Z ostatniej chwili
Menadżerowie placówek ochrony zdrowia o komforcie pacjenta

Menadżerowie placówek ochrony zdrowia o komforcie pacjenta



Upowszechnianie idei humanizmu – to główny cel I Kongresu Humanizacji Medycyny, zorganizowanego w Warszawie w dniach 9-10 czerwca br. przez Ministerstwo Zdrowia, Agencję Badań Medycznych i Uniwersytet Warszawski. Kongres adresowany był do pracowników jednostek ochrony zdrowia, nauczycieli akademickich, etyków, studentów kierunków medycznych, nauk o zdrowiu, nauk humanistycznych i społecznych, organizacji pozarządowych reprezentujących pacjentów, dziennikarzy zajmujących się tematyką zdrowia oraz dyrektorów i menadżerów szpitali. Podczas licznych paneli eksperci podjęli tematykę odpowiedniej komunikacji w ochronie zdrowia, relacji międzyludzkich, roli specjalistów i organizacji pacjentów w podnoszeniu jakości usług zdrowotnych oraz bezpieczeństwa pacjenta.

Otwierając kongres minister zdrowia Adam Niedzielski wskazał, że w trudnym czasie zmęczenia po epidemii i wprowadzania nowych technologii, tym bardziej istotne jest stawianie fundamentalnych pytań dotyczących istoty relacji pacjent-lekarz.

Sesja menedżerów placówek ochrony zdrowia była okazją do przedstawienia wyników projektu „Humanizacja procesu leczenia i komunikacja kliniczna pomiędzy pacjentem a personelem medycznym przed i w czasie pandemii COVID-19” realizowanego na Uniwersytecie Warszawskim pod kierownictwem prof. Zbigniewa Izdebskiego. Badaczom zależało na zdiagnozowaniu sytuacji pocovidowej w jednostkach, przy uwzględnieniu indywidualnej perspektywy badanych (ich życia osobistego, relacji pacjent-lekarz). Według pierwszych wniosków, w procesie terapeutycznym ważna jest nie tylko komunikacja werbalna, ale także niewerbalna, a ponadto istnieje ścisły związek między komfortem pacjenta zadowoleniem personelu.

W sesji menadżerów placówek ochrony zdrowia wziął udział dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu dr Jakub Berezowski. – Zanim objąłem funkcję dyrektora USK, uważnie słuchałem głosów dolnośląskiej populacji – powiedział dr Berezowski. – Z moich obserwacji wynikło, że mimo nie najlepszej opinii na temat tego szpitala, wszyscy chcą się w nim leczyć. Wybierają np. tutejszy SOR (zresztą bardzo dobrze zarządzany), wiedząc, że będą musieli czekać w gigantycznej kolejce. Codziennie rano z autobusów i tramwajów w pobliżu szpitala wylewają się tłumy ludzi, którzy chcą się leczyć tu, a nie gdzie indziej. Znalazłem odpowiedź na pytanie, dlaczego tak się dzieje. Jest to zasługa centrów doskonałości USK, w których pracują wybitni lekarze, profesorowie nierzadko światowej sławy. Pacjenci gotowi są znieść wiele niedogodności, by to właśnie oni ich leczyli.

Dyrektor USK podkreślił, że stworzenie pacjentom jak najbardziej godnych warunków leczenia to działanie, jakie każdy menadżer powinien mieć w swoich planach. W swoich własnych zadaniach planuje m.in. wprowadzenie takich zmian organizacyjnych, które poprawia dostęp pacjentów do samych usług medycznych oraz informacji na ich temat.


 
Nie trać głowy na rowerze
Informacja prasowa 10.06.2022

Nie trać głowy na rowerze



Sezon rowerowy w pełni. Wraz z nadejściem ciepłych dni ochoczo przesiedliśmy się na rowery i hulajnogi. Tymczasem lekarze alarmują - najcięższe przypadki osób po wypadkach na rowerze czy hulajnodze, trafiające na szpitalne oddziały, to te, które jechały bez kasku.

Dlatego lekarze apelują o rozwagę podczas letnich aktywności. Absolutną podstawą jest przestrzeganie przepisów o ruchu drogowym, używanie kasków i ochraniaczy, które mogą nam uratować zdrowie, a nawet i życie. — Codziennie na SOR przyjmujemy 5-10 rowerzystów i użytkowników hulajnóg z różnymi obrażeniami, dominującymi są głównie obrażenia kończyn, ale także głowy i twarzy. Te obrażenia tak naprawdę dotyczą tylko tych osób, które jeżdżą bez kasku – mówi dr Janusz Sokołowski, kierownik SOR w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu.
— To obrażenia bardzo różne. Począwszy od otarć naskórka, po poważniejsze, jak wybicie zębów, złamania kości twarzoczaszki, co wymaga interwencji chirurga szczękowego, po rozerwania podniebienia, warg i te najcięższe dotyczące uszkodzenia środkowego układu nerwowego wymagające nawet interwencji neurochirurgicznej – wylicza.
Podczas jazdy jeździmy skoncentrowani, z bezpieczną prędkością, cały czas obserwując nawierzchnię i otoczenie. Nie zakładajmy na uszy słuchawek i nie korzystajmy ze smartfonów rozpraszających naszą uwagę.

Jazda w kasku nie boli



Prawidłowo założony i zapięty kask pochłania do 70 proc. energii kinetycznej uderzenia. Może to zapobiec wielu tragediom. — Pamiętam sytuacje z zawodów rowerowych, kiedy następowały upadki przy naprawdę dużych prędkościach, kończące się często pęknięciem kasku, ale nie były one w ogóle związane z obrażeniami ośrodkowego układu nerwowego, kask spełnił tu bowiem swoją ochronną rolę, przyjmując na siebie całą energię uderzenia – dodaje.
Lekarze przypominają, że jazda na hulajnodze elektrycznej bez kasku jest tak samo niebezpieczna, jak jazda na rowerze bez ochrony głowy.
— Obrażenia związane z wypadkami na hulajnogach najczęściej dotyczą osób będących pod wpływem alkoholu lub jeżdżących po 2-3 osoby na jednej hulajnodze. Najczęściej są to osoby młode do 25 roku życia – mówi kierownik SOR.


Co zrobić, jeżeli już ulegniemy wypadkowi na rowerze bądź hulajnodze?



— Po upadku, jeżeli obserwujemy u siebie niepokojące objawy takie, jak narastający ból głowy, wymioty, niepamięć tego co się stało, pilnie zgłośmy się do szpitala. Jeżeli mamy większe otarcia naskórka, rany te również trzeba zdezynfekować, a jeżeli przekroczyliśmy próg ważności szczepienia przeciw tężcowi również powinniśmy zgłosić się do lekarza celem oceny ryzyka i zastosowania odpowiedniej profilaktyki. Osobom dorosłym zalecane są dawki przypominające szczepionki, co 10 lat – dodaje. dr Sokołowski.


 
Łąki kwietne zmorą alergików

Łąki kwietne zmorą alergików



Tegoroczne obchody Światowego Tygodnia Alergii wypadają w okresie 5-11 czerwca. Z tej okazji eksperci podkreślają wzrost liczby alergii w ostatnich dekadach. Pediatra i alergolog dr Ewa Willak-Janc z Kliniki Pediatrii, Alergologii i Kardiologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu oraz dolnośląski konsultant w dziedzinie pediatrii zwraca uwagę na to, że wracają uczulenia, które wcześniej niemal zupełnie zniknęły, zwłaszcza w miastach.

– Powracają alergie, które przed laty praktycznie zostały wyeliminowane wśród mieszkańców miast – mówi dr Ewa Willak-Janc. – To uczulenia na niektóre gatunki traw, głównie tymotkę oraz pyłki brzozy. Pierwsze z nich wiążą się z modą na niekoszenie trawników. Łąki kwietne, które dzięki temu powstają, wyglądają wprawdzie pięknie, ale dla alergików to zmora. Silnym alergenem są także brzozy. Te ładne drzewa przeżywają ostatnio renesans, są chętnie sadzone nawet w przydomowych ogródkach. Efekty są widoczne w gabinetach alergologów. Na szczęście lekarze alergolodzy mają coraz bardziej skuteczne narzędzia do walki z alergiami ( leczenie farmakologiczne, immunoterapia alergenowa, czyli odczulanie). Niewątpliwie też w ostatnich latach wzrosła świadomość społeczna na temat alergii. Obecnie rzadko trafiają się sytuacje, gdy dziecko ma katar przez pół roku, a rodzice są zdania, że taka przypadłość to norma w jego wieku i czekają, aż samo przejdzie. Szukają pomocy alergologa szybciej niż jeszcze kilka lat temu, co jest pozytywne.

 
USK składa konkretną propozycję samorządowi strzelińskiemu w sprawie szpitala w Strzelinie

USK składa konkretną propozycję samorządowi strzelińskiemu w sprawie szpitala w Strzelinie



      Dzisiaj, tj. 9 czerwca br. doszło do spotkania dyrekcji Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu z przedstawicielkami władz miasta i powiatu strzelińskiego. Wzięli w nim udział m.in.: dyrektor USK dr Jakub Berezowski, Starosta Powiatu Strzelińskiego Anna Horodyska i Burmistrz Miasta i Gminy Strzelin Dorota Pawnuk.

      Głównym tematem rozmów była obecna sytuacja oraz przyszłość oddziału ginekologiczno-położniczego i neonatologicznego szpitala w Strzelinie, który jest częścią USK we Wrocławiu.

Jak powiedział dyrektor USK dr Jakub Berezowski: Zarząd USK analizując sytuację oddziału, bierze pod uwagę nie tylko kwestie ekonomiczne, ale także względy społeczne, a zwłaszcza potrzeby mieszkańców powiatu strzelińskiego i proponuje stałą współpracę z samorządem gminnym i powiatowym. Korzystając z doświadczeń większości samorządów w Polsce, chcących zapewnić dostęp do świadczeń swoich mieszkańców do opieki medycznej na wysokim poziomie, proponuję współfinansowanie przez samorząd strzeliński funkcjonowania działalności oddziału ginekologiczno-położniczego i neonatologicznego szpitala w Strzelinie. Współfinansowanie miałoby dotyczyć jedynie tych obszarów, które są nierentowne. Zostały także omówione dwie inne propozycje tj. przejęcie przez samorząd gminny szpitala oraz nowe propozycje funkcjonowania obecnie istniejącej placówki w Strzelinie.
 
Specjaliści z całego świata w sojuszu w walce z sepsą

Specjaliści z całego świata w sojuszu w walce z sepsą



Światowe autorytety w dziedzinie diagnostyki i leczenia sepsy wezmą udział w XXXIII Konferencji „Postępy w Anestezjologii i Intensywnej Terapii” połączonej z IV Polskim Kongresem „Pokonać Sepsę”. To ważne medyczne wydarzenie organizowane jest 9-11 czerwca br. we Wrocławiu przez Katedrę i Klinikę Anestezjologii i Intensywnej Terapii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu oraz Stowarzyszenie na Rzecz Badania i Leczenia Sepsy „Pokonać Sepsę” pod honorowym patronatem rektora UMW, prezesa Dolnośląskiej Izby Lekarskiej i Prezydenta Wrocławia. Obrady poświęcone będą głównie innowacjom w anestezjologii i intensywnej terapii, a także m.in. konsekwencjom sepsy, która – jak podkreślają organizatorzy – jest najgroźniejszym wykładnikiem pandemii COVID-19.

     Na sepsę, czyli uogólnioną reakcję organizmu na zakażenie, każdego roku umiera na świecie więcej osób niż z powodu chorób kardiologicznych i wypadków komunikacyjnych razem wziętych. Według aktualnej publikacji w czasopiśmie „Lancet” z powodu sepsy w 2017 roku zmarło 11 mln przypadków, co stanowi 19,7 proc. wszystkich zgonów. Jednak tylko w niewielu krajach prowadzi się szczegółowe rejestry sepsy, więc liczba ta może być niedoszacowana. Niestety, dotyczy to także Polski, gdzie nie każdy przypadek sepsy jest prawidłowo rozpoznany, nie mówiąc już o jego udokumentowaniu. Problemem – często dosłownie na wagę życia – pozostaje prawidłowe postępowanie medyczne, konieczne do uratowania chorego.

Konieczna szybka reakcja

– Gdy sepsa zaczyna się już rozwijać, mamy niezwykle mało czasu, by podjąć skuteczne działania terapeutyczne – mówi prof. Waldemar Goździk, kierownik Katedry i Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, który wspólnie z prof. Andrzejem Küblerem kieruje komitetem naukowym i organizacyjnym kongresu. – Najlepiej, jeśli zespół leczący podejmie interwencje terapeutyczne w ciągu jednej godziny od pojawienia się pierwszych objawów. W praktyce jest to możliwe najczęściej na oddziałach intensywnej terapii, choć można wypracować procedury odpowiedniej interwencji także na innych oddziałach. W Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym (USK) we Wrocławiu mamy Zespół Szybkiego Reagowania (ZSR), który dociera do pacjentów ze wszystkich klinik i interweniuje na miejscu. W jego skład wchodzą specjaliści anestezjologii i intensywnej terapii.
     Prof. Goździk podkreśla dużą świadomość personelu USK na temat sepsy, co ułatwia działanie ZSR. Telefony z informacją „chyba mamy sepsę na oddziale” zwykle się potwierdzają, dzięki czemu pacjent może szybko otrzymać pomoc i ma szansę na przeżycie. Jednak ogólnie ze świadomością sepsy w Polsce, nawet w środowisku medycznym, nie jest najlepiej. Wciąż pokutują mity na jej temat (np. że rozwija się z brudu), stosuje się niewłaściwą definicję (np. ograniczając rozumienie sepsy do zapalenia opon mózgowych), brakuje wiedzy na temat postępowania w razie wystąpienia sepsy, a także zasad jej zapobiegania. Wciąż zbyt często sepsę rozpoznaje się dopiero na oddziale intensywnej terapii, gdy jest już zaawansowana i trudniejsza do leczenia. Z tego powodu śmiertelność w sepsie pozostaje na wysokim poziomie – co drugi chory umiera, gdy sepsa wikłana jest wstrząsem. Upowszechnianiu najnowszych informacji na ten temat oraz zmieniających się wytycznych służą właśnie organizowane we Wrocławiu kongresy. Zapraszani są na nie specjaliści medycyny zabiegowej i niezabiegowej, podstawowych nauk medycznych, ale także nauk pozamedycznych, pielęgniarki czy ratownicy medyczni, bo i oni mają swój udział w ratowaniu chorych z sepsą. A takich pacjentów jest coraz więcej.
     Jak wskazuje stowarzyszenie „Pokonać Sepsę”, liczba przypadków sepsy rośnie z kilku powodów. Jednym z nich jest fakt, że we współczesnych społeczeństwach jest coraz więcej osób z upośledzeniem funkcji układu odpornościowego. Rośnie liczba pacjentów poddanych inwazyjnym zabiegom zarówno w wieku bardzo młodym, jak i bardzo zaawansowanym, rośnie liczba chorych ze schorzeniami przewlekłymi, wzrasta odsetek populacji w wieku podeszłym. Dodatkowym powodem jest dramatyczny wzrost oporność bakterii na antybiotyki.
     Jednym z gości tegorocznego kongresu jest prof. Mervyn Singer z University College London, współtwórca aktualnej definicji sepsy, która jest podstawą jej rozpoznania. Zaproszenie przyjął także prof. Craig M Coopersmith z Atlanty współautor aktualnych wytycznych postępowania w sepsie. W środowisku specjalistów oczekiwane są kolejne zmiany zarówno definicji, jak i wytycznych. – We wczesnej diagnostyce sepsy nadal jesteśmy bezradni, a jest to kwestia kluczowa, bo gdy zaczyna się rozwijać, pozostaje bardzo niewiele czasu – mówi prof. Waldemar Goździk. – Obecnie bazujemy na trzech parametrach: zaburzenie stanu świadomości, hiperwentylacja i spadek ciśnienia tętniczego krwi. Szukamy kolejnych wskaźników, dzięki którym szybkie rozpoznanie sepsy będzie możliwe.

