest troska o rodziców – ich emocje, potrzeby informacyjne i poczucie bezpieczeństwa. Pokój Spotkań to przestrzeń, która umożliwia prowadzenie tych niezwykle trudnych rozmów w atmosferze spokoju, empatii i szacunku, zgodnie z najlepszymi praktykami opieki okołoporodowej.

Co szczególnie wartościowe, w codziennej pracy zespołów Kliniki zaangażowanych w opiekę nad najmłodszymi pacjentami, ważną rolę odgrywają także psycholodzy szpitalni, którzy pozostają do dyspozycji mam i ich najbliższych. Klinika współpracuje również z hospicjum perinatalnym, które obejmuje opieką rodziny oczekujące narodzin nieuleczalnie chorego dziecka. Jeśli stan zdrowia dziecka jest niepewny, to właśnie Pokój Spotkań bywa miejscem spotkań z rodzinami i cichych ceremonii religijnych, które z oczywistych względów nie mogą odbywać się w przestrzeni wspólnej.

Z potrzeby serca i dzięki wsparciu – tak powstał Pokój Spotkań

Pokój został zlokalizowany na tym samym piętrze co Klinika i przeszedł gruntowną modernizację. We współpracy z darczyńcami udało się przekształcić dawne pomieszczenie magazynowe – z surowym wykończeniem i jarzeniówkami – w ciepłą, domową przestrzeń wyposażoną w wygodne meble, nastrojowe oświetlenie i dekoracje.

– Pomieszczenie przeszło gruntowny remont i zyskało domowe wyposażenie. Jest tam kanapa, fotele, kwiaty, odpowiednie oświetlenie. Jest choć trochę jak w domu, jest cisza, jest bezpieczna przestrzeń. Stworzenie przestrzeni dla naszych pacjentów do przeżywania w intymności niepowtarzalnych chwil - to był nasz główny cel – tłumaczy lek. Agnieszka Jalowska.

– W Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym budujemy zintegrowany model opieki okołoporodowej, w którym bezpieczeństwo medyczne idzie w parze z troską o komfort psychiczny i emocjonalne wsparcie. Takie miejsca, jak nowootwarty pokój, pokazują, że rozumiemy potrzeby współczesnych kobiet i ich rodzin – podkreśla dr hab. Tomasz Fuchs, kierownik Uniwersyteckiego Centrum Położnictwa i Ginekologii. – Dzięki temu coraz więcej pacjentek świadomie wybiera nasz szpital, ufając, że znajdą tu nie tylko najwyższej klasy specjalistów, ale też zrozumienie i poczucie godności w najważniejszych chwilach życia.

alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt
 
Medycyna ratunkowa od kulis - pokazujemy, jak działa SOR w praktyce. Międzynarodowy Dzień Medycyny Ratunkowej w USK we Wrocławiu
Wrocław, 27 maja 2025 r.

Medycyna ratunkowa od kulis

- pokazujemy, jak działa SOR w praktyce.

Międzynarodowy Dzień Medycyny Ratunkowej w USK we Wrocławiu



W Międzynarodowym Dniu Medycyny Ratunkowej życie nie zatrzymało się ani na chwilę – za to można było zobaczyć, jak naprawdę się je ratuje. Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu przygotował kolejną odsłonę świętowania w praktyce 15-lecia istnienia Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Uwzględniając pacjentów transportowanych Lotniczym Pogotowiem Ratunkowym i pacjentki ginekologiczne jest to największy SOR na Dolnym Śląsku, jednocześnie jeden z filarów ratownictwa medycznego w regionie. To była lekcja ratowania życia w pełnym znaczeniu tego słowa – z pokazem symulacji medycznej, udziałem uczniów wrocławskiego liceum i przedstawicieli służb, które każdego dnia współpracują z SOR-em. Od pierwszych minut walki o życie po zaawansowane leczenie – ratownicy pokazali, co naprawdę znaczy działać „na czas”.

– Od początku istnienia Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w naszym szpitalu wyznaczał on nowe standardy w polskiej medycynie ratunkowej. Dość wspomnieć o tym, że do dzisiaj lądowisko dla helikopterów nie jest szpitalnym standardem w naszym kraju, podczas gdy w przypadku SOR USK od pierwszego dnia korzystał z transportu lotniczego – mówi lek. Maciej Kamiński, zastępca dyrektora ds. medycznych USK we Wrocławiu. – Obecnie przyjmujemy najwięcej pacjentów w regionie, walcząc o ich zdrowie i życie w często najtrudniejszych przypadkach medycznych. Funkcjonuje u nas jedyne na Dolnym Śląsku Centrum Leczenia Urazów Wielonarządowych i Mnogich. Nie spoczywamy na laurach, stale doskonalimy nasze procedury, szkolimy zespół. Ostatnio USK otrzymał diamentowy status w ramach programu ESO Angels Awards. Dzięki ulepszeniu procedur nasi specjaliści skrócili o 37% czas potrzebny na przeprowadzenie procedury ratującej zdrowie i życie pacjentów z udarem. Jesteśmy szczególnie zmobilizowani pamiętając, że to właśnie na Dolnym Śląsku narodziła się polska medycyna ratunkowa.

Polska jako jeden z pierwszych krajów w Europie wdrożyła kompleksowy model medycyny ratunkowej. Dzięki konsekwentnym działaniom legislacyjnym, naukowym i organizacyjnym, w kolejnych województwach zaczęto tworzyć sieć szpitalnych oddziałów ratunkowych. Wrocław był jednym z kluczowych ośrodków tego procesu. Dość powiedzieć, że SOR przy Borowskiej obchodzi swoje 15-lecie działalności – jubileusz to nie tylko rocznica, ale też moment, który dobrze pokazuje jak zmieniła się medycyna ratunkowa w Polsce.

Za ojca medycyny ratunkowej uważa się związanego z wrocławskim środowiskiem lekarskim, prof. dr hab. Juliusza Jakubaszkę. Były konsultant krajowy i wojewódzki wspomina, że medycyna ratunkowa jako samodzielna dziedzina medycyny i specjalizacja lekarska została formalnie wprowadzona do systemu ochrony zdrowia w Polsce w 1999 roku. Za nami więc ponad 25 lat od tego przełomowego momentu.

Narodziny polskiej medycyny ratunkowej

– Początki były trudne, jak to zwykle bywa w przypadku nowatorskich przedsięwzięć, ale Polska stała się pionierem w Europie Środkowo-Wschodniej, wdrażając kompleksowe rozwiązania zarówno na poziomie klinicznym, jak i akademickim – przyznaje prof. dr hab. Juliusz Jakubaszko i dodaje, że wzorem były rozwiązania stosowane USA, Australii i Wielkiej Brytanii.

Pierwsze prace rozpoczęły się na początku lat 90., kiedy to polscy lekarze – z silnym udziałem środowiska wrocławskiego – włączyli się w międzynarodową dyskusję o potrzebie stworzenia zintegrowanych systemów reagowania w stanach nagłych. W 1992 roku, podczas spotkania w Leuven w Belgii, utworzono „Club of Leuven” – grupę roboczą powołaną do wdrażania zasad nowoczesnej medycyny ratunkowej, w której pracę zaangażowali się specjaliści z Polski. Rok później, we Wrocławiu, narodziła się idea utworzenia Europejskiego Towarzystwa Medycyny Ratunkowej (EUSEM), którego statut oficjalnie ogłoszono w Londynie w 1994 roku. Polska delegacja – aktywnie uczestnicząca w pracach towarzystwa – od samego początku współtworzyła europejskie standardy opieki w stanach nagłych.

Transformacja ustrojowa i sprzyjające zmiany legislacyjne umożliwiły stworzenie podstaw dla zintegrowanego systemu ratownictwa medycznego, opartego na wzorcach z USA, Wielkiej Brytanii i Australii. We współpracy ze strażą pożarną i pogotowiem ratunkowym opracowano projekt ustawy o ratowaniu życia, który umożliwił powstanie szpitalnych oddziałów ratunkowych. Nowa specjalizacja – medycyna ratunkowa – wprowadzona formalnie do systemu ochrony zdrowia w 1999 roku, szybko zyskała uznanie zarówno w kraju, jak i za granicą. W 2002 roku Polska została przyjęta do Światowej Federacji Medycyny Ratunkowej, a Wrocław gościł pierwszy Kongres Medycyny Ratunkowej Europy Środkowo-Wschodniej, w którym udział wzięło ponad tysiąc specjalistów z całego świata. Był to przełomowy moment, który potwierdził wiodącą rolę Wrocławia w rozwoju tej dziedziny medycyny – zarówno w wymiarze praktycznym, jak i akademickim.

Początki SORu przy Borowskiej

Szpitalny Oddział Ratunkowy w Akademickim (jeszcze wtedy) Szpitalu Klinicznym przy ulicy Borowskiej oficjalnie uruchomiono 1 grudnia 2009 roku. Był on wtedy trzecim SORem w mieście i jednym z najnowocześniejszych w Polsce.

– Kliniczny SOR został zmodernizowany na przełomie 2017/2018 roku, dzięki czemu zyskał większą przestrzeń i liczbę łóżek obserwacyjnych. Na początku była jedna sala obserwacyjna, teraz są cztery, z dwudziestoma łóżkami – tłumaczy dr Janusz Sokołowski, kierownik Szpitalnego Oddziału Ratunkowego – Kliniki Medycyny Ratunkowej w USK we Wrocławiu. – Obecnie na SORze jednorazowo dyżuruje 6 lekarzy, z czego jeden jest przypisany do oddziału dziecięcego. Dodatkowo zespół medyczny wspiera od 12 do 14 pielęgniarek i ratowników medycznych. Razem z personelem pomocniczym na 12-godzinnym dyżurze jest w sumie zaangażowanych 30 osób, niezbędnych do tego, aby w każdej chwili pomagać poszkodowanym.

Jak zaznacza dr Sokołowski, o skali działalności najlepiej mówi liczba pacjentów, którym udzielana jest pomoc. Na początku swojej działalności specjaliści medycyny ratunkowej przy ul. Borowskiej przyjmowali rocznie około 15-20 tysięcy pacjentów, dziś to jest 3 razy więcej i liczba ta stale rośnie.

Tysiące szukających ratunku

Statystyki pokazują, że uniwersytecki SOR przyjmuje więcej pacjentów niż inne tego typu placówki we Wrocławiu i regionie. Wynika to między innymi z tego, że USK pełni rolę regionalnego Centrum Urazowego, do którego trafiają najbardziej skomplikowane przypadki, ofiary wypadków z wielonarządowymi urazami, wymagające interdyscyplinarnego podejścia.

– USK to największy w regionie szpital wielospecjalistyczny, do którego trafia cały przekrój pacjentów, ośrodek ma zaplecze lekarzy wielu dyscyplin i tym można tłumaczyć ogromne obciążenie - wyjaśnia dr Goutham Chourasia, zastępca kierownika Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w USK we Wrocławiu. – Zabezpieczamy najciężej chorych przywożonych do nas karetkami i transportem lotniczym, a także pacjentów, którzy zgłaszają się sami. Niektórzy po udzieleniu pomocy mogą być wypisani, ale wielu z nich wymaga skomplikowanego leczenia i jest kierowanych na kliniczne oddziały - dodaje specjalista medycyny ratunkowej.

Aż 30 procent niekoniecznych wizyt

Od lat toczy się dyskusja o tym, kto powinien zgłaszać się do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Zgodnie z założeniami powinny to być osoby, które są w stanie zagrożenia życia. One najczęściej są przywożone karetkami i przyjmowane w pierwszej kolejności, ale jest też sporo pacjentów zgłaszających się samodzielnie, wymagających pilnej pomocy - to muszą ocenić ratownicy, którzy jako pierwsi badają chorych.

– Niestety, z powodu niedomagania systemu i ograniczenia dostępu do placówek Podstawowej Opieki Zdrowotnej zgłasza się też dużo chorych, którzy powinni uzyskać pomoc gdzie indziej. Dużą grupę zgłaszających się stanowią tak zwani pacjenci socjalni, w kryzysie bezdomności, niesamodzielni, często bez najbliższych osób, które mogłyby ich wspomóc w dochodzeniu do zdrowia, także osoby nietrzeźwe i pod wpływem innych środków odurzających. Generalnie, zanim kogokolwiek odeślemy do domu, musi być przebadany, musimy wiedzieć, że jest bezpieczny – podkreśla kierownik SORu.

Niejeden raz słyszymy, że ktoś na SORze czekał 10 czy 12 godzin, ale wszystko zależne jest od stanu chorego. Od zarejestrowania do pierwszego kontaktu z lekarzem nie mija więcej niż godzina – góra dwie. Trzeba pamiętać, że jeszcze wcześniej wykonywany jest triage.

Wspomniana procedura to medyczna segregacja pacjentów według pilności interwencji.

– Każda osoba trafiająca na SOR, zarówno przywieziona karetką, jak i zgłaszająca się samodzielnie, jest najpierw oceniana przez przeszkolony personel pielęgniarski lub ratowników medycznych – mówi Olga Semczak, ratowniczka medyczna z SOR w USK we Wrocławiu. – Staramy się, aby w tym czasie każdy z naszych pacjentów był zbadany.

Na podstawie objawów, parametrów życiowych, poziomu świadomości oraz ogólnego stanu zdrowia pacjent otrzymuje jedną z kategorii określonych kodem kolorystycznym:

Czerwony – pacjent w stanie bezpośredniego zagrożenia życia, wymagający natychmiastowej pomocy medycznej (np. zatrzymanie krążenia, ciężka niewydolność oddechowa, masywne krwawienie, udar).

Pomarańczowy – stan ciężki, ale stabilny, z wysokim ryzykiem szybkiego pogorszenia; pacjent powinien zostać przyjęty w ciągu kilku minut.

Żółty – pacjent z poważnymi dolegliwościami, które wymagają leczenia, ale jego stan pozwala na bezpieczne oczekiwanie.

Zielony – stan ogólny dobry, bez cech zagrożenia życia; interwencja może być odłożona w czasie.

Niebieski (stosowany w niektórych systemach) – pacjent bez wskazań do leczenia w warunkach SOR, możliwy do zaopatrzenia w placówce POZ lub Nocnej i Świątecznej Opieki Zdrowotnej.

– Taki system pozwala skupić zasoby oddziału na najpilniejszych przypadkach i zapewnić szybką pomoc tym, którzy najbardziej jej potrzebują. Oznacza to również, że pacjenci z dolegliwościami niewymagającymi natychmiastowej interwencji mogą czekać na swoją kolej dłużej – nie z powodu zaniedbania, lecz z troski o życie i zdrowie najbardziej potrzebujących – tłumaczy ratowniczka.