Sepsa a COVID-19

     „Nie zmarł na koronawirusa tylko na sepsę” – tego rodzaju informacje pojawiały się w mediach podczas pandemii COVID-19, a padały nawet z ust reprezentantów środowiska medycznego. Eksperci zwracali uwagę na absurdalność takich stwierdzeń, które świadczą o niedostatku wiedzy medycznej i niezrozumieniu, czym jest zakażenie, a czym jego następstwa.
– Sepsa to niekontrolowana reakcja organizmu na czynnik zakaźny. Każdy, a więc także zakażenie koronawirusem SARS-CoV-2 – tłumaczy prof. Waldemar Goździk. – Organizm reaguje na zakażenie w określony sposób, ale gdy reakcja jest nasilona, zaczyna niszczyć własne tkanki. Dochodzi wówczas do niewydolności narządowej. W przypadku ciężkiej postaci COVID-19 jest to najczęściej niewydolność układu oddechowego, ale nie tylko. Koronawirus uszkadza komórki śródbłonka naczyniowego, co może powodować niewydolność serca, nerek i innych narządów. A to już typowa sepsa.
     Podczas pandemii prezes Stowarzyszenia na Rzecz Badania i Leczenia Sepsy „Pokonać Sepsę” prof. Andrzej Kübler, w ramach przeciwdziałania dezinformacji propagował stanowisko międzynarodowej organizacji Globalnego Sojuszu ds. Sepsy (Global Sepsis Alliance-GSA), przypominając o podstawowych definicjach związanych z zakażeniami i sepsą:
„Sepsa jest zespołem zagrażających życiu objawów niewydolności narządów wywołanym rozregulowaną reakcją organizmu na zakażenie. Każde zakażenie, także wirusowe. Jak wynika z doświadczeń epidemii COVID-19 w Chinach, 26 proc. zakażonych leczonych było w oddziałach intensywnej terapii (OIT). U 60 proc. z nich wystąpiły objawy niewydolności narządowej a u 31proc. objawy wstrząsu. Zmarło 4 proc. leczonych pacjentów. Pacjenci leczeni na OIT z zagrażającą życiu niewydolnością narządową z powodu koronawirusa mieli objawy sepsy i zmarli wśród objawów sepsy”.
– Nie można przeciwstawiać dwu różnych określeń: pochodzenia infekcji („zakażenie wirusowe”) i następstw klinicznych tego zakażenia („sepsa”) – podkreślał prof. Andrzej Kübler. – Zostało to jednak w sposób błędny rozgłoszone w polskich mediach – „nie zmarł na koronawirusa tylko na sepsę”. Jest to niezgodne z podstawowymi pojęciami medycyny zakażeń, których od lat uczymy studentów zawodów medycznych.

Wyzwaniem profilaktyka

     Co można zrobić, by zapobiegać sepsie? To ważne pytanie w sytuacji, gdy leczenie sepsy jest mało skuteczne, głównie z powodu zbyt późnego rozpoznania. Nie ma na nie prostych odpowiedzi.
– Np. w szpitalu sepsę może wywołać szereg czynników związanych z samą terapią – zauważa prof. Goździk. – Cewniki naczyniowe, rurki intubacyjne, wentylacja mechaniczna, itp. to potencjalne źródła zakażenia. Nacisk na profilaktykę jest trudny w praktycznej realizacji w naszych warunkach, bo po prostu brakuje personelu. Z tego powodu zmorą w polskich szpitalach pozostają np. zakażenia związane z wentylacją mechaniczną.
     Jednak sepsa może się rozwinąć wszędzie, także w domu. Dlatego jest tak ważne, by była częściej niż obecnie rozpoznawana nie tylko na oddziałach intensywnej terapii, ale też w obszarze pomocy przedszpitalnej, w oddziałach ratunkowych i wszędzie tam, gdzie pacjent ma kontakt z lekarzem.

 
Do domu z nowym sercem albo…. małą pompą

Do domu z nowym sercem albo…. małą pompą



57 transplantacji serca i 15 wszczepionych przenośnych pomp wspomagających pracę tego narządu – to bilans Instytutu Chorób Serca Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu od rozpoczęcia programu przeszczepiania serca w lutym ub. r. do pierwszych dni czerwca br. USK pozostaje jedynym ośrodkiem w regionie, gdzie można przeprowadzać obie procedury. Najnowszej generacji pompy HeartMate III, z którymi pacjent może po prostu iść do domu i przez dłuższy czas normalnie żyć, w Polsce mają prawo implantować jedynie ośrodki przeszczepowe.
Urządzenia te są traktowane jako pomost do transplantacji serca i mają na celu umożliwić choremu dotrwanie w co najmniej zadowalającej kondycji fizycznej do docelowego zabiegu. Uzupełnienie programu transplantacji o nowe metody wspomagania mechanicznego pozwala USK zabezpieczyć potrzeby najciężej chorych kardiologicznie z całego Dolnego Śląska, a nawet najbliższych Wrocławia ośrodków kardiologicznych położonych poza granicą województwa.

Rozwój technologii medycznych oraz wprowadzenie nowych leków w ostatnich latach poprawiły możliwości leczenia chorych z ciężką niewydolnością serca. Choć nadal ratunkiem dla części z nich pozostaje transplantacja serca, to w wybranych przypadkach zastosowanie znajdują urządzenia do mechanicznego wspomagania jego pracy. Te możliwości wykorzystuje się zwłaszcza w sytuacjach, gdy z różnych powodów nie ma szansy na szybkie przeszczepienie: brakuje odpowiedniego dawcy albo u samego chorego występują przeciwskazania. Stosowane od wielu lat urządzenia do mechanicznego wspomagania pracy serca (m.in. ECMO) pozwalają wprawdzie choremu bezpiecznie przeczekać najgorszy czas, ale musi on pozostawać pod intensywnym nadzorem w szpitalu, kiedy jest do nich podłączony. Pojawienie się małych, implantowalnych pomp z tytanu zmieniło w istotny sposób jakość życia pacjentów czekających na transplantację.

Pomost do przeszczepienia



– Pompy HeartMate III, które zaczęliśmy wszczepiać jesienią ubiegłego roku, mają dla pacjenta tę zaletę, że pozwalają mu opuścić szpital w krótkim czasie po zabiegu, czasem już po tygodniu – tłumaczy prof. Michał Zakliczyński z Pododdziału Transplantacji Serca i Mechanicznego Wspomagania Krążenia Instytutu Chorób Serca USK. – Po zabiegu i kilkudniowej rehabilitacji pacjent może po prostu iść do domu, podejmować aktywność, a przede wszystkim być samodzielnym i niezależnym od pomocy innych. Urządzenia są niewielkie, podczas operacji umieszczamy je w pobliżu koniuszka lewej komory serca. Pompa zastępuje czynność niewydolnej komory. Zasilana jest bateriami, poprzez przewody wyprowadzone na zewnątrz, łatwe do ukrycia pod ubraniem. Jedyne, o czym pacjent musi pamiętać, to troska o przewód zasilający (tzw. linię życia) i ładowanie baterii.
– Każda z dwóch baterii w urządzeniu wystarcza na 17 godzin – mówi Jakub Jankowski, koordynator programu wspomagania mechanicznego Instytutu Chorób Serca USK. – Niezależnie od aktywności pacjenta, spokojnie może zapewnić zasilanie swojej pompy w normalnych warunkach. Producent ostatniego modelu pompy zmienił konstrukcję urządzenia, eliminując wady poprzednich typów. Technologia jest niesamowita. Wirnik pompy obraca się z prędkością do 9 tysięcy obrotów na minutę, zapewniając przepływ krwi do 10 l na minutę.
Urządzenia przewidziane są do wieloletniej pracy, ale o tym, jak długo będą wspomagać chore serce, decydują także regulacje prawne. W niektórych krajach pompy wszczepialne mogą być stosowane jako terapia docelowa. Chory otrzymuje wówczas urządzenie nie tylko jako pomost do transplantacji, ale zamiast tego zabiegu. W innych – jak w Polsce i Wielkiej Brytanii – metoda dopuszczona jest u tych chorych, którzy zostali już zakwalifikowani do przeszczepu, ale z jakichś powodów nie mogą go otrzymać. Najczęściej wiąże się to z na tyle złym stanem biologicznym organizmu, że istnieje ryzyko niepowodzenia transplantacji. Inny częsty powód wszczepiania pompy to małe prawdopodobieństwo znalezienia odpowiedniego dawcy. Tak bywa np. w przypadku pacjentów o dużej wadze, dla których na narząd o odpowiedniej wielkości czasami czeka się bardzo długo. Istnieje realne ryzyko, że pacjent go nie doczeka. Wtedy ratuje go pompa. Co więcej, czasem na skutek jej zastosowania stan chorego tak dalece się poprawia, że pojawia się szansa na uniknięcie transplantacji.


Tylko nie popływają



Jednym z zadań Jakuba Jankowskiego jako koordynatora programu jest kontakt z pacjentami. Spotyka się z różnymi reakcjami.
– Po wszczepieniu pompy pacjenci zazwyczaj od razu czują poprawę, często spektakularną – mówi koordynator. – Zdarzyło się już, że pacjent wcześniej czekający z niecierpliwością na transplantację, po implantacji HeartMate III nie chciał już o niej słyszeć. Bo po co przechodzić trudny, obciążający zabieg, z koniecznością stosowania immunosupresji do końca życia, skoro małe urządzenie w sercu pozwala mu żyć praktycznie bez ograniczeń? Pomijając sporty ekstremalne, pacjent z pompą może w zasadzie wszystko, poza kąpielą w otwartych wodach z powodu zasilania. Kąpiel pod prysznicem jest możliwa, dzięki wodoszczelnej torebce, w której umieszczone są baterie. Na drugim biegunie mamy pacjentów, którzy są wręcz niezadowoleni, kiedy oferuje się im pompę, o której wcześniej nie słyszeli, za to nastawieni byli od dawna na nowe serce. Trzeba im dokładnie wytłumaczyć, na czym to polega i że w danej sytuacji jest to dla nich najlepsze, jeśli nie jedyne wyjście.
Chorzy są również informowani o profilu powikłań, jaki jest związany z każdą alternatywą terapeutyczną. Często to właśnie wysokie ryzyko działań niepożądanych decyduje o wyborze sposobu leczenia – w przypadku transplantacji musimy się liczyć ze skutkami wieloletniego osłabiania układu odporności przez leki immunosupresyjne, które dodatkowo niepozbawione są własnych działań ubocznych, a w przypadku pomp – koniecznością stosowania silnych leków przeciwkrzepliwych, które zmniejszają ryzyko udaru niedokrwiennego, ale zwiększają prawdopodobieństwo krwawienia. Niekiedy możliwość samodzielnej opieki nad ujściem linii zasilającej, w taki sposób żeby nie doszło do jego zainfekowania, w sposób oczywisty dla samego chorego przekracza jego możliwości. Dlatego pierwszy instruktaż dotyczący obsługi pompy, obejmujący podstawowe czynności manualne związane z wymianą baterii, sterownika i opatrunków, odbywa się przed wszczepieniem i jest elementem kwalifikacji. Ostatecznie, pacjent musi wyrazić świadomą zgodę na każdy rodzaj zabiegu, jaki proponują mu specjaliści. Nikt nikomu nie przeszczepi serca ani nie zaimplementuje pompy wbrew jego woli.
– My jednak zawsze proponujemy pacjentowi to, co jest dla niego najlepsze – podkreśla prof. Michał Zakliczyński. – O tym, czy jest to transplantacja, czy mechaniczne wspomaganie pracy serca, decydują względy medyczne w konkretnych okolicznościach. W leczeniu ciężkiej niewydolności serca metodą z wyboru nadal pozostaje transplantacja.


 

Dr Jakub Berezowski powołany na stanowisko dyrektora

Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu


Rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu prof. Piotr Ponikowski powołał dr. Jakuba Berezowskiego na stanowisko dyrektora Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, największej placówki ochrony zdrowia na Dolnym Śląsku. Dr Jakub Berezowski pełnił funkcję p.o. dyrektora USK od 1 kwietnia br. do czasu rozstrzygnięcia konkursu na to stanowisko.
– Komisja konkursowa decydująca o wyborze dyrektora Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego zakończyła pracę – poinformował rektor Prof. Piotr Ponikowski 3 czerwca br. – Powołałem na to stanowisko dr. Jakuba Berezowskiego. Stoją przed nim duże wyzwania i śmiałe projekty, które w naszej strategii zapisaliśmy z myślą o USK. Wierzę, że to nowy etap współpracy między uczelnią a szpitalem.

Dr Jakub Berezowski z wykształcenia jest prawnikiem, specjalizuje się w prawie medycznym i prawie ochrony zdrowia. Był prezesem, dyrektorem i menedżerem w Stowarzyszeniu „Promocja Przedsiębiorczości” w Opolu, które pełniło funkcję Regionalnej Instytucji Finansującej. W 2018 r. został powołany w skład gabinetu politycznego ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego. Pełnił funkcję dyrektora Departamentu Kwalifikacji Medycznych i Nauki Ministerstwa Zdrowia, a od czerwca 2019 r. – pełnomocnika ministra zdrowia do spraw rozwoju kadr medycznych. Był także związany z Agencją Badań Medycznych, na stanowisku zastępcy prezesa ds. finansowania badań. Od sierpnia 2021 r. był zatrudniony jako Dyrektor Generalny UMW.