Oczekiwanie na sali obserwacyjnej nie oznacza, że nic się nie dzieje. Wykonywane są niezbędne badania, specjaliści czekają na wyniki badań, aby móc postawić trafną diagnozę, wdrożyć leczenie lub przekazać chorego do odpowiedniej kliniki. W razie konieczności, zespół SOR wspierany jest przez wszystkich zatrudnionych w USK lekarzy. Z obserwacji personelu wynika, że godziny „szczytu” zaczynają się po południu i trwają do rana, a właściwie przez całą noc nie ma chwili odpoczynku.

Wyposażenie Szpitalnego Oddziału Ratunkowego

– Dziś nie ma sprzętu, którego by nam brakowało – podkreśla dr Janusz Sokołowski. – Defibrylatory czy aparaty monitorujące parametry życiowe są dostępne dla wszystkich pacjentów.

Pracę zespołu ułatwia całodobowy dostęp do diagnostyki, zaczynając od przenośnych aparatów rentgenowskich czy USG, które można wykorzystać przy łóżku chorego, bez konieczności wożenia chorego na konsultacje do innych części szpitala. W bezpośrednim sąsiedztwie oddziału znajduje się tomograf dedykowany pacjentom ostrodyżurowym, co pozwala na szybką diagnostykę. Pacjenci SOR mają także dostęp do rezonansu magnetycznego. Podczas pandemii oddziałowi przybyły nowoczesne respiratory i aparaty do zaawansowanej tlenoterapii.

Dodatkowo w USK we Wrocławiu znajduje się jedyny w Polsce Ośrodek Tlenoterapii Hiperbarycznej działający w obrębie SOR, który jest ważnym całodobowym wsparciem. Wykorzystanie komory hiperbarycznej to często ratunek dla pacjentów z objawami zatrucia tlenkiem węgla, chorych z zespołem zmiażdżeń, ciężkimi urazami kończyn czy trudno gojącymi się ranami.

Z sali lekcyjnej prosto na SOR – młodzi w sercu medycyny ratunkowej

Zwieńczeniem obchodów Międzynarodowego Dnia Medycyny Ratunkowej w USK we Wrocławiu był pokaz realistycznych symulacji medycznych, przygotowanych przez zespół SOR wspólnie ze służbami ratunkowymi z wrocławskiej Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 9 Państwowej Straży Pożarnej. W pierwszym scenariuszu zaprezentowano działania trauma teamu w przypadku pacjenta w stanie krytycznym, przywiezionego karetką z miejsca wypadku z rozległymi urazami wielonarządowymi.

W drugiej symulacji strażacy dostarczyli pacjenta z objawami ciężkiego zatrucia tlenkiem węgla, wymagającego natychmiastowej tlenoterapii i opieki wielospecjalistycznej. Obie inscenizacje odzwierciedlały rzeczywiste warunki pracy zespołów ratunkowych, a ich przebieg z dużym zainteresowaniem śledziła grupa licealistów z jednego z wrocławskich liceów.

– Bardzo prawdopodobne, że zdecyduję się właśnie na studia medyczne. Cieszę się, że mogłam dzisiaj zobaczyć w taki sposób pracę ratowników. Było to bardzo inspirujące i otwierające oczy na to, jak ciężka może być walka o zdrowie i życie pacjentów. Bardzo dziękujemy za zaproszenie – mówiła Zuzanna, uczennica Liceum nr V we Wrocławiu.

 
I Wrocławska Majówka Transplantacyjna – Wrocław centrum debaty o przyszłości transplantologii
Wrocław, 20 maja 2025 r.

I Wrocławska Majówka Transplantacyjna –

Wrocław centrum debaty o przyszłości transplantologii


Za nami wydarzenie, które może śmiało przejść do historii nie tylko dolnośląskiej, ale i ogólnopolskiej medycyny. I Wrocławska Majówka Transplantacyjna po raz pierwszy zgromadziła we Wrocławiu przedstawicieli najważniejszych ośrodków transplantacyjnych w Polsce. Zorganizowana przez Uniwersytecki Szpital Kliniczny (USK) i Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu (UMW), konferencja stała się przestrzenią realnej debaty o stanie i przyszłości transplantologii – od wyzwań systemowych
i organizacyjnych, przez rozwój donacji narządów, aż po nowoczesne technologie wspierające procedury przeszczepowe.


Do Wrocławia przyjechało blisko 100 uczestników wydarzenia - to nie tylko lekarze – transplantolodzy, kardiochirurdzy i anestezjolodzy – ale również koordynatorzy donacyjni, decydenci ochrony zdrowia, przedstawiciele organizacji pacjenckich i środowisk akademickich. Uczestnicy poruszali najważniejsze zagadnienia dotyczące kwalifikacji do przeszczepów, leczenia pacjentów w stanach skrajnie ciężkich, a także rozwoju ośrodków transplantacyjnych w kraju.

– Majówka Transplantacyjna była dla nas czymś więcej niż konferencją. To przestrzeń realnej współpracy, wymiany doświadczeń i poszukiwania rozwiązań, które mają bezpośredni wpływ na życie pacjentów – podkreśla lek. Maciej Kamiński, zastępca dyrektora ds. medycznych Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. – Wrocław stał się miejscem, gdzie rozmawiamy o transplantologii nie tylko w kategoriach procedur, ale jako o systemie współodpowiedzialności.

Lider transplantologii serca

Spotkanie zorganizowano niedługo po dwusetnym przeszczepieniu serca, które wykonano w USK. Od czasu uruchomienia programu w 2021 roku, ośrodek – choć najmłodszy – stał się jednym z najważniejszych punktów na mapie polskiej transplantologii. Tylko w ubiegłym roku przeprowadzono tu 49 transplantacji – najwięcej w kraju. Co piąty przeszczep serca w Polsce wykonywany jest właśnie we Wrocławiu.

– To nie tylko liczby, ale 200 konkretnych historii – mówi prof. dr hab. Piotr Ponikowski, rektor Uniwerstytetu Medycznego we Wrocławiu i dyrektor Instytutu Chorób Serca. – Naszym celem jest nie tylko leczenie, ale także kształtowanie nowoczesnych standardów opieki, które pozwalają pacjentom wracać do życia.

Wiele przeszczepów wykonywanych jest u chorych w stanie zagrożenia życia.

– W takich przypadkach decydują nie tygodnie, a godziny – zaznacza prof. Michał Zakliczyński, kierownik Kliniki Transplantacji Serca i Mechanicznego Wspomagania Krążenia USK. – Skuteczność zależy od doświadczonego zespołu
i doskonałej organizacji.


Transplantologia to zespół

Silnym punktem konferencji była refleksja nad interdyscyplinarnością współczesnej transplantologii. Od decyzji
o pobraniu narządu, przez logistykę donacji, po procedury operacyjne – każdy etap wymaga współpracy wielu specjalistów.

– Transplantacja serca to moment ogromnego napięcia i emocjonalnego obciążenia – mówi prof. dr hab. Waldemar Goździk, kierujący Kliniką Anestezjologii i Intensywnej Terapii USK. – Ale właśnie wtedy widać siłę zespołu, jego kompetencje, determinację i zaangażowanie.