Rektor poinformował także o rezygnacji prof. Szymona Dragana z funkcji Prorektora ds. klinicznych z powodów osobistych. Funkcję tę powierzył prof. Dariuszowi Janczakowi. – Kompetencje Pana Profesora mówią same za siebie – podkreślił prof. Piotr Ponikowski, dziękując prof. Janczakowi za to, że zgodził się wesprzeć uczelnię w działaniach. – Wierzę, że będzie to współpraca owocna i rozwijająca możliwości Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego.


 
Prof. Zdzisław Machoń doktorem honoris causa Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego

Prof. Zdzisław Machoń doktorem honoris causa Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego


Wybitny farmaceuta i chemik, twórca jednego z nielicznych oryginalnych polskich leków, wieloletni pracownik Akademii Medycznej we Wrocławiu (obecnie Uniwersytetu Medycznego) prof. Zdzisław Machoń otrzymał doktorat honoris causa Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego (WUM). Uroczystość nadania tej najwyższej godności w świecie akademickim odbyła się 2 czerwca br. podczas nadzwyczajnego posiedzenia Senatu UMW. Zorganizowane ono zostało w formie hybrydowej z transmisją on-line na WUM.

Warszawski Uniwersytet Medyczny reprezentowali: Rektor WUM prof. dr hab. Zbigniew Gaciong, Dziekan Wydziału Farmaceutycznego WUM dr hab. Joanna Kolmas, Przewodniczący Rady Dyscypliny Nauk Farmaceutycznych WUM prof. dr hab. Grzegorz Nałęcz-Jawecki, promotor doktora honoris causa prof. dr hab. Jadwiga Turło oraz recenzent prof. dr hab. Andrzej Kutner.

Rektor WUM prof. Zbigniew Gaciong podkreślał zasługi prof. Machonia dla polskiej nauki, zwłaszcza w kontekście stworzenia podwalin chemii medycznej.

– Pan profesor Zdzisław Machoń należy do elitarnego i bardzo wąskiego grona polskich naukowców, którzy zaprojektowali, otrzymali na drodze syntezy chemicznej i wprowadzili do lecznictwa oryginalny polski lek syntetyczny – wygłosiła w laudacji prof. Jadwiga Turło, kierownik Katedry Technologii Leków i Biotechnologii Farmaceutycznej WUM Vratizolin (Denotivir), którego twórcą jest Pan Profesor, podobnie jak Ipronal – prof. Bogusława Bobrańskiego, Bicordin i Binazin – prof. Stanisława Binieckiego oraz Glipolamid – prof. Zdzisława Brzozowskiego, powstały na wydziałach farmaceutycznych ówczesnych akademii medycznych (we Wrocławiu, Warszawie i Gdańsku).

Prof. Turło zaznaczyła, że wszystkie te leki zaprojektowane i otrzymane zostały w czasach, kiedy wsparcie projektowania innowacyjnego leku zaawansowaną krystalografią czy metodami in silico nie było możliwe. Świadczy to o ogromnej wiedzy z zakresu chemii medycznej, zdolnościach analitycznych i syntetycznych ich twórców.

– Innowacyjność rozróżnia liderów od naśladowców – podsumował imponujący dorobek prof. Machonia rektor UMW prof. Piotr Ponikowski, cytując Steve’a Jobsa.

92–letni dziś prof. Machoń, absolwent Politechniki Wrocławskiej oraz Akademii Medycznej we Wrocławiu większość swojego zawodowego życia poświęcił pracy na Wydziale Farmaceutycznym wrocławskiej uczelni medycznej. Przez wiele lat pełnił m.in. funkcję kierownika Katedry Chemii Organicznej AM we Wrocławiu.

– To bardzo wybitna postać, jest autorem ponad 100 opracowań naukowych oraz ponad 50 patentów. – mówi dr hab. Marcin Mączyński, prof. uczelni dziekan Wydziału Farmaceutycznego UMW. – Najważniejszym osiągnięciem prof. Machonia pozostaje opracowanie oryginalnego leku przeciwwirusowego o nazwie Vratizolin, który od wielu lat jest z powodzeniem stosowany u ludzi. Jesteśmy dumni, że Denotivir został zsyntezowany w laboratoriach Wydziału Farmaceutycznego naszej Uczelni.


 
Uniwersyteckie Centrum Wsparcia Badań Klinicznych – tu nauka łączy się z troską o pacjenta

Uniwersyteckie Centrum Wsparcia Badań Klinicznych – tu nauka łączy się z troską o pacjenta



– Badania kliniczne stanowią ważny obszar dla strategii rozwoju Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. W ostatnich latach podejmujemy intensywne działania, by prowadzić jak najwięcej takich badań, zwłaszcza inicjowanych przez naszych naukowców, których wyniki bezpośrednio przełożą się na praktykę kliniczną i zdrowie pacjentów. Chcemy, by badania kliniczne, których wyniki są dzisiaj podstawą rekomendacji terapeutycznych i diagnostycznych w medycynie, odbywały się tutaj na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu, żeby one były inicjowane przez naszych naukowców – mówił rektor UMW prof. Piotr Ponikowski podczas oficjalnego otwarcia Uniwersyteckiego Centrum Wsparcia Badań Klinicznych we Wrocławiu wraz z Ośrodkiem Faz Wczesnych 1 czerwca br. Jest to wyspecjalizowana jednostka, zapewniająca kompleksowe wsparcie badań klinicznych – komercyjnych i niekomercyjnych. Powstała jako wspólne przedsięwzięcie Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu oraz Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego, dzięki dofinansowaniu ze środków Agencji Badań Medycznych.

– Wrocławskie Centrum jest siódmym takim ośrodkiem w Polsce – poinformował obecny na uroczystości otwarcia prezes ABM dr hab. Radosław Sierpiński . – Tworzą one Polską Sieć Badań Klinicznych, którą planujemy sukcesywnie rozszerzać. Ostatecznie sieć będzie się składać z 20 ośrodków, dysponujących jednolitymi standardami i zapewniających polskim pacjentom dostęp do innowacyjnych terapii. Po utworzeniu tej sieci Polska naprawdę ma szansę stać się liderem w Europie Środkowo-Wschodniej, jeżeli chodzi o badania kliniczne.

Wojciech Murdzek, sekretarz stanu w Ministerstwie Edukacji i Nauki i pełnomocnik rządu do spraw reformy funkcjonowania instytutów badawczych podkreślił wagę przedsięwzięcia ABM w kontekście całego systemu ochrony zdrowia: – Okres pandemii pokazał wyraźnie, jak bardzo obszar zdrowia jest wrażliwy i ważny także w konteście bezpieczeństwa narodowego – ocenił Murdzek. – W idei takich ośrodków, jaki dziś otwieramy, ważne jest bezpośrednie połączenie nauki z troską o dobro pacjentów.
Uruchomiony 1 czerwca br. Ośrodek Faz Wczesnych będzie służył prowadzeniu badań klinicznych oceniających bezpieczeństwo i skuteczność nowoczesnych terapii we wczesnym etapie ich rozwoju, m.in. badania typu first-in-human, badania biorównoważności, badania monitorujące eskalację dawki, interakcje międzylekowe, badania typu proof-of-concept, badania wymagające ścisłego monitorowania farmakokinetyki/farmakodynamiki. Uruchomienie Ośrodka Faz Wczesnych umożliwi przełożenie odkryć laboratoryjnych na działania kliniczne, mające bezpośredni wpływ na opiekę zdrowotną.

– Bez tzw. badań wczesnych faz (I i II), dalsze etapy w badaniach klinicznych nie byłyby możliwe – wyjaśnia dyrektor UCWBK Marta Duda-Sikuła. – Podczas fazy I nowy produkt badany jest po raz pierwszy, podawany ludziom (zwykle są to zdrowi ochotnicy). Ocenia się bezpieczeństwo badanej substancji: jej wchłanianie, wydalanie, ewentualną toksyczność oraz interakcje z innymi przyjmowanymi substancjami (pokarmami, lekami). Podczas fazy II badany produkt podaje się po raz pierwszy pacjentom cierpiącym na konkretną chorobę, będącą przyszłym wskazaniem terapeutycznym. Na tym etapie badań określa się, czy lek działa w określonej grupie chorych oraz czy jest dla nich bezpieczny. Ustala się tu też optymalną dawkę leku – czyli taką, która zapewnia jego największą skuteczność przy jak najmniejszej ilości działań niepożądanych.
Do tej pory badania faz wczesnych były prowadzone głównie w wyspecjalizowanych ośrodkach komercyjnych. Centrum umożliwia przeprowadzenie takich badań na UMW, dzięki ścisłej współpracy środowiska akademickiego i klinicystów.

Centrum wraz z Ośrodkiem Faz Wczesnych posiada specjalistyczną kadrę oraz niezbędne zaplecze infrastrukturalne, nowoczesną przestrzeń biurową i kliniczną. W skład jego zespołu wchodzą lekarze, pielęgniarki, specjaliści z zakresu farmacji, farmacji klinicznej, biotechnologii, koordynowania badaniami klinicznymi i zarządzania projektami.

W Uniwersyteckim Centrum Badań Klinicznych prowadzone są obecnie głównie niekomercyjne badania kliniczne, w których UMW pełni rolę sponsora lub jednostki prowadzącej badania na zlecenie sponsora Academic Research Organisation (ARO). Aktualnie realizowanych jest 10 badań niekomercyjnych z zakresu kardiologii, onkologii i hematologii. 5 z nich finansowanych jest ze środków Agencji Badań Medycznych.
Dodatkowo Centrum zaangażowane jest w szkolenie nowych adeptów badań klinicznych. W partnerstwie z Agencją Badań Medycznych oraz Stowarzyszeniem na Rzecz Dobrej Praktyki Badań Klinicznych w Polsce prowadzi studia podyplomowe „Niekomercyjne Badania Kliniczne - projektowanie, realizacja i zarządzanie” . Studia te są częścią projektu „Akademia Badań Klinicznych – rozwój kompetencji zespołów badawczych w podmiotach leczniczych świadczących usługi szpitalne oraz lekarzy zatrudnionych w placówkach podstawowej opieki zdrowotnej”.

Badania realizowane w UCWBK:



„Wpływ dożylnego leczenia karboksymaltozą żelazową na śmiertelność i chorobowość z przyczyn sercowo-naczyniowych, oraz na jakość życia pacjentów z zawałem serca i towarzyszącym niedoborem żelaza - INFERRCT.”

„Międzynarodowy i wieloośrodkowy program leczenia chłoniaków limfoblastycznych (LBL) dla dzieci i nastolatków.”

„Wpływ nieodwracalnej elektroporacji wapniowej, elektrochemioterapii oraz elektroporacji (IRE-CaCl2, ECT oraz IRE) na jakość życia oraz przeżycie wolne od progresji u chorych na raka trzustki.”

„Development of an optimal strategy for the production and administration of CAR-T lymphocytes in adults and children with B-cell nonHodgkin lymphomas and acute lymphoblastic leukemia.”

„Zastosowanie specyficznych limfocytów przeciwwirusowych w leczeniu opornych zakażeń po allegenicznym przeszczepieniu hematopoetycznych komórek macierzystych.”

„Wieloośrodkowe, randomizowane, kontrolowane placebo badanie działania mirabegronu, nowego agonisty receptora ß3–adrenergicznego, na masę i funkcję rozkurczową lewej komory u pacjentów ze strukturalnymi chorobami serca.”

„Zastosowanie osocza ozdrowieńców w terapii chorych na Covid-19 wraz z metabolomiczną i laboratoryjną oceną postępu terapii osoczem - EPIC-19”.

„Badanie kliniczne I/II fazy autologicznej terapii genowej z użyciem krwiotwórczych komórek macierzystych w ciężkim złożonym niedoborze odporności wywołanym mutacją w obrębie genu RAG1 - RECOMB.”

„Profilaktyka Wtórna Chorób Sercowo-Naczyniowych u Osób Starszych - SECURE.”

„IntReALL HR 2010, niekomercyjne wieloośrodkowe badanie kliniczne nad leczeniem pierwszego nawrotu ostrej białaczki limfoblastycznej u dzieci.”

Więcej o UCWBK: http://ucwbk.umw.edu.pl


 
Jak skutecznie leczyć dzieci?

Jak skutecznie leczyć dzieci?



Konieczne jest nowe podejście do leczenia dzieci. Ci pacjenci, w jeszcze większym stopniu niż dorośli, powinni mieć dostęp do pełnej diagnostyki i kompleksowej opieki specjalistów różnych dziedzin w jednym miejscu. Ponadto trzeba maksymalnie wykorzystać możliwości leczenia w trybie ambulatoryjnym w ciągu jednego dnia. Nieporozumieniem są wędrówki z chorym dzieckiem od specjalisty do specjalisty w poszukiwaniu właściwej diagnozy, badania wykonywane w wielu różnych pracowniach, długie oczekiwanie na konieczne konsultacje, przedłużające się pobyty w szpitalu bez wskazań medycznych – ocenia pediatra i alergolog dr Ewa Willak-Janc z I Katedry i Kliniki Pediatrii, Alergologii i Kardiologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, dolnośląski konsultant w dziedzinie pediatrii.

Na Dolnym Śląsku działa 39 oddziałów pediatrycznych, a więc całkiem sporo. Jednak sama ilość miejsc nie przekłada się wprost na jakość opieki pediatrycznej w regionie.

– Wystarczyło zlikwidowanie oddziału pediatrycznego w jednym z wrocławskich szpitali, by pojawił się problem – zauważa dr Ewa Willak-Janc. – Ponieważ obłożenie na pediatrii ma charakter sezonowy, obecnie odczuwamy nawał pacjentów z wiosennymi infekcjami. Do tego dochodzą uchodźcy z Ukrainy. W tej sytuacji oddziały rejonowe pękają w szwach, a niektóre są wręcz na granicy wydolności. Stały problem stanowi brak oddzielnych dla dzieci szpitalnych oddziałów ratunkowych, co jest poważnym utrudnieniem. Ponadto niektóre z oddziałów pediatrycznych są małe, przyjmują niewielu pacjentów. Zasadne są wątpliwości, czy warto utrzymywać oddział, na którym w ciągu roku leczy się tyle dzieci, ile w dużym szpitalu miesięcznie? Zwłaszcza, gdy ta placówka znajduje się w niewielkiej odległości od miejsca zamieszkania, bo zwykle dzieli je nie więcej niż 40-50 km. To nie jest kłopot, szczególnie że dzieci są hospitalizowane razem z opiekunami. Kolejna kwestia to jakość opieki w placówkach, w których nie ma stałego dostępu do specjalistów różnych dziedzin. To kluczowa sprawa w diagnostyce bardziej skomplikowanych przypadków.