Donacja – punkt wyjścia

– Nie ma transplantologii bez donacji. To etap, od którego wszystko się zaczyna – bez niego nie ma mowy o dalszych działaniach. – podkreśla Mateusz Rakowski, kierownik Biura ds. Trans-plantacji i Donacji USK we Wrocławiu. –
Za każdą historią przeszczepu stoi ktoś, kto zgłosił potencjalnego dawcę, kto rozmawiał z rodziną, kto czuwał nad przebiegiem wszystkich procedur. Dlatego właśnie w trakcie I Wrocławskiej Majówki Transplantacyjnej tak mocno zaakcentowaliśmy znaczenie codziennej pracy zespołów intensywnej terapii i koordynatorów donacyjnych – osób, których działania często pozostają niewidoczne, a to właśnie dzięki nim pacjenci mają szansę na nowe życie.


Rakowski zaznaczył również, że kluczowe jest wzmacnianie współpracy ze szpitalami w regionie, zwłaszcza tymi, które wcześniej nie brały aktywnego udziału w systemie donacyjnym. – W ciągu ostatnich dwóch lat na Dolnym Śląsku liczba dawców wzrosła z niecałych ośmiu do ponad siedemnastu na milion mieszkańców, co jest jednym z najlepszych wyników w Polsce. To efekt ogromnej pracy edukacyjnej, szkoleń, ale także budowania partnerskich relacji z personelem oddziałów intensywnej terapii i anestezjologii – mówi.

Jak podkreśla, rosnące zaangażowanie szpitali lokalnych przekłada się bezpośrednio na liczbę uratowanych żyć. – Kiedy lekarz z regionalnego szpitala dzwoni do naszego zespołu i zgłasza potencjalnego dawcę, wiemy, że za tą decyzją stoją wiedza, empatia i odwaga. Chcemy, by I Majówka była również dla tych osób potwierdzeniem, że są integralną częścią systemu – i że ich działania mają ogromne znaczenie.

Dr Roman Przybylski prof. UMW, kierownik Oddziału Kardiochirurgii zwrócił uwagę na rolę kampanii społecznych
i edukacji w kształtowaniu postaw prodonacyjnych.

– Zauważamy, że coraz częściej rodziny zmarłych wiedzą, jaka była wola ich bliskiego. Coraz więcej osób rozmawia
o donacji jeszcze za życia – nie dlatego, że muszą, ale dlatego, że chcą być świadomi. To bardzo wyraźny sygnał, że społeczna świadomość rośnie –
podsumowuje.

Dzieci, przyszłość i integracja opieki

Wrocław rozwija opiekę nad najmłodszymi pacjentami – planowane jest uruchomienie programu kardiologii
i kardiochirurgii dziecięcej, a budowa Uniwersyteckiego Centrum Pediatrii w USK, ma być wsparciem obszarów.

– Naszym celem jest zapewnienie najwyższego poziomu leczenia jak najbliżej miejsca zamieszkania – podkreśla prof. Ponikowski.

W planach jest też rozwój chirurgii robotycznej w kardiochirurgii, dalszy rozwój leczenia wstrząsu kardiogennego oraz stworzenie centrum doskonałości łączącego klinikę, naukę i edukację.

Przyszłość transplantologii – w dialogu i współpracy

I Wrocławska Majówka Transplantacyjna organizowana przez USK i UMW pokazała, jak istotna dla rozwoju medycyny jest wspólna refleksja nad wyzwaniami i możliwościami. Dyskusje, które toczyły się we Wrocławiu w czasie wydarzenia, nie tylko podsumowały dotychczasowe osiągnięcia, ale również wskazał kierunki rozwoju na kolejne lata.

Jak podkreślił prof. Michał Grąt, konsultant krajowy w dziedzinie transplantologii klinicznej, rosnąca w ostatnich latach liczba przeprowadzanych transplantacji, pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość.

– Szereg nowych, innowacyjnych metod leczenia, najnowsze metody przechowywania narządów przeznaczonych do przeszczepienia i przygotowywania ich do transportu oraz wsparcie Ministerstwa Zdrowia w tym względzie, to coś co napędza tą dziedzinę – tłumaczył prof. Grąt. – Nasze miejsce na światowej mapie transplantologii jest również bardzo dobre.

Dodatkową korzyścią ze spotkania specjalistów we Wrocławiu, jest kontakt studentów z osobami, które mają bezcenną wiedzę i doświadczenie w obszarze transplantologii.

– Nasi studenci przy okazji takich wydarzeń mogą zobaczyć na czym polega transplantologia, z jakimi wyzwaniami mogą się mierzyć, ale również jak duża satysfakcja płynie z obrania tej drogi kariery – mówił prof. dr hab. Dariusz Janczak, kierownik Kliniki Chirurgii Naczyniowej, Ogólnej i Transplantacyjnej USK i prorektor ds. Klinicznych Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. – Ta dziedzina rozwija się w Polsce niezwykle dynamicznie i jesteśmy na bardzo wysokiej pozycji w tym obszarze, a dzięki I Wrocławskiej Majówce Transplantacyjnej, młodzi ludzie mogli wysłuchać prawdziwych ekspertów polskiej transplantologii.

Eksperci wierzą, że spotkanie było początkiem nowej tradycji. – Wydarzenia, które co roku będzie integrować środowisko, wyznaczać kierunki i inspirować do działania – podsumowują organizatorzy. – Bo transplantologia to nieustanny ruch – od nadziei do życia. A Wrocław ma w tym rytmie serce.

alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt

Kontakt:

Tomasz Król, Rzecznik Prasowy USK we Wrocławiu

tel. 71 733 10 55, 662 232 599, e-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
 
NZJ nie ma granic
Wrocław, 15 maja 2025 r.

NZJ nie ma granic – codzienność z chorobą, o której wciąż mówimy za mało



Przewlekłe, bolesne, nieprzewidywalne – takie są nieswoiste choroby zapalne jelit (NZJ). To te-mat wciąż niedostatecznie obecny w świadomości społecznej, dlatego w poniedziałek, 19 maja z okazji Światowego Dnia NZJ Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu (USK) przygotował bezpłatne konsultacje, gest solidarności – fioletowe światło, a także zapowiada nowy poradnik dla pacjentów. Wszystko po to, by przełamać tabu wokół tych trudnych chorób i pomóc osobom, które zmagają się z nimi na co dzień.

NZJ to grupa chorób przewodu pokarmowego obejmująca wrzodziejące zapalenie jelita grubego oraz chorobę Leśniowskiego-Crohna. Są to schorzenia o charakterze przewlekłym, nieuleczalnym, przebiegające z okresami zaostrzeń i remisji. Objawy? Biegunka, bóle brzucha, utrata masy ciała, zmęczenie. Ale to nie wszystko.

To choroby układowe – poza jelitami mogą dawać objawy reumatologiczne, dermatologiczne czy okulistyczne. NZJ zwiększa też ryzyko zaburzeń lękowych i depresji oraz niektórych nowotworów. To ogromne wyzwanie nie tylko medyczne, ale i społeczne – tłumaczy prof. dr hab. Katarzyna Neubau-er , kierownik Kliniki Gastroenterologii, Hepatologii i Chorób Wewnętrznych USK we Wrocławiu.

Chorują już małe dzieci, ale najczęściej NZJ ujawnia się u młodych dorosłych – między 20. a 30. ro-kiem życia – czyli w czasie, gdy kształtują się ich plany zawodowe, rodzinne, życiowe. Diagnoza mo-że wywrócić je do góry nogami.


Codzienność z NZJ: życie w cieniu choroby

100 tysięcy Polaków chorujących na NZJ żyje z nieustanną niepewnością – nie wiedzą, kiedy pojawi się kolejne zaostrzenie, czy będą mogli pójść do pracy, wyjść z domu, uczestniczyć w spotkaniach towarzyskich. Do tego dochodzi stres, przewlekłe zmęczenie i duże ryzyko zaburzeń lękowo-depresyjnych. W badaniach jasno pokazano, że jakość życia pacjentów z NZJ – szczególnie w okre-sie zaostrzenia – jest znacznie obniżona.