Wiele mówi się o nadużywaniu leczenia szpitalnego w polskim systemie ochrony zdrowia, jako o jego poważnej wadzie. Zbyt dużo chorób leczy się w szpitalu, zamiast w trybie ambulatoryjnym. Zdaniem dr Ewy Willak-Janc ten problem nie dotyczy pediatrii.
– W naszej dziedzinie to już raczej przeszłość – ocenia lekarka. – Kiedyś system rozliczeń przez NFZ wymuszał co najmniej trzydniową hospitalizację, ale na szczęście jest to już nieaktualne, zlikwidowano te absurdalne wymogi. W większości dzieci są w szpitalu tyle czasu, ile naprawdę muszą. Coraz więcej problemów rozwiązuje się też w ramach hospitalizacji jednodniowych, podczas których dziecko wraca na noc do domu, ale tu też jest pole do poprawy. Nadal jednak są i będą sytuacje, w których dłuższy pobyt w szpitalu jest konieczny. Nie wszystko da się wyleczyć ambulatoryjnie ani w ciągu jednego dnia. Dotyczy to także diagnostyki. Przychodzi dziecko z kaszlem do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, kaszel się utrzymuje, kierowane jest do pulmonologa, alergologa, itd. Czasem rodzice wędrują w ten sposób od specjalisty do specjalisty i mija wiele czasu, zanim pacjent zostanie właściwie zdiagnozowany. Gdyby takie dziecko trafiło do wielodyscyplinarnego szpitala, łatwiej i szybciej można by dojść do rozpoznania. Konieczne jest nowe podejście do leczenia dzieci. Ci pacjenci, w jeszcze większym stopniu niż dorośli, powinni mieć dostęp do pełnej diagnostyki i kompleksowej opieki specjalistów różnych dziedzin w jednym miejscu. Ponadto trzeba maksymalnie wykorzystać możliwości leczenia w trybie ambulatoryjnym w ciągu jednego dnia. Nieporozumieniem są wędrówki z chorym dzieckiem od specjalisty do specjalisty w poszukiwaniu właściwej diagnozy, badania wykonywane w wielu różnych pracowniach, długie oczekiwanie na konieczne konsultacje, przedłużające się pobyty w szpitalu bez wskazań medycznych – chcemy, żeby to wszystko odeszło do lamusa.

Jedną z największych bolączek pediatrii są niedobory specjalistów. Średnia wieku dolnośląskiego pediatry wynosi 58 lat. Co roku ubywa o ok. 20 tych specjalistów – lekarze umierają lub przechodzą na emeryturę, a na ich miejsce przychodzi coraz mniej nowych. Pediatria nie jest specjalizacją cieszącą się dużym zainteresowaniem wśród młodych lekarzy. A jeśli już się na nią decydują, wolą pracować w przychodniach POZ, gdzie nie ma nocnych dyżurów, weekendy ma się wolne, a zarabia się relatywnie więcej.

– Stopniowy odpływ kadry medycznej jest katastrofalny i jeśli nie zmieni się systemu, w niedalekiej przyszłości naprawdę nie będzie miał kto leczyć dzieci – dodaje dr Willak-Janc.

Rozwój pediatrii w strategii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu

Senat Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu w lutym br. uchwalił strategię uczelni na lata 2021-2028. Jako cel strategiczny w obszarze klinicznym określono „stworzenie ośrodka klinicznego, w oparciu o działalność naukową i dydaktyczną Uniwersytetu, o krajowej i europejskiej sile oddziaływania w wybranych dziedzinach medycyny”. Jedną z nich jest pediatria, co wiąże się z pozyskaniem funduszy i rozpoczęciem budowy Instytutu Pediatrii do roku 2024. W ramach jednego z celów operacyjnych strategia UMW zakłada opracowanie i wdrożenie Uniwersyteckiego Programu Rozwoju Pediatrii od roku 2022.

 
Onkologia w trosce o pacjenta
Informacja prasowa 26.05.2022

Onkologia w trosce o pacjenta



Przyszłością onkologii są wyspecjalizowane ośrodki, zapewniające pacjentom kompleksową opiekę i dostęp do nowoczesnych metod leczenia chorób nowotworowych. Konieczna jest ścisła współpraca wiodących, wielospecjalistycznych jednostek, a na Dolnym Śląsku są to Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu i Dolnośląskie Centrum Onkologii, Pulmonologii i Hematologii. Potencjał wybitnych specjalistów reprezentujących oba ośrodki pozwala na rozpoczęcie wspólnego projektu, obejmującego kompleksową prewencję i poprawę rozpoznawania i leczenia chorób nowotworowych. Takie wnioski zdominowały dyskusję w gronie ekspertów podczas konferencji naukowej „Onkologia – w trosce o pacjenta – nowe terapie, nowe możliwości”, zorganizowanej przez Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu 26 maja br.

Postęp w leczeniu chorób nowotworowych w ostatnich latach jest imponujący, ale jednocześnie wciąż rośnie liczba zachorowań.

– Choroby nowotworowe są drugą przyczyną zgonów, zaraz po chorobach układu krążenia – podkreślał prorektor ds. nauki UMW prof. Piotr Dzięgiel, podczas otwarcia konferencji. – Wiele wskazuje na to, że wkrótce znajdą się one na pierwszym miejscu.

„Wierzę (…), że wspólny potencjał wybitnych specjalistów reprezentujących UMW i DCOPiH pozwoli na rozpoczęcie wspólnego projektu, obejmującego kompleksową prewencję i poprawę rozpoznawania i leczenia chorób nowotworowych. Mamy potencjał, żeby myśleć o dużych projektach prewencyjnych, które obejmą populację Dolnego Śląska, o wspólnych zdigitalizowanych bazach danych, o wspólnym biobanku, o wykorzystaniu sztucznej inteligencji do optymalizacji diagnostyki, o personalizowanej medycynie, o wykorzystaniu dostępnych narzędzi, takich jak robotyka, o inicjowaniu wspólnych badań klinicznych, czy w końcu medycynie translacyjnej obszarze onkologii. Wszystko po to, żeby nasi chorzy żyli dłużej i lepiej” – napisał rektor UMW prof. Piotr Ponikowski w liście do uczestników konferencji.

Najnowsze i najskuteczniejsze możliwości terapeutyczne w leczeniu nowotworów przedstawili: prof. Ewa Carrier (Vice President, Clinical Development Oncology and Fibrosis Program FibroGen, Inc., absolwentka Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu), prof. Wojciech Kielan i dr Julia Rudno-Rudzińska z Katedry i Kliniki Chirurgii Onkologicznej UMW i USK, prof. Stefan Anker (Charité University, Instytut Chorób Serca UMW), prof. Tomasz Wróbel z Katedry i Kliniki Hematologii, Nowotworów Krwi i Transplantacji Szpiku UMW i USK, prof. Rafał Matkowski i dr Aleksandra Łacko z Katedry Onkologii UMW i DCOPiH, dr hab. Bartosz Małkiewicz z Uniwersyteckiego Centrum Chirurgii Robotycznej.

– Po wysłuchaniu tych prezentacji jestem zbudowany, także tym, jak wiele można osiągnąć nawet przy pomocy prostych technologii – powiedział po wykładach Janusz Cieszyński, pełnomocnik rządu ds. cyberbezpieczeństwa i były wiceminister zdrowia. Jednocześnie podkreślił konieczność rozwoju telemedycyny, dzięki której można poprawić dostęp pacjentów do konsultacji specjalistów nawet z gabinetu lekarza podstawowej opieki zdrowotnej w małej miejscowości. Właśnie kwestia dostępu do opieki medycznej na wysokim poziomie każdego mieszkańca regionu jest przedmiotem troski władz samorządowych:

– Mamy tu do czynienia z pewnym dysonansem – przyznał wicemarszałek województwa Marcin Krzyżanowski. – Z jednej strony rozwinięta medycyna wielospecjalistyczna, a z drugiej dostęp do niej dla pacjentów z małych miejscowości. Mamy świadomość, że nie wszystko da się zrobić wszędzie i pewne procedury medyczne muszą być skoncentrowane, stąd idea budowy nowego szpitala onkologicznego. Jednocześnie tam, gdzie to możliwe, chcemy wspierać ośrodki subregionalne.

Mniejsza odległość od miejsca zamieszkania do szpitala nie jest wartością samą w sobie, szczególnie w onkologii. Wskazują na to statystyki, przedstawione przez prof. Matkowskiego, dotyczące liczby zabiegów chirurgicznych w poszczególnych ośrodkach regionu. Niektóre z nich wykonują po kilka rocznie operacji onkologicznych. W takiej sytuacji nie ma mowy o dużym doświadczeniu, więc trudno się dziwić, że większość pacjentów z regionu chce się leczyć we Wrocławiu.

Dyrektor DCOPiH prof. Adam Maciejczyk zrelacjonował trudności przy zbieraniu danych do pilotażowego programu Krajowej Sieci Onkologicznej, a p.o. dyrektor USK Jakub Berezowski podkreślił ogromny potencjał USK w leczeniu chorób onkologicznych.

– W regionie jest miejsce zarówno dla dużego ośrodka onkologicznego, jak i dla onkologii w wielospecjalistycznym szpitalu, jakim jest USK – ocenił Berezowski. – Znaczące pole współpracy otwierają też projekty naukowe, jak te realizowane w Uniwersyteckim Centrum Wsparcia Badań Klinicznych, w tym finansowane z Agencji Badań Medycznych. Prof. Tomasz Szydełko, kierownik Uniwersyteckiego Centrum Urologii USK i krajowy konsultant w dziedzinie urologii przypomniał, że 80 proc. działalności tej jednostki to onkologia urologiczna, głównie leczenie nowotworów gruczołu krokowego (prostaty, stercza), pęcherza moczowego i nerki.

- Przed nami rozwój chirurgii robotycznej – dodał prof. Szydełko. – Nie mamy wyjścia, na świecie w uroonkologii roboty są standardem, u nas wciąż zbyt mało pacjentów z nowotworami układu moczowego i płciowego ma wykonywane zabiegi tą techniką.

W dyskusji na temat bolączek i niedoborów w dziedzinie onkologii przewijał się problem braków kadrowych. Wśród specjalistów, których dramatycznie brakuje w całym kraju, znajdują się patolodzy. – Patologia jest szarą eminencją medycyny, ale bez naszego rozpoznania nie istnieje żadna terapia – zauważyła prof. Agnieszka Hałoń, kierownik Zakładu Patologii Klinicznej UMW. – Tymczasem w całej Polsce pracuje 340 patologów, a na Dolnym Śląsku jest nas 21. W USK pięciu patologów ogląda 75 tysięcy szkiełek rocznie.

Uczestnicy konferencji byli zgodni co do tego, że nie pomoże dostęp do najwybitniejszych specjalistów i najnowszych technologii bez dobrze działającego systemu badań przesiewowych. Jeśli pacjenci nadal będą trafiać do specjalistów w zawansowanych stadiach raka, możliwości ich skutecznego leczenia nadal będą ograniczone.

Prof. Rafał Matkowski przedstawił dane dotyczące screeningu w kierunku raka piersi.

– 50 proc – taki był najwyższy odsetek udziału pacjentek w screeningu w Polsce, ale i to to już przeszłość – mówił prof. Matkowski. – Obecnie, po likwidacji ośrodków koordynujących i zaprzestaniu wysyłania zaproszeń, mamy poziom ok. 30-procentowy. W naszym regionie sytuacja wygląda nieco lepiej: we Wrocławiu osiągnęliśmy 40 proc, a na Dolnym Śląsku 37 proc. Tylko my nadal wysyłamy zaproszenia. Tymczasem np. w Szwecji w badaniach przesiewowych bierze udział nawet 80 proc. pacjentów. Profilaktyka i edukacja to obszary, których nie można zaniedbywać.

Skuteczność sprawnego systemu badań przesiewowych widać także w leczeniu innych nowotworów:

– W Polsce zaledwie 10-15 proc. przypadków raka żołądka rozpoznajemy we wczesnych stadiach, a zdecydowana większość pacjentów trafia do nas za późno – podkreślił prof. Wojciech Kielan, szef Kliniki Chirurgii Ogólnej i Chirurgii Onkologicznej USK, zajmującej się przede wszystkim chirurgią przewodu pokarmowego. – W Japonii, gdzie przywiązuje się ogromna wagę do badań przesiewowych, jest odwrotnie: ok. 80 proc. przypadków rozpoznawanych jest na wczesnym etapie choroby.


 
Bezpłatne badania i wykłady z okazji Dnia Diagnosty

Bezpłatne badania i wykłady z okazji Dnia Diagnosty



Szanowni Państwo,

zapraszamy serdecznie na bezpłatne badania i wykłady organizowane przez Studenckie Towarzystwo Diagnostów Laboratoryjnych Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu z okazji Ogólnopolskiego Dnia Diagnosty, który obchodzimy 27 maja.


27 maja - zorganizowane będą dwa tematyczne e-spotkania na platformie Microsoft Teams:
  • * 16:00 - wykład "Jak poprawnie przygotować się do badań - najważniejsze zasady", który poprowadzi dr hab. Iwona Bil-Lula prof UMW
  • * 18:00 - wykład "Oczywiste i mniej oczywiste błędy w przygotowaniu do badań laboratoryjnych oraz ich wpływ na uzyskiwane wyniki", który poprowadzi dr hab. Agnieszka Ćwiklińska UMW.
Link do połączenia: https://fb.me/e/1L2PrDahm

28 maja – w Centrum Handlowym „Magnolia Park” we Wrocławiu będzie można zrobić bezpłatne badania poziomu glukozy, saturacji oraz ciśnienia tętniczego - zapraszamy na nasze stoisko przy wejściu głównym w godzinach od 10.00 do 16.00.


 
26 maja - Konferencja UMW „Onkologia - w trosce o pacjenta

26 maja - Konferencja UMW "Onkologia - w trosce o pacjenta"



Zapraszamy Państwa serdecznie do udziału w konferencji „Onkologia - w trosce o pacjenta - nowe terapie, nowe możliwości” organizowanej przez Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu 26 maja 2022r. Naukowcy i lekarze porozmawiają o tym, jakiej opieki chcemy na Dolnym Śląsku. Spotkanie ma charakter otwarty - mogą w nim wziąć udział wszyscy chętni - zgodnie z dostępnością miejsc.

MIEJSCE: sala wykładowa im. Kuczyńskiego, Wydział Farmaceutyczny, ul. Borowska 211, Wrocław

PROGRAM SPOTKANIA:

17.00 - 17.10 Otwarcie konferencji
Prof. Piotr Ponikowski
Rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu

17.10 - 17.40 Pancreatic Cancer and Pamrevlumab (FG-3019): new MOA
Prof. Ewa Carrier
Vice President, Clinical Development Oncology and Fibrosis Program FibroGen, Inc., absolwentka Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu

17.45 - 18.00 Postępy w leczeniu chirurgicznym raka trzustki
Prof. Wojciech Kielan, dr Julia Rudno-Rudzińska
Katedra i Klinika Chirurgii Onkologicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, Uniwersytecki Szpital Kliniczny

18.00 - 18.15 Cardio-oncology: unmet needs and challenges in 2022
Prof. Stefan Anker
Charité University, Instytut Chorób Serca Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu

18.15 - 18.30 Immunoterapia – przyszłość hematoonkologii
Prof. Tomasz Wróbel
Katedra i Klinika Hematologii, Nowotworów Krwi i Transplantacji Szpiku Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, Uniwersytecki Szpital Kliniczny

18.30 - 18.55 Postępy w leczeniu raka piersi
Prof. Rafał Matkowski, dr Aleksandra Łacko
Katedra Onkologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, Dolnośląskie Centrum Onkologii, Pulmonologii i Hematologii we Wrocławiu

18.55 - 19.10 Zastosowanie chirurgii robotycznej w onkologii
Dr hab. Bartosz Małkiewicz
Uniwersyteckie Centrum Chirurgii Robotycznej Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu, Uniwersytecki Szpital Kliniczny

19.10 - 19.45 Dyskusja panelowa
 
Informacja dotycząca szpitala w Strzelinie

Informacja dotycząca szpitala w Strzelinie



W USK pracuje obecnie zespół, który analizuje wszystkie możliwe scenariusze dalszej działalności szpitala w Strzelinie. Od dłuższego czasu borykamy się w tej palcówce z problemami organizacyjno-finansowymi, ale żadne wiążące ustalenia w sprawie funkcjonowania oddziałów ginekologiczno-położniczego i neonatologicznego, nie padły. Panie, które w najbliższych tygodniach planowały poród w tej placówce, mogą być spokojne.

W najbliższym czasie dyrekcja szpitala spotka się z samorządowcami, by przedstawić i omówić wypracowane rozwiązania. Jednocześnie zwraca się z apelem o zaniechanie działań protestacyjnych, ponieważ nie sprzyjają atmosferze rzeczowej rozmowy. Obecnie wspólnym celem powinna być merytoryczna rozmowa, a nie społeczne eskalowanie konfliktu.
 
19 maja – Światowy Dzień Nieswoistych Chorób Zapalnych Jelit

19 maja – Światowy Dzień Nieswoistych Chorób Zapalnych Jelit



Nieswoiste choroby zapalne jelit (NChZJ) to grupa przewlekłych chorób jelit dotycząca głównie osób młodych i aktywnych zawodowo. Zalicza się do nich przede wszystkim dwie jednostki chorobowe – wrzodziejące zapalenie jelita grubego (WZJG) i choroba Leśniowskiego-Crohna (ChLC). NChZJ to choroby o złożonej etiologii, na którą składają się predyspozycje genetyczne, zaburzenia odpowiedzi układu immunologicznego oraz pobudzające ostatecznie wyzwolenie choroby, czynniki środowiskowe m.in. sposób odżywiania, palenie tytoniu czy stosowane leki (antybiotyki, leki przeciwbólowe). Tych chorób jest coraz więcej, a problem coraz częściej dotyka dzieci.

– Przewlekły charakter NChZJ, okresowe zaostrzenia, często duża aktywność procesu zapalnego, powikłania i następstwa ogólnoustrojowe (m.in. zapalenia stawów, niedokrwistość, zmiany skórne, przetoki jelitowo-jelitowe czy jelitowo-skórne) oraz nie zawsze dobra odpowiedź na leczenie powodują, że choroby te stanowią poważny problem kliniczny i wpływają znacząco na jakość życia i funkcjonowanie w społeczeństwie – mówi dr Robert Dudkowiak z Katedry i Kliniki Gastroenterologii i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego i Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, prezes dolnośląskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Wspierania Osób z Nieswoistymi Zapaleniami Jelita „J-elita”. – NChZJ mogą występować w każdym okresie życia, najczęściej jednak początek choroby ma miejsce w drugiej lub trzeciej dekadzie życia. Zachorować można również w okresie dzieciństwa, a także – co obserwuje się w ostatnim czasie – w wieku podeszłym.

NChZJ występują na całym świecie, jednak największa zapadalność dotyczy rozwiniętych krajów Europy Zachodniej, Stanów Zjednoczonych, Kanady i Australii. Najwyższą roczną zapadalność na NChZJ stwierdza się w Europie (24,3 zachorowań/100 tys. w przypadku WZJG i 12,7 zachorowań /100 tys w przypadku ChLC). W tym roku pojawiła się publikacja na temat epidemiologii NCHZJ w Polsce w latach 2009-2020. Przedstawiona częstość występowania i zapadalność na NChZJ w Polsce w tych latach (dane w oparciu o bazę elektroniczną Narodowego Fundusz Zdrowia) wskazują na znaczny wzrost obciążenia społeczeństwa tymi chorobami. W 2020 roku było w Polsce 73 235 z WZJG i 23 574 pacjentów z ChLC.

Częstość występowania WZJG i ChLC wynosiła odpowiednio 191,4 i 61,6 na 100 tys. Z kolei zapadalność, czyli liczba nowo zarejestrowanych przypadków w przedziale roku w przeliczeniu na 100 tys. Polaków wynosiła 12,5 dla WZJG i 4,7 dla ChLC.

– Dane te pokrywają się z obserwowanym od dłuższego czasu wyraźnym zwiększeniem liczby hospitalizacji w Polsce zarówno z powodu WZJG, jak i ChLC – dodaje dr Robert Dudkowiak. – O wzroście zachorowalności na NChZJ wśród dzieci świadczą także doniesienia z pediatrycznych ośrodków gastroenterologii i coraz większa liczba pacjentów trafiająca spod opieki pediatry do gastroneterologa po osiągnieciu pełnoletności. Pandemia COVID-19 niewątpliwie zmieniła podejście do leczenia tej grupy chorób oraz sam obraz choroby. O skali problemu NChZJ świadczy również fakt, że w sejmie jesienią 2017 r. złożony został projekt skoordynowanej opieki nad tą grupą pacjentów i dąży się do tego, aby na leczenie i prowadzenie chorych z WZJG i ChLC przeznaczyć odrębną pulę pieniędzy w stosunku do pozostałych chorych gastrologicznych. Model zakłada powstanie kilkunastu centrów leczenia NChZJ w całej Polsce z lekarzami różnych specjalności, wyposażonych w nowoczesny sprzęt, oferujących zarówno opiekę szpitalną jak i ambulatoryjną (w poradni) oraz leczenibiologiczne. Realizacja projektu została wstrzymana w związku z pandemią COVID-19, jednak pozytywną informacją dla pacjentów z NChZJ jest decyzja Ministerstwa Zdrowia, które od stycznia 2022 r. zniosło ograniczenie czasowe dostępności do leczenia biologicznego.

Z okazji Światowego Dnia NChZJ stadion we Wrocławiu zostanie podświetlony na fioletowo.

Działający przy Klinice Gastroenterologii i Hepatologii USK dolnośląski oddział Polskiego Towarzystwa Wspierania Osób z Nieswoistymi Zapaleniami Jelita „J-elita” zaprasza na spotkanie organizowane w ramach Dni Edukacji dla pacjentów, które planowane jest 17 września br. Więcej informacji o tym wydarzeniu podamy na stronie www.usk.wroc.pl


 
Stulecie otolaryngologów we Wrocławiu

Stulecie otorynolaryngologów we Wrocławiu



1200 specjalistów z Polski, Europy i USA weźmie udział w jubileuszowym 50 Zjeździe Polskiego Towarzystwa Otorynolaryngologów Chirurgów Głowy i Szyi we Wrocławiu w dniach 18-21 maja br. Termin jest nieprzypadkowy: dokładnie 19 maja mija 100 lat od pierwszego zjazdu Polskiego Towarzystwa Otolaryngologicznego, którego tradycje kontynuuje PTOChGiS. Organizatorami naukowego spotkania są Katedra i Klinika Otolaryngologii, Chirurgii Głowy i Szyi Uniwersytetu Medycznego i Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu oraz Polskie Towarzystwo Otorynolaryngologów Chirurgów Głowy i Szyi, a patronat nad wydarzeniem objął rektor UMW prof. Piotr Ponikowski i prezydent Wrocławia Jacek Sutryk.

Zjazdy PTOChGiS organizowane są co dwa lata, ale z powodu pandemii poprzedni odbył się w formie zdalnej.

– Teraz wreszcie, po czteroletniej przerwie, będziemy mogli spotkać się osobiście, wymienić doświadczeniami – nie kryje radości prof. Tomasz Zatoński, przewodniczący komitetu naukowego i organizacyjnego zjazdu, kierownik Katedry i Kliniki Otolaryngologii, Chirurgii Głowy i Szyi UMW, przewodniczący elekt Polskiego Towarzystwa Otorynolaryngologów Chirurgów Głowy i Szyi, prorektor UMW. – Warto też dodać, że ostatnie tak ważne wydarzenie naszego środowiska we Wrocławiu miało miejsce w 1996 r., a równo 100 lat temu, 19-20 maja 1922 roku w Warszawie, naukowe towarzystwo polskich otolaryngologów obradowało po raz pierwszy w historii.

Podczas obrad specjaliści koncentrować się będą jednak przede wszystkim na aktualnościach w swojej dziedzinie. Tematem głównym zjazdu są „Najnowsze trendy w laryngologii” i wokół nich będą toczyły się dyskusje oraz wymiana doświadczeń ekspertów. Jedna z wielu sesji poświęcona została otorynolaryngologicznym aspektom COVID-19. Ta nowa choroba bowiem w dużej mierze dotyczyła objawów i powikłań w obszarze głowy i szyi (m.in. utrata węchu i smaku). Wciąż poważnym problemem medycznym i społecznym pozostają nowotwory głowy i szyi, które nie tylko w Polsce bywają rozpoznawane zbyt późno. Naukowcy podzielą się najnowszą wiedzą na ten temat.

Poza licznymi sesjami naukowymi organizatorzy przygotowali kursy szkoleniowe, warsztaty oraz wystawę medyczną w wersji tradycyjnej. Zaproszenie na zjazd przyjęli najwybitniejsi przedstawiciele środowiska z kraju i zagranicy, m.in. legenda laryngologii prof. Eugen Myers z Pittsburga oraz prof. Ehab. Y. Hanna z Houston.


 
PICTURE – i wszystko jasne

PICTURE – i wszystko jasne


Dziś poznaliśmy wyniki programu PICTURE – badań zdrowia dzieci w wieku szkolnym (7-14 lat) oraz ich opiekunów. Projekt jest wspólną inicjatywą miasta oraz Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. W ciągu 2 lat poprzez PICTURE przebadano 2050 mieszkańców Wrocławia. Wykonano kompleksowe badania laboratoryjne, biomedyczne, antropometryczne i ankietowe, dzięki którym wyciągnięto ważne wnioski i rekomendacje na przyszłość dotyczące zdrowia mieszkańców.

- Żyjemy w czasach, gdy zdrowie, szczególnie w społeczeństwach rozwiniętych staje się tematem najważniejszym. Niestety również we Wrocławiu mamy do czynienia z chorobami cywilizacyjnymi – takimi jak otyłość, choroby serca, czy miażdżyca. Chcemy temu przeciwdziałać, dlatego właśnie zdecydowaliśmy się w 2019 r. uruchomić i współfinansować razem z Uniwersytetem Medycznym program zdrowotnej profilaktyki badań PICTURE – wskazuje Jacek Sutryk, prezydent Wrocławia.

Każdy z uczestników (dziecko i rodzic) miał wykonane badania laboratoryjne, tj. morfologia krwi, poziom glukozy, hemoglobina glikowana, poziom kreatyniny, lipidogram: cholesterol całkowity, poziom elektrolitów: sód i potas oraz poziom hormonu TSH. Dodatkowo wykonane zostały badania: EKG, spirometria, pomiar ciśnienia tętniczego, badania antropometryczne z uwzględnieniem analizy składu masy ciała oraz badanie laryngologiczne i audiometryczne.

- Dzięki programowi lekarze wykryli znaczne nieprawidłowości, o których badani wcześniej nie wiedzieli, a które wymagały zdecydowanie szybkiej interwencji, m.in.: 8 osób miało cukrzycę, 16 osób (w tym 12 dzieci) miało niedoczynność tarczycy, 8 osób zmagało się z nadciśnieniem tętniczym, a 10 osób (w tym 1 dziecko) miało nieprawidłową morfologię z obrazem znacznej anemii, która wymagała szybkiej interwencji – wyjaśnia prof. Tomasz Zatoński, Prorektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu ds. Budowania Relacji i Współpracy z Otoczeniem oraz kierownik całego programu.

To nie koniec wspólnych działań miasta i Uniwersytetu Medycznego w ramach PICTURE. Podstawowy nabór zwiększy się o 500 osób. Tym samym przez następne 2 lata zespół z Uniwersytetu Medycznego będzie badać populację 2,5 tys. ludzi.


W latach 2019-2021 na program PICTURE miasto wydało 512 tys. zł. W kolejnym etapie (lata 2022-2025) planowane jest przeznaczenie łącznie 800 tys. zł na ten cel.

Wyniki badań PICTURE u dzieci:
 
- U 21% badanych wykazano wysoki odsetek nieprawidłowych wartości ciśnienia tętniczego

- U 20 % badanych dzieci występuje nadwaga i otyłość.

- Zauważalny bardzo wysoki odsetek zgłaszanych bólów brzucha (36%) i głowy (36%) - niewspółmiernie wysoki do rozpoznanych schorzeń u dzieci, którymi objawami mogą być w/w dolegliwości.

- Występują znaczne nieprawidłowości w funkcjonowaniu emocjonalnym badanych dzieci i młodzieży w przestrzeni psychospołecznej w ciągu ostatniego roku. To np. lęk wykryty u 35% dzieci, nieadekwatny smutek - 25% dzieci, stan obniżonego nastroju/depresji - 14% dzieci, uczucie przewlekłego zmęczenia -20% dzieci, nadmierne pobudzenie  - 20%, ataki złości - 36%. 8% badanych doświadczyło prześladowania ze strony rówieśników.