To choroby niewidzialne. Pacjent może wyglądać zdrowo, ale wewnątrz zmaga się z bólem, lękiem i wstydem. Te choroby wciąż wiążą się z tabu, a milczenie pogarsza sytuację – wyjaśnia dr Małgorzata Reszczyńska, gastrolog z Kliniki Gastrologii, Hepatologii i Chorób Wewnętrznych USK we Wrocławiu.

Dlatego międzynarodowe hasło tegorocznych obchodów brzmi: „NZJ nie ma granic” – również tych społecznych i komunikacyjnych.

Nieswoiste zapalenia jelit nie oszczędzają także najmłodszych. W ostatnich latach lekarze obserwu-ją niepokojący wzrost liczby zachorowań wśród dzieci – szczególnie w grupie poniżej 15. roku życia. Szacuje się, że nawet co piąty pacjent z NZJ to dziecko. To wyjątkowo wrażliwa grupa – choroba nie tylko wpływa na układ pokarmowy, ale także może poważnie zaburzyć rozwój fizyczny.

U dzieci, które powinny rosnąć i przybierać na wadze, przewlekły stan zapalny jelit może prowa-dzić do zaburzeń wzrostu i znacznego niedożywienia. Dlatego tak ważna jest szybka i trafna diagnostyka – wyjaśnia dr Tomasz Pytrus , kierownik Kliniki Pediatrii, Gastroenterologii i Żywienia USK we Wrocławiu.

W Klinice działającej w ramach Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu młodzi pacjenci mogą liczyć na dostęp do nowoczesnych terapii, w tym leczenia biologicznego, które pomaga zahamować proces zapalny i dać dziecku szansę na prawidłowy rozwój.


Leczenie coraz skuteczniejsze, ale nadal nie przyczynowe

Choć przyczyny nieswoistych zapaleń jelit wciąż nie są do końca poznane, wiadomo, że kluczową rolę odgrywają predyspozycje genetyczne, czynniki środowiskowe oraz zaburzenia mikrobioty jelitowej. Nie da się tych chorób całkowicie wyleczyć, ale można je coraz lepiej kontrolować.

W ostatnich latach dokonał się prawdziwy przełom w terapii NZJ. Pojawiły się nowe leki biologiczne i programy terapeutyczne. Pacjenci mają więcej nadziei, choć nadal czasem konieczne jest leczenie chirurgiczne – podkreśla prof. Katarzyna Neubauer.

Zabiegi operacyjne, choć nie są pierwszym wyborem, w niektórych przypadkach stanowią ważną i skuteczną formę terapii, np. w przypadku powikłań choroby Crohna czy masywnych krwawień we wrzodziejącym zapaleniu jelita grubego. Często w takich przypadkach wyłaniana jest również stomia.

Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu to wiodący ośrodek leczenia nieswoistych zapaleń jelit na Dolnym Śląsku oferujący ciągłość i kompleksowość terapii od dzieciństwa po dorosłość. Chorzy z NZJ mogą liczyć tu nie tylko na dostęp do nowoczesnych terapii, ale też na zintegrowaną opiekę wielu specjalistów, którzy wspólnie czuwają nad ich zdrowiem, począwszy od precyzyjnej diagnostyki, przez stałe monitorowanie stanu zdrowia, po terapie biologiczne i wsparcie chirurgiczne w razie potrzeby.

Najmłodsi pacjenci trafiają pod opiekę Kliniki Pediatrii, Gastroenterologii i Żywienia , gdzie otrzymują specjalistyczną diagnostykę i terapię. Gdy wchodzą w dorosłość, płynnie przejmują ich lekarze z Kliniki Gastroenterologii, Hepatologii i Chorób Wewnętrznych , co gwarantuje kontynuację leczenia bez zbędnych przerw i stresów.

To niezwykle ważne, by pacjent był leczony kompleksowo niezależnie od wieku, a leczenie nie może ograniczać się tylko do jednej specjalizacji. To choroba gastrologiczna, która dotyka całego organizmu, od stawów, przez skórę, po oczy – podkreśla dr Wojciech Pisarek, specjalista chorób wewnętrznych i gastroenterologii z Kliniki Gastroenterologii, Hepatologii i Chorób Wewnętrznych USK we Wrocławiu. - Dlatego w USK pracujemy zespołowo, a lekarze różnych specjalizacji konsultują się ze sobą na bieżąco. Dzięki temu prowadzimy pacjenta przez całą ścieżkę leczenia, dostosowując terapię do zmieniającego się przebiegu choroby w ciągu całego życia – dodaje specjalista.



Konsultacje i poradnik dla pacjentów

Z okazji Światowego Dnia Nieswoistego Zapalenia Jelit USK we Wrocławiu zaprasza pacjentów na bezpłatne konsultacje. Odbędą się one w dniu obchodów w poniedziałek, 19 maja, w godzinach 11:30–14:00 w klinice dla dzieci – Klinika Pediatrii, Gastroenterologii i Żywienia przy ul. M. Curie-Skłodowskiej 50-52 oraz w klinice dla dorosłych – Klinika Gastroenterologii, Hepatologii i Chorób Wewnętrznych przy ul. Borowskiej 213 . Nie jest potrzebne skierowanie, ale wymagana jest wcześniejsza rejestracja mailowa pod adresem Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. .

W przygotowaniu znajduje się również poradnik pt. „Zrozumieć nieswoiste choroby zapalne jelit. Poradnik dla pacjentów” , który ukaże się nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Będzie to praktyczne kompendium wiedzy napisane przez lekarzy z wrocławskiej kliniki.


„NZJ nie ma granic” – także w komunikacji

Tegoroczne hasło Światowego Dnia NZJ – „NZJ nie ma granic” – podkreśla potrzebę łamania tabu i budowania otwartej, empatycznej komunikacji.

Chcemy, by pacjenci nie czuli się wykluczeni. Mówmy o NZJ głośno. To choroby, które mogą dotknąć każdego i które wymagają zrozumienia nie tylko od lekarzy, ale i otoczenia – pracodawców, nauczycieli, bliskich – apeluje dr Anna Zubkiewicz-Zarębska , specjalista gastroenterolog z Kliniki Gastroenterologii, Hepatologii i Chorób Wewnętrznych USK.

Właśnie dlatego Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu aktywnie włącza się w międzynarodową kampanię obchodów Światowego Dnia NZJ (World IBD Day), organizowaną przez Europejską Federację Stowarzyszeń Choroby Crohna i WZJG (EFCCA). W ramach działań, w mediach społecznościowych będą publikowane grafiki informacyjne, a fasada budynku przy ul. Borowskiej zostanie w tym okresie symbolicznie podświetlona na fioletowo – kolor solidarności z osobami żyjącymi z nieswoistymi zapaleniami jelit. To wyraz wsparcia, ale też zaproszenie do rozmowy. Bo NZJ nie ma granic – również w komunikacji.


 
Wrocław ma serce do transplantacji – 200 przeszczepów w 4 lata i ambitne plany Instytutu Chorób Serca na przyszłość
Wrocław, 14 maja 2025 r.


Wrocław ma serce do transplantacji – 200 przeszczepów w 4 lata i ambitne plany Instytutu Chorób Serca na przyszłość



200 transplantacji serca w zaledwie cztery lata, rekordowa liczba przeszczepów serca w Polsce i ambitny plan rozszerzenia programu na najmłodszych pacjentów – Instytut Chorób Serca Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego (USK) i Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu (UMW) podsumowuje swoje działania i otwiera nowy rozdział w historii polskiej transplantologii. Zaprasza również do debaty podczas I Wrocławskiej Majówki Transplantacyjnej, którą zaplanowano na 20 maja.

Pierwsza transplantacja serca we Wrocławiu odbyła się w 2021 roku. To wtedy kardiochirurg dr Roman Przybylski i kardiolog prof. Michał Zakliczyński specjalizujący się w transplantacjach przyjechali do Wrocławia. Wcześniej fachu uczyli się od najlepszych – prof. Zbigniewa Religii i prof. Mariana Zembali. Od tego czasu wrocławski ośrodek rozwija się w błyskawicznym tempie – co piąta transplantacja serca w Polsce została wykonana właśnie tutaj, a zespół chirurgów i specjalistów Instytutu Chorób Serca Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w ścisłej współpracy z kardioanestezjologami z Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii stał się jednym z najprężniej działających w kraju.

W samym 2024 roku przeszczepiono 49 serc – jak wynika z danych Poltransplant – to najwięcej w Polsce wśród ośrodków wykonujących transplantacje. Sukcesy te to nie tylko wynik wysokich kompetencji medycznych, ale również rosnącej świadomości społecznej dotyczącej donacji narządów

– Naszym celem od początku było stworzenie ośrodka, który nie tylko leczy, ale wyznacza standardy i daje pacjentom realną nadzieję – niezależnie od ich wieku, miejsca zamieszkania czy stopnia zaawansowania choroby. Dwieście transplantacji w cztery lata to symbol zmiany systemowej, ale też ogromny wysiłek zespołu, który każdego dnia staje do walki o ludzkie życie. Każdy przeszczep to historia nie tylko pacjenta, ale także dawcy, jego rodziny i całego zespołu medycznego. Jesteśmy dumni, że możemy być częścią tej zmiany – podkreśla prof. dr hab. Piotr Ponikowski, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i dyrektor Instytutu Chorób Serca USK.

Pacjenci trafiający do ICHS pochodzą z całej Polski. Wśród nich są również ci, którzy wcześniej byli dyskwalifikowani w innych placówkach ze względu na stan zdrowia.

– Dwusetna transplantacja nie różniła się od innych pod względem trudności – i bardzo dobrze. Im mniej niespodzianek w trakcie operacji, tym lepiej dla pacjenta – mówi prof. dr hab. Michał Zakliczyński, kierownik Kliniki Transplantacji Serca i Mechanicznego Wspomagania Krążenia. – Specjaliści mogą wtedy łatwiej realizować plan operacyjny i ogranicza się ryzyko ewentualnych powikłań.

Większość z 200 przeprowadzonych transplantacji dotyczyła pacjentów w stanie zagrożenia życia. Od początku roku wykonano 22 transplantacje – z czego tylko jedna była planowana. Pozostali pacjenci oczekiwali pilnie na nowe serce.

– Wszystko przebiegło pomyślnie. 59-letni pacjent, który spędził dwa miesiące w szpitalu w oczekiwaniu na przeszczep, został już wypisany do domu – dodaje prof. Zakliczyński.

W ocenie specjalistów im krótszy czas oczekiwania, tym mniejsze ryzyko, że ciężko chorzy pacjenci tego zabiegu nie doczekają. Faktycznie niektórzy pacjenci czekają bardzo krótko, ale są też tacy, którzy muszą czekać miesiącami. Wszystko zależy od bardzo wielu czynników, leżących nie tylko po stronie szpitala, organizacji czy koordynacji.

– Do transplantacji kwalifikuje się też coraz starszych biorców, bo po prostu coraz dłużej żyjemy – mówi dr Roman Przybylski prof. UMW, kierownik Oddziału Kardiochirurgii, który ma na swoim koncie ponad 500 przeszczepów. – Organy pobieramy również od starszych pacjentów, o ile ich organy są w dobrym stanie. Dla przykładu niedawno dawcą w naszej klinice był siedemdziesięciokilkuletni pacjent, którego nerki zgodnie z programem "Old to old" przeszczepiono pacjentowi w podobnym wieku. Coraz więcej jest też operacji, gdy jednocześnie przeszczepia się kilka narządów, np. serce z wątrobą, serce z trzustką czy serce z nerką.

Kiedy nowe serce staje się koniecznością


– Stabilni pacjenci z niewydolnością serca są pod opieką naszej Poradni Kardiologicznej. W razie pogorszenia stanu zdrowia trafiają na oddział – mówi dr Ewa Mroczek z Kliniki Kardiologii USK. – Szczególnej uwagi wymagają osoby z wrodzonymi wadami serca, które przechodzą z opieki pediatrycznej do naszej placówki.

Specjaliści regularnie wykonują badania pozwalające na ocenę stanu pacjenta, m.in. echo serca, testy wysiłkowe, spirometrię, badania biochemiczne oraz cewnikowanie serca.

– U wielu pacjentów pogorszenie stanu zdrowia następuje stopniowo. Gdy zauważamy taki trend, kwalifikujemy ich do przeszczepienia – tłumaczy dr Mroczek. – Pracuję z młodymi pacjentami, którzy przeszli już liczne operacje, ale mimo to ich komfort życia spada. Coraz częściej są wykluczani z codziennego funkcjonowania. W wielu przypadkach jedyną szansą na poprawę stanu zdrowia jest transplantacja serca.

Z powodu postępu w leczeniu dzieci z wadami serca, coraz więcej pacjentów z powikłaniami wchodzi w dorosłość. Dla wielu z nich przeszczep staje się nieunikniony.

– Podczas wizyt uprzedzamy pacjentów o możliwości konieczności transplantacji w przyszłości. Kluczowe jest uchwycenie właściwego momentu – tak, by nie doszło np. do konieczności jednoczesnego przeszczepienia serca i wątroby – dodaje lekarka.

Eksperci z USK utrzymują kontakt z pacjentami po przeszczepie, obserwując, jak zmienia się ich życie. – To niezwykle poruszające, gdy pacjent może wrócić do aktywności, o których wcześniej tylko marzył – podsumowuje dr Mroczek.

By cały proces mógł zakończyć się sukcesem, niezbędna jest interdyscyplinarna współpraca. Udział anestezjologów i specjalistów intensywnej terapii w transplantologii serca to nie tylko medycyna najwyższej precyzji, ale też ogromna odpowiedzialność emocjonalna.

– Trafiają do nas pacjenci w stanie skrajnie ciężkim – często po nagłym zatrzymaniu krążenia, z zaawansowanym uszkodzeniem mięśnia sercowego, wymagający natychmiastowego wspomagania krążenia. To momenty największego napięcia, kiedy naszym celem jest ustabilizowanie chorego i utrzymanie go przy życiu do czasu znalezienia odpowiedniego dawcy – tłumaczy prof. dr hab. Waldemar Goździk, kierownik Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. – To nie byłoby możliwe bez zespołu, który działa jak precyzyjnie zaprogramowany organizm – z doświadczeniem, czujnością i determinacją. Satysfakcja, gdy taki pacjent wraca po przeszczepie do normalnego życia – bezcenna.