Główne problemy zdrowotne dorosłych:

- Wysoki odsetek nieprawidłowych wartości ciśnienia tętniczego – 27 % mężczyzn i 9% kobiet (badanie przesiewowe, tylko jeden pomiar, stąd konieczność weryfikacji przez lekarzy pierwszego kontaktu).   

- Zaburzenia profilu lipidowego - podwyższone stężenie cholesterolu całkowitego - 46% ogółu badanych.

- Nadwaga i otyłość wykryta u 46% badanych ( w tym 28,8% nadwaga; 17,3% otyłość).

- Otyłość brzuszna występuje u 51% kobiet i 39% mężczyzn.

- 11,9% dorosłych ma nieprawidłowy wynik badania audiometrii tonalnej.

- U 83% dorosłych badanych dorosłych zanotowano nieprawidłowy wynik otoemisji akustycznych.
.

 
Prof. Piotr Ponikowski w światowym rankingu badaczy w medycynie
 
 
Bezpłatne badanie wątroby metodą elastografii SWE u pacjentów z niealkoholową stłuszczeniową chorobą wątroby (NAFLD)


Bezpłatne badanie wątroby metodą elastografii SWE u pacjentów

z niealkoholową stłuszczeniową chorobą wątroby (NAFLD)



Trwa rekrutacja do bezpłatnego badania wątroby metodą sonoelastografii fali poprzecznej SWE u pacjentów z niealkoholową stłuszczeniową chorobą wątroby (NAFLD). Do udziału w badaniu zapraszamy WSZYSTKIE osoby powyżej 18. roku życia, u których rutynowe badanie USG jamy brzusznej wykazało stłuszczenie wątroby. Badanie zostanie wykonane przez pracowników naukowych Zakładu Radiologii Ogólnej i Pediatrycznej USK. Bardzo serdecznie zapraszamy do wzięcia udziału w naszym badaniu. Szczegółowe informacje dostępne są pod numerem telefonu 695221299 lub też pod adresem mailowym: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Co to jest sonoelastografia SWE?

Elastografia SWE – “bezinwazyjna biopsja wątroby” - stanowi przełom w diagnostyce chorób wątroby: marskości i włóknienia. Badanie to pozwala w sposób bezinwazyjny określić stopień włóknienia wątroby w skali METAVIR (tak samo jak biopsja). Polega ono na pomiarze prędkości rozchodzenia się fali ultradźwiękowej emitowanej przez głowicę w trakcie wykonywania USG wątroby. Prędkość rozchodzenia się fali zależy od sztywności narządu, czyli stopnia jego włóknienia. Na podstawie zebranych danych można określić stopień włóknienia. Wykonujący badanie lekarz przy pomocy obrazowania USG znajduje najlepszy, najbardziej jednorodny obszar wątroby, który najlepiej nadaje się do wykonania pomiaru".
 
Pielęgniarka – niepożądany zawód z przyszłością

Pielęgniarka – niepożądany zawód z przyszłością


Na dzienne studia pielęgniarskie na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu przyjmuje się rocznie ok. 140 osób i tyle też je kończy. Taką liczbę pielęgniarek od zaraz jest w stanie zatrudnić jeden szpital w regionie, więc w kontekście potrzeb placówek medycznych Dolnego Śląska to kropla w morzu. Tymczasem średnia wieku pielęgniarki w naszym regionie przekroczyła już 55 lat. Zdaniem ekspertów, jeśli nawet tę lukę będzie można wypełnić poprzez napływ przedstawicieli tego zawodu z Ukrainy, nie stanie się to natychmiast.

– 140 pielęgniarek przyjęlibyśmy do pracy natychmiast – przyznaje Violetta Magiera, dyrektor ds pielęgniarstwa Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, w którym zatrudnionych jest 1600 pielęgniarek i położnych. – Od wielu lat borykamy się z trudnościami w pozyskiwaniu tego personelu, mimo podejmowania przeróżnych działań. Publikujemy ogłoszenia, organizujemy akcje reklamowe, drzwi otwarte, itp. Mimo to cały czas mamy braki. A przecież szpital nieustannie się rozwija, wprowadzamy nowe formy działalności i potrzebujemy coraz więcej personelu medycznego.

Prof. Izabella Uchmanowicz, kierownik Katedry Pielęgniarstwa i Położnictwa Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu nie ukrywa, że z trudem udaje się wypełnić udostępnione miejsca na pielęgniarstwie. – Ostatnio obserwujemy coraz większe zainteresowanie tym kierunkiem ze strony ratowników medycznych, ale wcale nas to nie cieszy, bo ich także brakuje w systemie – mówi prof. Uchmanowicz.

Średnia wieku pielęgniarki i położnej w USK (a także pielęgniarza i położnego, bo w USK pracuje w tym zawodzie 10 panów) wynosi 48,5 roku. To i tak o kilka lat mniej niż przeciętna w regionie. Dyrektor Magiera dodaje, że zdecydowana większość z tych, którzy osiągają wiek emerytalny, decyduje się kontynuować pracę w szpitalu. Nawet, jeśli zostają na rok czy dwa, ratuje to sytuację kadrową. W opinii dyrektor ds pielęgniarstwa małe zainteresowanie zawodem spowodowane jest jego trudnością. Praca z ludźmi nie jest łatwa, a już szczególnie z ludźmi chorymi. Do tego dochodzi ogromna odpowiedzialność, nieporównywalna z innymi profesjami, w których można liczyć na zbliżone zarobki.

Czy napływ uchodźców z Ukrainy, wśród których są także pielęgniarki, poprawi sytuację w Polsce? – Sądzę, że to możliwe, by podobnie jak w wielu innych europejskich państwach, także u nas pielęgniarki zza granicy stały się normą w szpitalach – uważa Violetta Magiera. – Jednak nie stanie się to natychmiast, to wieloletni proces. W tej chwili zatrudniamy 6 pielęgniarek obywatelek Ukrainy, ale większość podjęła pracę wcześniej, tylko jedna pani dotarła do nas po wybuchu wojny. Zainteresowanych jest wiele, ale procedury związane z prawem wykonywania zawodu w Polsce trwają. Te osoby, które są w ich trakcie i czekają na załatwienie formalności, zatrudniamy m.in. jako salowe na oddziałach, na których będą potem chciały pracować jako pielęgniarki. Obecnie mamy 11 takich pań, ale wciąż zgłaszają się kolejne.

Zachęcając do studiowania pielęgniarstwa prof. Uchmanowicz podkreśla, że to już zawód inny niż przed laty, dający wiele możliwości.

– To naprawdę studia z przyszłością, nie tylko dlatego, że pielęgniarka czy położna nie ma szans na bezrobocie – przekonuje kierownik Katedry Pielęgniarstwa i Położnictwa UMW. – Zawsze znajdzie pracę, i to nie tylko przy pacjentach w szpitalach czy przychodniach, gdzie także w ostatnich latach poprawiły się zarobki. Ponadto istnieje wiele ścieżek kariery w tym zawodzie, są różne role do spełnienia. Można pracować samodzielnie, być menadżerem czy wybrać pracę naukową. To naprawdę świetny zawód, który wprawdzie jest odpowiedzialny, to także bardzo satysfakcjonujący. A z okazji święta pielęgniarek i położnych życzę wszystkim w tych trudnych czasach zdrowia, wytrwałości, a także rozwoju zawodowego.

Swoje życzenia przekazuje także dyrektor Violetta Magiera:

– Chcę podziękować wszystkim koleżankom i kolegom za to, w jaki sposób pomogły szpitalowi i pacjentom przetrwać trudny czas pandemii i za zrozumienie w tej trudnej sytuacji. Wymagało to ogromnego poświęcenia z ich strony, ale pielęgniarki stanęły na wysokości zadania. Jak zawsze. I za to im dziękuję, życząc w pracy sukcesów, siły, możliwości rozwoju, a także dużo dobrego w życiu osobistym oraz zdrowia – dodaje dyrektor ds pielęgniarstwa USK we Wrocławiu.

 
Razem dla ochrony zdrowia Dolnoślązaków
Informacja prasowa 06.05.2022

Razem dla ochrony zdrowia Dolnoślązaków



Zacieśniamy współpracę z samorządem województwa dolnośląskiego w zakresie ochrony zdrowia. Porozumienie podpisane przez rektora UMW prof. Piotra Ponikowskiego i wicemarszałka Marcina Krzyżanowskiego otwiera nowy etap. Porozumienie na rzecz współpracy w ochronie zdrowia na terenie Dolnego Śląska wskazuje najważniejsze inwestycje i projekty do realizacji w najbliższych latach, które odgrywają kluczowe znaczenie dla rozwoju obu ośrodków oraz zapewnienia najlepszej opieki pacjentom w regionie.
Na liście znalazły się:
  • budowa Nowego Szpitala Onkologicznego, do którego przeniesione zostanie Dolnośląskie Centrum Onkologii, Pulmonologii i Hematologii,
  • utworzenie zintegrowanego Instytutu Pediatrii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego,
  • utworzenie Instytutu Hematoonkologii na bazie USK,
  • powołanie w strukturach USK Centrum Nowoczesnych Technologii i Sztucznej Inteligencji w Ochronie Zdrowia,
  • rozwój medycyny robotycznej w oparciu o infrastrukturę USK oraz samorządu województwa.


  • Co ważne dla Uczelni i Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu są one odzwierciedleniem zadań postawionych władzom UMW i USK w ramach uchwały Senatu w sprawie rekomendacji podjęcia przez JM Rektora działań niezbędnych do przygotowania i realizacji inwestycji budowlanych polegających na budowie Instytutu Pediatrii, Instytutu Hematoonkologii i Transplantacji Komórek Krwiotwórczych, Centrum Kształcenia Kadr Medycznych oraz do zakupu infrastruktury Centrum Naukowo–Badawczo–Dydaktycznego Chirurgii Robotycznej.

    - Wszyscy w Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu w oczywisty sposób czujemy się współodpowiedzialni za zdrowie mieszkańców Dolnego Śląska. Uniwersytecki Szpital Kliniczny w wojnie z pandemią był na pierwszej linii frontu, a przecież w tym samym czasie oferowaliśmy pacjentom wysokospecjalistyczne usługi. Przypomnę, że to w tym trudnym czasie rozwinęliśmy program transplantacji serca - podkreśla rektor Uczelni prof. Piotr Ponikowski. I dodaje, że zawarte porozumienie jest niezwykle dobrą wiadomością dla mieszkańców naszego regionu: - Jednocząc siły jesteśmy w stanie zabezpieczyć kluczowe obszary opieki zdrowotnej i nie tylko zapewnić pacjentom odpowiednią opiekę, ale także rozwijać usługi medyczne w naszym kraju. To gwarancja inwestycji w zdrową przyszłość nas wszystkich - podkreśla prof. Piotr Ponikowski.

    Obok rozwoju infrastruktury za równie ważną kwestię uznano inwestycje w kadry medyczne. Strony zobowiązały się do poszerzania bazy dydaktycznej i klinicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, uzyskania środków z Ministerstwa Zdrowia na zwiększenie liczby miejsc na kierunkach medycznych oraz rozwój programów szkoleniowych.

    - Innowacyjność oraz nasza wspólna troska o zdrowie Dolnoślązaków pozwala nam realizować ważne projekty, do których należy zaliczyć rozpoczęcie programu transplantacji serca w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu oraz start ogólnopolskiego pilotażu krajowej sieci onkologicznej w Dolnośląskim Centrum Onkologii, Pulmonologii i Hematologii. Współpraca jest niezbędna, aby zapewnić mieszkańcom naszego regionu jeszcze lepsze warunki leczenia oraz profilaktykę - zaznacza marszałek Cezary Przybylski.

    Celem podpisanego porozumienia jest kontynuowanie wprowadzania pozytywnych rozwiązań w obszarze rozwoju opieki zdrowotnej.

    - Dzięki współpracy możemy podejmować więcej kluczowych działań na rzecz rozwoju opieki medycznej na Dolnym Śląsku. Dziś zobowiązaliśmy do realizowania wspólnych inwestycji i programów, które są długo oczekiwane i niezwykle ważne z punktu widzenia mieszkańców Dolnego Śląska – mówi wicemarszałek Marcin Krzyżanowski.

    Podpisanie porozumienia odbyło się w obecności: Janusza Cieszyńskiego sekretarza stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, Wojewody Dolnośląskiego Jarosława Obremskiego, Dyrektora Dolnośląskiego Centrum Onkologii, Pulmonologii i Hematologii dr. hab. Adama Maciejczyka oraz p.o. dyrektora Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu dr. Jakuba Berezowskiego.


     
    Terapia CAR-T refundowana dla dorosłych pacjentów z chłoniakiem

    Terapia CAR-T refundowana dla dorosłych pacjentów z chłoniakiem



    Pacjenci z nawracającym lub opornym na leczenie chłoniakiem rozlanym z dużych komórek B (DLBCL) od 1 maja będą mieli dostęp do refundowanej nowatorskiej terapii CAR-T. Dla wielu chorych, u których standardowe metody leczenia okazały się nieskuteczne, oznacza to szansę na długotrwałą remisję lub całkowite wyzdrowienie. Chłoniak DLBCL to już druga choroba, w której CAR-T w Polsce będzie finansowana przez NFZ. Od 1 września 2021 roku z refundowanej terapii mogą korzystać pacjenci do 25 r. ż. z ostrą białaczką limfoblastyczną z komórek B.

    – To zupełnie inna populacja chorych, dotychczasowa refundacja dotyczyła głównie dzieci chorych na białaczkę, a teraz szansę dostają dorośli, cierpiący na bardzo agresywną i trudną do leczenia formę chłoniaka – mówi prof. Anna Czyż z Katedry i Kliniki Hematologii, Nowotworów Krwi i Transplantacji Szpiku Uniwersytetu Medycznego i Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. – Z refundowanej CAR-T będą mogli skorzystać ci chorzy na DLBCL, którzy nie odpowiadają na co najmniej dwie linie leczenia standardowego. Do tej pory niewiele mieliśmy im do zaoferowania. Terapia CAR-T, w której wykorzystuje się odpowiednio zmodyfikowane komórki własnego układu odpornościowego chorego, daje bardzo dobre efekty – dzięki niej uzyskuje się długotrwałe odpowiedzi u ponad 40 proc. pacjentów w tej grupie chorych. Ze względu na wysokie koszty dla naszych pacjentów była niedostępna. Dzięki refundacji to się zmieni, co bardzo nas cieszy.

    CAR-T polega na modyfikacji genetycznej limfocytów T pobranych od chorego w taki sposób, by „nauczyły się” rozpoznawać komórki nowotworowe i je niszczyć. Proces modyfikacji odbywa się poza organizmem pacjenta, w specjalistycznych laboratoriach w USA i Europie, a cała procedura jest skomplikowana także pod względem logistycznym.

    Prof. Anna Czyż ocenia, że we wrocławskiej klinice rocznie leczonych jest kilkunastu chorych na chłoniaka opornego na dotychczas stosowane metody leczenia, co jest wskazaniem do refundowanej terapii CAR-T. Obecnie Klinika Hematologii, Nowotworów Krwi i Transplantacji Szpiku USK jest w trakcie procesu certyfikacji producenta terapii CAR-T.

    – Mamy nadzieję, że zakończy się on jeszcze w tym roku i będziemy mogli stosować tę nowatorską metodę na miejscu – dodaje prof. Czyż. – Do tego czasu będziemy kierować naszych pacjentów do jednego z ośrodków już certyfikowanych, znajdujących się najbliżej miejsca zamieszkania chorego. W Polsce obecnie certyfikację do stosowania CAR-T w obu wskazaniach ma 6 ośrodków. Dla dzieci jedynym pozostaje Klinika Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, która w 2019 r., jako pierwsza w Polsce przeszła proces certyfikacji, potwierdzający gotowość do leczenia terapią genową CAR-T pacjentów pediatrycznych, z oporną lub nawrotową ostrą białaczką limfoblastyczną (ALL). Komórki CAR-T zostały po raz pierwszy zastosowane w 2020 r. u 11-letniego chłopca, zmagającego się z białaczką przez siedem lat. Przez ten okres otrzymał on wszelkie możliwe formy terapii, w tym dwie allogeniczne transplantacje komórek krwiotwórczych od dwóch różnych dawców. Pierwsza terapia była możliwa jedynie dzięki darczyńcom – kosztowała ok. 1,3 miliona zł.  Od tamtej pory trzynaścioro dzieci otrzymało leczenie: jedenaście z nich żyje i ma się dobrze.

     
    Rotawirusy

    Prof. Szenborn: wróciły u dzieci zakażenia rotawirusami, dzięki szczepieniom udało się je ograniczyć



    Po powrocie dzieci do przedszkoli i szkół wróciły też rotawirusy. Chorują jednak starsze dzieci, a nie najmłodsze – twierdzi prof. Leszek Szenborn. Zaznacza, że jest to zasługa wprowadzenia szczepień powszechnych. Dodaje, że kalendarz szczepień obowiązkowych należałoby jeszcze rozszerzyć.
     
    Od 24. do 30. kwietnia obchodzony jest Europejski Tydzień Szczepień. Z tej okazji prof. Leszk Szenborn, który jest kierownikiem Katedry i Kliniki Pediatrii i Chorób Infekcyjnych Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, zwraca uwagę w informacji przekazanej PAP, że w ostatnich latach w naszym programie szczepień ochronnych w Polsce wprowadzono dwie bardzo istotne zmiany. Od 2017 r. prowadzimy powszechne szczepienia przeciwko pneumokokom, natomiast w 2022 r. rozpoczęto szczepienia przeciw rotawirusom.
     
    Program szczepień przeciwko pneumokokom wśród dzieci do lat piątego roku życia działa już od 5 lat, a efekty tego są znakomite. „Z punktu widzenia lekarza, który prowadzi oddział chorób wywołanych przez bakterie i wirusy potwierdzam, że obecnie tych zakażeń pneumokokowych, zapaleń opon mózgowo-rdzeniowych, praktycznie nie mamy. Gdy byłem młodym lekarzem, takie chorujące dzieci przyjmowałem praktycznie bez przerwy. Największa liczba zakażeń obserwowana była u dzieci do 5. roku życia – wprowadzenie bezpłatnych szczepień znacznie ograniczyło zachorowania w tej grupie. Nie mam wątpliwości, że to, co obserwujemy dzisiaj, zawdzięczamy przede wszystkim szczepieniom. Trochę jednak też pandemii, która chwilowo ograniczyła występowanie chorób infekcyjnych” – wyjaśnia specjalista.
     
    Jeśli chodzi o rotawirusy – dodaje - to zakażenia te ostatnio wróciły po ściągnięciu masek i powrocie dzieci do przedszkoli i szkół. „Chorują jednak starsze dzieci, a nie najmłodsze, które najciężej przechodziły to zakażenie i wymagały hospitalizacji” – podkreśla. Jego zdaniem jest to zasługa wprowadzenia w tym roku refundowanych z budżetu szczepień przeciwko rotawirusom.
     
    Prof. Szenborn przyznaje, że kalendarz szczepień w Polsce jest coraz lepszy, ale wciąż nie są finansowane z budżetu dwa szczepienia, bardzo istotne dla zdrowia dzieci i poczucia dobrostanu. „Bo dobrostan – tłumaczy - to nie tylko brak choroby, ale również fakt, że nie martwimy się ryzykiem zachorowania. Dobrze byłoby zatem, gdybyśmy mieli powszechne szczepienia przeciwko HPV i szczepienia przeciw meningokokom”.
     
    Uważa, że z tych pierwszych szczepień mogłaby skorzystać cała populacja. Z kolei meningokoki co prawda stosunkowo rzadko wywołują choroby, ale jeśli już się tak zdarzy, to są one bardzo ciężkie i niosą ze sobą ryzyko utraty życia. „Mimo poprawy opieki, dostępności antybiotyków i oddziałów intensywnej terapii nie udało się zmniejszyć śmiertelności poniżej 10 proc. pośród tych, którzy chorują. Natomiast w krajach, które szczepienie przeciwko meningokokom prowadzą już od wielu lat, udało się obniżyć liczbę przypadków zachorowań” – dodaje.
     
    Wielka Brytania szczepi przeciwko wszystkim meningokokom, również tym z grupy B (dominującej także w Polsce), grupy C, która jest drugim bardzo ważnym patogenem, jeżeli chodzi o meningokoki, ale także z grupy w ramach szczepionki czterowalentnej ACWY. „To są szczepienia zalecane również jako medycyna podróży” – zwraca uwagę.
     
    Jego zdaniem kolejną szczepionką, którą warto byłoby polecić, jest szczepionka przeciw wirusowemu zapaleniu wątroby typu A. Co prawda nie jest ona obowiązkowa, ale jest dostępna, tania i bardzo skuteczna. Jest to ważne zwłaszcza w przypadku wakacyjnych wyjazdów do nieco biedniejszych ciepłych krajów.
     
    Szczepienia przeciwko meningokokom, tak samo jak w przypadku pneumokoków i rotawirusów - aby uzyskać najlepsze efekty szczepienia - trzeba rozpocząć u dzieci jak najwcześniej. Najlepiej zaraz po ukończeniu przez nich dwóch miesięcy, aby zbudować odporność na czas zaniku przeciwciał przekazanych przez matki, co ma miejsce już w 5-6 miesiącu życia. „Nie powinniśmy tej decyzji odwlekać do czasu, gdy dziecko pójdzie do przedszkola, bo wtedy korzyść z zastosowania szczepionki jest mniejsza” - dodaje.
     
    Jeśli chodzi o szczepienia dzieci przeciwko ospie wietrznej, to niezależnie od wieku każde dziecko, które do tej pory nie zachorowało z tego powodu, odniesie dzięki niemu korzyści. „Muszę przyznać, że z jednej strony jest to rzeczywiście choroba łagodna, ale jednak 10 proc. chorujących na ospę wietrzną dzieci doświadcza różnych komplikacji. Powikłania ospy zagrażające życiu niestety wciąż się zdarzają. Trzeba zrozumieć, że dziecko nie umiera z powodu ospy, natomiast umiera z powodu nadkażeń bakteryjnych” – ostrzega specjalista.
     
    W każdym przypadku ospy wietrznej, nawet jeżeli nie przebiega z intensywną wysypką, to na ogół występuje świąd. Dziecko się drapie. Zadrapania powodują małe lub większe rany, przez które wnikają bakterie znajdujące się na skórze: paciorkowce i gronkowce. W ciągu kilku godzin mogą one wywołać stany zapalne i uwolnienie się toksyn we krwi. To z kolei prowadzi do ostrego załamania stanu zdrowia.
     
    „Takie przypadki zdarzały się na przykład po tak zwanych +ospa party+, czyli celowym narażeniu dziecka na zakażenie. Przebycie ospy wietrznej rzeczywiście daje odporność na całe życie, ale tylko przed zachorowaniem na ospę. Prawie u wszystkich dziki wirus ospy po jakimś czasie uaktywni się i wywoła dotkliwą chorobą jaką jest znany większości półpasiec. Warto wspomnieć, że dziś mamy już też szczepionki zmniejszające ryzyko wystąpienia półpaśca, które mogą być podawane osobom dorosłym” – podkreśla prof. Leszek Szenborn. (PAP)
     
    Autor: Zbigniew Wojtasiński
     
     
     
    UMW ponownie w polskiej czołówce rankingu CWUR

    UMW ponownie w polskiej czołówce rankingu CWUR



    2. miejsce wśród polskich uczelni medycznych i awans o 50 pozycji w rankingu światowym – tak prezentuje się pozycja naszej uczelni w najnowszej edycji rankingu The Center for World University Rankings.

    W tegorocznej edycji zestawienia oceniano niemal 20 tys. uczelni z całego świata, a 2000 najlepszych trafiło na listę rankingową.

    Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu zajął 926 miejsce w ogólnym zestawieniu i jest to awans o 50 pozycji w stosunku do roku ubiegłego. Wśród uczelni polskich sklasyfikowano nas na 10 pozycji. Z grona polskich uczelni medycznych ponownie wyprzedził nas jedynie Warszawski Uniwersytet Medyczny, który zdobył tę samą liczbę punktów, ale osiągnął wyższą pozycję w kategorii badawczej. Spośród uczelni z Wrocławia UMW wyprzedził jedynie Uniwersytet Wrocławski.

    Na podium zestawienia, ponownie jak w roku ubiegłym, znalazły się 3 uczelnie amerykańskie: Harvard University, Massachusetts Institute of Technology oraz Stanford University. Listę polskich uczelni otwiera Uniwersytet Jagielloński, sklasyfikowany na 381 miejscu globalnego rankingu CWUR.

    Center for World University Rankings (CWUR) jest organizacją konsultingową, która zapewnia doradztwo w zakresie polityki, analizy strategiczne i usługi konsultingowe dla rządów i uniwersytetów w celu poprawy wyników nauczania i badań. W swoim globalnym rankingu ocenia uczelnie na podstawie czterech czynników, nie opierając się na ankietach i danych przekazywanych przez uczelnie. Są to jakość edukacji (25%), zatrudnienie absolwentów (25%), jakość wydziałów (10%) i wyniki badań naukowych (40%), po 10 % za efektywność badań, artykuły opublikowane w najlepszych czasopismach, wpływ i cytowania. W tym roku w rankingu znalazło się 19788 instytucji, a te, które uplasowały się w czołówce, trafiły na globalną listę 2000.

    Pełną listę rankingową znaleźć można pod linkiem.


     
    Transplantacje serca w obiektywie

    Transplantacje serca w obiektywie



    W holu głównym USK można obejrzeć zdjęcia z pierwszych, historycznych przeszczepów serca przeprowadzonych w Instytucie Chorób Serca Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. To część większej ekspozycji, która była prezentowana przez kilka tygodni na wrocławskim rynku.

    Każda z fotografii opatrzona jest krótkim komentarzem, opisującym szczegóły poszczególnych zabiegów. Ponadto na planszach przeczytamy informacje o zespole przeszczepowym, jednostkach wspomagających transport organów z różnych części Polski oraz ich pochodzeniu.

    Przypominamy, zespół Instytutu Chorób Serca Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu przeprowadził pierwszą transplantację serca pod koniec lutego 2021 r. Od tamtej pory w USK wykonano kilkadziesiąt takich zabiegów. Ubiegły rok ośrodek zakończył 40 przeszczepami serca, co stawia go na drugim miejscu w kraju pod względem liczby tych zabiegów.

    W wystawę w holu można oglądać do końca maja br.


     
    Opowieść o życiu i twórczości polskiego lekarza laryngologa Krzysztofa Komedy

    Opowieść o życiu i twórczości polskiego lekarza laryngologa Krzysztofa Komedy



    Serdecznie zapraszamy do udziału w niepowtarzalnym spektaklu objętym mecenatem Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego.

    "Nim Wstanie Dzień” to teatralna opowieść o życiu i twórczości polskiego lekarza laryngologa Krzysztofa Komedy, który został światowej sławy kompozytorem. Jego doskonałą muzykę wykorzystywali w swych filmach tacy reżyserzy jak Roman Polański w "Dziecku Rosemary", Andrzej Kondratiuk, Jerzy Skolimowski czy Janusz Morgenstern. "Nim Wstanie Dzień" to pierwsza w Polsce interdyscyplinarna produkcja, integrująca wizualizacje, grę aktorską i muzykę w wykonaniu kwartetu jazzowego, która opowiada o życiu, karierze, jak również tragicznym wypadku - bezpośredniej przyczynie śmierci kompozytora. Opisowi przedsięwzięcia produkcji tego spektaklu poświęcona jest strona internetowa https://nimwstaniedzien.pl/ - zachęcamy do lektury.

    Spektakl 27 kwietnia - to unikalne, pojedyncze widowisko prezentowane będzie w Sali Koncertowej Radia Wrocław.

    27.IV. 2022 godz. 20.00
    Sala Koncertowa Radia Wrocław ul. Karkonoska 10
    Bilety do nabycia na: https://www.kupbilecik.pl/


     
    Lekarze stażyści z USK niosą pomoc medyczną

    Lekarze stażyści z USK niosą pomoc medyczną uchodźcom



    73 młodych lekarzy, odbywających staż podyplomowy w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu, pomaga uchodźcom wojennym z Ukrainy w punkcie recepcyjnym przy ul. Wittiga. W akademiku, do którego uciekający przed wojną trafiają na 2-3 dni, zorganizowali gabinet lekarski. Prowadzą go we współpracy z farmaceutami z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i wrocławskich aptek. Każdego dnia wolontariusze przyjmują kilkunastu pacjentów, głównie kobiety i dzieci, także osoby starsze i niepełnosprawne.