Skuteczna koordynacja – więcej przeszczepów

Szansa na serce z zagranicy pojawiła się przy dwusetnym przeszczepie – niestety z powodu zatrzymania krążenia u dawcy procedura została przerwana.

– Miało to być pierwsze w naszym ośrodku serce z Czech. Byliśmy gotowi do transportu, ale sytuacja u dawcy uniemożliwiła realizację procedury – relacjonuje Mateusz Rakowski, kierownik Biura ds. Transplantacji i Donacji USK.

Obecnie w USK na przeszczepienie serca czeka ok. 40 pacjentów, a zgodnie z danymi Poltransplant za 2024 rok, w całej Polsce – około 400. Na Dolnym Śląsku liczba dawców wzrosła z 7,95 na milion mieszkańców do ponad 17.

– To efekt intensywnej pracy Biura Koordynacji Transplantacji i lepszej współpracy ze szpitalami w regionie. Wiele placówek, które wcześniej nie zgłaszały dawców, teraz regularnie to robi – podkreśla Rakowski.
 
W ocenie regionalnego koordynatora transplantacyjnego, efekty przynoszą także liczne kampanie społeczne, dzięki którym w ostatnim czasie łatwiej się rozmawia z bliskimi osób zmarłych. Rośnie świadomość społeczna i okazuje się, że coraz częściej w rodzinach prowadzi się rozmowy na ten temat i coraz więcej osób wie, jaka była wola zmarłego.

Najmłodszy pacjent, który otrzymał serce w USK, miał 19 lat, najstarszy – 72, zaś średni wiek biorców i dawców to 50 lat.

Nowy kierunek: kardiologia i kardiochirurgia dziecięca oraz transplantacje u najmłodszych

Instytut Chorób Serca planuje rozwój kompleksowego ośrodka kardiologii i kardiochirurgii dziecięcej, który pozwoli także na przeszczepianie serc u dzieci. To odpowiedź na potrzeby najmłodszych pacjentów z wrodzonymi i nabytymi wadami serca, którzy obecnie nie zawsze mają dostęp do kompleksowego leczenia w swoim regionie.

– Naszym obowiązkiem – jako lekarzy, naukowców i częściowo organizatorów systemu – jest stworzenie takiego modelu opieki, który umożliwi dzieciom z ciężkimi wadami serca dostęp do leczenia na najwyższym poziomie, jak najbliżej domu. Mówię to z pełnym przekonaniem. Budowa ośrodka kardiochirurgii dziecięcej i rozwój programu przeszczepów u najmłodszych to nie tylko decyzja strategiczna, ale przede wszystkim wyraz naszej odpowiedzialności za przyszłość tych dzieci i ich rodzin – podkreśla prof. dr hab. Piotr Ponikowski.

Uruchomienie kardiologii pediatrycznej i programu kardiochirurgii dziecięcej umożliwi zapewnienie ciągłości opieki – od diagnozy, przez leczenie chirurgiczne, aż po opiekę po transplantacji – bez konieczności podróżowania poza Dolny Śląsk. To ogromna korzyść zarówno medyczna, jak i psychologiczna. Znaczenie tego obszaru wpisuje się w szerszą strategię Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, który rozpoczyna budowę Zintegrowanego Centrum Pediatrii. Będzie to miejsce skupiające przedstawicieli wszystkich specjalności, których zadaniem będzie opieka nad pacjentami z najtrudniejszym i najbardziej skomplikowanymi przypadkami medycznymi.

Wspomniane obszary to jedne z filarów kompleksowej strategii USK i UMW. Wrocławscy specjaliści nie zapominają również o nowoczesnej kardiologii płodowej – zarówno diagnostycznej, jak i interwencyjnej. Ten dynamicznie rozwijający się na świecie obszar medycyny pozwala na identyfikację i leczenie poważnych wad serca jeszcze przed narodzinami dziecka, co w wielu przypadkach może decydować o jego życiu i dalszym rozwoju. Dzięki dostępności specjalistów z zakresu ginekologii, neonatologii, kardiologii dziecięcej i kardiochirurgii, we Wrocławiu możliwe stanie się stworzenie unikatowego w skali kraju modelu opieki nad pacjentem od życia płodowego aż po dorosłość.

W planach zespołu jest również pełne wdrożenie chirurgii robotycznej w kardiochirurgii oraz dalsze doskonalenie systemowego modelu leczenia wstrząsu kardiogennego – stanu krytycznego, który wymaga błyskawicznej i wieloetapowej interwencji. Na rozwiązaniach opracowanych w ICHS już dziś wzorują się inne ośrodki. Jednocześnie Uniwersytecki Szpital Kliniczny i Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu intensyfikują działania zmierzające do utworzenia interdyscyplinarnego centrum doskonałości – miejsca, w którym zintegrowane zostaną leczenie, innowacyjne badania i kształcenie przyszłych kadr medycznych. Taki model to nie tylko odpowiedź na aktualne potrzeby systemu ochrony zdrowia, ale przede wszystkim inwestycja w jego długofalowy rozwój.

– Chcemy stworzyć przestrzeń, w której medycyna najwyższej referencyjności spotyka się z nauką i edukacją. Takie centra pozwalają nie tylko ratować życie w sytuacjach nagłych, ale również wyznaczać kierunki rozwoju medycyny i inspirować kolejne pokolenia specjalistów – podkreśla prof. Piotr Ponikowski. – Możliwość transplantacji serca będzie naturalnym zamknięciem tego, co oferujemy naszym pacjentom pediatrycznym. Biorąc pod uwagę demografię i deficyt kadr, tego rodzaju centra doskonałości są w mojej ocenie najlepszą strategią.

Wrocławska Majówka Transplantacyjna

Już 20 maja specjaliści z całego kraju spotkają się we Wrocławiu podczas I Wrocławskiej Majówki Transplantacyjnej – konferencji organizowanej przez USK. Jednym z tematów będzie m.in. dwusetny przeszczep serca i rozwój donacji w regionie.

– Dwieście transplantacji serca wykonanych w naszym szpitalu to coś znacznie więcej niż liczba zabiegów. To dwieście indywidualnych historii – o nadziei, o powrocie do życia, o drugiej szansie, którą pacjenci otrzymali dzięki zaangażowaniu całego zespołu medycznego. To także setki rodzin, które znów mogą planować wspólną przyszłość – mówi dr Marcin Drozd, dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. – Dla mnie, jako dyrektora szpitala, to powód do ogromnej dumy, ale też zobowiązanie. Takie osiągnięcie nie byłoby możliwe bez codziennej, niezwykle wymagającej pracy chirurgów, anestezjologów, kardiologów, pielęgniarek i koordynatorów transplantacyjnych – każdej osoby, która tworzy Instytut Chorób Serca i wspiera ICHS.

Jak podkreśla dyrektor, osiągnięcie tego kamienia milowego to również efekt sprawnej organizacji, wzorowej koordynacji i – co szczególnie ważne – rosnącej świadomości społecznej dotyczącej donacji. Coraz więcej osób rozmawia dziś ze swoimi bliskimi o decyzji dotyczącej dawstwa narządów, co pozwala ratować życie innym.