    Na co dzień w szpitalu przy ul. Borowskiej pracują m.in. przy przyjęciach pacjentów, uczestniczą w wizytach lekarskich na oddziałach, pomagają w punkcie szczepień. I właśnie od zamiaru szczepienia uchodźców przeciwko COVID-19 wszystko się zaczęło. – Kiedy wybuchła wojna i pierwsi uchodźcy zaczęli masowo przybywać także do Wrocławia, pojawił się pomysł, że warto byłoby ich zaszczepić – opowiada Izabela Cendal, stażystka z USK, inicjatorka lekarskiego wolontariatu. – Wrzuciłam pytanie na naszą wewnętrzną grupę na Facebooku, czy znaleźliby się chętni do pomocy. Od razu zgłosiło się ok. 30 osób, ale to był dopiero początek. Grupa zaczęła się błyskawicznie rozrastać, w krótkim czasie liczyła już 73 osoby. Jest wśród nich kilkunastu Ukraińców, co bardzo nam ułatwia porozumiewanie się z uchodźcami. Bardzo szybko okazało się bowiem, że chętnych na szczepienie wprawdzie za wielu nie ma, za to jest całe morze innych potrzeb.

    Potrzebni każdego dnia
    Wolontariusze pojawili się w akademiku niemal natychmiast po przekształceniu go w tymczasowy dom dla uchodźców. Już w niedzielę 27 lutego pochodzący z Ukrainy stażysta udzielał na miejscu doraźnej pomocy medycznej. Następnego dnia młodzi lekarze przebadali dzieci, w kolejnych zajęli się dorosłymi, przyjmując ich w zorganizowanym naprędce gabinecie. Doszli do wniosku, że najlepiej byłoby tu być codziennie, przynajmniej przez kilka godzin. Rotacja wśród uchodźców jest duża, co kilka dni jedni jadą dalej, a przybywają następni. Wśród przerażonych wojną, zmęczonych niebezpieczną i długą podróżą ludzi jest wielu przewlekle chorych, nie brakuje też ostrych przypadków. To najczęściej dzieci z infekcjami, którym zwykle pomagają leki przeciwgorączkowe. To jedne z tych medykamentów, które pochodzą ze zbiórek i którymi dysponują wolontariusze. Nie zawsze jednak leki dostępne bez recepty wystarczają. Jedna z takich sytuacji dotyczyła kilkuletniego chłopca.
    – Dziecko miało wysoką temperaturę, która nie spadała mimo zastosowania leków przeciwgorączkowych, a badanie osłuchowe mogło wskazywać na zapalenia płuc – opowiada Izabela Cendal. – Chłopiec wymagał dalszej diagnostyki, więc zawiozłam go na SOR do szpitala na Borowskiej. Jako stażyści, nie mamy pełnych praw wykonywania zawodu lekarza. Nie możemy np. wystawiać recept. To był duży problem na początku działania punktu recepcyjnego. Po każdą receptę trzeba było jeździć do lekarza z SOR. Było to bardzo kłopotliwe, ze względu na dużą odległość między ulicami Wittiga a Borowską. Raz miałam taką sytuację, że kiedy jednej z pacjentek przywiozłam receptę, już nie zastałam jej w akademiku. Jak się okazało, wsiadała już do podstawionego autobusu, którym razem z całą grupą miała jechać poza Wrocław. Udało mi się złapać ją dosłownie w ostatniej chwili.

    Bywa, że recepty okazują się potrzebne nawet w przypadku tych pacjentów, którym uciekając z Ukrainy udało się zadbać o swoje leki. Starsza pani z chorobą niedokrwienną, jadąc do Polski wzięła ze sobą całą walizkę leków, które przyjmowała od lat. Jednak jej bagaż zaginął, omyłkowo trafił gdzieś indziej, więc na jakiś czas przerwała leczenie i jej stan się pogorszył. Walizka w końcu się znalazła, ale wcześniej kobieta wymagała pilnej pomocy lekarskiej.

    Leki, których w Polsce nie ma
    Kłopot z „wycieczkami” po recepty rozwiązał się, gdy do pomocy włączyli się farmaceuci z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i wrocławskich aptek, którzy zgodnie z przepisami mogą je wystawiać. Dzięki tej współpracy tę sprawę można już załatwić na miejscu. Z lekami związany jest także inny problem, który już zaczyna się uwidaczniać w kontekście uchodźców cierpiących na przewlekłe choroby.
    – Wiele leków stosowanych na Ukrainie nie jest dopuszczonych do obrotu w Polsce ani w innych krajach Unii Europejskiej – mówi koordynatorka wolontariatu stażystów USK. – Mieliśmy w akademiku np. pacjentkę po chemioterapii. Pokazała nam swój zestaw leków. Ani jeden z nich nie jest dostępny w Polsce. Przyczyną jest fakt, że Ukraina nie należy do UE. Zapewne wielu przewlekle chorym uchodźcom trzeba będzie na nowo ustawiać specjalistyczne terapie, bo kontynuacja leczenia będzie niemożliwa. W warunkach punktu recepcyjnego, w którym pacjenci przebywają tak krótko, jest to bardzo trudne. Pozostaje nam wystawianie skierowań do specjalistów.

    Lekarze pomagający uchodźcom wojennym mają świadomość, że ich pacjenci to szczególna kategoria, z jaką nigdy wcześniej nie mieli do czynienia. To ludzie zmuszeni do chowania się przed bombardowaniem w piwnicach, uciekający ze swojego kraju pod ostrzałem, zostawiający nieraz cały dorobek życia, którzy często nie mają już do czego wracać, bo ich domy zostały zrównane z ziemią. Na dramatyczną sytuacje reagują różnie. Niektórzy przychodzą do gabinetu lekarskiego tylko po to, żeby porozmawiać. Inni milczą i trudno do nich dotrzeć. Dzieci po przejściach często boją się każdego, kogo nie znają, a kiedy słyszą obcy język, chowają się za swoimi mamami. Choćby ze względu na najmniejszych pacjentów, niezwykle ważny jest udział w lekarskim wolontariacie stażystów pochodzących z Ukrainy. Do pomocy zgłosiło się także kilku stażystów Rosjan. Nikt ich nie pyta o kwestie polityczne. Chcą pomagać, pomagają i tylko to jest ważne. Przydaje się też znajomość języka, bo wielu Ukraińców, zwłaszcza starszych, porozumiewa się tylko w języku rosyjskim.

     
    Chirurgia robotyczna to narzędzie, które wprowadza nas w XXI wiek

    Krajowy konsultant w dziedzinie urologii: chirurgia robotyczna to narzędzie, które wprowadza nas w XXI wiek



    Minister zdrowia zapowiedział we Wrocławiu (8 kwietnia) wprowadzenie operacji przy użyciu robota do publicznego systemu opieki zdrowotnej i ich re-fundowanie według specjalnie wyliczonej taryfy. Pierwszą w Polsce re-fundowaną procedurą robotyczną jest operacyjne leczenie raka prostaty. Rozporządzenie w tej sprawie weszło w życie 1 kwietnia.

    – Brak refundacji procedur robotycznych był dotychczas piętą achillesową polskiej urologii – mówi prof. Tomasz Szydełko, krajowy konsultant w dziedzinie urologii, kierownik Uniwersyteckiego Centrum Urologii USK. – Na świecie w uroonkologii roboty są standardem. Za ich pomocą wykonuje się w niektórych krajach zdecydowaną większość operacji. W Polsce niewielu pacjentów z nowotworami układu moczowego i płciowego ma wykonywany zabieg tą techniką. Z powodu braku refundacji zwykle odbywa się to w ośrodkach komercyjnych, a więc dla pacjenta odpłatnie. Konieczne jest zapewnienie dostępu do nowoczesnych metod operacyjnych wszystkim chorym. Rozwój robotyki jest kierunkiem, który powinien wprowadzić rodzimą urologię w XXI wiek.

    Prof. Szydełko wyjaśnia, że operacje robotyczne w urologii są bardziej przyjazne dla pacjenta i prowadzą do lepszych rezultatów. Jest to przede wszystkim kwestia precyzji wykonania operacji. Dzięki niej zabiegi są bezpieczniejsze dla pacjenta, wiążą się z mniejszą utratą krwi, mniejszym ryzykiem powikłań i krótszym okresem rekon-walescencji. Dzięki stosowaniu technik robotycznych np. osiąga się bardziej korzystne parametry czynnościowe po operacji.

    Konsultant krajowy w dziedzinie urologii z zadowoleniem przyjął wprowadzenie od kwietnia br. refundacji pierwszej procedury robotycznej. Dotyczy ona operacyjnego leczenia raka prostaty, a więc występującego najczęściej na świecie raka u mężczyzn.

    Jedną ze spraw, jakie uważa za najpilniejsze do rozwiązania jako krajowy konsultant, prof. Tomasz Szydełko wymienia m.in. zmianę finansowania niektórych pro-cedur medycznych i uwzględnienie nowych, w tym biopsji fuzyjnej raka prostaty czy giętkiej cystoskopii, stosowanych w diagnostyce.

    – Kolejna sprawa dotyczy edukacji, a wiąże się z właściwym postrzeganiem onkologii urologicznej i odpowiednim kierowaniem pacjenta – mówi prof. Tomasz Szydełko. – Urolodzy zajmują się leczeniem chorób układu moczowego u obu płci i płciowego u mężczyzn, ale wielu pacjentów z tymi problemami nie trafia bezpośrednio do uro-loga, tylko do lekarzy innych specjalności, np. do onkologów. Niewątpliwie wydłuża to drogę pacjenta do podjęcia skutecznego leczenia. Nawet, jeśli ostatecznie leczy go urolog, to zbyt często trwa to zbyt długo. Oczywiście, wiele nowotworów układu moczowego i płciowego musi być leczonych interdyscyplinarnie i konieczna jest współpraca z onkologami lub radioterapeutami. Jednak żeby był to proces rozsądny i najlepszy dla pacjenta, ktoś ten proces powinien koordynować od etapu rozpozna-nia, poprzez leczenie, aż po nadzór i rehabilitację. W przypadku tego rodzaju nowo-tworów bez wątpienia powinien to być urolog.

    Współczesna urologia zajmuje się przede wszystkim leczeniem nowotworów układu moczowego i płciowego, więc w tym kontekście coraz częściej mówimy nie o urologii, a o uroonkologii. Najczęstsze z nich to nowotwory gruczołu krokowego (prostaty, stercza), pęcherza moczowego i nerki. Ich leczenie to 70-80 proc. procedur wykonywanych w urologii, pozostałą część stanowią m.in. operacje wad wrodzonych czy leczenie kamicy układu moczowego.

    Prof. Tomasz Szydełko został powołany na stanowisko konsultanta krajowego w dziedzinie urologii 18 marca br.


     
    Choroba Parkinsona

    Choroba Parkinsona – szybkie rozpoznanie decyduje o skutecznym leczeniu


    11 kwietnia, w dniu urodzin Jamesa Parkinsona, obchodzimy Światowy Dzień Choroby Parkinsona. W Polsce na to schorzenie cierpi ok. 80 tysięcy osób. Jest to druga pod względem częstości występowania po chorobie Alzheimera choroba zwyrodnieniowa układu nerwowego. Główne objawy kliniczne to: spowolnienie ruchowe, sztywność mięśni, drżenie spoczynkowe, zaburzenia odruchów postawnych. Objawami schorzenia mogą być także utrata węchu, zaparcia, hipotonia tętnicza, zaburzenia depresyjne i otępienie. Choroba ma charakter postępujący.


    – Bardzo ważne jest szybkie rozpoznanie, co umożliwia podjęcie leczenia objawowego, które w pierwszych latach trwania choroby jest skuteczne i pozwala zachować normalną aktywność życiową pacjentów – mówi dr hab. Sławomir Budrewicz, prof. Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, kierownik Kliniki Neurologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, prezes Polskiego Towarzystwa Choroby Parkinsona i Innych Zaburzeń Ruchowych oraz Sekcji Schorzeń Pozapiramidowych Polskiego Towarzystwa Neurologicznego. – W zaawansowanym okresie choroby Parkinsona dysponujemy poza doustną terapią farmakologiczną także innymi metodami leczenia, w tym operacyjnego (DBS – głęboka stymulacja mózgu, najczęściej jądra niskowzgórzowego) oraz metodami infuzyjnymi – dojelitowe wlewy lewodopy oraz podskórne podawanie apomorfiny.

    W Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu działa Poradnia dla chorych z chorobą Parkinsona i innymi zaburzeniami ruchowymi. W Klinice Neurologii USK we Wrocławiu dostępne są programy leczenia zaawansowanej choroby Parkinsona dojelitowymi wlewami lewodopy i podskórnymi wlewami apomorfiny finansowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. W Klinice Neurologii odbywa się także kwalifikacja chorych do leczenia operacyjnego metodą DBS (głęboka stymulacja mózgu). Chorzy ci są operowani w Klinice Neurochirurgii USK, a następnie prowadzeni przez lekarzy Kliniki Neurologii USK. Lekarze Kliniki Neurologii uczestniczą także regularnie w spotkaniach Koła Przyjaciół Chorych z chorobą Parkinsona we Wrocławiu.

    – Leczenie choroby Parkinsona wymaga zaangażowania multidyscyplinarnego zespołu medycznego obejmującego między innymi lekarzy neurologów, neuroradiologów, neurochirurgów, psychologów, psychiatrów, fizjoterapeutów, logopedów i dietetyków – dodaje prof. Budrewicz. – Bardzo ważne jest także działanie wspierające opiekunów chorych, zarówno w zakresie edukacji, jak i w codziennej opiece nad chorym.

    Biomarkerom, m.in. biochemicznym, obrazowym, elektrofizjologicznym i klinicznym, które mają podstawowe znaczenie dla szybkiego rozpoznania tego schorzenia, poświęcona była tegoroczna ogólnopolska konferencja „Choroba Parkinsona i inne schorzenia neurozwyrodnieniowe – biomarkery, diagnostyka i leczenie” zorganizowana 8-9 kwietnia we Wrocławiu przez Polskie Towarzystwo Choroby Parkinsona i Innych Zaburzeń Ruchowych oraz Sekcję Schorzeń Pozapiramidowych Polskiego Towarzystwa Neurologicznego. Podczas konferencji odbyły się też stacjonarne warsztaty poświęcone kwalifikacji do zabiegu operacyjnego i prowadzeniu chorych z głęboką stymulacją mózgu, prowadzone przez prof. Jensa Volkmanna, kierownika Kliniki Neurologii Uniwersytetu w Wűrzburgu, uznanego światowego specjalisty w tym obszarze oraz dra Michała Schinwelskiego z Gdańska, polskiego specjalisty w tej dziedzinie.

     
    << Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Ostatnie >>

    Strona 2 z 18