– Naszym zadaniem jako szpitala uniwersyteckiego jest nie tylko leczenie, ale także budowanie nowoczesnego modelu opieki – takiego, który będzie dostępny również dla najmłodszych pacjentów. Dlatego z dumą mogę powiedzieć, że planujemy dalszy rozwój, w tym stworzenie kompleksowego ośrodka kardiologii i kardiochirurgii dziecięcej, który pozwoli na przeszczepianie serc również u najmłodszych pacjentów. To nasza odpowiedzialność za przyszłość tych dzieci i ich rodzin. Chcemy, aby Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu był miejscem, gdzie najnowocześniejsza medycyna spotyka się z nauką, edukacją i przede wszystkim z troską o pacjenta na każdym etapie jego życia – od okresu płodowego aż po dorosłość – podsumowuje dr Marcin Drozd.



alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt alt
 
Ponad sto robotycznych operacji raka jelita w USK we Wrocławiu
Wrocław, 12 maja 2025 r.


Ponad sto robotycznych operacji raka jelita w USK we Wrocławiu



W ciągu kilkunastu miesięcy specjaliści Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu wykonali przeszło sto zabiegów z użyciem operacyjnego robota u pacjentów z rakiem jelita grubego. Ponadto w kwietniu br. system da Vinci po raz pierwszy na Dolnym Śląsku wsparł chirurgów USK przy zabiegu usunięcia trzustki. W planach ośrodka są kolejne operacje robotyczne w obszarze onkologii, w tym resekcje żołądka.

System robotyczny da Vinci działa w USK od lipca 2023 r. Początkowo znalazł zastosowanie w operacjach uroonkologiczych – dotychczas wykonano kilkaset zabiegów tą metodą u chorych na raka prostaty. Pół roku później specjaliści z Kliniki Chirurgii Ogólnej i Chirurgii Onkologicznej USK we Wrocławiu przeprowadzili w asyście robota pierwszą resekcję fragmentu jelita, zajętego przez złośliwy nowotwór. Od tego czasu większość operacji raka jelita grubego odbywa się za pomocą systemu da Vinci, a USK ma ich na koncie już ponad setkę.

– To znakomity wynik i dowód na to, że podążamy za ogólnoświatowym trendem – uważa prof. Wojciech Kielan, szef Uniwersyteckiego Centrum Chirurgii Ogólnej i Onkologicznej, w którego skład wchodzi Klinika Chirurgii Ogólnej i Chirurgii Onkologicznej. – Obecnie w chirurgii dąży się do stosowania metod jak najmniej inwazyjnych, które są bezpieczniejsze dla pacjentów i gwarantują szybszą rekonwalescencję. Operujemy także laparoskopowo oraz metodą klasyczną, polegającą na otwarciu tkanek, bo tego wymagają czasami wskazania medyczne. Jednak zamierzamy rozwijać w naszym ośrodku chirurgię robotyczną o kolejne procedury.

Prof. Kielan podkreśla, że nawet najbardziej zaawansowany technologicznie robot nie operuje. Mózgiem całego systemu pozostaje człowiek – w tym wypadku chirurg, który posiada odpowiednie przeszkolenie, zakończone zdobyciu certyfikatu. Obecnie w Klinice Chirurgii Onkologicznej USK pracuje dwoje certyfikowanych specjalistów, operujących w asyście systemu da Vinci: dr hab. Julia Rudno-Rudzińska i dr Krzysztof Kotulski. Trzecia osoba jest w trakcie procesu certyfikacji. Dzięki stu operacjom w systemie da Vinci, klinika spełniła ustawowe wymogi do uzyskania finansowania zabiegów robotycznych przez NFZ – konieczne do tego jest wykonanie 50 zabiegów przez jednego operatora.

Rak jelita grubego jest drugą przyczyną zgonów z powodu chorób nowotworowych u mężczyzn, a trzecią wśród kobiet. W dodatku w ostatnich dekadach liczba zachorowań systematycznie wzrasta, także wśród ludzi młodych. Choroba zdaje się nie mieć granic wiekowych.

– Najmłodszy pacjent, operowany w naszej klinice metodą robotyczną, miał 21 lat, a najstarsza pacjentka – 94 lata – mówi p.o. kierownika Kliniki Chirurgii Onkologicznej dr hab. Julia Rudno-Rudzińska. – Do zabiegu w asyście da Vinci kwalifikujemy niemal wszystkich pacjentów, bardzo rzadko zdarzają się wskazania medyczne, wykluczające takie operacje, jak np. obecność zrostów po poprzednich wielokrotnych zabiegach.

Zdaniem dr hab. Julii Rudno-Rudzińskiej, chirurgia robotyczna zwielokrotnia wszystkie zalety zabiegów laparoskopowych, które do tej pory dominowały w operacjach raka jelita. Robot pozwala na minimalne cięcia, a dodatkową jego zaletą jest wizualizacja 3D i bardzo duże powiększenie. Pomaga to w jeszcze bardziej precyzyjnym wykonaniu zabiegu, a co za tym idzie, w zmniejszeniu liczby powikłań w stosunku nawet do laparoskopii. Dla pacjenta oznacza to mniejszy ból pooperacyjny, mniejsze ryzyko krwawienia śródoperacyjnego i szybszy powrót do zdrowia.

Ostatnio onkolodzy w USK zauważyli tendencję, którą można uznać za optymistyczną:

– Kwalifikujemy do zabiegów znacznie więcej pacjentów z mało zaawansowanym rakiem jelita – zauważa dr hab. Julia Rudno-Rudzińska. – Jak powszechnie wiadomo, im mniej rozwinięty nowotwór złośliwy, tym większa szansa na pomyślne rokowania. Uważam, że wymierne efekty przynosi działający w USK program badań przesiewowych w kierunku raka jelita. Na kolonoskopię w ramach tego programu przychodzą osoby bez objawów. Tymczasem u wielu z nich wykrywane są niepokojące zmiany, które zostają wysłane do badania histopatologicznego. W sytuacji, gdy patolodzy potwierdzą podejrzenie raka, pacjenci są kierowani do naszej kliniki i szybko operowani, jeśli tego wymagają. Dzięki temu wzrasta ich szansa na całkowite wyzdrowienie.

Dotychczas Narodowy Fundusz Zdrowia finansuje operacje robotyczne przy leczeniu raka prostaty, jelita grubego i macicy. Lekarze z Uniwersyteckiego Centrum Chirurgii Ogólnej i Onkologicznej wprowadzają kolejne procedury, nie czekając nawet na refundację.

– Mamy za sobą pierwszą w regionie resekcję trzustki za pomocą da Vinci, którą wykonaliśmy w kwietniu tego roku. Planujemy kolejne takie zabiegi, bez względu na to, czy będą refundowane. Chcielibyśmy także w najbliższym czasie rozszerzyć zakres onkologicznych operacji robotycznych o resekcje żołądka.

System da Vinci sprawdza się perfekcyjnie i dzięki niemu możemy zaoferować pacjentom najlepszą jakość oraz efektywność leczenia.

Źródło: Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu



alt alt
 
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Ostatnie >>

Strona 2 z 11

Shock Team

Internetowe Konto Pacjenta

Wyniki Laboratoryjne

Portal Pacjenta

Konsultacje anestezjologiczne

konsultacje.jpg

Zdarzenia niepożądane


Żywienie dla zdrowia

logo.jpg

Wykrywanie wad rozwojowych

UCCR.jpg

Centrum Robotyki

centrum_robotyki.jpg

Badanie opinii pacjentów

nowe.jpg

Odwołanie wizyty

1.jpg

Specjalizacje w USK

specjalizacjewusk.png

Studenci materiały szkoleniowe

nowe.jpg

Stażyści i Wolontariusze

stazysci_wolont.png

Medycyna Nuklearna

 

Unicef

Informacja dla obywateli Ukrainy



USK pomaga Ukrainie



Obraz_422.jpg